Pozytywne Inspiracje
Forum => Związki a rozwój duchowy => Wątek zaczęty przez: Olga w 2011-09-09, 09:30:17
-
Hej, zakładam ten temat, bo wczoraj będąc u Leszka wgniotło mnie, słysząc że ja i ip mamy różne cele duchowe :D [30% zgodności]
No jak to?:D
Pomijając ip bo nie o to tu chodzi teraz, zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele osób rozwijających się, robi to w różnych kierunkach.Niestety złych. Takich, które nie maja w sobie intencji oświeceniowych!
Oczywiście mogę pomysleć, że idę złą drogą. Ale wiem że tak nie jest:) Wiem też, że kazdy wie o sobie, że tak nie jest;)
Druga sprawa, uświadomiłam sobie, że cele duchowe są dla mnie w puli rzeczy najważniejszych. I nie ma bata, by tutaj były nawet wśród dobrych znajomych duże różnice. Faktycznie, takie znajomości nie wychodzą mi, a wychodzą inne i już wiem dlaczego:) I nie zamieżam się z tym siłować bo to bezcelowe dla mnie
-
No jeśli chce się uciekać od siebie i siebie nawzajem, to żadnego rozwoju nie będzie, nawet jeśli ładnie się będzie próbowało to ponazywać i przyporządkować pod różne 'ścieżki' ;)
-
Ciekawe, że myślisz że skoro sie `ucieka od siebie` to nie ma żadnego rozwoju;)
Bieżesz pod uwagę to, że związek nawet z ip może nie być kozystny?:)
-
Ola
Nie myl IP z pierwotną połówką. Bo często pierwotna połówka jest idealna tylko w wyobraźni, albo w pamięci z Aniołkowa :)))
Dzięki indywidualizacji ta wyimaginwana lub zapamiętana IP bardzo odbiega od ideału. :((
-
To jak on idealny jak tylko 30%? O_o
-
'Od siebie' czyli od Prawdy, Boga i Spełnienia w sobie - kwestia przyszeregowania pojęć. Chodzi właśnie o to, że jeśli jest wybór indywidualizacji - czyli właśnie ucieczki od prawdziwego siebie i utożsamienia z wszystkim co nieboskie <czasem, a nawet często z dodaniem 'rozwojowych' etykietek> to wychodzi taka kiszka jak 30%... :/
Generalnie to fajnie pisał Osho, że jak masz prawdziwą miłość to tak na prawdę nie potrzebna jest żadna inna ścieżka. No ale do tej prawdziwej jeszcze trzeba dojść... ;}
-
O! Nareszcie zajarzyłem, że Idealna Połówka nie musi być pierwotną połówką :-)) Czuję jakieś zmiany w energetyce :-P
Leszek - może dobrze że to w kółko powtarzałeś :-)
-
Nazywanie pierwotnej połówki idealną połówką wywołało już tyle nieporozumień, że to się w głowie nie mieści ;P
A jak pisałem, że pierwotna połówka to nic takiego, bo to tylko pierwszy poważny związek jaki się miało i nic więcej to mi nie wierzyli :D Pierwotne połówki nie różnią się niczym od wszystkich innych połówek które w danym czasie były dla nas idealne. Dla wielu osób to jest jednak wciąż tajemnicą bo się nie pozbierały jeszcze po pierwszym rozpadzie i nigdy nie były z inną, idealną połówką.
Teraz widzę jakie to głupie i śmieszne, aby tysiące lat przeżywać to, że udało się stworzyć coś bardzo pięknego a potem się to rozwaliło - tak jakby nie dało się tego zrobić znowu. Skoro kurna wtedy znalazłem sobie połóweczkę, to czemu nie miałbym mieć możliwości znalezienie sobie kolejnej? Po kiego grzyba rozpamiętywać przeszłość, ryczeć na rozlanym mlekiem i wyrywać se kłaki z rozpaczy? Zamiast tych emocji lepiej wybrać miłość, która jest dostępna już teraz i się w niej zanurzyć. Za tym wyborem połówka przyjdzie sama, bez naszego miotania się :)
-
:))
-
"Za tym wyborem połówka przyjdzie sama, bez naszego miotania się :)"
przyjdzie albo i nie przyjdzie, ważne żeby mieć uzdrowiony temat.
-
Clint
Fajne rzeczy piszesz:)
O dziwo moją pś nie zbuntowała się i nie poczułam, że ktoś mi chce coś odebrać. Ciesze się, jest postęp:)
Uświadomiłam sobie wczoraj ciekawą rzecz, o co chodzi z moim połówkiem i co się tak na prawdę dzieje karmicznie między nami.
Czemu się go trzymam i co moje WJ na to.
Chodzi o tą indywidualizację, która razem odbyliśmy u Przedwiecznych, po wkreceniu nam glupot na temat Boga. Mielismy się trzymać razem, i indywidualizować, być rozni od Boga i od siebie na wzajem, ale jednoczesnie obiecalismy sobie byc razem:) W swojej naiwnosci nie bylismy swiadomi skutkow i ze to sie nie da.
No i teraz ja ruszam ten burdel, a jemu wywala, że to zdrada, ze go zostawiam dla tego złego Boga. I czuje, ze boji się ze zostanie sam, gdy tylko wybieram jakis aspekt Boskosci to on to odczowa jakbym go odrzucala i nie akceptowala. Cos w tym jest, w pewnym sensie, bo ta nieakceptacja to nieakceptacja indywidualizacji. A on jest ode mnie uzalezniony, byl zawsze tak samo jak ja od niego, tak nam sie karma ksztaltowala.
A nie rozumialam o co chodzi mojemu WJ ze sie spotkalismy p to, by uzdrowic i byc razem, i kolejny "przekaz", ze jak ja puszcze swoje to on też. Nie rozumialam tego zupelnie. Teraz widzę, że to ma sens.
Podejrzewam, ze jesli ja uzdrowię u siebie to on chyba z tego leku, że zostanie sam, beze mnie i mojego wsparcia w indywidualizowaniu się, bedzie chcial tez to uzdrowic, moze nawet troche z przekory, ze on tez moze. Poza tym jesli bedzie chcial stworzyc jakikolwiek spelniony zwiazek z kims, to ten temat i tak mu wyplynie:) A dla niego stworzenie zwiazku i szukanie polowki w tym wcieleniu bylo tak samo wazne jak dla mnie:)
Chyba ze pogrązy sie w autodestrukcji, ale nie sadzę:)
Gdy puscimy to uzaleznienie od siebie, to juz bez przymusu paradoksalnie bedziemy mogli być pewnie razem, ale tak na prawde nie bedzie to mialo juz takiego znaczenia, czy razem czy z inną polowką. Bez uzależnienia.:)
-
Mariusz
Przyjdzie. Przynajmniej do mnie, bo tego chce i wiem że jest to dla mnie korzystne. :) Nie wiem w jakim momencie mojego życia to się stanie, ale wiem że się stanie. Czuje, że tworzenie harmonijnego związku będzie dla mnie najcenniejszą i najważniejszą lekcją na mojej ścieżce. No i najprzyjemniejszą :)
-
Mi przyszlo, ze sami sobie wszystko napedzamy. Jesli pojawilo sie kiedys niespelnienie, to po odkreceniu obciazen mozna sie spelnic. I beda do tego wszelkie mozliwosci. Ale spelnienie kazdy moze miec w czyms innych, w zaleznosci od tego o co sie otarl, w czym sie zakrecil.
Ale jakby to wszystko zalezlo od nas i naszej woli tak naprawdę.
-
Clint
Jak się czegoś bardzo chce to nawet niepołówka wygląda jak połówka. Poza tym "chcenie" to nie w pełni oczyszczona karma relacji, gdyż czyni ciebie w jakimś stopniu zależnym od IP. I to jest taki paradoks bo jak jesteśmy realnie niezależni i naprawdę nie musimy być w związku z IP to NAPRAWDĘ nie musimy nic kreować w temacie. Jedyne, co do nas należy to uwolnić się od karmy. TO może poskutkowac powstaniem związku z IP jeśli
1 taka jest inkarnowana/dostępna
2 rzeczywiście istnieje mechanizm przyciągania się podobieństw - czyli przyciągniecie się w naturalny sposób
-
Może nie będzie to ta 100% doskonała połówka (choć z drugiej strony przede mną jeszcze całe życie i mnóstwo czasu na przyciągnięcie się), ale wystarczająco dobra.
Jeżeli chodzi o karmę - mnie połówka opuściła przy początkowych etapach indywidualizacji i tyle ją widziałem, więc w wyniku tego szoku zostałem fanatycznym samotnikiem. Narosło we mnie tak ogromne niespełnienie pod tytułem "z nikim nie mogę być", że najprostszą i najszybszą drogą do puszczenia tego będzie pozwolenie sobie na związek i przyzwyczajenie pś do tego, że jednak mogę tworzyć udane związki. I mam głęboko gdzieś, że będzie we mnie jeszcze jakieś uzależnienie od tego, a moje intencje nie do końca czyste. Nie będę przecież naokoło uzdrawiał karmy. Kiedy moja pś się przekona, że mogę tworzyć związki to przestanie ich tak bardzo pragnąć. Kiedy poczuje na własnej skórze, że nie ma w tym nic trudnego, nic nie zwykłego to się nauczy, że nie ma czego tak przeżywać, itd.
A spotkanie IP to tylko kwestia dostępności i otwartości mimo nawet obciążeń w temacie.
btw Jest też różnica między "chceniem", a "pragnieniem". :P
-
Mariusz,
To zabrzmiało jak "żeby tylko przypadkiem nic nie zachcieć lub nic nie zrobić, bo jeszcze powstanie karma" ;)
Nic tylko siedzieć w jaskini i afirmować. A nie uganiać się za d... ;)
-
Hej, no tak, myle ip z pierwotną, zawsze jak pisze o połówce to mam na mysli pierwotną, aaa, bałaganię. Ok, wiem co to Ip i co to pierwotna:)
Zatem: moje cele duchowe są na 30% z pierwtotną. I dlatego faktycznie to nie jest IP ani ja dla niego;)
Bardzo mądre podejście: Oczyszczac siebie a IP sie pojawi. Ale nie musi;)
Clint: `A spotkanie IP to tylko kwestia dostępności i otwartości mimo nawet obciążeń w temacie.`
No nie wiem;)
Moim zdaniem Ip pojawia się jak juz jest z grubsza przerobione i mocno ugruntowane. Przecież żeby być z IP, musisz sam być IP, ale może sie mylę:)
-
Olga - jest zasadnicza różnica między bycie idealnym ogólnie, a byciem idealnym dla kogoś :P
-
Ok:)
Rozumiem co masz na myśli, ale ta myśl mówi, że każdy partner jest idealny;) Bo na daną chwilę intencje się dogrywają;)
O tym mówisz?:) Czy o czyms innym:)
Jeśli o tym, to ja chcę, by intencje się dogrywały, ale te już mocno oczyszczone z jasnym, świadomym celem:)
Dlatego ja narazie nie myslę o związkach.
Pomyślę za jakis czas, jak uzdrowie w sobie kilka tematów:) A teraz zagnieżdżam się w materii;)
-
Ps, nie myslę o związkach tez dlatego, bo mam nieodparte wrażenie, że te karmiczne juz zaliczyłam i że nie musze juz w nic wchodzić, by oczyszczać, umiem to juz robić świadomie w swoim zaciszu, dla dobra mojego przyszłego extra związku:)
[chciałam dodac to do poprzedniego posta ale error się pojawia]
-
Samo spotkanie się IP i stworzenie związku nie musi oznaczać od razu sielanki, bo osoby te mogą mieć swoje obciążenia, które mają wpływ na jego jakość, ale za to będzie istniał ten potencjał, możliwość stworzenia doskonałego związku.
Myślę, że jeżeli dwie takie IP mają jeszcze co nieco nasrane w swoich główkach, ale jednocześnie są bardzo otwarte na to, aby mimo wszystko wzrastać w miłości niezależnie od czegokolwiek to mogą się spotkać i próbować razem tworzyć udany związek, ucząc się razem, wspierając i ciesząc rezonansem miłości, który roztapia pozostałe jeszcze blokady.
To jest łaska Boga, o której Leszek ostatnio pisał w innym wątku. Ja nie zamierzam sobie odmawiać tego co najlepsze, kajając się "Boże, niegodnym Twych wspaniałych darów" - wolę przyjmować nawet to na co sobie jeszcze nie zasłużyłem. Można się ograniczać, że wszystko do dobre to dopiero po oświeceniu (ewentualnie przy ERD 35+), ale ja wiem że mimo swych ograniczeń i ułomności, dzięki nieskończonej łasce Boga mogę dostawać znacznie więcej niż mógłbym przypuszczać w najpiękniejszych snach. I tego się będę trzymać :)
"Rozumiem co masz na myśli, ale ta myśl mówi, że każdy partner jest idealny;)"
To powiem inaczej - ja mam wady, ona ma wady - a mimo to ja jej odpowiadam pod każdym względem i ona mi odpowiada pod każdym względem (przynajmniej w tych kluczowych kwestiach). W takim wypadku nie jesteśmy idealni ogólnie, ale jesteśmy idealnie dla siebie :)
-
Wg mnie nie trzeba być idealnym i super oczyszczonym by byc w spelnionym zwiazku. Oczyszczony ma byc to co w tym przeszkadza :) No i harmonijny z nami partner, ktory idzie w ta samą strone.
To jest wszystko zludne, ze wszystko co dobre po oswieceniu, wszystko co dobre jest "tu i teraz" tylko trzeba być na to otwartym:)
Bo do tego oświecenia wlasnie brakuje takich otwartoci w poszczegolnych tematach:)A takie kalkulowanie, to zwykle mentalenie, zamiast swiadomosci.
-
Klint:)
Oczywiście że tak:)
`Myślę, że jeżeli dwie takie IP mają jeszcze co nieco nasrane w swoich główkach, ale jednocześnie są bardzo otwarte na to, aby mimo wszystko wzrastać w miłości niezależnie od czegokolwiek to mogą się spotkać i próbować razem tworzyć udany związek, ucząc się razem, wspierając i ciesząc rezonansem miłości, który roztapia pozostałe jeszcze blokady.`
To jest bardzo piękne.
Pisząc o mnie, jakie mam "plany" nie zamiezałam przekazywać informacji że udany związek to po oświeceniu;)
Miałam już wiele związków w sumie.Bo chyba 7 i wiele perypeti "miłosnych". Przerobiłam w nich dużo. Także to, że odciagały mnie przez dda partnerów od siebie. Teraz zajmuję się sobą, oczyszczam i naprawiam. Jesli tego nie zrobię, to nie spotkam ip. Moja podświadomośc nie jest widocznie na to gotowa, otwarta. Na pewno jest zmęczona związkami [ bo były niezbyt udane poza jednym] i napewno muszę przekonać się, że są fajni faceci akurat dla mnie. Świadomie to wiem, ba, znam super facetów, tylko podświadomie nie umiem sie nimi jeszcze zainteresować zatem oni też nie kukają na mnie. Mi się nie śpieszy już:) kiedyś nonstop byłam w cos uwikłana.
Hmm, niemoge jednak napisac ze moja podświadomość nie jest zainteresowana fajnymi facetami, bo właśnie pomyślałam o dwuch któży sa naprawdę okej:)) I doceniam to. Jak widać niemniej, jest tendencja by niezauwazać;))
Pewnie zajmę sie mieszkaniem itd i jak całkowicie puszczę ten temat- to ktos się znajdzie:)) Ale świadomie do tego niedążę.
-
"To powiem inaczej - ja mam wady, ona ma wady - a mimo to ja jej odpowiadam pod każdym względem i ona mi odpowiada pod każdym względem (przynajmniej w tych kluczowych kwestiach). W takim wypadku nie jesteśmy idealni ogólnie, ale jesteśmy idealnie dla siebie :)"
No i dokładnie o to chodzi :} Idealność może istnieć tylko w relatywności, nie wg jakiegoś odgórnego wzorca :P
Hm, ciekawe jeszcze jak przyjąć to wszystko, co daje Bóg... Ktoś ma udany przepis na otwartość :)?
-
Starfire, ok już rozumiem co miałas na mysli:)))
to odnośnie Twojego posta z rana
-
Star, chyba najlepszy przepis na otwartość, to ten najprostrzy :otworzyc się :D
-
Olga: :}}
Hm, chyba najprostsze rozwiązania potrafią być najtrudniejsze do zrealizowania w praktyce :/
-
Zależy:)
Ale ogólnie faktycznie jest taka tendencja, ludzie uważają też, że to co skomplikowane- to napewno lepsze!
-
Taaak, Ego ma wtedy radochę, że może się pomęczyć i przez to oddalić od spełnienia... A osiąganie celów w świecie zewnętrznym jest taaakie fascynujące ;) Chyba czas to wszystko poddać Bogu, niech się rozpuszcza :}
-
Na zwiększanie otwartości najlepsze jest budowanie głębokiej relacji z Bogiem - bezgraniczna ufność, kipiąca ze szczęścia wdzięczność za wszystko, jak najczęstsza koncentracja na miłości, poddawanie absolutnie wszystkiego Bogu, oddawanie mu całego siebie, całego swojego życia i uśmiech dla Niego i dla siebie.
