Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640547 razy)

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-11-07, 13:35:37 »
I jeszcze powiedziala,ze paradoksalnie rozwoj traktuja jako ucieczke przed prawdziwym rozwojem i zyciem..

Zgadzam się z nią, ma całkowitą racje, rozwoj to życie, a życie to rozwój :) Niektórzy tak często zaglądają w poprzednie życia, że nie mają czasu żyć tym które teraz mają :)

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-07, 02:07:46 »
Maciejka
spoko :) za jakiś czas powinno mi się bardziej przejaśnić, w sumie byłoby fajnie jakbym bardziej skumała na czym to wszystko bazuje, bo widzę, że sporo osób ma samoocenę i przejawianie się utwierdzone właśnie na takich beznadziejnych jakościach jak np. niezasługiwanie, poczucie bycia gorszym, niegodność i mimo ciągłej pracy te jakości i tak często przebijają się przez taką osobę

Dziś spotkałam na ulicy babkę, która w kilka minut opowiedziała mi historię swojego życia, jak w Teksasie w wieku 21 lat założyła firmę, dobrze prosperowała, później poznała męża i przez kilka lat podróżowała, potem poszła na studia i została artystką i wszystko to skwitowała tekstem, że wszystko w życiu jest możliwe dla mnie więc cokolwiek chcę osiągnąć, na pewno mi się uda :P


Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-06, 22:21:57 »
Właśnie przy modlitwie zroumiałem że nie jestem debilem. Bardzo się cieszę z tego powodu. To że mam problemy z rozumieniem modlitwy którą czytam to wynik oporu podświadomości a nie mojej wrodzonej głupoty.
Nie jestem debilem ! :)

Maciejka

  • Wiadomości: 240
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-11-06, 22:09:20 »
Maciejka :)
o nawet trafne słowo - budulec, mi jednak bardziej podchodzi rdzeń, czuję to jako coś na czym zapisany jest pewien program odnośnie wyboru czy chcę być szczęśliwa czy nie w tym życiu, a może nawet i w ogóle (ale tego jeszcze nie czuję). Nie wiem na jakim poziomie on jest zapisany, ale mam wrażenie, że na głębokim i ruszenie właśnie tych podstaw może przynieść duże zmiany. Wiesz, nie bycie szczęśliwą, jest też pewnego rodzaju byciem nieszczęśliwą. Wiem o jakim stanie piszesz, bo znam go z doświadczenia, ale też wiem, że utrzymywanie siebie w tym stanie przez dłuższy czas (tak jakby pomiędzy), powoduje, że wcale człowiek nie czuje się dobrze, bo wie, że nie o to tu tak naprawdę chodzi, a o coś więcej.
Na razie nie chcę pisać więcej, bo sama odkrywam pewne rzeczy i pewnie mi się też zdanie zmieni, albo poszerzy ;)

A wiesz, carolieen, że też chciałam napisać rdzeń?:) Ale że rdzeń powiedzmy, że pochodzi od Boga, więc niemożliwe, żeby miał być tak żałosny. Urojenie, że to jest rdzeń, albo budulec. Ale że tak się właśnie marnie jawi i wydaje mi się być rdzeniem, to jest wrażenie, że taka już jego uroda, rzecz stała, nie do zmienienia, dogmat i jak by się człowiek nie starał, po wierzchu coś polukrował, to i tak w środku będzie ten smętny zgniłek. Dlatego fajne jest to, co napisałaś: "Nie wiem na jakim poziomie on jest zapisany, ale mam wrażenie, że na głębokim i ruszenie właśnie tych podstaw może przynieść duże zmiany. "  Ja nie wiem jak to się stało, że do tej pory nie przyszło mi do głowy, że można to naruszyć. Nie myślałam o naruszaniu nienaruszalnego, a jeżeli już to były jakieś nieuświadamiane nadzieje, że może się przeobrazi naruszony pośrednio przez zmianę spraw będących bardziej na wierzchu. Ale gdyby wycelować w głąb bezpośrednio w niego? To jak Ci się tam coś kiedyś poszerzy w temacie, to dawaj:)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-06, 20:57:08 »
Dobre forum nie jest złe, również się przydaje ;)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-11-06, 20:14:31 »
Rozmawialam dzisiaj z kumpela,ktora wg mnie jest szczesliwa ,ma dobra prace,fajnego meza itp.Zajmuje sie rozwojem,czasem jezdzi na jakies fajne warsztaty ,ale bez przesady,Nie przesiaduje na zadnych forach rozwojowych-po prostu widac,ze zyje jak najbardziej w tu i teraz.Kiedy zaczelysmy rozmawiac na tematy poruszane w wiekszosci tu na forum zapytala mnie -dlaczego wiekszosc rozwojowcow wszedzie szuka problemow,rozwiaze jeden to zastanawia sie co by tutaj teraz ponaprawiac,jak nie znajduja w tym wcieleniu to zagladaja do przeszlych.Wg niej to jest tylko pozoranctwo rozwojowe.Hmm cos w tym bylo ,bo caly dzien dzisiaj o tym mysle.I jeszcze powiedziala,ze paradoksalnie rozwoj traktuja jako ucieczke przed prawdziwym rozwojem i zyciem..
« Ostatnia zmiana: 2012-11-06, 20:24:05 wysłana przez Semira »

