Autor Wątek: Przemoc w bliskich relacjach  (Przeczytany 29876 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-10-18, 09:29:54 »
Właśnie tak się czuję. Cały czas walczę o przeżycie, cały czas w lęku że spadnę w przepaść i to bedzie mój koniec.
I o to chodzi że nic dalej nie widać, więc jest ogromny lęk.

Jak ja mam sobie dać bezpieczeństwo, jak mam o sobie dbać, jak mam sobie dawać pozytywy jeżeli nie mam do siebie dostępu bo jestem za ścianą? Nie mam kontaktu ze sobą i to jest mój dramat bo w tej sytuacji nie mogę dla siebie zrobić nic. Ja nie widzę siebie i to odczuwam tak jakbym nie istniała.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-18, 09:09:59 »
Inga,
teraz bardziej rozumiem. Dziękuje za wyjaśnienie. Jak czytałam Twój post to pojawił mi się taki obraz jakbyś balansowała na cienkiej linie na przepaścią pełną szarej mgły... Nic nie widać dalej niż na 1 metr.
Ale to moje takie wyobrażenia...




Inga

  • Gość
[#]   « 2013-10-18, 08:41:49 »
Nie mam w tym sensie że ich nie czuję. A nie czuję bo się od nich odcinałam przez 20 lat za pomocą afirmacji, pozytywnego myślenia i koncentracji na pozytywach. A robiłam to nieświadomie dlatego że moje emocje były absolutnie nie do zniesienia. Znieczulałam się po to aby jakoś przetrwać. Teraz te wszystkie emocje są we mnie ale za ścianą. Nie mam do nich dostępu, ale one i tak mnie wyniszczają. CZuję jedynie lęki albo czasami przechodze w te dwa pozostałe stany o których pisałam.
Boję się ich nieświadomie, bo to jakby otworzyć puszkę Pandory.

To wszystko co napisałam to są tylko moje domysły.
Fakty są takie że prawie cały czas czuję lęk, a poza tym nie mam żadnych innych uczuć, oraz mam podśwaidomy lęk przed pustką w sobie.
A świadomie boję się różnych rzeczy ale na pewno nie pustki.

"czyli boisz się czegoś czego i tak nie ma?"
Boję się tego skutków. Skutków braku kontaktu ze sobą.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-18, 07:57:23 »
Ja nie mam negatywnych uczuć

Ciekawi mnie czy nie masz tych uczuć czy ich nie czujesz? Czy to wogóle możliwe, żeby nie mieć uczuć? Czy jest "blokada" na "manie" czy odczuwanie.
Co rozumiesz przez negatywne uczucie? Czy lęk jako emocja jest dla Ciebie negatywnym uczuciem. Bo wcześniej pisałaś, że  boisz się stanu bez uczuć, bez lęku.

Ja tak nie chcę, bo nie było silnych emocji. Czegoś mi brakuje. Nie było ataków na mnie, lęków. czegoś mi brakuje, to za spokojnie, bo to tak zwyczajnie, płytko i prosto, nie ma głębokich uczuć. Ja nie chcę się czuć bezpiecznie bo zostanę czegoś pozbawiona, jakiejś korzyści. Takiej że coś czuję. A rozmowa bez lęku to rozmowa bez uczuć. Boję się stanu bez uczuć, boję się łatwości i prostości, bo wtedy niczego nie czuję. Boję się braku uczuć, tego że nie mam uczuć, że jestem pusta.

Mam wrażenie, że to co teraz napisałaś jest zaprzeczeniem Twojego poprzedniego postu.
A usiłuję to zrozumieć... Nie masz negatywnych uczuć, a boisz się braku uczuć, czyli boisz się czegoś czego i tak nie ma? Czy boisz się, że jednak to jest i nie chcesz tego odczuwać?
« Ostatnia zmiana: 2013-10-18, 08:06:20 wysłana przez Lilliole »

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-10-18, 07:01:58 »
Kiedyś miałam podobnie, znałam i oczuwałam głównie negatywne uczucia.
Ja nie mam negatywnych uczuć

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-17, 21:50:21 »
Inga
Cytuj
Bo sobie uświadamiam że mnie nie ma a ja nic z tym nie potrafię zrobić. Nie potrafię znaleść wyjścia i zacząć istnieć. I boję się że tak już zostanie na zawsze. Bo to tak jakby być w śpiączce.

