Ale dziwny dzień. Wstałam bardzo wcześnie, ponieważ miałam jechać na zajecia z podyplomówki. Okazało się, że to jednak tylko wykład, więc nie oplacało mi się pokonywać 300km i wydawać kasy. Rodzina już na mnie czekała a ja w ostatniej chwili zmieniłam zdanie. Źle się z tym poczułam, bo jestem dzieckiem karmionym poczuciem winy. No cóż, zostałam i wybrałam się robić zdjęcia, pokonałam może z 10km. Przy okazji chciałam wyjaśnić wszystko na uczelni psychologicznej w związku z ustawą o zawodzie psychologa. Wcześniej otrzymałam informację, że jest tam urząd ptp w którym wszystko powinni mi wyjaśnić. Nic i nikogo nie znalazłam...na uczelni niby jest taki urząd ale żadna z osób nie potrafiła mi go wskazać! Wykładowcy tacy niemili, że szok - potraktowali mnie z buta, potem sekretarki wyśmiały gdy powiedziałam, że szukam doświadcznego psychologa albo kogoś z ptp w celu wyjaśnienia niejasności z ustawą. Tak mnie wkurzyli, zwątpiłam, że rozwikłam tę zagadkę z uprawnieniami do zawodu. Wracałam na piechotę, wkurzenie mi poszło w kolano i teraz ciągle kuśtykam ;/// Ja nie wiem co w tym kraju trzeba zrobić, aby być psychologiem. Na dodatek starsi tak strzegą tej wiedzy, aby ich nie wygryziono. Porażka. Mam nadzieję, że mi się wkrótce ten sajgon powyjaśnia. Nie za bardzo już wiem co mam ze sobą robić i za co żyć. Najwyraźniej jestem stworzona do działania w biznesie ezoterycznym, którego jak na tę chwilę nie potrafię ogarnąć.