Można sobie mentalnie w nieskończoność kombinować - a czy Bóg mi dobrze życzy? A czy aby na pewno nie ma czegoś lepszego? A co jeśli... sratata. Można sobie długo wyszukiwać poszczególne aspekty nieufności do Boga i założyć, że zaufa się w pełni jak się puści każdą przyczynę z osobna. Można też się po prostu zanurzyć w miłości, wskoczyć całym sobą do tego słodkiego oceanu boskości i z tego miejsca dopiero oczyszczać, przy okazji ciesząc się urokami kąpieli :)
-
Clint: :}}}
No to czas na kąpiel ;}
-
Mam kolegę z podstawówki. Kolega zakochał się w ślicznej dziewczynie, gdy był w 6 klasie. Odtąd cały czas poza szkoła spędzał z dziewczyną, w ktorej się zakochał. A ona z nim. Pomimo presji środowiska, pomimo potępienia przez nauczycieli szkolnych - oni byli z sobą. Potem pobrali się, a dziś są szczęśliwym małżeństwem (to już prawie 40 lat!). Oni od początku wiedzieli, że są dla siebie. Miłośc postawili na 1 miejscu, a głupotę dorosłych olali. Nie są jakoś bardzo rozwinięci duchowo. Ale to, co ich łaczy, to patrzenie w tym samym kierunku, to przyjemnośc bycia z sobą. I kiedy tak sobie żyją, to nie ma kombinowania, jakby tu wyrolować drugą stronę, by osiągnąc swój cel jej kosztem (to najgłupszy pomysł, na jaki można wpaść w związku, a jednak w większości związków ludzie na niego wpadają). W temacie związku nie ma u nich ja i ty, a jest My. Tego się nauczyli wtedy, gdy inni za namową starszych i "mądrzejszych" mysleli, że mają jeszcze sporo czasu na głupoty takie jak związek czy seks.
Oni tworzą udany związek, bez konfliktów, a z miłością, ponieważ nigdy nie doświadczyli indywidualizacji i nie dali się w nią wrobić.
Ja w swoich związkach zuważyłem, że kiedy na bieząco partnerka oczyszczała podświadomść i usuwała destrukcyjne wzorce, to w związku było dobrze, nawet jeśli był rozdźwięck w ERD. Ale kiedy rezygnowała z oczyszczania podświadomości, zaczynały się zgrzyty i coraz trudniej było znieść narastające napięcie wynikające z tego, że ona chciała się trzymać ograniczających wyobrażeń uważając je za cenne skarby czy cele do zrealizowania. Odtąd oboje czuliśmy, że się dusimy z sobą, więc ona zaczynała mnie ustawiać po swojemu, zamiast uwolnć się od presji podświadomści. I wtedy wszystko zmierzało ku końcowi. Bo jednak ja wybieram kierowanie się intuicją, a nie podświadomymi zachciankami kobiet. Jak już deklarują, że się rozwijają duchowo i ze najważniejszy jest dla Nich Bóg, to niech się tego konsekwentnie trzymają!
Ważne jest więc, by cele związku były wspólne, by cele życiowe się pokrywały. I najważniejsza jest zgoda, by to Intuicja kierowała naszym postępowaniem. Co do oczyszczenia, dokonywać się ono może przy okazji, kiedy oboje partnerzy cieszą się sobą i miloscią. Oczyszczanie nie jest celem związku. Związek jest po to, by razem było łatwiej, milej przyjemniej zyć i rozwijać się duchowo. Wtedy ma sens.
-
"Związek jest po to, by łatwiej, milej i przyjemniej razem żyć i rozwijać się duchowo"
-
:))
Fajny przykład na to, że intencje ważniejsze są od różnicy erd.
W moich związkach standardowo była róznica, ale partner jak pracował nad sobą i czułam że mamy wspólny cel, to od razu milej się robiło:) i od razu wspieranie się w uzdrowieniach robiło się takie automatyczne, oczywiste
I faktycznie jak nie ma tych intencji, to klapa, własnie to uczucie duszenia się, stagnacji pś, nie lubie tego
-
Niemniej, fajnie być z partnerem na podobnym etapie duchowym i mieć takie same cele duchowe i osobiste:) [czyste]
Na razie jest to tylko w sferze mojej wyobraźni, ale kto wie:)
-
Leszek
BArdzo fajny przyklad, dobrze że to napisałeś:)
Z moich doświadczen wynika podobnie, że mam ogolnie fajne relacje z osobami, ktore sa nizej w rozwoju duchowym, czy ERD ale mają ten sam cel co ja, ten sam kierunek i podobne metody( chodzi o skutecznosc tych metod a nie same matody, bo jesli ktos by mial inne a ja bym zobaczyla ze to dziala to sama bym sie zainspirowala, wiec chodzi o efekt).Dopoki to jest to juz jest fajnie i coraz fajniej.
Są osoby, która mają podobne do mnie ERD, bylismy bardzo blisko, ale w pewnym momencie ich rozwoj duchowy zszedl na inne tory, metody tez sie troche zmodyfikowaly, choc z poczatku mielismy te same i juz mocno nam sie drogi rozeszly.
"W temacie związku nie ma u nich ja i ty, a jest My"
To jest piękne:)
-
Leszek
Śliczny przykład :) Wiedziałem, że warto zaufać swojemu sercu, że takie rzeczy są możliwe. Jak się jest szczerze zdecydowanym na stawianie miłości na pierwszym miejscu, to wszelkie wywałki czy inne przeszkody są traktowane przez partnerów z dystansem, szacunkiem i akceptacją. Zamiast kreować sobie jazdy można się wspólnie pośmiać z głupot, które nam jeszcze w głowie siedzą. W końcu życie jest wspaniałą zabawą i zamiast przeżywać wszystko z wielką powagą w stylu UBA, lepiej jest nabrać zdrowego dystansu. Niektórzy jednak wolą się oburzać przy każdym błędzie partnera na zasadzie "OMG! Coś ty zrobił/a z moim wspaniałym, wielkim, wyindywidualizowanym ego! Przecież JA ten tego i tego teges! A TY jesteś ten teges!"
W sumie te mechanizmy są dość oczywiste w działaniu. Indywidualista musi dbać o swoją odrębność i wyjątkowość dlatego zawsze myśli w kategoriach "ja/moje cele i interesy". Nie mieści mu się w głowie, że miałby robić coś w imię miłości, która jest ogólnodostępna i nie należy do nikogo. Wtedy przecież nie będzie to już wyjątkowe i niepowtarzalne. Nie będzie to tylko JEGO. To będzie Boga, a więc także wszystkich którzy Boga wybierają.
Najśmieszniejsze jest to, że wszelkie poczucie zranienia, odrzucenia, niespełnionych oczekiwań, itd wobec partnera to tylko nasze urojenia wynikające z iluzji że czegoś nie mamy, a partner powinien nam to gwarantować. Gdy to sobie uświadomimy to wtedy już nie ma powodu do tego, aby mieć pretensje czy żale do tego że partner nie może czy nie potrafi nam czegoś dać.
-
Ja sobie wydrukuje to:
http://kwejk.pl/obrazek/466489/bez,majtk%C3%B3w.html
i przykeleje na suficie jako idea związku. Czyli popindalać razem bez majtek ale w tym samym kierunku ;p
-
fajne:)
-
Ja trochę uzdrawiałem rożnych rzeczy dotyczących półówka, i jakoś mi nic konkretengo nie wyszło. Chociaż podczas modlitw, takie skojarzenia/przeczucia miałem i mam 2 typy, 2 koleżanki/znajome. Nie zagłębiałem się oczywiście w temat bo ideą jest zerwanie więźi, a nie rozmapiętywanie i liczenie że można jeszcze coś z tego będzie. Jedna no to porażka, że nawet podświadomość mówi że półówek półówkiem ale na taki syf to nie ma ochoty, druga hmmm... fajnie miło i przyjemnie i no własnie niby osoba - zwykła zjadaczka chleba a jednak hmmm... gdyby chciała kto wie.
Dobra ale to z podświadomości było... ciekawsze rzeczy idą od WJ czyli też 2 typy ale oczywiście nie te. I oba właściwe, i oświecające ale oczywiście zgodnie z moją wolą i ich itp. Jedna po której bym się nie podziewał, w ogóle nic wspólnego, a jednak jakoś przez myśli mi przeszło i jakby się zapytałem WJ, i poczułem takie TAK, że z krzesła spadłem. Masakra ale tu jest karmy trochę, ciekawsza jest opcja druga czyli dziewczyna której nie znam, i jakoś karmicznie też chyba nie zabardzo. W ogóle nie kojarze jej. . Jedyne co mi przyszło to to że przeszłość nie ważna, jak będę gotowy to będzie ona właśnie. I że z nią to już nie będzie związek na oczyszanie tylko związek na harmonii i to wszystko. No ale nie muszę być oświecony czy coś, wystarczy że pozbędę że kilku istotnych dla mnie obciążeń. I no właśnie ta dziewczna, bez emocji, bez skojarzeń jakby nic nie było z nią wcześniej. W zasadzie ona będzie jak już nie będę miał potrzeby i parcia na związek tak to odczułem.
-
Popindalanie przez las bez majtków rządzi :D ;}}
-
Ostatnio intensywnie mnie męczy temat związków. A mianowicie to, o co mi chodziłeo,że zazwyczaj wybierałem niesatysfakcjonuujące lub konfliktowe związki. Choć zaczynało się miło i przyjemnie.
Kiedy kilka lat temu spotkałem dziewczynę, która była moją żoną kilkaset lat temu w Tajlandii, jeszcze mnie nie ruszyło. Śliczna dziewczyna, której nawet złoszczenie się nie wychodziło. Miłe wspomnienia o wiernej żonie, ktora zawsze na mnie czekała miła i uśmiechnięta, kiedy mnie goniło po pograniczu z poczucia braku emocji. Owszem, sporoo odreagowałem z tego mojego ganiania za walkami. No i nieśmiało marzyło mi się, żeby spotkać taką miłą, kochającą kobietę. W każdym razie była to fajna inspiracja na zmianę widzenia związku.
Ostatnio jednak spotkałem dziewczynę, która była moją ukochaną i ochającą żoneczką prawie 2.000 lat temu. Tu przypomniały mi się tak miłe chwile, że mojej podświadomości zaczęło się przestawiać, że teraz to już by chciala takiego związku i takiej kobiety. Dla niej wtedy byłem naprawdę najważniejszy, a przy tym nie wisiała na mnie i w pełni akceptowa,la, co robię. A długo nie było to ani mądre ani bezpieczne. Jednak pod jej wpływem uspokoiłem się i zrezygowałem z niebezpiecznych wypraw.
Tak więc przypomniałem sobie 2 dobre zwiazki z ostatnich 2.000 lat.
A co robiłem przez resztę czasu?
Głupiałem, po prostu glupiałem. Tworzyłem jakieś dziwaczne, konfliktowe związki, gdzie czułem się niespełniony. I dązyłem do tego, żeby wreszcie w ktorymś wcieleniu poczuć się spełnionym z jedną z kilku kobiet. Tylko z 1 mniej więcej się udało. Z drugą był świetny seks, ale za cenę nieprzytomnej mega - wywalanki. Co najdziwniejsze, moja podświadomość wcale nie tęskniła za tymi dwiema, z którymi było mi naprawdę bardzo dobrze. To tak, jakbyśmy oboje doświadczyli spelnienia z sobą i... przestało nam zależeć na sobie i na wspaniałym nastroju w związku. Nie wiem, czy mi się ubzdurało, że kiedyś uda mi się przeżyć coś tak pięknego z toksycznymi, a powiązanymi ze mna karmicznie kobietami? Na razie nie czuję tego motywu. W ogóle nie czuję żadnego motywu, dlaczego z lepszego przerzucałem się na długi, długi czas na gorsze? Pożądanie mocnych wrażeń? Chyba też. Ale czuję, że chwilowo nie potrafię dojść do sedna.
Co więcej, przypomniałem sobie sytuacje, kiedy bardzo wysoko rozwinięte Aniołki z innego "drzewa" proponowały mi szczęśiwe związki, a ja odrzucałem je, bo czułem się zobowiązany wobec "moich" porąbanych Aniołków. Ten motyw też był, ważny. Ale nadal czegoś nie łąpię w swoich motywacjach.
Wyłapałem jednak motyw, ktory mnie bardzo motywowa do destruktywnych działań. Chodzi o nieprzytomną wściekłość na wszystkich, ktorzy mi zakłócali seksualne przyjemnosci. Był on aktywny w trakcie trwania związku sprzed 2.000 lat. Nie było go w związku z tajlandii, choc podświadomie czekałem,że takie indywidua, które mi będą przeszkadzać żyć szczęśliwie, na pewno się pojawią. Ale przy mojaj żonie się nie pojawiały! Musiałem ich więc szukać daleko, daleko. I nie zawsze znajdowałem.
Tu przy okazji wychodzi, że kreacja partnerki ma istotny wpływ na to, co się dzieje wokół obojga partnerów. W Tajlandii coś nieharmonijnego się działo tylko wokół mnie, zaś 2000 lat temu działo się wokół nas, choć akurat nie bardzo na to zwracaliśmy uwagę.
Przypomniałem sobie za to, że w tym okresie miałem jeszcze jeden szczęśliwy związek. Trwał tylko kilka lat, bo nasze szczęscie przeszkadzało wszystkim wokół. Ale to my mielismy takie intencje, żeby zrezygnować z naszego szczęscia na rzecz zaspokojenia żądań otoczenia. Skończyło się tragicznie dla otoczenia darmozjadów. Wrogowie wycięli ich w pień na moich oczach. I nie rozumieli, że mam z teog ogromną satysfakcję, zamiast przerażenia i bólu po stracie ukochanej rodziny. A nie miałem, bo ta rodzina, ktora miała być dla mnie ukochaną, zrobiła wszystko, by jedyna kobieta, którą wtedy kochałem, rozstała się ze mną na zawsze. No, ale jej intencja wobec siebie i szczęscia była jeszcze gorsza niż moja. Zakładam jednak, że mogła się pogarszać pod wpływem "prania mózgu" przez zdegenerowaną rodzinkę. Jakby nie patrzeć, fajnie się zaczęło, a skończyło bardzo niefajnie. ak jakby już wtedy nie było dla mnie ważne szczęscie osobiste czy szczęście w związku. jakby było coś ważniejszego. TO ważniejsze dominowało przez większość ostatnich 2.000 lat i... nie do końca łapię, o co mi do końca chodziło.
Pewnie coś się z tego wykluje, bo na razie czuję tylko zakręcenie i chyba ukrywanie prawdziwych motywów przed samym sobą. Czuje,że chciałem się łudzić. Ale czy tylko? I czym?
-
Ja doszedłem do wniosku, że z tymi spełnionymi związkami dzieją się takie rzeczy, ponieważ związek partnerski to w rzeczywistości fuzja 6 różnych relacji. Są to relacje osoby A z samą sobą, z osobą B i Bogiem oraz relacje osoby B z samą sobą, z osobą A i Bogiem. Wpływy zewnętrzne i relacje z innymi osobami pomijam, ponieważ wynikają one bezpośrednio lub pośrednio z tych sześciu.
Dla mnie związek partnerski to połączenie i wzajemne przenikanie się tych 6 relacji - jeżeli w którejś z nich coś nawala, to wtedy ma to wpływ na cały związek. I teraz jeśliby wziąć takiego aniołka obciążonego upadkiem świadomości, podtrzymującego nieświadomie dość wredne tendencje do indywidualizacji i wiele innych pierdół to mamy obraz istoty dalekiej od posiadania zdrowej relacji ze sobą jak i Bogiem. Jak tu więc tworzyć na dłuższą metę zdrowe związki partnerskie? Potrzeba tworzenia takiego spełnionego związku mogłaby być ogromna i doprowadzać do kreacji spotkania odpowiedniej osoby, ale taki aniołek praktycznie nie miał szans, aby skorzystać z tego w dłuższym okresie - to była kwestia czasu, aż poszczególne przyczyny porąbanej relacji ze sobą i Bogiem zaczęłyby siać destrukcje.
Dlatego wniosek bym wyciągnął taki, że przyczyny całego tego stanu rzeczy niekoniecznie musiały być złymi motywami wobec związków partnerskich samych w sobie. Intencje wobec związków mogły być nawet ok, ale intencje wobec siebie i Boga już nie, a na dłuższą metę te drugie mają większą siłę przebicia. Po prostu mogło nie być destrukcyjnych tendencji przeciw związkom samym sobie, a jedynie skutki nagromadzonej karmy z innych dziedzin istnienia, pchających ku "ważnym" sprawom.
-
Leszku, jakiś czas temu odreagowywałam coś starego i mocnego w temacie związkow, ale tez indywidualizacji, albo BUA, i mi sie przypomniales, ze razem się zakręcaliśmy na te związki, też w kontekscie mojego połowka, ale i Twojej.
Czułam w sesji wyraźnie co masz, że masz i jednocześnie, że sam to baaardzo mocno wypierasz przed sobą, nie chcesz tego ruszyć, uzdrowić. Dlatego Ci o tym nie mówiłam.
Teraz nie pamiętam o co chodziło, bo puszczałam swoje i się nie skupiałam już na tym. Jak mi się przypomni to napiszę.
Bardzo fajnie, że ruszasz temat:) Niech sie uzdrawia:)
-
Leszek
A dotarłeś do intencji rozstania się z prawdziwa połówką? Nie chodzi o to, kto i jak was rozdzielił, tylko jakie były Twoje intencje, że na to pozwoliłeś. W tym tkwi klucz do wszystkich późniejszych zakręceń w związkach.
-
Do tego akurat nie muszą być intencje, może być sama reakcja na rozstanie (jeśli to wybór połówki) i po tym ew. powstanie jakichś intencji na skutek decyzji po tym rozstaniu.
-
Clint
Poruszyłeś ważny temat. Ale na razie moja PŚ wolałaby jeszcze nieprzytomnie drzeć pasy z tych, ktorzy mi zakłócali przyjemności niż rozwiązać problem :))
Mirek
Zmęczenie doprowadzaniem jej do ładu.