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-05, 22:54:21 »
Maciejka :)
Cytuj
zgadzam się, bo zawsze czułam, że ten "program o wyborze bycia nieszczęśliwą" siedzi głęboko, jest "pierwotny" i jest jakby podstawą. Jakby to był mój budulec.  Jest świadomość, że to jest kłamstwo, jednak działające.  Chociaż może w moim przypadku precyzyjniej można powiedzieć o stanie braku szczęścia niż o nieszczęściu. 
A co masz dokładnie na myśli pisząc o podstawach życia i bycia, o podstawowym podejściu do życia? Chodzi w ogóle o fakt istnienia, czy o życie tutaj w materii?

o nawet trafne słowo - budulec, mi jednak bardziej podchodzi rdzeń, czuję to jako coś na czym zapisany jest pewien program odnośnie wyboru czy chcę być szczęśliwa czy nie w tym życiu, a może nawet i w ogóle (ale tego jeszcze nie czuję). Nie wiem na jakim poziomie on jest zapisany, ale mam wrażenie, że na głębokim i ruszenie właśnie tych podstaw może przynieść duże zmiany. Wiesz, nie bycie szczęśliwą, jest też pewnego rodzaju byciem nieszczęśliwą. Wiem o jakim stanie piszesz, bo znam go z doświadczenia, ale też wiem, że utrzymywanie siebie w tym stanie przez dłuższy czas (tak jakby pomiędzy), powoduje, że wcale człowiek nie czuje się dobrze, bo wie, że nie o to tu tak naprawdę chodzi, a o coś więcej.
Na razie nie chcę pisać więcej, bo sama odkrywam pewne rzeczy i pewnie mi się też zdanie zmieni, albo poszerzy ;)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-11-04, 20:50:05 »
Jestem szczęśliwy.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-03, 19:34:12 »
Chyba najlepszym wyznacznikiem uzdrowienia relacji z osobą którą się kochało, jest oddanie jej wolności i życzenie tego co najlepsze. Uwolnienie całego żalu, wyrażenie wszystkich tęsknot i uczuć jakiekolwiek się kiedyś miało. Dzisiaj po obejrzeniu komedii romantycznej tak mnie wzięło na wspomnienia z pewną osobą, która mnie odrzucała, zwyczajnie, nie pokochała mnie kiedyś, a ja trzymałam się tych uczuć może 5 lat. Pukałam sobie przed lustrem gammę i super dużo mi zeszło. Może komuś się przyda na uzdrawianie przeszłych miłości ;) Osobiście dziwię się sobie, że z taką łatwością mówiłam mniej więcej poniższe słowa. Łzy się ze mnie lały, ale gardło już było wolne.