Policytuje sie ;)
Oj byłem bardzo uparty w cierpieniu. Miałem 50 kolejnych wcieleń, w których nic nie robiłem tylko piłem alkohol, bo nie miałem wyjścia i nic nie dało się zrobić, żeby to zmienić - tak uważałem. Zatrułem sobie w ten sposób cały organizm. 
Jednak w pijaństwie, w cierpieniu, itp. przychodzi moment, w którym mówi sie dość, już mi naprawdę wystarczy. I wyszedłem z picia nawet bez praktyk duchowych. Po prostu chciałem już zyć na trzeźwo. To były bardzo odległe czasy.
Dzisiejsze czasy i nasze obecne możliwości w stosunku do dawnych, to kosmiczna różnica. Zmiany też zachodzą naprawdę szybko.
Może nawet w wielu sytuacjach nie trzeba sie nadmiernie wysilać, wystarczy nieraz pozwolić na zmianę, na uzdrowienie.


Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-10-17, 12:08:06 »
Fajnie że poruszyłas ten temat balansu, w pracy nad sobą. bardzo ważny. Równoważyć się i gruntować przez wyuczenie równowagi między wywałkami, uzdrawianiem, a napelnianiem się energią, stabilizacją jak drzewo. Objąć sobie taki kierunek, do osiagnięcia teraz czy w przyszlości, w zalezności od osoby. z czasem dźwignią w rozwoju staje się energetyzowanie ciała, to idzie tez wyrzej, danie energii transformujacej, już sama z siebie ona będzie dzialac jesli są intencje ku rozwojowi. Czyli ruch, ćwiczenia, dbanie o poziom energii, podwyrzszanie go stopniowo. :)

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-17, 11:49:54 »
Kiedyś miałam podobnie, znałam i oczuwałam głównie negatywne uczucia. Więc skombinowałam sobie dzienniczek uczuć i uczyłam się od nowa czuć pozytywne i byłam zdumiona, ze jest ich cała paleta, tak wiele odcieni. Teraz z perspektywy czasu uważam, że bez "nakarmienia się " pozytywnymi uczuciami, nie mamy siły i mocy, zeby przepracowywać traumy. Tak, że bhp rozwoju duchowego mówi nasycaj się pozytywami, koncentruj sie na tym co sprawia przyjemność i dopiero nadwyżki energi przeznaczaj na dalszą pracę nad sobą. Z czasem będzie coraz łatwiej, bo zaczną pojawiac się uczucia wyższe.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-10-17, 11:35:15 »
Bo sobie uświadamiam że mnie nie ma a ja nic z tym nie potrafię zrobić. Nie potrafię znaleść wyjścia i zacząć istnieć. I boję się że tak już zostanie na zawsze. Bo to tak jakby być w śpiączce.

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-17, 11:23:11 »
Inga a czemu boisz się tej pustki?

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-10-17, 10:52:49 »
Mateusz
Mnie dwukrotnie udało się przekroczyć tę ścianę i zajrzeć za kurtynę przeszłośći. To były dwie spontaniczne regresje w których zostałam przeniesiona całkiem realistycznie do wieku kilku lat w okres wielkanocny oraz do wieku kilkunastu lat, w czas zwykłej krzątaniny w domu.
Uczucia które sobie przypomniałam były tak koszmarne i całkowicie nie do wytrzymania. Nie rozumiem jak udało mi się żyć tak się czując i jak mi się udało przeżyć. Te wspomnienia jeszcze bardziej mnie przeraziły. Ale też czuję ciekawość siebie z tamtego okresu, ciekawość tego co wtedy czułam, jaka byłam i chęć poczucia tamtych uczuć. Ale gdybym zaczęła czuć tamte uczucia to otworzylaby się przede mną cała przestrzeń uczuciowa i znalazłabym się nagle w innym świecie, świecie uczuć. Ta zmiana byłaby zbyt ogromna i moja psychika by tego nie wytrzymała. Więc została mi metoda drobnych kroczków.

„jak czegoś bardzo chcesz, to to osiągniesz.”
Wszystkie moje ostatnie wcielenia były koszmarem. Teraz karma znów mnie zaprowadziła do rodziny gdzie było jak w piekle. A ja pomimo braku nadziei że uda mi się z tego wyjść, podjęłam taką decyzję, że spróbuję mimo wszystko.
I zastanawiam się jak to się stało i co mnie do tego zmusiło. I myślę że te straszne cierpienia z wcielenia na wcielenie, których już nie dawałam radę znieść. Doszłam do tego że nie wytrzymam tego dłużej więc spróbuję.