Kiedy odeszła, bo ją ciągnęło do lepszych od Boga Przedwiecznych, doprowadziłem ją do siebie i było jakiś czas dobrze. Potem poszła, żeby dać się inicjować na Archanioła. Kiedy wróciła, już jako Archanioł i chciała porządzic, znów doprowadziłem ją do porządku ku przerażeniu Białych. Wreszcie zaopiekował się nią taki jeden wybielony z naszej gałęzi i zaczął ją odemnie odcinać. Czasami nawet mu się udawało, a czasami nie. W tym życiu jednak postawiłem na wolnośc wyboru i odpuściłem sobie doprowadzanie jej do porządku. Jak woli niebskie wibracje, to niech się w nich pławi. A co?
Między nami długo był taki czas, że ona nie wiedziała, czego i z kim chce. Dopiero solidne hipnozy konkuretna przekonały ją, że raczej jego woli. Ja wreszcie wyciągnąłem wniosek, że nie warto tworzyć związku z osobą niezdecydowaną, czego właściwie chce.
Korzyść z tego taka, że kobieta, która (ewentualnie) będzie ze mną, musi wiedzieć,że tego chce i widzieć w tym wszelkie korzyści, żebym jej nie musiał do niczego przekonywać.
Laka
OK, pewnie się przyda :))
-
"Dlatego wniosek bym wyciągnął taki, że przyczyny całego tego stanu rzeczy niekoniecznie musiały być złymi motywami wobec związków partnerskich samych w sobie. Intencje wobec związków mogły być nawet ok, ale intencje wobec siebie i Boga już nie, a na dłuższą metę te drugie mają większą siłę przebicia. Po prostu mogło nie być destrukcyjnych tendencji przeciw związkom samym sobie, a jedynie skutki nagromadzonej karmy z innych dziedzin istnienia, pchających ku "ważnym" sprawom."
Hm, możesz trochę więcej na temat tej innej karmy i 'ważnych' spraw? Coś czuję, że temat na rzeczy :)
BTW: Świetny post :}
-
Starfire
To może całe mnóstwo różnych rzeczy, podam może z kilka popularniejszych przykładów:
1. Mogła wywalać potrzeba odgrywania jakiś karmicznych ról stojących w sprzeczności ze związkami, szczególnie role związane z duchowością np. kapłani, guru. Taka osoba nieświadomie niszczyła swoje związki, żeby mogła być wolna i zająć się tymi "ważnymi, duchowymi" sprawami, a nie takimi pierdołami jak osobiste szczęście ( końcu to takie egoistyczne! :P)
To jest klasyczny przykład mechanizmów po praniu mózgu u UBA. Tutaj niekoniecznie muszą iść wzorce przeciwko związkom samym w sobie, ale bardziej ogólnie - przeciw własnemu szczęściu i spełnieniu na rzecz poświęcenia się misji - to już nie ma znaczenia co konkretnie miało być źródłem szczęścia i spełnienia, bo miało być sobie odbierane niezależnie od tego, co to by nie było.
2. To teraz może przykład bardziej typowy dla UNA czyli zachłanność na mnożenie doświadczeń, emocji, itd. Tutaj znów nie ma znaczenia czy chodzi o związki czy cokolwiek innego, bo to się przejawia we wszystkich dziedzinach życia - na związki jednak działa wyjątkowo destrukcyjnie, bo tam gdzie pożądanie mocnych wrażeń i niemożność usiedzenia w miejscu - tam nie ma miejsca na miłość i stabilizacje.
3. Zwykła nienawiść do siebie, chęć dokopania sobie, itd - jeśli siebie nie lubisz, działasz złośliwie w stosunku do siebie, odbierasz i niszczysz to co dla ciebie ważne np. związek.
4. Niechęć do Boga - jak boisz się Boga, czujesz się niegodna jego darów lub wręcz skręca cię na myśl o dostaniu ich - to ich nie dostajesz. Zamykasz się na nie, w tym na miłość. Powodzenia w tworzeniu związków z zamknięciem na miłość. :P
Takich przykładów można by mnożyć i mnożyć. Ich wspólną cechą jest to, że te mechanizmy nie istnieją po to, aby celowo niszczyć związki, ale ze względu na swoje działanie niszczą je przy okazji. Dlatego może istnieć osoba, która nie ma nic do związków samych w sobie, ale z powodu tych wzorców i tak jej nie wychodzi. Oczywiście to kwestia czasu, aż taka osoba zrazi się do związków i zaczną powstawać na tej bazie negatywne wyobrażenia, ale one nie są źródłem problemów, a jedynie nadbudową.
-
Leszku,moze ten artykul sie przyda;)
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/125
-
Leszek
Wczoraj miałam sesję:) Okazało się, że z Tobą zeszłam w materię(przez jakiś tunel w dół) i wiele innych aniołków, bo mieliśmy misję, jakiś ważny cel do osiągnięcia. Chodziło o to by go osiągnąć( Twój cel) i wrócić. Mhhh to pewnie dlatego ciągnie się ogon aniołków za Tobą, bo wierzą, że jak pokazałeś nam jak zejść to wiesz jak wrócić:-) Leszek- przywódca.
Niestety, aby zejść i wykonać misję, potrzeba było poodcinać się od naszych pierwotnych połówek. Służyły do tego różne kodowania. Były też takie, że nie możemy stworzyć związku i wrócić do połówek dopóki nie wykonamy zadania. Dopóki Ty nie stworzysz swojego związku. Chyba z połówką.
To było jeszcze obwarowane strażnikami, którzy mieli za zadanie mieszać i odciągać nasze połówki.
Celem było udowodnić coś białym, coś na temat materii, związków.
Przypomniałam sobie też przekonanie, że materia to taki śmietnik, samych upadłych, albo niedorozwiniętych( ludzie) i tylko takie istoty mogą tu przebywać, Boga tu nie ma. W związku z tym trzeba wprowadzić "Boski porządek", oczywiście łamiąc wolną wolę i tworzyć różne struktury. Było w tym wszystkim też głębokie przekonanie, że w materii nie da się stworzyć związku, nie ma tu czystej miłości. Jeśli już jest to poza materią i o to chodzi by wyjść z niej i potem tego wszystkiego co Boskie doświadczać, to jest właśnie rozwój. Także w odniesieniu do związków.
-
Laka
Ja ostatecznie zdecydowałem się na zejście nie z powodu misji, tylko po to, żeby już żadne Białe za mną nie polazły (w tym moja połówka i jej kochaś). Czyli, żeby mieć spokój, bo byłem przekonany, iż one aż tak bardzo nie upadną. Długo miałem od nich spokój. Ale nie od tych, co polazły za mną myśląc,że skoro ja to wymyśliłem, to musi być mądre i bojąc się,że beze mnie nie oprą się Białym. A jak to sobie interpretowaliście i jak wymysliliście w szczegółach, to już nie moja sprawa.
Najgorsze było to, że
a/ tęskniliscie za białymi połówkami i tą tęsknotą je do siebie wzywaliście / przyciągaliście.
b/ byliście CIĄGLE niezadowoleni z tego miejsca, do którego przyszliście za mną. Ja byłem zadowolony. I trzeba było ze mnie brać przykład :)))
Wasze połówki przylazły tu znacznie wcześniej niż moja. Ale jak zobaczyły tę moją, to faceci od razu porzucili ziemskie obowiązki i zaczęli wracać do Boga przez głodzenie się. Tak im to świetnie szło,że nadal tu są i.... często marzą o powrocie przez zagłodzenie, a w całkowitej wolności od ziemskich zajęć.
W temacie jest tylko tyle, że czułem się odpowiedzialny, by opiekować się kobietami, od ktorych odeszli faceci, by się "rozwijać duchowo". No ale, jak uczy praktyka, wszystkim się nie da dogodzić, więc niektóre z nich obwiniały mnie o swoje nieszczęscia, a ja się dałem wrobić :((
Clint
Punkt 1 mi pasuje. Niestety.
-
Leszek
:) Punkt a i b się dla mnie zgadza. Nie pamiętam, tego ciągłego nie zadowolenia, ale to mocno prawdopodobne.
"Ale jak zobaczyły tę moją, to faceci od razu porzucili ziemskie obowiązki i zaczęli wracać do Boga przez głodzenie się. Tak im to świetnie szło,że nadal tu są i.... często marzą o powrocie przez zagłodzenie, a w całkowitej wolności od ziemskich zajęć. "
To mi bardzo pasuje do tego co się zaczęło dziać z moim połówkiem, gdy zaczęliśmy być razem. A ja nie wiedziałam o co chodzi.
Oczywiście odpaliło nam się, ze chcemy razem wrócić do Boga( z nikim innym tak nie było), tylko, że najwyraźniej kazdemu z nas odpaliły sie przy okazji jego własne pś strategie powrotu. On nagle zaczął niezdrowo chudnąć( a ja tyć) i nie wiedział co się z nim dzieje, ale chyba mu się to podobało. Choć tez z drugiej strony obwiniał za to mnie, że ja na niego tak źle działam.
Mi wywalało, na to życie z nim na ziemi, w materii, nie mogliśmy się dogadać. Ja miałam jakieś wkurzenie głęboko i uważałam, że z nim się nie da i nasz związek skazany jest na niepowodzenie. No i to dziecko, symbol obowiązków. Na dodatek dziecko mam z karmicznym konkurentem mojego polówka. Też bardzo bliski nam obojgu aniołek i czasem miałam wrazenie, że się lubią i mogliby być nawet przyjaciółmi, gdyby nie te karmiczne jazdy.
Dzięki za podpowiedź. Doczyszczę sobie temat.
Zastanawia mnie tylko, dlaczego oni tak zareagowali na Twoją połówkę, byli jakoś karmicznie z nią biało obciążeni?
No i ja nie uważałam, że mój połówek jest biały. A jeśli już to niebieski, przerobiony na białego, bo doskonale pamiętam jego niebieskie zachowania jak i intencje nasze oddzielenia się od Boga. Pierwotnie byli podstawą i dla białych i niebieskich, więc w sumie to są 2a końce tego samego kija.
"Ja ostatecznie zdecydowałem się na zejście nie z powodu misji, tylko po to, żeby już żadne Białe za mną nie polazły (w tym moja połówka i jej kochaś). Czyli, żeby mieć spokój, bo byłem przekonany, iż one aż tak bardzo nie upadną. Długo miałem od nich spokój. Ale nie od tych, co polazły za mną myśląc,że skoro ja to wymyśliłem, to musi być mądre i bojąc się,że beze mnie nie oprą się Białym. A jak to sobie interpretowaliście i jak wymysliliście w szczegółach, to już nie moja sprawa. "
Mhh to w takim razie z mojej strony i innych aniołków kilku które też w tym uczestniczyły, a je odreagowywałam wyglądało to zupełnie inaczej. I pamiętam, że było w tym dużo kodowań, od Ciebie. Było też coś znacznie głębiej, niż sama chęć ucieczki od białych. Nawet jeśli, to skądś to się brało:)
Ja osobiście nie mam do Ciebie pretensji. Choć w sesji mi wyszło, że byłam trochę zła, bo mi coś tam obiecywałeś, ja w to wierzyłam, miałam też poczucie, że jestem ważna w tym całym działaniu, a potem poczułam się wykorzystana do Twoich własnych celów. No ale to szybko mi puściło.
Wiem, że były kodowania i że na coś liczyliśmy, od Ciebie. A potem się okazało, że Tobie zupełnie o coś innego chodzi.
Chyba do teraz jestem zdziwiona, jak piszesz o co Ci chodziło:P
-
jakie sa kożyści bycia z jednym,stałym, dobrym dla nas partnerem?
Bo moja ps chyba jednak nie wie i boi sie stałości
-
Hm, w sumie nie wiem, co w tym miało by być niekorzystne :}
Clint: Dzięki. Świetne spostrzeżenia, co do tego, co może nie grać, jeśli się wydaje, że ze związkami niby wszystko jest ok. Karma maga zapewne nie wróży najlepiej dla miłości do siebie ani Boga ;)
-
<jakie sa kożyści bycia z jednym,stałym, dobrym dla nas partnerem?
Bo moja ps chyba jednak nie wie i boi sie stałości>
Olga,
Korzyści jest mnóstwo, ale mnie po prawie 7 latach z jednym partnerem, najbardziej ugruntowało się przekonanie, że "jeden, stały, dobry partner" bardzo ułatwia moje życie i mój rozwój duchowy.
-
Myślę, że korzyścią jest zadbanie o siebie i swoją energetykę. Nie mieszanie się w niepotrzebne zawiłe relacje, które nie przynoszą tak na prawdę realizacji. To czystość intencji, która bazuje na poczuciu bezpieczeństwa, gdy nie boimy się już zaangażowania. Zniknęły lęki przed bliskością, czy myśli o odrzuceniu. Stały związek pozwala poznawać siebie w różnych sytuacjach i wzbogaca życie jeżeli jest ta otwartość i życzenie sobie jak najlepiej.
-
Korzyść z stałego partnera jest taka, że nie trzeba przechodzić przez okresy przejściowe od jednego związku do drugiego. O ile skończenie poprzedniego związku może być szybkie, to już budowanie kolejnego wymaga czasu, bo trzeba budować nowe więzi, a z dnia na dzień bliska i głęboka relacja nie powstanie. Dlatego raczej warto sobie w miarę możliwości oszczędzać tego wszystkiego.
Starfire
Nie znam się za bardzo na karmie maga, ale podejrzewam że bardzo łatwo z taką karmę o zabawę w konkurowanie z partnerem(np. w zakresie osiągnięć rozwojowych), a wtedy bardzo trudno o tworzenie "nas", a bardziej "mnie i jego" :P
-
"jakie sa kożyści bycia z jednym,stałym, dobrym dla nas partnerem?
Bo moja ps chyba jednak nie wie i boi sie stałości"
1.O takiego wcale nie jest łatwo więc warto doceniać jak się już ma.
2.Po co szukać dalej skoro ten jest dobry?
3.Podnosi się jakość związku z czasem jeśli oboje się rozwijają a jak się weźmie następnego to trzeba zaczynać od początku.
Oczywiście czasem ten następny jest lepszy...ale mowa o dobrym, dobranym związku.
Z czasem wychodzą na wierzch różne karmiczne i nie karmiczne naleciałości ,żale i konflikty.Jak się przez nie przejdzie i uwolni to jakość związku się polepsza jeszcze .Wypracowuje się też pewne swoje zwyczaje ,które zwyczajnie ułatwiają życie we dwoje bo człowiek sobie bardziej uświadamia czego by chciał i co lubi.
4.Można się skupić na innych tematach ,których wcześniej w "pogoni "za związkiem nawet się nie dostrzegało.
-
Pkt.3 To Clint opisał innymi słowy i trochę inne aspekty.
-
Bardzo mi się podobają Wasze wpisy! :)
Podpisuję się pod nimi rękami i nogami, a od siebie mogę dodać jeszcze językiem, że dzięki stałemu związkowi można poczuć taki większy życiowy luz, większą wolność(wbrew pozorom), łatwiej cieszyć się życiem, bo radość i miłość z którą się z kimś bliskim dzieli, jakoś tak sama się mnoży. A z takich "fajerwerków" to np. podwójna siła kreacji, pozytywny wpływ na zdrowie, nawet na kondycje ;) , inspiracja do rozwoju.
Do tego w każdej chwili można się do kogoś przytulić i jest to prawdziwe oraz głębokie, w przeciwieństwie do partnerstwa na przykład na jedną noc.
Są wtedy dwa źródełka miłości.
Oczywiście to co napisałem dotyczy cudownych związków, które już zostały przepracowane a osoby są dobrane według najlepszych swoich intencji.
Najtrudniejsze chyba są początki. Słyszałem, że najtrudniejsze jest pierwsze 50 lat razem, a potem to już idzie z górki :)))
-
Lucjan, ale entuzjazm czuć z Twojego postu :)))))
<dzięki stałemu związkowi można poczuć taki większy życiowy luz, większą wolność(wbrew pozorom), łatwiej cieszyć się życiem, bo radość i miłość z którą się z kimś bliskim dzieli, jakoś tak sama się mnoży.>
To się bierze też stąd, że partner/ka, wzmacnia wszystko co pozytywne w Nas, tym samym wzmacniając Nasze najpiękniejsze kreacje i marzenia :). Stąd to poczucie większego luzu życiowego i mnożenia, bynajmniej ja tak to czuję :).
-
Zatem dobry partner/ka jest lepszy niż energia Kundalini, która wzmacnia wszystkie cechy(zarówno pozytywne, jak i negatywne).
-
Ludziska, pięknie piszecie o związkach, a moja podświadomość uparcie trzyma się tego, ze związki odciągają od rozwoju, to raz, a dwa co z tym fantem zrobić jak ktoś nie lubi się starać o związki i w związkach w ogóle, kojarzy to z wysiłkiem, a druga strona odbiera, ze ma w dupie i wreszcie odchodzi z kims kto się bardziej stara ?
-
Wysiłek i obowiązki najlepiej zastąpić lekkością, radością, błogością i miłością.
Z miłością, przyjemnością i łatwością dbam o mój związek. Udzielam błogosławieństw i je otrzymuję.
Ze związkami jest podobnie jak z oddechem - nie trzeba się męczyć, by swobodnie oddychać i żyć pełnią, tylko po prostu oddychasz pełną piersią i już. Praktyka czyni mistrza.
