Autor Wątek: Przemoc w bliskich relacjach  (Przeczytany 29898 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-08, 10:55:31 »
Ja chciałabym przestać się czuc jej ofiarą, przestać się jej bać i nauczyć się jej przeciwwstawiać. A do tego jest potrzebne wyciągnięcie na światło wszystkich jej sprawek i przeniesienie poczucia winy ze mnie na nią.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-03-08, 10:09:37 »
wydaje mi się Inga, że zbierałas w ten sposób jakąś karmę w tym sensie, że mogłaś podobnie kiedyś ich traktować. Ciekawiły by mnie wyniki terapii z duszami (np heart to heart) u Marka Białacha. NIe presjuję, że musisz czy coś - tak mi sie tylko skojarzyło ;p

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-08, 09:59:18 »
Tylko że ona nie wierzy w moje choroby czy problemy oraz mojej córki która też jest bardzo słaba psychicznie i też sobie nie radzi w życiu. Czyli osoby nad którymi ma władzę.
W choroby pozostałych członków rodziny jak najbardziej wierzy i wiecznie chorą mamę chroni jak może i jak może jej pomaga.
Ale z nią nie dało sie rozmawiać bo tylko wrzeszczała i nie chciała słuchać.

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-08, 09:44:09 »
Nie wieżę że nie ma jakiś zaburzeń psychicznych, takie podejście do dzieci nie jest normalne. Może ona nie wieży  bo wtedy sama musiała by sie przed sobą przyznać że ma problem i wypiera, a kręgosłup i stawy jakoś przeszły;)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-08, 09:08:52 »
Na terapii przypomniały mi się kolejne traumy z dzieciństwa. Tak bym chciała żeby to wreszcie się skończyło, żeby nie było już więcej niczego.

Napisze za co zostałam zaatakowana przez siostrę bo to obrazuje jakim presjom byłam poddana w dzieciństwie.
Przyznałam się jej że jestem chora psychicznie, mam zaburzenia schizotypowe i się leczę.
Siostra jak zwykle w takich przypadkach gdy mówiłam że jestem chora, zaczęła wrzeszczeć że to nieprawda, że sobie to sama wymyśliłam, że psychiatrzy specjalnie dają takie diagnozy po to aby potem móc wyciągać pieniądze, że nic mi nie jest, że jestem zdrowa, że mi się  tylko mi się wydaje że jestem chora. A gdy spytałam na jakiej podstawie tak uważa to odpowiedziała że ona wie.
Przez całe życie musze udawać że jestem zdrowa i wyszukiwać rózne kłamstwa aby wytłumaczyć dlaczego nie mogę zrobić tego czy tamtego, bo się boję ataku siostry. Ona zawsze była przekonana że ja jestem zdrowa i silna a choroby tylko sobie wmawiam po to aby nic nie robić. Nigdy jako dziecko nie mogłam się poskarżyć, bo ona od razu wrzeszczała i nastawiała całą rodzinę przeciwko mnie. Byłam malutka i chudziutka bo prawie nie jadłam, a ona przekonała rodzinę że takie chude są najsilniejsze i krzyczała na  mnie za to że ciągle jem, a ja usiłowałam wepchnąć coś w siebie na siłę, bo mój organizm odmawiał przyjmowania jedzenia. Im byłam słabsza, im się gorzej czułam, im większą depresję miałam tym ona bardziej mnie atakowała. Kiedyś omal nie doprowadziła mnie do samobójstwa gdy całymi dniami na mnie wrzeszczała w czasie gdy ja miałam silną depresję. Zawsze bardzo musiałam udawać że jestem zadowolona, zdrowa i że nic mi nie jest, po to aby uchronić się przed jej atakami.
Gdy miałam anoreksję a ona zobaczyła mnie taką chudą to tak zaczęła na mnie wrzeszczeć żebym jadła, że choroba bardzo mi się pogłębiła.
Teraz uwierzyła tylko w moją chorobę kręgosłupa i stawów i tylko dlatego że sama na to choruje.