"Ciesze się, że mogłam cię poznać. Ciesze się, że mogłam na ciebie patrzeć, obserwować, i chociaż miałeś inną drogę, dużo mi dałeś. Nauczyłam się miłości, nauczyłam się czegoś dobrego. Pomimo, że było to było platoniczne, wirtualne, dziękuję za wszystko. Dziękuję, że mogłam kochać. Przebaczam ci, że cię nie było kiedy tak tego potrzebowałam, nawet samej twojej obecności, zwrócenia na mnie uwagi. Przebaczam sobie moją fatalną samoocenę, i to że nic mi się nie udało. Życzę ci wszystkiego co najlepsze i abyś był najszczęśliwszą osobą, bo oboje zasługujemy na miłość. Wiem, że masz zupełnie inną drogę niż ja, idziesz w innym kierunku. Dałeś mi to co mogłeś dać, tak samo ja. Potem odeszliśmy. Nawet gdy było to tak bardzo mało, mogło to mieć jakiś sens. Dziękuję za przeszłość, wspólne chwile, wspólne myśli i emocje, które mogłam poczuć. Teraz mam nadzieję, że żyjesz spokojnie i jesteś najszczęśliwszy pod słońcem. Zwracam ci wolność. Byłam bardzo młoda. Potrzebowałam uczucia jak powietrza. Byłam też bardzo nieśmiała i beznadziejnie zakompleksiona. Wyszło jak wyszło i akceptuje to. Pozwalam, aby w pełni uzdrowiło się moje serce. Pozwalam sobie mieć pozytywne uczucia do ciebie i życzyć ci jak najlepiej, ponieważ to nic złego. Miej się dobrze, ciesze się, że daliśmy sobie to co się dało na tamte chwile".


Sebastian,

życzę Tobie takiej partnerki ;)

« Ostatnia zmiana: 2012-11-03, 19:36:19 wysłana przez BlackRose »

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-11-03, 19:20:47 »
Uświadomiłem sobie że mam mocną potrzebę wspólnego rozwoju duchowego w związku partnerskim. Jedną z przyczyn dla których wzbraniam się przed otwarciem się na kolejny związek, był strach przed bezsensownym trwonieniem energii na seks. Chcę seksu, ale z umiarem, tak żeby służył rozwojowi przyjemności i innych wartości dolnych czakr. Ale bardzo chcę wspólnych medytacji, siedzenia plecami do siebie i głębokiego oddychania, może prowadzenia jakichś spontanicznych medytacji i jestem w stanie otworzyć się na wszystko co harmonijna, czystointencyjna partnerka ma mi w temacie wspólnego rozwoju fajnego do zaoferowania.
I nawet przychodzi mi do głowy, że do czegoś takiego nie trzeba formalnego związku tylko fajnej przyjaźni opartej na szacunku i zaufaniu. Miałem już namiastki takiego wspólnego rozwoju, tego superrozwojowego siedzenia na luzie do siebie plecami z jedną koleżanką, która teraz jest daleko ode mnie. Tylko bałem się wtedy że ona mnie odrzuci, będzie mieć inne potrzeby. No i wymiękła bo po chwili bolały ją plecy ;) Chcę żeby coś takiego zaistniało w moim życiu, harmonijnie, bez męczenia się, zgodnie z Najwyższym Dobrem.
« Ostatnia zmiana: 2012-11-03, 19:24:48 wysłana przez Sebastian »

Maciejka

  • Wiadomości: 240
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-11-02, 14:59:55 »
Maciejka,
tak jeszcze odnośnie wcześniejszego posta o szczęściu i wzorcach blokujących je, to mimo, iż temat wydaje się bardzo ogólny i rozległy, to jednak tak długo jak takie wzorce siedzą w podstawach życia, bycia (ja to nazywam tłem życia, bo tak mi się kiedyś pokazało), tak długo będą one sabotowały i utrudniały postępy zarówno w życiu jak i rozwoju. Można pracować i uzdrawiać różne problemy, ale często właśnie bardzo podstawowe podejście do życia jest tutaj bardzo ważne do rozpracowania w pierwszej kolejności. Inaczej, mimo uzdrowienia mnóstwa innych rzeczy, nadal w pś siedzi program o wyborze bycia nieszczęśliwą i on się będzie realizował.

carolieen,
Zgadzam się, bo zawsze czułam, że ten "program o wyborze bycia nieszczęśliwą" siedzi głęboko, jest "pierwotny" i jest jakby podstawą. Jakby to był mój budulec.  Jest świadomość, że to jest kłamstwo, jednak działające.  Chociaż może w moim przypadku precyzyjniej można powiedzieć o stanie braku szczęścia niż o nieszczęściu. 
A co masz dokładnie na myśli pisząc o podstawach życia i bycia, o podstawowym podejściu do życia? Chodzi w ogóle o fakt istnienia, czy o życie tutaj w materii?
Cytuj
To dziwne, bo nawet Cię nie znam, ale mam wrażenie, że jesteś mi bliską osobą :)
A ja nawet mam wrażenie, że Cię znam, a tego, że Cię nie widziałam na żywo w ogóle nie zauważam, nie zwracam uwagi, nie uważam za istotne:)




Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-02, 13:43:22 »
Mateusz,

dla mnie krzyki nigdy nie miały sensu. W rodzinie byłam takim spokojnym mentorem, ale tylko na tym straciłam. Potem wielokrotnie uzdrawiałam moje emocje na sesjach, podczas studiów także i ciesze się, że sobie powrzeszczałam. Tego też powinno się nauczyć, chociażby na etapie przejściowym, potem gdy życie jest coraz bardziej harmonijne, nie ma potrzeby, aby funkcjonować w taki sposób. Dopóki jakieś relacje szwankują, są w trakcie uzdrawiania, zawsze istnieje ryzyko wzajemnych prowokacji. To co napisałeś w ostatnich zdaniach, to jak chleb powszedni w moim domu. Szczerze nie lubię kłótni, wybucham gdy ktoś mnie maksymalnie sprowokuje lub obrazi. Na szczęście w związku tego nie mam, co mnie najbardziej cieszy :)

Sebastian,

widać odeszło Ci jakieś poczucie zagrożenia i dlatego rodzinka nie odpowiada agresją na to co chcesz zrobić.
« Ostatnia zmiana: 2012-11-02, 13:47:52 wysłana przez BlackRose »

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-02, 12:52:58 »
BlackRose
Przypomniałaś mi że ja też taki etap przechodziłem kiedyś. Nawet o tym całkiem zapomniałem, bo teraz nie mam potrzeby wyrażać czegoś krzykiem.
Pamiętam jak pod wpływem medytacji dynamicznej byłem tak wściekły, a przy tym stłumiony, że musiałem to wykrzyczeć. Ale robiłem to tak, że jechałem do lasu i tam krzyczałem. W kontaktach osobowych nie miałoby to sensu, bo chodziło o złości z dawnych czasów, albo złość była nie współmierna do sytuacji, choć czasem były sytuacje w których wykrzyczałem jak mnie ktoś wkurzył.

Właśnie, ludzie często krzyczą na siebie, czasem o drobnostki, wchodzą w konflikty, robią awantury- również w rodzinach, a może przede wszystkim w rodzinach, bo mają taką silną potrzebę wykrzyczenia emocji, stresu, złości choćby z pracy, w której nie mogą nic powiedzieć, tłumią wszystko, bo wiadomo, jak się nie podoba, to proszę się zwolnić.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-11-02, 12:48:18 »
Czuję się zobowiązany napisać jak przeprowadzka;) Bo chyba któraś modlitwa doszła. Poczułem spokój i jechałem już tam bez strachu. Dzięki temu mogłem całą sprawę potraktować z humorem. W czasie jazdy pomodliłem się o absurdalną wydawałoby się rzecz - żeby zamiast mi przeszkadzać, rodzina wsparła mnie w moich planach. Przy obiedzie oczywiście znowu były gadki że to chory pomysł , presjowanie że sobie nie poradzę, robienie setek dziwnych teorii co do mojego wyjazdu ale nie zachaczało to o mnie i odbyło się bez awantur. Tłumaczenie im że potrzebuję więcej wolności mijało się z celem, więc stanęło na tym że jadę szukać przygód i mówiąc to byłem w stanie obśmiać każdy ich argument, bo ja chce przygód i już!
Coś z tej modlitwy jednak zadziałało, bo w nocy zadzwonił do mnie ojciec i powiedział że wyśle mi na nowy płaszcz i buty, "bo skoro już ruszam w świat to żebym nie wyglądał jak menel".
Czuję się pogodzony z rodziną i cieszę się że obyło się bez problemów i dzięki temu będzie mi łatwiej tu się zaadaptować. Teraz stoi przede mną ambitne zadanie znalezienia pracy. Zaczynam zaraz od pójścia na rolki.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-02, 11:59:24 »
Tak Inga, ja się zgadzam. Mi chodziło o to, że osoba bardzo długo stłumiona takim krzykiem może sobie pomóc. Chociaż ja sobie odreagowuję wszystko na sesjach, takie wyskoki do rodziny i tak są z mojej strony bardzo rzadkie. Fazę złości przechodziłam, tak mi się wydaje. Jestem jednak obciążana ich problemami nawet na odległość, to mi się odnawia agresja, bo chciałabym już sobie szczęśliwie i w spokoju żyć.