Miałam dzisiaj taką sytuację. Byłam na basenie, gdzie obok 2 dzieciaków, chłopców w wieku ok 7-9 lat uczyło się pływać pod okiem ratownika, gościa w wieku ok 50-tki. W pewnym momencie usłyszałam jakby ratownik zwyzywał jednego z chłopców od baranów, ale, że nie byłam pewna tego co usłyszałam, to olałam sprawę. Po chwili, znowu to samo. Tym razem już wyraźnie słyszałam jak mówił do jednego, że jest baranem, a mi rzucał w tym czasie uśmieszki z zadowoleniem, jak to fajnie gnoić dziecko.
Nie wytrzymałam i zwróciłam mu uwagę, że to jest dziecko i tak się nie zwraca do dzieci. On na to, że tak trzeba, bo nie umie pływać. Więc mu mówię, że mimo to należy mu się szacunek, bo to człowiek, a tym bardziej dziecko. Stwierdził, że to jego syn i może mu tak mówić, nadal z tym głupim zadowoleniem. Już nic nie odpowiedziałam tylko odpłynęłam.
To, że miałam do czynienia z idiotą to ok, zdarzają się debilni rodzice bez świadomości tego, jak krzywdzą własne dzieci.
Ale inna sprawa to taka, że wcześniej zdarzały mi się sytuacje w życiu, gdzie ktoś przeginał w zachowaniu w stosunku do drugiej osoby, a ja nie zareagowałam, bo się bałam wtrącać, później jednak czułam się źle z tego powodu. Żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał - nie chodzi mi o wtrącanie się w czyjeś życie za każdym razem jak widzę czyjeś nie-na-miejscu zachowanie, tylko sytuacje gdzie np. osoba słabsza, np. dziecko nie może się bronić, a ja stoję obok i mam możliwość wstawić się za taka osobą.
Jak wy reagujecie w takich sytuacjach?