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2013-03-07, 12:32:52 »
http://www.youtube.com/watch?v=6HywSl3K7y8   

Pomimo, że klimaty katolickie i rzecz dzieje się w kościele z wielką uwagą słuchałam wczoraj tego Pana. W jakiś sposób oczyszczało mi się serce gdy mówił o przebaczeniu. Nie chodzi już wcale o nawrócenie się, a o bycie prawdziwym. Bardzo lubię ludzi prawdziwych i szczerych w tym co robią. Przeżycia ich naznaczyły, owszem, jednak nie udają, nie kreują się na kogoś innego, bez problemów. Poczułam, że bez przebaczenia nigdzie się nie zajdzie, nie ma na to szans. Dostałam taką inspirację, aby po prostu zaufać tej wyższej sile i przestać się miotać, walczyć, analizować. Dlaczego tak było? Czuję od rana dużo większą wdzieczność, zrozumienie i sens. Polecam :)

Prawie popłakałem się, słuchając tego faceta, bo może nie aż tak, jak on, ale przeszedłem podobną drogę. No i on jest bardziej szczery ode mnie. Podziwiam go za tą szczerość.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2013-03-07, 12:12:02 »
Inga
skontaktuję się z Tobą na priv

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-07, 09:42:26 »
Jakby była taka możliwość to chciałabym się z nimi skontaktować.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-07, 07:28:13 »
Znasz osoby które były mordowane i tak katowane jak ja?
Jak doszły do wspomnień i uświadomienia sobie tego co doświadczyły?
Miały 100% odcięcia od siebie?
Czy też znasz osoby z zaburzeniami schizotypowymi?
Miały terapię?
Ja się zachowywały? jakie miały objawy? Jakie miały życie?
Jak sobie z tym radziły?
Są już zdrowe?
Mój terapeuta twierdzi że terapia takich osób jak ja, czyli z tym 100% odciąciem trwa lat kilkadziesiąt a efekty są tylko częściowe.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2013-03-06, 14:30:02 »
Inga
serio-nic bys nie zyskala. Znałam osoby z tą przypadlością nie były w stanie wytrzymac we wlasnym towarzystwie bo szybko zaczynaly licytować. A po spotkaniu kazdej z nich bylo gorzej. Patrzenie z boku jak się wzajemnie sprawdzaly tez nie bylo najmilszym doświadczeniem.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-06, 08:32:29 »
Ciągle mam poczucie swojej wyjątkowości, odmienności, oraz bycia przez to nierozumianą. Już z sam fakt że mam zaburzenia schizotypowe sprawia że znajduję się w mało licznej grupie ludzi, bo to zaburzenie należy do rzadko spotykanych.
Potrzebuję kogoś podobnego do mnie, z kim mogłabym się porozumieć, porozmawiać o tym co czuję i kto miałby podobne odczucia do mnie. Często przeszukuję Internet, fora, wywiady poświęcone mojej chorobie z nadzieją że znajdę kogoś kto przeżył coś podobnego jak ja. I nie znajduję nikogo. Czuję się jedyna na świecie a przez to bardzo samotna.
Wczoraj rozmawiałam o tym z terapeutą. A on zapytał czy szukam kogoś kto przeżył. I stwierdził że tacy ludzie jak ja, z takimi przeżyciami nie przeżywają. Że ja przeżyłam dlatego że mam wyjątkową silną siłę życia i że ta siła życia sprawia że dążę do uzdrowienia siebie pomimo wszystko, pomimo że nie było żadnej nadziei na wyleczenie mojej choroby.
No i nadal mam poczucie swojej wyjątkowości i odmienności.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-05, 07:42:19 »
Po tym uśwaidomieniu poczucie winy znacznie mi się zmniejszyło ale nadal pozostał lęk przed siostrą. Cały czas bałam się telefonu od mamy z pretensjami do mnie że ją zaatakowałam i z nakazem przeproszenia jej. Bałam się że cała rodzina włączy się do akcji przeciwko mnie, tak jak to było w dzieciństwie.
Bo zawsze tak było, że ona najpierw mnie atakowała a potem leciała do mamy na skargę na mnie i potem jeszcze mama mnie atakowała a do tego dołączała się reszta rodziny która powalała mnie na kolana. Ja w tej sytuacji nie miałam nigdy możliwośći sprzeciwić się nikomu, bo cała rodzina wspólnie występowała przeciwko mnie.
Wczoraj zaczęłam rysować granatowe krzyże i mi to pomagało, bo czułam że ich ataki nie mogą się przedrzeć przez te krzyże.
Wieczorem Olga zrobiła mi oczyszczanie.
Okazało się że jedyne co mi uszkodziła to lewy fragment głowy i to dlatego bo miałam w sercu i w oku [ ale w sercu głównie] poczucie winy za to jaka jestem. A to "jaka jestem" było wmówione przez nią, czyli miałam poczucie winy w skutek zawierzenia projekcji siostry na siebie.