-
Co do ilości partnerów to mnie naszła taka refleksja - mimo, że w tym życiu nigdy z nikim nie byłem, bardzo by mi odpowiadało gdybym moja pierwsza partnerka była od razu na całe życie. Jakoś nie odczuwam potrzeby, aby posmakować owoców z różnych drzew, że tak to ujmę. Nie odczuwam też potrzeby, aby mieć jakieś porównania, bogate doświadczenia, itd. Priorytetem jest dla mnie bliskość, nie tylko ta fizyczna, ale także ta duchowa, emocjonalna, mentalna - bliskość na każdym poziomie przejawiania się.
Jeśli spotkam osobę z którą będę potrafił odczuwać tą wielopoziomową bliskość, to po co miałoby mi być szukanie dalej czy zastanawianie się, czy przypadkiem nie ma kogoś lepszego?
Każdy ma jakieś cele, które chce osiągnąć w swoim związku. Jeśli się wie czego się chce, to bardzo łatwo ocenić czy się w danym związku te cele osiągnęło lub da się w najbliższym czasie. I jeśli odpowiedź na to pytanie jest w pełni pozytywna, to pozostaje tylko pogratulować spełnionego związku i cieszyć się, że to jest już to, że nie trzeba szukać dalej. Pozostaje cieszyć się swoim osiągnięciem, pielęgnować je i po prostu sobie razem być, wzrastając w miłości.
-
Clint
Bardzo mi się podoba Twoje podejście i jestem pewien, że w najwłaściwszym czasie będziesz współtworzyć cudowny związek miłości. Tak jak napisałeś: lepiej stawiać na jakość doświadczenia, niż na mnożenie doświadczeń dla samego "zaliczania".
Ja też chciałem by pierwsza partnerka była tą jedyną. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że na szczęście tak się nie stało, gdyż Bóg miał dla mnie kogoś właściwszego. Właściwie, to nawet nie chodzi o to by pierwsza była tą jedyną, a o to by ta TERAZ nią była, niezależnie czy jest pierwsza czy pięćdziesiąta :) Po prostu to świadczy o tym, że już TERAZ chce się tworzyć związek obfitujący w spełnienie.
Tobie jednak ta sztuka może się udać za pierwszym razem, bardzo fajne i zdrowe podejście!
-
JA czuję ostatnio coraz większą wewnętrzną zgodę na takiego partnera, w pełni ze mną harmonijnego, nawet udaje mi się taką relację sobie wyobrazić,relację opartą na wolnej woli. Myślę, ze niedługo taka istotka się pojawi:-)
-
Fajnie piszecie :)
Ja tez chciałam, nawet teraz zdarza mi się, ze wywala mi rozczarowanie, ze mój pierwszy partner nie jest tym stałym partnerem. Ale z drugiej strony, jak patrze w tył, to widzę, ze byłam przez długi czas tak bardzo zamknięta na spełnienie, na związki, na normalną miłość, czułość, bliskość - wpierw się tego bałam, potem uważałam, ze nie zasługuję na to. Teraz jestem na etapie - uważam, ze zasługuję, ale w pś są jeszcze jakieś pokłady lęku przed mirażem, łudzeniem się i że okaże się, iż jednak nie zasługuję ;)
Mimo to czuje sama w sobie coraz większą otwartość, radość, akceptację ... i odzyskiwanie siebie. bo w końcu zrozumiałam,że aby stworzyć dobry związek z naprawdę fajnym, harmonijnym partnerem - warto żebym potrafiła być w pełni sobą, czuła, ze zasługuję, ze jestem tak samo doskonała i idealna dla niego, jak on dla mnie :)
-
Lucjan, hydrozagadka
Pięknie mnie inspirujecie :) Ja akurat nie miałam żadnej presji odnośnie pierwszego partnera, ani żadnego kolejnego:) Z perspektywy czasu widzę jednak, że każde z tych doświadczeń było mi potrzebne by zrozumieć czego chcę, a czego już nie. Jeszcze jakiś czas temu myślałam - a teraz już życzę sobie partnera bez problemów, a trafił się taki z poważnym, nieuświadomionym, problemem. Dopiero na tym tle zrozumiałam jakie fatalne miałam wyobrażenia o spełnieniu, a także jak przyjemnie może być w aspekcie seksualnym:) Dopiero wtedy byłam gotowa na to. Teraz czuję zdecydowanie więcej przestrzeni dla miłości i harmonii, także wobec siebie samej.
Miałam nawet taki sen kiedy budzę się rano w moim dużym łóżku i pierwszym odczuciem jest niesamowita przyjemność i błogość,obracam się a tuż przy mnie piękny aniołek i wiem, że on odczuwa dokładnie tą samą przyjemność. Niesamowita bliskość ciał, dusz i harmonia energii- wtedy powstała nasza wspólna myśl " jak pięknie otworzyć się na coś takiego" :) ciąg dalszy ... :) Ten sen jest moja inspiracja, lecz jeśli potrzebuję doświadczyć czegoś i coś uzdrowić z kimś innym - po prostu akceptuję to też całkowicie.
-
Zatem wszystko jest OK. Po prostu jeśli miłość jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na właściwym :)
-
Bycie z kimś harmonijnym to niesamowita przyjemność. Ja mam lekko odwrotnie niż większość z piszących tutaj. Moja pierwsza partnerka jest moją jedyną. Tak sobie "zaplanowałem" w jednym z poprzednich wcieleń, że jedno całe życie spędzę tylko z jedną kobietą. I tak się dzieje. Pomimo chorych wzorców, które dopiero niedawno odreagowałem, dochowywałem wierności. Teraz, kiedy pozbyłem się większości obciążeń w temacie związków, mogę delektować się codzienną przyjemnością doznawania wspaniałej harmonii w bliskości.
Z długoletniego doświadczenia mogę powiedzieć co uważam za najważniejsze w związku. Najważniejsza jest umiejętność wybaczania. Nie chodzi tu o jakieś większe "wykroczenia" związkowe typu zdrady itp., bo to nie powinno się zdarzać. Chodzi o wybaczanie dziesiątków, setek drobiazgów typu "znowu zostawiłeś skarpety na krześle", "zastawiłaś całą półkę w łazience swoimi kosmetykami", "znowu muszę ci przypominać o wyniesieniu śmieci" itp. Takie drobiazgi w długim okresie czasu mogą rozwalić niejeden dobry związek.
Zwykle bywa tak, że kiedy ludzie sie poznają i zaczynają z sobą przebywać to podświadomie dostrajają się do siebie. To się kończy gdy decydują się na wspólne zamieszkanie. Wówczas wychodzi cała prawda o prawdziwej harmonii między partnerami. Jeśli jest na niskim poziomie to współczuję tym, którzy próbują wtedy na siłę być ze sobą.
-
Co racja, to racja. Bez zdolności do przebaczania takich właśnie drobiazgów, o których napisał Mirek, to chyba nie jest możliwy udany związek. Większość ludzi może się obrazić na hasła w stylu "znowu muszę ci przypominać o wyniesieniu śmieci". Wówczas mogą trwać w gniewie, obrażeni, w kiepskim nastroju ale mogą też przebaczyć i powraca spokój.
Innym rozwiązaniem jest profilaktyka a więc regularne wynoszenie śmieci :-)
A śmieci, co tu dużo mówić, prędzej czy później i tak trzeba wyrzucić, bo w końcu zaczną śmierdzieć.
Z kolei jeszcze innym rozwiązaniem jest zwrócić uwagę drugiej osobie z czułością a nie z jakimś tam gniewem np.: Kochanie wyniesiesz śmieci? W mieszkanku będzie milej, ja zrobię kolację i spędzimy fajnie wieczór.
Zatem przebaczanie drobiazgów(które często są bagatelizowane) i komunikacja z szacunkiem, z dobrą energią.
-
Jak fajnie sobie poczytać przyjemne i inspirujące posty w temacie związków na cudzie :} :)
-
Hej:) Dziękuję ze napisaliście tyle madrych rzeczy:))) Dla mnie to ważne. Jak dziecko odkrywam ten temat, na nowo, i widzę jak bardzo oporuje swoją niewiarą że mogę być w dobrym związku:) a myśl o stałym związku, ze taki docelowy bo dobry i po co mi więcej- wywraca coś we mnie;) Pragne tego juz od małego dziecka, bawiłam sie lalkami w romantyczne pary na całe zycie, a teraz gdy jestem 30tką, gdy mam za sobą sporo związków- okazuje się ze zaczynam wszystko od nowa.
Od nowa ponieważ bardzo duzo uzdrowiłam, ostatni rok był mega i gdy pojawia sie ktos potencjalny kim zaczynam sie interesować- to mi wywala:) a ze zainteresowałam się z połówka- to już kosmos do ntej dla mnie, jesli chodzi o wywały- ale też mega czas by w końcu oświecic ten temat. Harmonia jednak wyrzuca wszystko na wierzch, jak morska fala.
Bardzo podoba mi się wypowiedz Clinta Przystojniaka. Piszesz tak delikatnie i pięknie:) Myślę ze stworzysz cudowny zwiazek a twoja partnerka doceni twuj spokuj, intencje- ja o tym mażę:) Bardzo bym chciała nie szukac dalej, czegoś bardziej idealnego. Ale wiem, ze to zryta płyta pś, bo wiekszej harmonii niż z połówką to moge jedynie poszukać w sklepie muzycznym- a i tak kąbinuję i doszukuje się. MYslę ze było by mi łatwiej wejśc w związek jesli 2ga osoba miała by bardziej poukładany temat niz ja i pomogla mi, bo ja chcę, chcę.
Od czego proponujecie zacząc, gdy ma się pś uciekająca od stałości a jednoczesnie pragnącą jej? Poza modlitwą o uzdrowienie tego;)
Skąd sie brala chęć namnazania doświadczeń? zawsze mialam tak, ze bedąc z kimś podświadomie szukałam kogoś lepszego dla mnie. Niechcę juz tak. Chciałabym z kims być i skupiac na tym energię, a nie na linkowaniu do innych. Boje sie też, ze z takimi intencjami przyciagne taką sama osobę a tego niezniosę i odrazu odrzucę a moze to już sie dzieje;]whatever.
Wszelkie inspiracje mile widziane i z góry bardzo dziękuję:*
-
Może coś takiego:
Stałe związki są bezpieczne, a niestałe niekoniecznie,
Stałe są korzystne i cudowne
Zwłaszcza jak ktoś wyznaje miłość Oldze :)))
"zawsze mialam tak, ze bedąc z kimś podświadomie szukałam kogoś lepszego dla mnie."
Jest taka ludowa mądrość, że lepsze jest wrogiem dobrego :)
Już teraz jestem w cudownym, inspirującym związku pełnym zaufania i miłości.
Jeśli to jest TO, wówczas afka zadziała, jeśli nie, związek się rozpadnie na rzecz faktycznie najlepszego dla Ciebie na dany moment albo na całe życie.
-
Mirek
Dokładnie. Dodam jeszcze od siebie, że jak ma się DDA i lubi zadymy w relacjach to jest wszystko co przeciwne do akieo wybaczania na co dzień. Czyli ciągła jazda o drobiazgi.
I faktycznie tak jest, że ludzie będąc ze sobą, na bezpieczną odległość mogą się całkiem dobrze dogadywać, a gdy tylko zaczną prowadzić wspólne życie, w jednym mieszkaniu, dzieląc obowiązki, często zaczyna się jazda.
:) Gratuluję, że masz tak fajnie w związku:)))
-
Lusi Lu, takiej afki mi trzeba było i takiego celu:)
Dziekuję:*
-
Do usług :)))
-
<3
-
Poczułam, czego chcę:) I skupie sie juz tylko na tym bo czuję ze to jest mozliwe dla mnie:)
Pomogliście mi, dziękuję:*
-
No jasne, że możliwe! Spróbowało by nie być ;-)
-
Też, dziekuje za fajne inspiracje. Lucjan - fajna afka.:)
-
Proszę, proszę :)
-
Po jednym dniu afirmowaniu juz wieczorem mi walneło;)
Co ciekawe otrzeźwiło mnie, zauważyłam, że byłam trochę jednak nakręcona.
Wyszedł bezsens, niewiem czy tylko tej relacji, może wszystkich wobec których właczaja mi się int związkowe.
Ponad to, co dla mnie najwazniejsze, poczułam sie bardzo sama. Poczułam, że wszystkie bliskie mi istoty sa daleko odemnie. Fizycznie, świadomościowo, jakkolwiek inaczej. poczułam głeboką w sercu tęsknotę za stanem, gdy wszyscy bylismy na podobnym, wysokim poziomie, gdy miłośc była kierunkiem, gdy rozumieliśmy sie wszyscy, poprostu był kontakt na boskim poziomie, otwartość. A teraz jest inaczej. jesteśmy rozproszeni na ziemi, nie mozna sie teleportować, nie można robic wielu rzeczy. Co ciekawe pierwszy raz w życiu poczułam pretensje i żal do Boga...za to :|
Tak więc afka prosta i zbawienna.
-
<jesteśmy rozproszeni na ziemi, nie mozna sie teleportować, nie można robic wielu rzeczy.>
e tam gadanie, pareset kilomerów to nie jest problem :))
-
Czasem ktoś jest bliżej niż myślimy, niekoniecznie tysiące kilometrów dalej.
-
Wiecie co, nie wiem czy wy też tak macie/mieliście?
Zdarza mi sie poznać kobiety, które są w wysokiej harmonii ze mną, i nawet mi się bardzo podobają. W zasadzie nie miał bym nic przeciwko temu gdybym z taką tworzył związek, ale widzę bez pytania, że ta osoba ma inną drogę życiową, inne cele, czegoś innego chce; czasem nawet jest bez jakichkolwiek duchowych potrzeb.
A mimo to, czuję miłość do takiej osoby na innym poziomie. Na poziomie wyższego Ja. Nie ma tam zaślepienia, jest jakieś boskie porozumienie między naszymi wyższymi Ja. Zdarzył mi sie ostatnio nawet taki sen. Nasze Wyższe Ja sobie "gaworzyły" i tak mi było błogo i cudownie.
Potem ta osoba miała tylko jakiś tam drobny promil przeczucia tego co było między nami- oczywiście na swój sposób.
-
Uświadomiłem sobie nieznany mi wcześniej fragment tego, dlaczego porzuciłem radość i przyjemnośc dla innych "pierdółek".
Otóż, wtedy, w Petrze, gdy byłem szczęśliwy z moją ukochaną żonką, nagle zaczęło mi się wydawać, że ja się tu bawię, cieszę życiem, a wokół mnostwo nie załatwionych spraw!
I faktycznie, było ich mnóstwo, ale nie moich! Tu był błąd, ze zacząłem rezygnować ze swego szczęścia, by pomagać innym w załatwianiu ważnych dla NICH spraw. W ten sposób zapomniałem, co jest ważne dla mnie! A ich spraw i tak nie załatwiłem, bo to należało do nich.
Mateusz
Zdarza mi się to bardzo często!
A szkoda, bo takie wspaniałe Aniołki, ale zmierzają w zupełnie innym kierunku niż ja. Być może kiedyś zorientują się, że brną w ślepą uliczkę: "bo wszyscy tam dążą", ale wtedy już dla nich może być za późno, by zawrócić, przynajmniej w tym wcieleniu. A w kolejnym pewnie.... znów pognają tam, gdzie "normalna" większość.
-
Ah to zajmowanie się cudzymi sprawami :P Dzisiaj przyszła mi fajna inspiracja w tych klimatach.
Jak dobrze wiadomo typowe dla UBA nauki mówiły o tym, aby nie zajmować się własnym szczęściem i spełnieniem, a dbać o cudze, bo niby zajmowanie się tylko sobą to powiększa ego. A prawda jest taka, że całkowita koncentracja abym to JA był w pełni szczęśliwy, spełniony, radosny, itd. bez przejmowania się co inni o tym sądzą, jak im się powodzi i czego chcą, nie jest w żadnym stopniu egoizmem. Dlaczego? Ano dlatego, że kiedy otwieram się na prawdziwe Boskie wartości w sobie, one automatycznie są dzielone z tą częścią otoczenia, która jest na to otwarta. Nie da się urzeczywistnić szczęścia czy miłości tylko dla siebie, ponieważ nie istnieje możliwość izolowania tej energii. To jest wielki system naczyń połączonych - jeżeli się otwieram na miłość to podłączam się pod ten system i staję się jego częścią, a przepływy miłości od jednej istoty do drugiej dzieją się niezależnie ode mnie.
I teraz część najważniejsza - do mnie należy tylko decyzja czy to ja chce być częścią tego systemu czy też nie. Nie mogę sprawić, że ktokolwiek inny do niego dołączy - tutaj każdy podejmuje decyzje sam. Druga rzecz to fakt, że gdy ja się dołączam to tworzę jakby nowe odgałęzienie tego systemu, a więc dodatkowe możliwości dla innych. Tak więc działając we własnym tylko interesie, zawsze działam w interesie wszystkiego co istnieje - egoistą więc nazwać mnie mogą tylko ci, którzy tego nie rozumieją, ci którzy nie wiedzą że moje szczęście wspiera ich szczęście.
Na koniec małe pytanka do przemyślenia/przemedytowania:
Jeśli miałbym zajmować się cudzym szczęściem, to kto zająłby się w tym czasie moim?
Jeżeli chce uszczęśliwiać świat, to co mi się bardziej opłaca - wzrastać we własnym szczęściu wspierając w ten sposób tych, którzy chcą być szczęśliwi czy też zmuszać do szczęścia innych, unieszczęśliwiając siebie oraz ich i ślepo wierząc że osiągam coś sensownego?
-
Zdecydowanie uszczęśliwić świat mogę tylko w ten sposób, gdy uszczęśliwiam siebie.