„Te osoby nie zdawały sobie sprawy z tego jak się czułem.”
Ja też zaczynam dostrzegać że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak się czuję i stąd ich rożne nietrafione rady lub oceny mnie. Zaczynam dostrzegać że ludzie oceniają moje uczucia na podstawie swoich uczuć, i nie potrafią się wczuć w moje uczucia bo sami takich nie doświadczają. Stąd to umniejszanie i lekceważenie wg mnie moich odczuć, a według nich oni nic takiego nie robią.

„Możesz sobie pomagać techniką zrozumienia. Krishnamurti polecał tylko taką metodę.”

Wprawdzie nie czytałam Krishnamurtiego ale uważam że metoda którą stosuję to metoda zrozumienia oraz uważnośći. Zrozumienia tego co się ze mną dzieje, tego co się we mnie pojawia, jakie są tego przyczyny i jakie mam z tego korzyści. Patrzę w wyobraźni na jakąś sytuacje i się zastanawiam nad nią a także analizuję na bieżąco to co czuję. Trudne to jest bo mam bardzo silne mechanizmy obronne. A taki wgląd o którym piszesz to własnie zrozumienie czegoś.

Np. co zrozumiałam dzisiaj.
Dzisiaj rozmawiało mi się z klientem znacznie łatwiej. No więc powinnam z tego powodu poczuć radośc ale u mnie tego nie było. I zaczełąm się zastanawiać nad tym co czuję.
Wyszło tak:
Ja tak nie chcę, bo nie było silnych emocji. Czegoś mi brakuje. Nie było ataków na mnie, lęków. czegoś mi brakuje, to za spokojnie, bo to tak zwyczajnie, płytko i prosto, nie ma głębokich uczuć. Ja nie chcę się czuć bezpiecznie bo zostanę czegoś pozbawiona, jakiejś korzyści. Takiej że coś czuję. A rozmowa bez lęku to rozmowa bez uczuć. Boję się stanu bez uczuć, boję się łatwości i prostości, bo wtedy niczego nie czuję. Boję się braku uczuć, tego że nie mam uczuć, że jestem pusta.

Dzięki za wsparcie :)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-16, 22:20:11 »
Inga
Widzę że mamy wiele wspólnego :)
Ja też działam dopiero jak nie mam innego wyjścia. Choć teraz to się już na szczęście zmieniło.
Przy mojej karmie, gdzie zewsząd jawiło się zagrożenie mobilizowałem się, żeby coś z tym zrobić. To przypominało mentalność naszego narodu- podrywanie się do działania jak jest śmiertelne zagrożenie. Kiedyś nie wierzyłem w takie twierdzenie, że jak czegoś bardzo chcesz, to to osiągniesz. Myślałem sobie, że ja tyle razy chciałem coś osiągnąć i nic z tego nie wychodziło. Jednak po jakimś  czasie, może nawet dość długim, trafiłem na metody, które pozwalają dokonać takich zmian.
Ja myślałem sobie, że nacierpiałem się i mam już dość. Potraktowałem teraz swoje życie jako szansę na zmianę, na zerwanie z cierpieniem.
Pamiętam, że jak czasem mówiłem ludziom, co chcę w życiu zmienić, to słyszałem że chcę za dużo, że powinienem przyjąć to, co jest, ale nie posłuchałem ich. Te osoby nie zdawały sobie sprawy z tego jak się czułem.

Inga, myślę, że masz silną motywację, która w Twojej sytuacji jest bardzo potrzebna. Robisz dla siebie tak wiele i masz osiągnięcia.
Masz również wyczucie, zrozumienie i tym się najlepiej kierować w życiu, nie lękami. Właśnie na te lęki popatrz przez pryzmat swoich zdolności, wglądów. Masz wglądy i posługując się nimi sama patrz na te lęki, wiele odkryjesz.
Możesz sobie pomagać techniką zrozumienia. Krishnamurti polecał tylko taką metodę. Należało jasno, wnikliwie, dogłębnie, uważnie i bez uwarunkowań spojrzeć na swój problem i wówczas pojawiało się zrozumienie.

Jesteś dzielna, dasz radę. I myślę, że ściana już jest dobrze naruszona i może pójść szybko.
Wspieram :)
życzę dalszej motywacji i poczucia bezpieczeństwa.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2013-10-16, 10:04:54 »
:)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-10-16, 10:00:04 »
I ja to tak odebrałam :)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2013-10-16, 09:52:34 »
Cytuj
Inga, ok :) Sama wiesz, co w danym momencie dla ciebie najlepsze.

Inga, ja to z życzliwością pisałam. Z akceptacją tego, że w tej chwili wybrałaś taki sposób radzenia sobie z tym.
Bez żadnych innych podtekstów.