Tylko w tym miejscu się w darła, poza tym zatrzymałam jej atak na aurze, na warstwie ochronnej - co nie jest łatwe!
No i cieszę się że już potrafię się bronić.

A dzisiaj po tym oczyszczeniu nie czuję już lęku przed nimi i już o niej przestałam myśleć.
A w dzieciństwie takie ataki miałam codziennie a nawet kilka razy dziennie.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-04, 11:59:16 »
Wczoraj, zaraz po węzłach, zadzwoniła do mnie starsza siostra, ta która całe dzieciństwo się nade mną znęcała i której ja się nadal boję. Okazało się że ona pamięta że to ja ją biłam i że ona nigdy, ani razu w życiu nie powiedziała mi że jestem głupia.
Wczoraj doszło między nami do wielkiej kłótni, ponieważ ona nie wie co to znaczy rozmowa tylko od razu strasznie wrzeszczy. A ja cały czas czuję się winna, czuję że ją skrzywdziłam, że ona przeze mnie płacze.
Dzisiaj od rana nadal mam to silne poczucie winy wobec niej. I gdy tak się nad nim zastanawiałam, zobaczyła że pomiędzy nami jest duży kanał przez który ona wali do mnie, do mojego cza kramu splotu,  swoje syfy.
I co bardzo mnie zdziwiło,- ona we mnie umieszcza swoje poczucie winy, to z dzieciństwa i dzięki temu widzi że ona jest w porządku a to ja ją krzywdziłam.
Takie rzeczy ludzie potrafią robić i ofiara może czuć się winna zamiast krzywdziciela.
Bardzo mi ulżyło gdy to sobie uświadomiłam.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-03-04, 11:29:38 »
http://www.youtube.com/watch?v=6HywSl3K7y8   

Pomimo, że klimaty katolickie i rzecz dzieje się w kościele z wielką uwagą słuchałam wczoraj tego Pana. W jakiś sposób oczyszczało mi się serce gdy mówił o przebaczeniu. Nie chodzi już wcale o nawrócenie się, a o bycie prawdziwym. Bardzo lubię ludzi prawdziwych i szczerych w tym co robią. Przeżycia ich naznaczyły, owszem, jednak nie udają, nie kreują się na kogoś innego, bez problemów. Poczułam, że bez przebaczenia nigdzie się nie zajdzie, nie ma na to szans. Dostałam taką inspirację, aby po prostu zaufać tej wyższej sile i przestać się miotać, walczyć, analizować. Dlaczego tak było? Czuję od rana dużo większą wdzieczność, zrozumienie i sens. Polecam :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-30, 12:44:34 »
Przez chwilę u mnie w pracy była koleżanka.
Po jej wyjściu poczułam coś przyjemnego wychodząc na chwilę ze swojego zesztywnienia strachem.
Zastanowiłam się dlaczego ta przyjemność. Okazało się że podśwaidomość zauważyła że pomimo że rozmawiałam z tą osobą, to ona mnie nie zabiła. I stąd radość.
Dla mnie każdy kontakt z człowiekiem to lęk że zostanę przez niego zabita.
Takie mam wzorce do przepracowania.