Owszem, lubię, gdy inni się na moje szczęscie załapują (to mi zawsze wychodzilo w związkach). Jednak inni często poczuwają się do obowiązku unieszczęśliwiania otoczenia swoimi problemami i kłopotami. POtem mają jeszcze pretencje że ci szczęśliwi ich zlewają, ze zapomnieli o najbliższych i są w związku z tym wstrętnymi egoistami. Tylko że tak naprawdę, to wstrętnymi egoistami są ci, którzy zatruwają życie innych żądając zaintereowania dla ICH problemów, klopotów, chorób nieszczęść itd.
To swoista moda wśród społeczeństwa zwalczającego zaciekle grzech pychy. U innych, ale nie u siebie!
A przecież, jakby tak popatrzeć uważnie, to żądanie, by wszyscy wokół zajmowali się moimi problemami, klopotami itd., to wyłudzanie zainteresowania SOBĄ, to manipulacja, by stać się WAŻNIEJSZYM w cudzym życiu. Pycha aż trzeszczy przed eksplozją! :)))
Zauważyłem też, że kiedy ja się dzielę swoim szczęsciem, to z wdzięczności wiele osób dzieli się ze mną swoim nieszczęsciem. Niektórzy chyba nawet na poczekaniu wymyślają co ciekawsze "kawałki".
A dzielimy się przecież tym, co mamy najlepsze, co dla nas najcenniejsze!
Chyba muszę trzeźwiej i przytomniej patrzeć na intencje innych ludzi. :))
-
Mateusz
Też tak mam:-)
Można tylko zaakceptować ich wybory i drogę. Poza tym tak sobie myślę, że to, że takie aniołki wybierają inną niż ja drogę, to wcale nie musi być źle dla nich. Bo one mogą mieć inną karmiczną drogę, tzn inaczej karmicznie ukształtowaną, z powodu tej naszej indywidualizacji, kiedyś się pewnie spotkamy:) Potrzebują inne tematy przerobić, mogą być w innym punkcie, niż ja i nie pasującym na teraz, ale też się rozwijać.
Można za to popracować nad otwarciem się na takiego aniołka, który jest tak samo bliski, albo jeszcze bardziej i ma wspólną z nami drogę.
Ja jeszcze nie wierzę, że Bog ma taką osobę dla mnie, która będzie super pasować i chcieć być ze mną, ale może niedługo uwierzę:)
-
Mateusz, ja też:)
Dobrze ze to widzimy, dobrze że nie wkręcamy się!
-
Clint
"...kiedy otwieram się na prawdziwe Boskie wartości w sobie, one automatycznie są dzielone z tą częścią otoczenia, która jest na to otwarta." : ))))
-
Mam większą niż kiedykolwiek potrzebę stworzenia duchowego, bliskiego związku z kimś bardzo mi bliskim. Takiego zawierającego wszystko co dla mnie korzystne. I boli mnie to, że widzę że tylu ludzi znalazło harmonijne dla siebie osoby a ja dalej jestem sam;/
-
Sebastian... :)
Masz potrzebę bo jeszcze teraz są święta i ogółem taka atmosfera, ja też jestem sama i smutno mi też, więc nie jesteś SAM :)
-
Ja mam taki głupi wzorzec unikania osób harmonijnych, który mi miesza w relacjach. Często tak było, że robiłem to nawet świadomie. Przy harmonijnych osobach strasznie wywalała mi samoocena. Wydawało mi się, że wobec takich osób jestem jakby z niższej kasty; że jestem dla nich za mało atrakcyjny, fascynujący, przebojowy, autorytatywny. Dawniej nie wiedziałem co to harmonijna osoba, ale posługiwałem się inną miarą. Było to poczucie, że lubię tę osobę, dobrze sie rozumiemy i raczej wygląd zewnętrzny o tym nie decydował, choć czasem też. Po prostu czułem pokrewną duszę. I właśnie unikałem takich osób, bo czułem, że nie zasługuję na taką przyjemną relację, bliskość, zrozumienie, szczęście. No cóż jak się chciało wybierać cierpienie, to potem, takie były tego skutki - że na szczęscie i radość nie zasługuję.
Ma ktoś tak? I czy ktoś to przepracował?
-
Mateusz, wg mnie to dość popularny wzorzec - bo podświadomość wielu osób odbiera harmonijny = doskonały, skoro doskonały = idealny, a jak idealny, to na to nie zasługuję, jestem głupszy/a, nie interesujący/a itp. Warto wtedy popracować nad uświadomieniem sobie i utrwaleniem, ze harmonijny = najlepszy pod każdym względem dla mnie, odpowiednio atrakcyjny, fajny, mądry; A skoro oboje jesteśmy wobec siebie harmonijni, to ja również jestem dla harmonijnego ze mną partnera odpowiednio atrakcyjna, fajna, mądra, najlepsza pod każdym względem.
Jeszcze tego w 100% nie przepracowałam, zdarza mi się wpadać w nieprzytomność przy harmonijnych osobach (ogłupiać się, bo przecież "jestem od nich gorsza"), ale najważniejsze, ze już potrafię się na tym w miarę na bieżąco złapać i zacząć wtedy afkować - jesteśmy harmonijni, czyli równie odpowiedni, doskonali dla siebie :)
-
Z tego co wiem, nie tylko z własnych doświadczeń, ale i paru innych osób, to przy bardziej harmonijnych osobach (nawet nie 100%, ale wysokoharmonijnych) - kiedy jest niska samoocena, na wierzchu jakieś obciążenia związkowe, czy w relacjach z ludźmi - to potrafi wywalać wtedy dużo bardziej niż przy innych osobach.
-
Hydrozagatka
To logiczne, co piszesz. Tak warto czuć sie że jestem najlepszy pod każdym względem dla niej, odpowiednio atrakcyjny, fajny, mądry; najodpowiednjszy.
Tu jednak pojawiają mi sie obawy, czy ona dostrzeze i uzna tę najwyzszą harmonie we mnie? Czyli te w/w cechy?
-
Z moich doświadczeń też tak wynika. Myślę, że ruszane są głębsze pokłady, które mają możliwość wyjść właśnie przy osobach bardzo harmonijnych, przy innych nie ma pola do tego.
Ja od jakiegoś czasu mam koło siebie takie osoby i przyznam, że właśnie przy nich mi wywalają bardzo głebokie tematy, jest dużo miłości, czuję czasem taką błogość, spełnienie pewne w ich obecności, a za chwile jest mega wywałka. Doceniam to, że są, bo traktuje jako ciągłe oczyszczanie różnych wzorców, aż w końcu będę z takim partnerem i nie będzie wywalać. To trochę jak stopniowe pozwalanie sobie na coraz więcej harmoniii, miłosci, bliskości:)
-
Ola22 - w tym roku nie czuję wcale świąt. Jutro jadę na wigilię do rodziny a wszystko we mnie woła że nie chcę tam jechać.
-
Sebo
To jest nas dwoje :-P...Jadę,bo chcę zbaczyć swoich rodziców jak nowopoznane osoby-daję sobie szansę na uzdrowienie :-)....
-
I już po wigilii.
Miałem tylko 2 prośby o uzdrowienie i OCZYSCZENIE po wigilijnej wieczerzy w gronie ukochanej rodziny.
Czyli, chyba reszta OK, sczęśliwa, zadowolona, spełniona?
-
Co do tematu
Czy to normalne jak ktos niechce miec jednej kobiety/mezczyzny na cale zycie ? Np. chcialbym miec wiele kochanek, czy to wporzadku na duchowej drodze ? Czy bede musial pozegnac sie z pozadaniem jesli kiedys bede chcial dalej zajsc w swoim rozwoju ?
-
Odpowiedz sobie szczerze na pytanie, po co Ci wiele różnych kochanek i czemu jedna, idealna dla Ciebie miałaby Ci nie wystarczyć?
-
bo ta jedna sie znudzi a tyle na swiecie roznorodnych pieknych dziewczyn. To jak jedzenie ciagle tylko pomaranczy gdy obok leza wszelkie owoce swiata, od jagod, malin, winogron po dynie i kokosy.
-
Klasyczne mnożenie doświadczeń i fałszywe wyobrażenia o miłości(prawdziwa miłość nie jest w stanie się znudzić). To wszystko jest do odreagowania.
W zdrowym, rozwojowym związku nigdy się nie będziesz nudził, nawet po kilkudziesięciu latach. Będzie Ci tak dobrze, że nawet do głowy Ci nie przyjdzie, aby szukać innej.
-
Podchodząc tak do tematu trudno stworzyć z drugą osobą bliską relację, bo z góry zakłada się że potem będzie inna. Przez to zaangażowanie w związek jest niepełne, więc on sam nie jest tak przyjemny jakby mógł być.
Co to znudzenia to tu jest ciekawy artykuł na temat : http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=208.msg7218#msg7218
Mi chleb zawsze smakuje wybornie :)
Są różne smaki, ale tylko niektóre z nich są dla nas najlepsze. Poza tym druga osoba jest czymś bardziej kompleksowym, niż smak owocu. A czucie miłości działa na nieco innych zasadach, niż przeżywanie chwilowego zainteresowania. I potrafi być przyjemniejsze.
-
A jesli ktos niechce takiej milosci ? Nie chce sie z nikim wiazac i wybiera samotna droge rozwoju ?
-
Bez miłości nie ma rozwoju duchowego:) Bez związku może już tak, ale jeśli związek, to już raczej oparty na miłości. Seks też.
Nie jest to kwestia tego, że jakaś straszna kara za to się pojawi, ale jest to kwestia skali przyjemności i szczęścia (poprzez miłość) którą można tą drogą osiągnąć.
-
Zastanawiam sie, czmu ludziom zależy, żeby się ktoś o nich martwił? Przecież to ani miłe, ani budujące. Martwiąca się osoba angażuje czas i energię w wyobrażanie sobie róznych nieszczęśźć. A jak wiadomo, to, na czym skupiamy uwagę, wzrasta. A więc w praktyce to nawet czarna magia.
Miałem kiedyś na sesji terapeutycznej klientkę, która cały czas rozpaczała, że nikt jej nie kocha. Mąż i dzieci zapewnialy ją, że ją kochają, ale.... ona "wiedziała", że "tylko ją oszukują, bo to nie to".
Wreszcie ją zapytałem, czy kiedyś ktoś ją kochał?
- Tak - odpowiedziała - Babcia mnie kochała.
- A co babcia robiła takiego szczególnego, że czułaś się przez nią kochana? - zapytałem.
- "Bo ona tak bardzo się o mnie martwiła! Całymi dniami siedeziala i martwiła się. A ja też ją bardzo kochałam i martwiłam się o nią.A teraz nikt sieo mnie nie martwi. Wszyscy tacy szczęśliwi i jeszcze mnie namawiają, żebym i ja była szczęśliwa.
I wreszcie pytam klientkę: - Czy to martwienie się to było miłe uczucie?
- Nonie - odpowiedziała, a za chwilę dodała: - Ale ja byłem głupia, że to wzięłam za miłość!
FDX
Zawsze można zacząć od pokochania siebie, potem Boga i wreszcie przejść przez terapię dla DDA.
-
Ludzie lubią ten stan chocby dlatego że wydaje im się że wtedy czuja bliskość z kimś, więź, a może jest to sposób na tworzenie jej
-
Ja właśnie odkryłam, że pś wierzę, że bliskość z bliskimi i najbliższymi aniołkami to mogę czuć tylko na nieprzytomnie, lub nietrzezwo i nieprzytomnie. Jakby inaczej się nie dało. W sylwestra dopadła mnie taka jakaś tesknota i zal, gdy patrzylam na ludzi na podworku swietujacych nowy rok( oczywoscie byli wstawieni) jak oni się czuja sobie bliscy i razem sie bawia, a ja nie.
Nawet gdy jest bliskosc, milosc i harmonia na trzezwo i przytomnie z kims to ja sie tego boje, bo to na pewno jakas nieprzytomnosc i jest to niekorzystne. Podejrzewam wtedy, że na pewno jakaś karma nieprzytomna miedzy mna a tą osobą sie odgrywa.
-
Potrzeba, aby inni martwili się, zabiegali w jakiś sposób wynika zapewne z deficytu uwagi i błednego rozumienia milosci czy zainteresowania. Inne zachowanie osoba moze odbierac jako odrzucenie i zadreczac otoczenie w celu dowartosciowania sie, udowadniania ze ktos sie mna zajmuje i komus na mnie zalezy - nie jak w przypadku gdy inni zyja swoim zyciem i sa szczesliwi. Gdy otoczenie jest szczesliwe i nie zajmuje sie stanami pokrzywdzonego to cos jest już nie halo. Tak myśli DDA.
W jego zyciu mnóstwo jest udowadniania i szukania potwierdzeń. Warto zrozumieć, że: Kocham, ale jednoczesnie mam prawo do swojego szczescia i radosci. Kocham, ale nie mam obowiazku zatracac sie w stanach emocjonalnych innych osob. Kocham i mam pelne prawo do wlasnego zycia. Można pomagać, ale regularne podlaczanie sie do ofiary i podzielanie jej narzekania lub czarnych wizji jest podwójnie nieskuteczne.
-
Czyli musze miec partnera na duchowej drodze zycia ? lol
-
Skąd ten wniosek? Przeczytaj sobie jeszcze raz post Witka, bo chyba zrobiłeś to nieuważnie :)
-
Aha to dobrze.
-
FDX
Tak jak ci inni powiedzieli, kwestia dlaczego nie chcesz, moze to wynikac z nieczystych intencji, ktore będą napędzac pożądanie. Np. chcesz miec wiele kobiet (skakanie z kwiuatka na kwiatek) zeby uniknąć konfrontacji z pewnymi emocjami (gdy pozostajesz z kims dluzej musisz sie z nimi skonfrontowac) Albo chcesz miec wiele kobiet zeby sie dowartosciowac. Moze tez byc wlasnie to pozadanie. Pożądanie to coś takiego czego nie da sie zaspokoic chyba ze na chwile. Wiec na dluzsza mete to jest męczarnia. Jak bys byl wolny od niego odczuwalybs spelnienie i blogosc niezaleznie od tego czy ktos z toba jest czy nie, tak samo z milościa, uczuciami. Wtedy mozesz sobie miec jedna kobiete a mozesz miec co dzien inna. Tylko to by sie niejako samo dzialo w twoim zyciu, bylbys prowadzony, nie decydowalbys sobie z poziomu ego. Ale na razie taka wolnosc od pożądania ci nie grozi.
Wcale nie musi ci sie znudzic jedna i chyba pracujac nad przyciagnieciem osoby ktora najlepiej z toba wspolgra najwięcej bys zyskal w tym momencie, wyobraź sobie dziewczyne ktora jest tak magiczna i tak na ciebie dziala ze nigdy nie masz dosc i tak jakby co dzien byla inną... tak takie odczuwanie jest mozliwe pewne energie sie nie nudzą i z każdą chwilą są jakby inne bo energia jest ciągle w ruchu.
Ale to prawda ze jest wiele pieknych kobiet i nie jest to zle, jesli tak by ci sie dzialo w zyciu, ze wiele kobiet lgnie do ciebie, by korzystac z tego. Jesli oczyszczalbys się, transformował swoje pożądanie w błogość- spełnienie, to zjawialyby sie w zyciu rozne kobiety i łatwo by wchodzilo sie w relacje. Inaczej mowiac, mozesz miec wiele partnerek rozwijajac sie. Dążenie jednak do tego by miec wiele kobiet jest głupie, no bo po co planowac wiele kobiet ? Jak by sie tak by dzialo w trakcie rozwoju to ok, ale po coi od razu zakladac ze ta jedna nie bedzie wystarczajaca by z nia byc i będziesz musial ja zmienic ?
-
Dobre rady dajecie, duzo moge sie o sobie dowiedziec, szkoda tylko ze nie z wlasnych obserwacji ale to chyba dlatego ze wybiegam pytaniami.
U mnie z tego co widze to
- chec dowartosciowywania sie
- mnozenie doswiadczen
- bardzo silne pozadanie wynikajace moze z tego ze nie nie moge miec na ten moment kobiety ( tak se wkrecilem bo mam wade wymowy )
Tyle tylko ze trudno bedzie sie pewnie z tym rozstac, tyle mam planow jesli chodzi o ten sektor.
-
Kobiety zazwyczaj nie szukają facetów, którzy by je zagadywali. Większość kobiet szuka faceta, by go mogły zagadać, nieomalże na śmierć. Kobiety zazwyczaj nie potrzebują słuchać (no, chyba ze s a to komplementy). Większośc kobiet potrzebuje się wygadać i wtedy czują się spelnione. A przyjemność z wygadania się dla wielu z nich jest o wiele większa niż z przeżywania orgazmu :)))
-
Uwielbiam tego typu przekazy - większość kobiet to czy tamto ;)
A większość mężczyzn;-) ma zazwyczaj w 4 literach to, co mówią kobiety, bo z góry zawsze zakładają, że "tylko potrzebuje się wygadać" i to, co kobiety mówią jest wg nich (z założenia) de facto nie ważne. Bardzo błędne założenie - większość kobiet chce również trzeźwej i przytomnej rozmowy - bo potrafią również słuchać, o ile facetowi w ogóle chce się być szczerym, otwartym, a nie olewającym.
Warto potrafić odróżniać, kiedy ktoś potrzebuje "wygadania się" - można to odróżnić zarówno u kobiety, jak i u niektórych panów, którzy też miewają takie potrzeby - i wtedy potrafić słuchać i współmiernie, uważnie reagować, na to, co mówi druga osoba (bo słuchanie to nie jest puszczanie mimo uszu, jak to się wydaje większości mężczyzn;)... a kiedy po prostu chce porozmawiać, wymienić myśli - warto wtedy być na to otwartym. A z tym wielu mężczyzn ma problem - szybciej porozmawiają z koleżanką, niż z kobietą, z którą są razem. Szczególnie kiedy mają nieuzdrowione relacje z pierwszą "bliską kobietą" - czyli matką.
