Wczorajsze przeżywanie to część jakiegoś procesu który "się robi", ja tylko powierzam. I w sumie nawet nie wiem skąd ona, bo niby wszystko wygląda coraz lepiej. Fakt że wczoraj jedna rzecz, akurat nie dotycząca mnie, trochę mnie przybiła.
Acz z dotychczasowych doświadczeń związkowych to rzeczywiście ciężko mi wysnuć inne pozytywne związki poza "harmonia jest możliwa, poki wiesz na co przymknąć oko." I w sumie im bardziej się odkręcam tym bardziej widzę, że nic się nie zmienia, o ile bezpośrednio nie jest jeszcze trudniej

Ale na otarcie łez, wczorajszy przedsenny dialog z intuicją:
- Powierzam Bogu i w ogóle blablabla, niech się bla bla i bla.
-
Miłość jest prosta.- O, dobry wieczór intuicjo! Rozumiem co mi przesyłasz i jak najbardziej się zgadzam, ale widzisz, mi nie chcodzi o to jaka jest, tylko jak zrobić żeby była. Taka wiesz, partnerska.
- To również jest bardzo łatwe, jeśli będziesz robił dokładnie to, co ci powiem.
- Ba, jasna sprawa! A co takiego powinienem robić?
-
Absolutnie nic.:3