Lubię pisać o sobie na forum, uzewnętrzniać się w ten sposób. Ostatnio zacząłem się trochę z tym ograniczać, chyba po to, aby dostosować się do różnych, cudzych wyobrażeń w stylu "najwięcej gadają ci co mają najmniej do powiedzenia", itp. Zacząłem się czuć nie w porządku z tym, że pisałem o tak wielu detalach swojego życia i pozwalałem sobie tak często na emocjonalny ekshibicjonizm. Prawdopodobnie wystraszyłem się, że będę wciąż postrzegany jako totalna ofiara życiowa, która jedyne co potrafi to gadać - no bo w końcu dość powszechne jest przekonanie, że im więcej ktoś gada, tym mniej robi.
A ja tego gadania potrzebowałem i wciąż potrzebuje z kilku powodów. Przede wszystkim jest to dla mnie forma rozmowy z samym sobą - kiedy to tak jak w przypadku tego posta - dowiaduje się o sobie różnych rzeczy w trakcie pisania. Prawie zawsze gdy zaczynam pisać, to wiem tylko to co będzie na samym początku, reszta wychodzi sama w trakcie.
Drugi powód to uwaga innych ludzi. Moi rodzice mieli zawsze w tyłku moje problemy. Nawet jak na początku liceum moja kilkuletnia depresja i frustracja sięgnęła takiego poziomu, że w ramach wołania o pomoc ogłosiłem że się zabije, to zostałem jedynie zjebany za bycie egoistą i na tym się skończyło. Więc tak, jest mi potrzebna uwaga innych ludzi, ich zainteresowanie moją osobą. Pomaga mi to, że mogę tutaj pisać o sobie i spotykać się z mniejszym bądź większym zainteresowaniem, jakimiś reakcjami świadczącymi o tym, że moje istnienie nie jest całkowicie obojętne temu światu.
Jestem więc wdzięczny za to, że to forum istnieje i że spełnia dla mnie właśnie taką terapeutyczną funkcję.
Jakoś tak ostatnio odczuwam coraz większą potrzebę aby być sobą i czuć siebie, nawet jeśli to oznacza czucie się kimś słabszym, gorszym i bardziej ograniczonym. Wiem, że muszę przejść przez ten etap, jeśli chce rozwinąć swój Boski potencjał, więc nie chce już ukrywać przed sobą swoich wad, słabości i ograniczeń. Mogę się czuć przestraszoną ofiarą, skrzywdzonym dzieckiem. Jeśli to jest właśnie to kim teraz jestem, to w porządku. Zaakceptuje to, bo co innego mam zrobić? Nadal udawać, że prezentuje sobą coś innego niż to, co naprawdę przejawiam?
Nie ma drogi na skróty. Straciłem tysiące lat i naraziłem się na wiele zbędnych cierpień, bo szukałem skrótów. Straciłem całe mnóstwo wcieleń, kiedy mogłem osiągnąć swój cel spokojnie na przestrzeni jednego czy kilku.
Nie chce już uciekać przed sobą, przed swoimi problemami, przed przykrymi emocjami. To do niczego nie prowadzi, jedynie odsuwa w czasie rozwiązania i spiętrza kolejne problemy. Chce mieć odwagę by patrzeć na siebie bez zakłamania, bez naginania faktów i manipulacji na sobie. Chce widzieć to, co jest, takim jakim jest.
Chce odzyskać siebie.