-
Orgazm nie rozwiązuje życiowych problemów, ani nie przybliża do ich rozwiązania.
A wygadanie się i owszem, zwłaszcza kiedy ta druga strona chce słuchać :)
-
hydrozagadka
Słuczne uwagi, ale.... nie wszystkie.
Jest takie prawo, które mówi, że AKCJA RÓWNA SIE REAKCJI.
Znaczy, że im więcej się narzucamy, tym silniejszy odrzut nas dotyka.
Jeśli chcemy rozmawiac, to PRZED rozmową KONIECZNIE trzeba się uwolnić od narzucania się i od mechanizmów odpychania / odrzucania. Bo jeden i drugi mamy wyuczony.
Mam kilka miłych znajomych, ktore mają potrzebę wygadania się. Kiedy mam czas, wówczas pozwalam im na to, ale zbednie nie angażuję się w rozmowę, bo to nawet nie ma sensu. Wychodzi na to, ze tylko przerywam / zaburzam zupełnie niepotrzebnie ich monolog. A one są takie szczęsliwe, ze wreszcie mogą się wygadać.
Dlaczego nie próbuję uczestniczyć w rozmowie?
1 punkt już objaśniłem. 2, to, co mówią, wcale nie jest dla mnie interesujące. Dla nich jest, więc udaję, że słucham, a zajmuje się swoimi sprawami. Zaznaczam, że tego mechanizmu nie wyniosłem z domu. Nauczylem się przy kobietach, które chcą gadać, a nie zamierzają słuchać.
Wnioski
1 jeśli chcemy rozmawiac, najpierw powinnismy się nauczyć słuchać i wiedzieć (mieć wyczucie), kiedy przestac. Brak tego mechanizmu widzę u większości mamuś, które w "rozmowie" z dzieckiem, pieprzą bez sensu i zupełnie nie na temat, w ogóle nie słuchając co dziecko ma do powiedzenia i o co mu chodzi.
2. jesli chcemy się TYLKO wygadać, trzeba pozwolić rozmówcy, zeby nie uczestniczył aktywnie we wsłuchiwaniu się w nasz monolog. :))) Niestety, większośc kobiet wtedy czuje się zranionymi i upokorzonymi, kiedy facet nie zauważy choć jednego ich "ważnego" słowa.
Żeby się dogadywać, trzeba chcieć się dogadywać. Większośc ludzi tylko komunikuje swoje życzenia licząc, że druga strona się podporządkuje. I piekli sie, kiedy nie zauważa woli podporządkowania. To nie jest rozmowa!
-
Grażyna Anna
Od rozwiązywania życiowych problemów są AFIRMACJE (że zasługujesz na to, czy tamto), albo KONSULTACJE z ekspertami :)))
-
Leszek - także słuszne uwagi, nie powiem :) - ale tez nie wszystkie :))
Bo zgadzam się, że trzeba mieć też wyczucie czy druga osoba w ogóle CHCE nas słuchać, czy ma na to ochotę i nie narzucać się. Z drugiej strony warto też, kiedy nie chce się słuchać, nie udawać, że się słucha (dla świętego spokoju), tylko potrafić zakomunikować wtedy, ze sorry, ale nie mamy ochoty słuchać i nie będziemy słuchać uważnie. Niech będzie to uczciwie postawione - a to rzadko się zdarza u mężczyn;):). Bo tu też rodzą się nieporozumienia - skoro zgadzasz się wysłuchać kogoś, to ta druga osoba ma prawo sądzić, ze jej słuchasz - skupiasz swoją uwagę na tym, co ma do powiedzenia - a skoro nie, to ja na przykład nie chciałabym "strzępić języka" po próżnicy, wiedząc, że druga osoba tylko udaje, że słucha i tak naprawdę kompletnie nie obchodzi jej/jego to, co mówię.
Zatem - jeśli chcemy się wygadać i jednocześnie w ten sposób poprosić o pomoc lub radę - to druga strona, jeśli zgadza się nas wysłuchać, to zdrowiej jest, jak jednak słucha, co mówimy - ma jednak niezbywalne prawo tez np.: przerwać i powiedzieć, ze nie wie/ nie potrafi w tym pomóc i np.: zwróćmy się do specjalisty.
A że często w "wygadaniu się" chodzi również o zdobycie perspektywy "spojrzenia z boku" - to niejednokrotnie nie trzeba być żadnym specjalistą, by powiedzieć, co samemu się widzi czy czuje w związku z tematem poruszanym przez osobę "wygadującą się" ;)
Zatem fakt - Żeby się dogadywać, trzeba chcieć się dogadywać. :-) I potrafić zauważać, ze jak ktoś o czymś mówi, np. że czegoś nie rozumie, lub ma takie a takie przekonanie - to nie oznacza automatycznie, iż w takim razie chce, byśmy się mu/jej podporządkowali, lecz po prostu jest szczery i oczekuje w zamian podobnej szczerości - powiedzenia, ze np.: my dane zagadnienie zawsze widzieliśmy inaczej, nie w pełni zgadzamy się z rozmówcą, ale ciekawie jest poznać inny punkt widzenia.
Bądź kiedy mówi, iż potrzebuje np.: uważności i szczerości, kiedy chce się wygadać, a nie puszczania mimo uszu lub zgodzenia się na wysłuchanie jedynie dla "świętego spokoju", bez umiejętności zakomunikowania, ze się nie chce/nie potrafi/woli nie wysłuchiwać gadki o jakimś problemie;) - to też oznacza, ze jest szczery i otwarty i podobnej szczerości oraz otwartości oczekuje od nas, a nie podporządkowania się. Że woli, byśmy przyznali, że nie mamy ochoty wysłuchiwać, niż potem siedzieć i udawać, że słuchamy ;)
-
"Większość kobiet szuka faceta, by go mogły zagadać, nieomalże na śmierć. Kobiety zazwyczaj nie potrzebują słuchać (no, chyba ze s a to komplementy). Większośc kobiet potrzebuje się wygadać i wtedy czują się spelnione. A przyjemność z wygadania się dla wielu z nich jest o wiele większa niż z przeżywania orgazmu :)))"
Leszek jak myslisz z czego u kobiet wynika taka chec wygadania sie? Czy to nie sposob na pozbycie sie jakis tam emocji, bardziej powierzchownych, takich typowo kobiecych, wynikajacych z takiej specyficznej wrazliwosci, a moze przewrazliwienia na swoim punkcie itp ?
-
Ja bym tak nie uogólniał, że ma tak większość kobiet, choć z pewnością są to dosyć często spotykane mechanizmy.
Mnie to wkurza, szczególnie że obecnie w domu moja siostra jest jedyną osobą, z którą w ogóle mogę sobie pogadać, a ona ten mechanizm przejawia bardzo silnie. Wygląda to często tak, że ona nawija o swoich problemach i wprost daje do zrozumienia że nie ma zamiaru słuchać tego, co ja mam do powiedzenia na dany temat. A kiedy to ja chciałbym opowiedzieć coś o swoich własnych sprawach (niekoniecznie problemach) to jest już totalny olew. W efekcie staram się to urywać (chyba że się akurat nudzę), a o swoich sprawach piszę na forum, gdzie przynajmniej znajdują się osoby, które mają ochotę na wymianę myśli - i nikt się nikomu nie narzuca, bo nie ma obowiązku czytania czy odpisywania.
Ale ogólnie z siostrą to jeszcze pół biedy, bo wiem że mogę na luzie olać jej paplanie, ale gorzej jest w sytuacjach z nowo poznanymi ludźmi. Czasami przyssie się tak osoba i zaczyna opowiadać historię życia bez namysłu czy mnie to w ogóle obchodzi i nawija tak, że samemu można tylko przytakiwać, bo na własny wkład w tę rozmowę nie ma miejsca. Chciałbym mieć tylko poczucia niewinności i pewności siebie, aby takim osobom grzecznie odpowiadać że mnie to nie interesuje i sobie iść.
W związku partnerskim na pewno bym nie zniósł takiej partnerki. Bliskość jest dla mnie ważna, a nie wyobrażam sobie tworzenia bliskości w sytuacji, gdzie takie wzorce funkcjonują. W końcu nie da się tworzyć żadnego "my", gdy najważniejszą rzeczą na świecie jest "ja i moje problemy". Jeśli już rozmawiać o problemach to po to, aby wspólnie poszukać konstruktywnego rozwiązania, a nie po to, aby rozładować na partnerze swoje napięcie.
No i druga rzecz co do gadania, którą bym chciał w związku to to, aby partnerka potrafiła razem ze mną pomilczeć np. siedząc sobie w parku. Gdyby to miało być nieosiągalne, to nie widzę przyszłości dla takiego związku. Nie mam ochoty być z kimś tylko na poziomie mentalnego szczebiotania.
-
Panowie, posłuchajcie wpierw siebie, co macie w głowach na temat kobiet i jak się podświadomie do nas nastawiacie - bo akurat np.: wychowaliście się w rodzinie, gdzie nie potrafiliście komunikować swoich potrzeb, bądź owszem - mogły być one blokowane, ale też ze względu na jakiś wasz intencjonalny wybór - "paplanie", "mentalne szczebiotanie", "jakieś tam emocje, bardziej powierzchowne, takie typowo kobiece" - takie sformułowania świadczą, że pś nastawiacie się bez szacunku do kobiet, ich potrzeb, rzeczywiście silniejszej wrażliwości zewnętrznej (bo wewnętrznie, to bez względu na płeć jesteśmy podobnie wrażliwi). Bez względu na to, jak bardzo jakieś kobiety wam dowaliły swoim zachowaniem, nie warto przechowywać tego typu przekonań i nastawienia w podświadomości, bo bardzo blokują stworzenie rzeczywiście zdrowej bliskiej relacji z kobietą, nie opartej na waszych pś lękach wyniesionych np.: z rodziny. Inaczej do każdej bliskiej kobiety będziecie automatycznie nastawiać się, jak do tej matki czy siostry, które mogły mieć takie czy inne obciążenia i w określony sposób je przejawiać i w waszej podświadomości mogło się zakodować, ze tak ma każda bliska kobieta ;). To jedno :)
A drugie, to prawda, że każda osoba, która wciska nam swoje problemy na siłę, a jednocześnie nie zamierza i nie chce słuchać, co sami chcemy powiedzieć - jest upierdliwa, bez względu na płeć. Mam "zaszczyt" znać w swoim otoczeniu zarówno kobietę, jak i mężczyznę, którzy tak postępują. Mam tą satysfakcję, ze w końcu udało mi się nauczyć w miarę grzecznie im przerywać i kończyć takie jednostronne gadanie. Warto się tego nauczyć, zamiast tylko narzekać na takie osoby i nastawiać się, ze może jest to cecha płci ;))
Zaś pomilczenie, takie na luzie, a nie ze względu na wzorce i blokady (nieśmiałość, nie mam nic do powiedzenia, bo to co mam do powiedzenia, jest na pewno nieinteresujące; albo jak coś powiem, to się wygłupię; bądź - to nieważne co myślę i czuję na dany temat, nie będę o tym mówić;) - jest super :))) Zawiera się w nim bliskość, zaufanie i lekkość, swoboda po obu stronach.
I życzę sobie partnera, który potrafi mieć zarówno zdrowy stosunek do rozmowy, jak i do milczenia :))
-
Ja tam przecież nie pisałem że tylko kobiety tak mają, a wręcz celowo pisałem o pewnych rzeczach bezosobowo. Dalej pisałem odnosząc się do potencjalnej partnerki, ale to dlatego że zamierzam wiązać się z kobietą, a nie facetem :P Też kojarzę podobne zachowania wśród facetów, ale ogólnie wśród kobiet są one powszechniejsze z jednego powodu - społeczne wyobrażenia o byciu facetem ograniczają wielu facetom możliwość takiego zachowania, bo by się czuli "niemęscy", a pewnie wielu by miało ochotę na to.
-
Clint, ok :)
Choć i tak warto zwrócić uwagę, jakie epitety nam się wyrywają, na określanie pewnych zachowań, szczególnie wiązanych w jakiś sposób z płcią - bo pś nastawienie do płci przeciwnej też ma duże znaczenie i ma wpływ na możliwość stworzenia bliskich relacji wysokiej, pozytywnej jakości.
-
Jest jeszcze inna strona tego problemu: warstwa dźwiękowa. Przynajmniej dla mnie ona jest ważna. Za oknem w domu mam hałas, za oknem w pracy mam hałas, za oknem w drugiej pracy mam hałas, w domu rodzinnym miałam hałas. Doceniam więc ciszę, albo harmonię w dźwiękach. Gadaninę znoszę na krótką metę, potem widocznie się wyłączam, bo zaczynam słyszeć już tylko irytujący hałas jeżeli jest to nieustające mówienie, głośne i szybkie. Nie lubię, męczę się. Nie znaczy, że sama tak nie gadam, zdarza mi się jak każdemu, ale przynajmniej krótko, bo szybko zaczyna boleć mnie gardło i zaczynam chrypieć:P
-
Maciejka :D ale Ty przynajmniej potrafisz dać znać, ze przestałaś słuchać i Cię coś męczy. I generalnie jesteś szczera. A to dużo! :)
-
"Dać znać" ha ha jak to ładnie i cywilizowanie brzmi:P Ale wierzę, że kiedyś dopracuję formę tego dawania znać;)
-
Tak mi się jeszcze nasunęło a propos " jeśli chcemy rozmawiac, najpierw powinnismy się nauczyć słuchać i wiedzieć (mieć wyczucie), kiedy przestac. Brak tego mechanizmu widzę u większości mamuś, które w "rozmowie" z dzieckiem, pieprzą bez sensu i zupełnie nie na temat, w ogóle nie słuchając co dziecko ma do powiedzenia i o co mu chodzi. "
Mamusie najczęściej tak pieprzą i wpadają w słowotok, bo czują się olewane - a czują się olewane, bo nie tylko dziecko ich nie chce posłuchać (co nie zawsze jest tylko mechanizmem obronnym dziecka na słowotok i brak chęci ich wysłuchania przez oboje rodziców! lecz tez często mechanizmem przejętym od otoczenia - dziecko widzi, że "olewa się to, co mówią kobiety" i też tak zaczyna się zachowywać), ale i większość mężczyzn w otoczeniu też pś olewa wszelką rozmowę z kobietą - bo kobiety tylko "brzęczą", "paplają" etc. - i przez to, jak nawet trafią na kobietę, która mówi coś ważnego, porusza coś ważnego - to z założenia bardzo często nie słuchają. Oczywiście jest to takie samonapędzające się z wszystkich stron perpetuum mobile;) - póki któraś ze stron nie przetrzeźwieje i przestanie brać udział w tym mechanizmie. Czyli - póki kobiety nie przestaną nakręcać się tym, że czują się olewane (bo nawet jak się jest realnie olewanym, można się tym nie nakręcać) i przestaną pielęgnować własne przewrażliwienie, oraz poczucie niższości, nadal im wpajane przez otoczenie - i póki mężczyźni nie przestaną się nakręcać anty- oraz nie pozbędą się ze swoich pś różnych przekonań na temat kobiet, wypływających z ich lęku, niepewności i "wrodzonego" (przejętego od otoczenia) braku szacunku wobec kobiet.
-
Maciejka, jak dla mnie, to Ty całkiem kulturalnie dajesz znać ;) :) Wolę Twoją formę, niż niewerbalne zachowanie w stylu "odczep się", "udaję, ze słucham, ale jestem zmęczony/a" (z widoczną irytacją) itepe :)))
Czasem aż Ci zazdroszczę, ze się nie pieścisz ;) grzecznościowymi formułkami (w co mi zdarza się zaplątywać za bardzo, swoim kosztem, takie miewam odczucie) ;)
Choć oczywiście przegięcie w stronę chamstwa i ciągłego bycia na nie (co Ciebie nie dotyczy), nie budzi we mnie zachwytu ;) Wtedy już wolę grzeczne, aczkolwiek szczere formułki :))
-
Ale przeciez mozna to uznac za fakty statystyczne ze wiele kobiet ma takie cos, wiec tu sie nie ma o co spierac ze tak jest, bo takie sa fakty i tyle, ze kobiety czesto takie cos mają. Nie wiadomo czy wynika to ze wzgledow kulturowych czy innych ale glupio jest od razu czuc sie dyskryminowanym po tym co Leszek napisal i odczytywac to jako "wszystkie kobiety ględzą bez sensu". Mozna uznac kazdy nawet jakis dziwny argument w dyskusji ale jak sie nie uznawaje faktow no to sie robi ciężko ;)
Czy to bedzie stereotyp i podswiadome nastawienia jesli stwierdze ze kobiety przywiazuja bardziej wage do wygladu zewnetrznego niz mezczyzni i gdzies 10 x wiecej spedzaja czasu nad tym dziennie ? Przeciez takie rzeczy mozna zbadac, zmierzyc i wielokrotnie byly podobne badania robione. Zwracaja bardziej uwage na szczegoly, statystycznie kieruja sie zupelnie czym innym przy wyborze partnera. Statystycznie tez nie uprawiaja seksu z kobietami. Wiec jednak jakies roznice są. A może nie ma i wynika to z tego w jakiej rodzinie dorastalem ?
Z tym gadaniem nie musi byc to wada, nie dla kazdego, zalezy od gustow, ja bym monologow nie zniosl bo to by znaczylo ze kogos nie obchodzi czy mnie interesuje to co do mnie gada, ogolnie preferuje glebszy kontakt i wzajemne zrozumienie rozmowcy, nie wazne czy to kobieta czy nie. Po prostu pewne moze braki emocjonalne u kobiet przejawiaja sie tak a u facetow inaczej, np zamknięciem w sobie.
-
No i sa emocje typowo kobiece, ale tez nie chce mi sie wnikac czy to wzgledy kulturowe czy biologiczne, no i mam na mysli kobiety nieoswiecone- ogolnie moge powiedziec ze tylko nieoswiecone kobiety mnie interesuja ;)
Mozna tez przyjrzec sie temu, ze wiele wcielen ktos byl kobieta co podlegalo roznym kulturowym rolom i czy nie jest tak ze bedac teraz kobieta ma sie dostep bardziej do tej czesci siebie ? Chyba tak.
-
Część kobiet tak ma, a nie wiele - zatem nie są to fakty lecz generalizowanie. Statystycznie i generalnie mamy po 3 nogi ;)
1. Jak ktoś nałyka się mądrości pod tytułem - daj się wygadać kobiecie, ją uszczęśliwia samo wygadanie się, niezależnie od tego czy słuchasz czy nie - no to potem będzie się dziwił, jak się okaże, ze jednak kobieta nie jest szczęśliwa, kiedy przekonała się, ze tylko udawał uwagę, ba - będzie nawet oburzony, że ona ma czelność mieć do niego pretensje;)) o to, ze nie słuchał, mimo że wcześniej dał jej znać - ok, wygadaj się. Chyba warto unikać tego typu nieporozumień?
2. Co to są emocje typowo kobiece wg Ciebie? Bo ja takich nie znam. Znam jedynie różnicę w wyrażaniu tych samych emocji i uczuć, ewentualnie inne ich wartościowanie - w 90% wg mnie pochodzącą z wychowania i kultury, nie z wnętrza.
3. Kobiety mają - co tez jest kulturowe, na tym akurat wychodzą nieźle - większą swobodę ekspresji, większy kontakt ze swoimi uczuciami oraz emocjami - bo im nie każe się ich tłumić, nie mówi "chłopaki nie płaczą", "nie bądź baba!" (<- ot, kolejne negatywne wartościowanie) etc. Dlatego operują szerszym wachlarzem reakcji - jedne przy brakach emocjonalnych będą się nakręcać i gadać, byle zwrócić na siebie uwagę, inne - przy poczuciu nie akceptacji itp - będą się coraz bardziej zamykać, odsuwać, podobnie jak faceci. Inne jeszcze - jak ja;) - mogą raz mieć dużą potrzebę wygadania i rozmowy (omówienia sprawy, sytuacji), a jak to nic nie da, to się zamykają w sobie coraz bardziej, odsuwają na większy dystans.
4. A propos ról - warto zwrócić uwagę, ze obecnie nadal istnieje postawa braku szacunku dla kobiecości i np.: większej ekspresji przejawianej przez kobiety, za to wobec ról jakie kobiety mogą pełnić - choćby rola matki - szacunek jest wręcz sztucznie nadmuchiwany i wyolbrzymiany, "trzeba być wdzięcznym, bo cię urodziła" (niezależnie od tego jaka jest) itp.; role zaś typu "gospodyni domowa", "kucharka" - nieszanowane; Kucharz - to najczęściej w powszechnej świadomości mistrz patelni, ktoś wyjątkowy; Kucharka to kuchta, co stoi przy garach i gotuje jakąś mamałyge ;)
5. "Mozna tez przyjrzec sie temu, ze wiele wcielen ktos byl kobieta co podlegalo roznym kulturowym rolom i czy nie jest tak ze bedac teraz kobieta ma sie dostep bardziej do tej czesci siebie ? Chyba tak. " - To na pewno. Z drugiej strony, ja mam tak, ze nie rozumiem generalizowania i wtłaczania w podział - cechy kobiece i cechy męskie i patrzenie przez ten pryzmat. Póki nie odezwą się jakieś wzorce kulturowe i coś nie zgrzytnie, nie patrzę na siebie ani na innych poprzez pryzmat "jest mężczyzną, to będzie się zachowywał tak czy tak, to typowo męskie" czy "jest kobietą, to będzie taka czy siaka" - tylko widzę człowieka z jakimiś wzorcami, obciążeniami, blokadami, a także talentami, możliwościami, osobistymi cechami - niezależnymi od płci, tylko od niego/niej samej.
Czasem żałuję, ze w języku polskim jest podział na rodzaje i odmiana zależna od tego - mam wrażenie, ze lepiej by było, gdyby tego nie było, tak jak w języku węgierskim, gdzie jest tylko jeden rodzaj i dzięki temu, choćby w warstwie językowej, nie ma różnicowania oraz wartościowania na "męskie" i "kobiece". Super sprawa :D
-
Statystyka to dobra rzecz by zobaczyc jak na prawde jest w roznych takich kwestiach, to po prostu opis rzeczywistosci ktory ukazuje bardziej realnie przejawy roznych rzeczy, ktorych wlasciwie nie daloby sie w zaden sposob zaobserwowac samemu i wyklucza wlasnie to co widzimy w domu, w grupie znajomych i nasza wybiorcza uwage "widzenie to co chcemy widziec" ;)
Nie zauwazylem jakiegos SPECJALNEGO braku szacunku dla kobiecosci ogolnie w naszym spoleczenstwie, ani jakiejs przesady w druga strone. Pomijajac fakt, ze wiele ludzi w tym kraju jest sfrustrowanych na wielu plaszczyznach i zlo widzi w roznych rzeczach do dookola, wiec kobietom tez sie dostanie, za cos tam ;) sa grzeczniejsze, nie wypada im wyrazac z kolei tych emocji ktore faceci wyrazaja agresja i przeklenstwami, wiec ucza sie ulegac
a co do Kucharzy, to z moich obserwacji, najczesciej wlasnie faceci przejawiaja ku temu pasje i maja w tej dziedzinie osiagniecia, byc moze kobiety nie mialy mozliwosci jej rozwinac bo tak czy inaczej sa wtlaczane w role kucharki w domu, wiec chca od niej uciec, np w biznes ?
"jedne przy brakach emocjonalnych będą się nakręcać i gadać, byle zwrócić na siebie uwagę, inne - przy poczuciu nie akceptacji itp - będą się coraz bardziej zamykać, odsuwać, podobnie jak faceci."
no tak tylko tych pierwszych bedzie gdzies 10 x wiecej ;))
-
Niedawno świadomie zdałam sobie sprawę jak wymagająca i bezwzględna jestem wobec mężczyzn. Żeby być 100% facetem w moich oczach nie wolno wielu rzeczy. Nie dopuszczam: robienia fochów, obrażania się, przejawiania wszelkich oznak DDA, podnoszenia głosu, używania wulgaryzmów, szczególnie przy kobietach, czepiania się, szczególnie o drobiazgi, pedantyzmu, plotkowania, niezrównoważenia emocjonalnego, cichych dni, nieuczciwości, intryganctwa, być podatnym na prowokacje, posiadania fobii, konfliktowości, nawet nerwowości. Ale przede wszystkim FOCHY, to jest coś, co przekreśla wszystko i nie leży nawet na obrzeżach, ani w bliższych i dalszych okolicach męskości. Płakać wolno, od razu mówię. Być uczuciowym, nawet lekko sentymentalnym, naiwnym, wrażliwym, czy dobrodusznym też wolno. Ale generalnie facet, żeby był dla mnie pełnowartościowym mężczyzną musi chyba być człowiekiem idealnym, zdaje się, że najlepiej oświeconym:P Kobiecie zaś te wady, często uniwersalne przecież dla obu płci, kobiecości w moich oczach nie odbierają ani trochę. Skąd się takie coś wzięło?
-
Marcin - statystyka, jak i wybiórcze widzenie są obosieczne ;) Najlepiej to wyważyć, czyli ani nie generalizować, ani się nie zaślepiać, szczególnie w codziennych kontaktach. I to tyle na podsumowanie ;)
"Nie zauwazylem jakiegos SPECJALNEGO braku szacunku dla kobiecosci ogolnie w naszym spoleczenstwie, ani jakiejs przesady w druga stronę." - nie piszę, ze są SPECJALNIE wielkie, bo już sporo się uzdrowiło w tym temacie w społeczeństwie - na pewno jest lepiej niż było i to doceniam :-)). Jedynie podkreślam, ze nadal sporo jest zarówno wyolbrzymiania automatycznej wartości pewnych ról, jak i pś brak szacunku dla cech kobiecych lub przypisywanych kobietom - o co dokładnie mi chodziło, to wcześniej dałam cytaty, m.in. również z Twojej wypowiedzi. Jak tam nie widzisz umniejszania, to nic już na to nie poradzę, ale jest w tym sformułowaniu i to jest fakt. Tego typu sformułowań jest dużo w użyciu, zresztą dla obu płci, bo są też takie, które uderzają w mężczyzn - jak stereotypy o bezdusznym macho, leniwych facetach, co wszystko chcą mieć podetknięte pod nos, mamisynkach itp ;)
Słynne i utalentowane kucharki są również, chociażby Nigella Lawson (i parę innych, np.: co najmniej dwie zakonnice;) - tyko że jak mężczyzna zostanie kucharzem, to jest to bardziej zauważane i doceniane ;) Zresztą to,c o Ty napisałeś iż kobiety "są wtlaczane w role kucharki w domu, wiec chca od niej uciec, np w biznes ?" tez ma na pewno znaczenie.
-
Maciejka - a czy nie ma znaczenia w tym przypadku, ze kobiety mają społeczne przyzwolenie na słabość, a mężczyźni nie? A "słabością" są również wady charakteru.
Mi akurat te wady, co wypisałaś, szczególnie FOCHY, zniechęcają do każdego, bez względu na płeć.
-
<a czy nie ma znaczenia w tym przypadku, ze kobiety mają społeczne przyzwolenie na słabość, a mężczyźni nie? A "słabością" są również wady charakteru.>
Pewnie tak. Zapomniałam przecież jeszcze o nałogach: seksoholizm, alkoholizm, pracoholizm.
<Mi akurat te wady, co wypisałaś, szczególnie FOCHY, zniechęcają do każdego, bez względu na płeć.>
Mnie też, ale nie chodzi o zniechęcanie się do kogoś, tylko o postrzeganie kobiecości i męskości. Te wady mogą mnie zniechęcić do tej czy innej kobiety, ale nie ujmują w moich oczach kobiecości, męskości zaś tak i to bardzo.
-
Tak, dochodzę do wniosku, ze nie znam kobiet i nie rozumiem ich.
Siedzi taka i gada, gada, gada. Wreszcie orientuje się: "Nie słuchasz mnie?" Potwierdzam, a ona wtedy:' Nie szkodzi, i tak sobie pogadam". :))
hydrozagadka
Zgodzę się, ze jeśli sie chcemy dogadywać w zwi,ązku, to KONIECZNE są JASNE REGUŁY GRY.
-
Leszku to specjalnie dla Ciebie cytat Osho "a woman is to love, not to understand" ;))
-
Fajnie sa przedstawione róznice miedzy kobietą a mężczyzną w książce: tantra sztuka swiadomego kochania:)
Są pewne cechy podświadomego umysłu kobiety i mężczyzny, a przynajmniej warto poczytac o tym.
-
marcin
Bardzo mi się to podoba. Nawet sobie przypomniałem, że ok. 2000 lat temu miałem taką kobietę "to love". Ale ona wiedziała, jak ze mną postępować, żebym chciał to samo, co ona. :))) Używała przy tym bardzo niewielu słów.
Olga
Na pewno warto.
Właśnie dziś podczas sesji odżałowałem sobie, ze pewna panienka w Indiach nie nadawała się do tantry. A była taka śliczna i taka sexy! :)))
Ale jakie fochy strzelała! I aż do dziś jej to zostało (dziś puścila).
-
Leszek - może dlatego, ze generalizujesz? :D Jedna może odpowie tak, jak zacytowałeś, a drugiej będzie przykro, ze mówiła po próżnicy - ba! może się poczuć oszukana, że po prostu zignorowałeś to, co mówiła i nawet nie chciało Ci się powiedzieć, ze Cię to nie interesuje. A teraz uwaga - jak jakikolwiek mężczyzna zacznie nawijać (a są tacy, są, oj są), i spotkałby się z takim brakiem uwagi, też nie czułby się z tym komfortowo. Zatem najwięcej tak naprawdę zależy od jednostki i jej cech charakteru, a nie płci. Lepiej otwierać się na to, by kogoś poznać - o ile chce się go poznać, of kors ;) - a nie polegać na schematach i stereotypach myślowo-zachowawczych ;)
-
Olga, dzieki za polecenie
Leszku widocznie Twoja milosc byla zbyt warunkowa, czyli nieprawdziwa ;) jak mialaby zle zamiary i czula twoja milosc to by uciekla :) a niektore gadatliwe moze nawet przestaja wtedy gadac ? :) a moze tak mi sie tylko wydaje
-
"a man is to love, not to understand" - to tez się sprawdza, bo czasem bardzo trudno zrozumieć facetów, w szczególności kiedy są zmienni jak chorągiewki i sami nie widzą, czego chcą (lub tak twierdzą;).
-
Generalnie jak juz się upieramy, ze to takie ogolne ;) mozna powiedziec ze mozliwosci zrozumienia wszystkiego umyslem sa ograniczone i dopiero poczucie czegos moze rozwiazac wszystko ;)
-
Idfzie sobie parka po chodniku w Warszawie. Facet ględzi i przestać nie może. Po jakimś czasie dziewczyna zatrzymuje się, a on ględzi nadal. Ona nim potrząsa i mówi:
Jak natychmiast nie skończysz tego gledzenia, to koniec z nami. Zrozumiałeś?
-Tak - odpowiada facet i.... ględzi dalej :)))
-
marcin
Ona by uciekła, ale ze mna :)))
-
Leszek chyba jest pod jej wrazeniem nadal
-
Leszek odpuśc sobie te głupie baby i tyle;)
Jest wiele fantastycznych kobiet i facetów
-
mARCIN
tRUDNO NIE BYĆ :))
Olga
Głupie odpuszczam. Otwieram się na mądre (i nie gadatliwe :))))
-
No, ale gadać dużo tez można, byle mądrze, sensownie i ładnie:)
-
Leszek , no to pozostaje nam tylko byc wdziecznym ze na tym swiecie takie kobiety sa :))
-
marcin
Właściwa postawa :))
Olga
Jak ktoś ma potrzebę gadać długo i mądrze, to powinien zostać wykładowcą :))
-
Ja tak nie uwarzam,
można w związku dużo rozmawiać, szczególnie np gdy parę łącza np wspólne pasje:)
-
Wspólne pasje - jak najbardziej. Trudniej jednak będzie gadać, gdy wspólną pasją jest medytacja, albo seks tantryczny :)))
-
Leszek, mysle ze nie ma o czym gadać;)
gdy ludzie sa przytomni i mają ugruntowane kilka ważnych cech, to rozmawiają gdy potrzebują, tyle ile potrzebują, i sa to właciwe ilości względem energii w której przebywają:)
-
Ufff. I o to by chodziło :)))
-
No:)
mi tez o to chodzi
-
"Idzie sobie parka po chodniku w Warszawie. Facet ględzi i przestać nie może. Po jakimś czasie dziewczyna zatrzymuje się, a on ględzi nadal. Ona nim potrząsa i mówi:
Jak natychmiast nie skończysz tego gledzenia, to koniec z nami. Zrozumiałeś?
-Tak - odpowiada facet i.... ględzi dalej :)))"
hehe dobre :D
Marcin "Generalnie jak juz się upieramy, ze to takie ogolne ;) mozna powiedziec ze mozliwosci zrozumienia wszystkiego umyslem sa ograniczone i dopiero poczucie czegos moze rozwiazac wszystko ;)"
- No bo tak jest - możliwości zrozumienia umysłem są ograniczone :D
Olga "gdy ludzie sa przytomni i mają ugruntowane kilka ważnych cech, to rozmawiają gdy potrzebują, tyle ile potrzebują, i sa to właciwe ilości względem energii w której przebywają:)" - pięknie podsumowane :-)
-
ja najbardziej lubię się dogadywac bez słów :-P czyli doświadczać porozumienia wyniakającego z ogólnej harmonii
ale oczywiście dogadywanie się słowne też jest OK tylko raczej nie towarzyszy temu długaśne ględzenie. Prawda nie wymaga długich wywodów :-D
-
Mariusz :)
"ja najbardziej lubię się dogadywac bez słów :-P czyli doświadczać porozumienia wyniakającego z ogólnej harmonii"
- byleby nie polegało to na tym, ze od samego początku znajomości oczekuje się "dogadywania bez słów" ;)
Jak dla mnie to podstawowy błąd wielu osób - idealizują harmonię w stylu "myślimy tak samo, jesteśmy tacy sami", a ze nawet nie próbują przez brak rozmowy poznać drugiej osoby tak naprawdę, ani samemu dać się poznać - to potem wynikają z tego tylko nieporozumienia i rozczarowania, ze druga osoba nie jest taka, jak sobie wyobraziliśmy. Nie wszystko da się przekazać niewerbalnie ;)
"ale oczywiście dogadywanie się słowne też jest OK tylko raczej nie towarzyszy temu długaśne ględzenie. Prawda nie wymaga długich wywodów :-D"
- i z tym się zgadzam. :D Jak jest otwartość i szczerość od początku, to żadna ze stron nie potrzebuje długo ględzić, wystarczą zwykłe rozmowy, z uważnością po obu stronach.
-
A ja się dziwnie czuję wsrod ludzi, że wlasnie malo mowię. A malo dlatego, że wyczuwam, że ich to co mówię/ mam do powiedzenia nie interesuje, nie rozumieją mnie. Natomiast zgadzam się z tym, że wiele osób gada, bez sensu, byle gadać, o róznych pierdołach, ktorymi sie nakręcają. Zauważyłam, ze ludzie próbują się w ten sposób poczuc blisko, gdy tak naprawde nie ma harmonii. Ale chcą...przez trans gadania.
Dla mnie to nudne i męczace. Lepiej słyszeć siebie i czuć.
Natomiast jak jest osoba, z która dobrze się rozumiem, nadajemy na tych samych falach, mogłabym przegadać z nią parę godzin, to samo plynie, kiedy nie trzeba gadać to się milczy i milczy razem i jest milutko:) Gdy jest harmonia, sama obecność jest bardzo miła, czuje się drugą osobę i siebie.
Te wzorce gadania to dotyczą także facetów, nie tylko kobiet.
-
http://demotywatory.pl/3632203/Najlepsza-kobieta
http://demotywatory.pl/3630261/Kobiecy-tok-myslenia
-
Też dziś napisane, w innym wątku, całkiem niezależnie od toczącej się tu dyskusji :) - dokładnie to, o czym wspominałam - miło, że są panowie, którzy to sobie uświadamiają.
http://www.cudownyportal.pl/forum/watek.php?id=3190&pid=535881#535881
A tak w ogóle, to cieszę się, ze jest dookoła mnie tyle fajnych osób obojga płci. I że potrafimy pozytywnie się inspirować nawzajem :))
-
To napisała kobieta:
"Im mniej mówisz, tym bardziej jesteś słuchany."
-
A pro po dyskusji o różnicach między kobietami a mężczyznami:
http://www.rmf24.pl/nauka/news-uff-wenus-i-mars-jednak-sie-roznia,nId,425229
-
Nie rozumiem - po co skupiać się na różnicach i samemu się w nie wtłaczać, skoro dusza nie ma płci i de facto, w samym środku, mamy podobny pakiet wrażliwości, odczuć i potrzeb?
Po co się ograniczać twierdzeniami, że coś jest kobiece, a coś męskie? Jeśli pasuje danemu człowiekowi i go uszczęśliwia, to nie ma znaczenia, czy przez społeczeństwo jest to postrzegane jako kobiece lub męskie.
Tym bardziej, ze przez wcielenia było się to kobietami, to mężczyznami na przemian (a przynajmniej u mnie tak było), choć w moim przypadku raczej z przewagą męskich wcieleń ;)
Owszem, w kontakcie partnerskim, miłosnym i seksualnym ma to znaczenie, czy się jest fizycznie kobietą czy mężczyzną. Ale cała reszta pakietu, to już osobiste cechy osobowości, energetyki, i to one się liczą na co dzień bardziej, niż schematy czy stereotypy. Przynajmniej dla mnie ;)
-
Hydrozgadka,
<Czasem żałuję, ze w języku polskim jest podział na rodzaje i odmiana zależna od tego - mam wrażenie, ze lepiej by było, gdyby tego nie było, tak jak w języku węgierskim, gdzie jest tylko jeden rodzaj i dzięki temu, choćby w warstwie językowej, nie ma różnicowania oraz wartościowania na "męskie" i "kobiece". Super sprawa :D>
Masz na myśli rzeczowniki, czy czasowniki też tam są bez podziału? W języku polskim mówimy poszłam, przeczytałam, kupiłam, czego nie mam chociażby w angielskim. Kodowanie od urodzenia. Może dlatego Polki, Ukrainki, Rosjanki itd. są postrzegane przez inne nacje jako bardziej kobiece, bo może i takie są. A wśród nacji posługujących się angielskim (i w niemieckim może też tak jest?) trochę jest więcej babochłopów.
Wolę zdecydowanie naszą odmianę (z wyjątkiem nazw zawodów), lubię podkreślanie odmienności i lubię świadomość, że się różnię.
-
Maciejka - w węgierskim nawet nie ma "on, ona" w warstwie językowej. W angielskim jest "she, he", po polsku "on, ona, ono", a po węgiersku zaś w przypadku obu płci jest "ő", nie ma rozróżnienia także w końcówkach rzeczowników i czasowników. A Węgierki również są bardzo kobiece (myślę, ze są też jako takie postrzegane - kobiece i seksowne), mimo takiego języka. Nie dość, że bardziej kobiece, to zdrowiej kobiece, z mniejszymi kompleksami - tak przynajmniej wiem, ze znajomości z kilkoma Węgierkami i rozmów dogłębnych - te co prawda z jedną z nich :)
"Wolę zdecydowanie naszą odmianę (z wyjątkiem nazw zawodów)"
A cóż Ci w tym nie odpowiada? Kwestia przyzwyczajenia, bo to nowość, tylko i wyłącznie, wg mnie. Taka kierowniczka jest już powszechnie akceptowana, choć jeszcze nie tak dawno śmiano się i szydzono z takiej odmiany. Wg mnie psycholożka, adwokatka, profesorka brzmią w porządku, i to tylko kwestia czasu, by były tak samo naturalnie brzmiące, jak "kierowniczka", "pisarka" czy "malarka".
"lubię podkreślanie odmienności i lubię świadomość, że się różnię."
I ok :)
Ja zaś tez cenię to, ze ludzie się różnią między sobą, że może to być miłe, przyjemne (jak w obrębie fizycznych różnic płciowych) lub inspirujące czy komplementarne, jak w przypadku cech psychicznych czy umysłowych - mimo to nie czuje potrzeby nadmiernego skupiania się na różnicach, ani ich schematyzowania. Choć np.: rozumiem, ze często właśnie te różnice ludzi pociągają do siebie i to że im większy np.: dymorfizm płciowy, tym generalnie taka osoba poprzez pryzmat płci jest postrzegana jako atrakcyjniejsza dla osobników płci przeciwnej ;))
-
"A cóż Ci w tym nie odpowiada?"
Jeżeli wolno mi oczywiście, to nie odpowiada mi brzmienie i rytm:P Jak pisałam wcześniej, jestem czuła na warstwę dźwiękową;)
"A Węgierki również są bardzo kobiece"
W takim razie trzeba się przyjrzeć Węgrom, jak tam z ich męskością:)
-
Mam w sobie dogłębne przeświadczenie, że gdyby ludzie mniej się skupiali na różnicach, a bardziej na podobieństwach, mniej na tym co ich dzieli, a bardziej na tym co ich łączy - to ogólnie lepiej by się żyło pod każdym względem.
I pewnie dlatego nie czuje potrzeby skupiania się na różnicach, a nawet niespecjalnie ją rozumiem :))
Maciejka - ależ oczywiście, ze Ci wolno :P Jeśli to tylko z warstwy dźwiękowej wynika, to cóż, każdy ma prawo do własnych gustów :)
-
"W takim razie trzeba się przyjrzeć Węgrom, jak tam z ich męskością:)" - również nie są babochłopami ;)
-
A mnie to jednak zalatuje podświadomym wartościowaniem płci, obawą że być może jedna z nich jest gorsza od drugiej i lepiej je wrzucić więc do jednego wora. Różnice wcale nie muszą dzielić. Nie interesuje mnie też moja płeć z przeszłych czy przyszłych wcieleń. Tu i teraz mam tylko jedną z nich, z nią się lubię utożsamiać i nie czuję potrzeby skupiania się na szukaniu podobieństw z drugą i łączenia się, bo nie czuję, że jestem w stanie wojny, czy oddzielenia. Chcę czerpać to co najlepsze z tego co mi dano w ramach płci na to życie. To nie do końca to samo, co skupianie się różnicach.
-
"A mnie to jednak zalatuje podświadomym wartościowaniem płci, obawą że być może jedna z nich jest gorsza od drugiej i lepiej je wrzucić więc do jednego wora."
Dla mnie zaś jest to właśnie uzdrawianie podejścia do płci, czyli nie wartościowanie i nie podkreślanie na siłę różnic - tym bardziej, ze mało kto posiada wszystkie cechy, które wg schematów i stereotypów przypisywane są płciom.
I nie wrzucam ich do jednego wora, nie twierdzę że wszyscy jesteśmy w całości tacy sami - tylko ze każda kobieta, czy każdy mężczyzna jest przede wszystkim człowiekiem, z cała jednością i podobieństwami wewnętrznymi, jakie z tego wynikają, a nie odrębnym gatunkiem zwanym "kobieta" czy "mężczyzna" ;) A niektórzy płcie traktują wręcz jak odrębne gatunki, co dla mnie jest bzdurą.
"Chcę czerpać to co najlepsze z tego co mi dano w ramach płci na to życie."
Super :-))
Mam jednak pytanie, tak z ciekawości: - A co z tego już czerpiesz? Co odkryłaś, ze jest najlepsze dla Ciebie w byciu kobietą?
"To nie do końca to samo, co skupianie się różnicach."
Nie twierdzę, ze skupianie się na różnicach bądź podobieństwach musi wynikać z wojny czy oddzielenia. Twierdzę jedynie, że nadmierne skupianie się na różnicach - w każdej dziedzinie, nie tylko w przypadku płci - bywa przyczyną większej ilości nieporozumień, wrogości i niesnasek, niż skupianie się na tym, co łączy.
-
Nie spotkałam się z przykładami podkreślania na siłę i nadmiernie różnic. (Rubasznych żartów i generalizacji rzucanych dla efektu nie traktuję poważnie;)) Różnice po prostu są i nie mam nic przeciwko stwierdzaniu faktu, że są, mówieniu o nich. To pomaga zrozumieć się nawzajem.
"Mam jednak pytanie, tak z ciekawości: - A co z tego już czerpiesz? Co odkryłaś, ze jest najlepsze dla Ciebie w byciu kobietą?"
To pytanie nie na forum, sorry;)
-
"Nie spotkałam się z przykładami podkreślania na siłę i nadmiernie różnic. (Rubasznych żartów i generalizacji rzucanych dla efektu nie traktuję poważnie;))"
No cóż, ja niestety spotkałam (widać taka moja karma;)), podobnie jak i z lekceważącym traktowaniem, zarówno w przypadku kobiet (np.: praca, kompetencje, umiejętności), jak i mężczyzn (wychowywanie dzieci, zarządzanie domem). Czyli w momentach, kiedy jedna z płci wkraczała na sztampowe "terytorium działania" drugiej płci.
" Różnice po prostu są i nie mam nic przeciwko stwierdzaniu faktu, że są, mówieniu o nich. To pomaga zrozumieć się nawzajem."
Z tym się zgadzam. :-)
Chodzi mi jedynie o to, że te różnice nie powinny być czymś, co jest obowiązujące, i jak się tego nie przejawia, to jest się już mniej wartościowym mężczyzną lub kobietą. Akceptuję fakt istnienia różnic, akceptuję fakt, że np.: męskie ciała, jako konstrukcje, są bardziej przystosowane do wysiłku fizycznego, że są fizycznie silniejsi - akceptuję też jednak fakt, że np.: Agata Wróbel była i jest silniejsza od wielu mężczyzn i ze jednocześnie jest kobietą.
Dla mnie super, jak akceptuje się fakt istnienia realnych różnic, ale jednocześnie nie wykorzystuje się tych różnic do wtłaczania w ramki, generalizacje i schematy. i pozwala się, bez oceniania, lekceważenia, spełniać się jednostkom w tym, co lubią, pozwala się im działać, jak lubią i nie koduje im poczucia niższej wartości w jakiejkolwiek dziedzinie życia.
Przykładowo:
Były jakiś czas temu przeprowadzone badania na temat uzdolnień matematycznych u dziewczynek i chłopców. Obiegowa opinia, wtłaczana zresztą do pś dzieci, jest taka, ze matematyka to męska dziedzina. Według tych badań, wieloletnich, udowodniono, że kiedy dzieci nie są poddawane presjom i kodowaniom, tylko traktowane wedle realnych uzdolnień i zainteresowań, jakie przejawiają - to dziewczynki wypadały w matematyce i przedmiotach ścisłych tak samo dobrze, jak chłopcy i była podobna ilość dziewczynek dobrze rozumiejących matematykę, jak i chłopców. Podobnie zresztą w przypadku chłopców - kiedy nie mieli wtłaczane, ze przedmioty humanistyczne są domeną kobiet, radzili sobie w nich dużo lepiej i chętniej się przyznawali do zainteresowania nimi.
W klasach zaś, w których "tradycyjnie" wtłacza się dzieciom przekonania, ze dziewczynki są lepsze z przedmiotów humanistycznych, a kiepskie z matematyki, zaś chłopcy odwrotnie - tak faktycznie się działo. Dziewczynki wypadały gorzej w testach i sprawdzianach matematycznych, chłopcy zaś w humanistycznych.
Nie pamiętam teraz, gdzie mam link do tego artykułu, jak znajdę to wkleję.
-
"Mam jednak pytanie, tak z ciekawości: - A co z tego już czerpiesz? Co odkryłaś, ze jest najlepsze dla Ciebie w byciu kobietą?"
"To pytanie nie na forum, sorry;)"
ok:)))
-
Aaa, a ja zrozumiałam, że chodziło o podkreślanie na siłę różnic tu na forum.
Co do tamtego pytania, to cóż, mój fioł na punkcie prywatności się pogłębia z roku na rok. To że napisałam jaki może i nie może być 100% facet, to i tak święto lasu. Ale przydało mi się, bo zdałam sobie potem sprawę, że tu nie było się czego doszukiwać, to po prostu była w miarę szczegółowa wizja idealnego partnera dla mnie. A myślałam, że takiej wizji nie mam:)
Artykuł o którym piszesz, ciekawy. Może to dlatego dzieci, które na początku nie mają problemu z żadnymi przedmiotami w szkole, wraz z wrastaniem w społeczeństwo i nasiąkaniem stereotypami, zaczynają te problemy mieć.
-
Nasiąkanie stereotypami płci to chyba ważny temat i nie tylko związany z tematem relacji damsko - męskich czy społeczno - zawodowych. Kilka dni temu moja podświadomość (czy jak kto woli dusza) powiedziała mi,że chętnie by przejawiła pełnię boskości.Ale... w formie kobiecej. W męskiej nie widzi takiej możliwości :)))
-
haha, to ci numer;)
-
Haha, Leszku, nie Ty pierwszy;)
A pomyśleć, że kiedyś, w róznych kulturach było odwrotnie.
Moze Twoja pś wierząc w to chce sobie obrzydzić kobiety. Trochę bez sensu, ale takie moje luźne skojarzenie.
-
To raczej skutki ubóstwiania kobiet z tantry :))
Kiedyś w pociągu, siadła na przeciw mnie fajna laska. I ledwie siadła, zaczęła między nami płynąć energia tantryczna. Fajnie - pomysłałem. W końcu to przyjemne :))
A za chwilę zorientowałem się, ze energia płynie tak, jakby ona była facetem, a ja kobietą :)) No to odwróciłem.
Też jej sie podobało, choć jednocześnie dziwiło. :))
-
jak sie odczuwa ta energie tantryczną?
Czy to jest cos jak silny przepływ, taki po elipsie jakby między osobami?
zastanawiam się, bo czasem tak mam, ale nie umiem stwierdzic nigdy czy to wynika np z tantrycznych wspomnień własnie, z harmonii, czy z innych obciążeń
A jak ta kobieta z pociagu zareagowała zmianę? Czy ona była świadoma tego?:)
-
Dzisiaj przeczytałem nazwę tematu tak:
Związki i droga powrotna (w domyśle z nich) :D
-
Olga
Kilka razy tak mi się zdarzyło. Najczęsciej te dziewczyny od razu potwierdzały, że u nich też energia płynęła, tak jak to opisujesz. I żadne nie miała nic przeciw, wręcz przeciwnie :))
-
To taki przepływ - doświadczyłam go z dwoma osobami w życiu - to świadczy jedynie o płynięciu energii tantrycznej, a nie o harmonii energetycznej osobników?
-
Leszek to bardzo fajnie:)
Hydzia, to moze być jednocześnie przecież:)
Pozatym z osobami bardzo wysoko harmonijnymi, z połówkami, naturalne jest takie głębokie odczuwanie jeśli osoby są otwarte, czysta rozkosz!
-
Może być jednocześie:))
Sprawdziłem przyadki i nie zawsze było jednocześnie. Ale też nie było specjalnej dysharmonii.
-
A ta tajemnicza energia tantryczna to przypadkiem nie jest po prostu przepływ miłości pomiędzy bliskimi sobie osobami? :)
-
StArfire
Myślę, że nie. Miłość czuje się w sercu -jej przepływ, chociaż też całym ciałem.
Energia tantryczna to przepływ na poziomie dwóch dolnych czakr i to w sposob specyficzny.
-
Specyficzny tzn jaki :)?
-
Miłość nie musi się łączyć z seksem, jak również seks z miłością. Zwyczajnie seks może być rozładowaniem napięcia seksualnego, może też wyrażać miłość. Wtedy już dochodzi do głębszego zjednoczenia.
W praktykach tantrycznych celem najwyższym jest Jedność. Dla osiągnięcia Jedności tantrycy stosują techniki wizualizacji i medytacji oraz praktykują rytualne zjednoczenie seksualne. Słowem chodzi o energetyzowanie i harmonizację dolnych czakr i osiaganie celów duchowych poprzez seks.
A ta energia tantryczna to z pewnością męska i żeńska energia seksualna w tych praktykach.
-
dla mnie tantra to jedność, tak jak piszesz Mateusz, a wiec przepływ nie tylko na dolnych czakrach, niemniej dolne plus serce to taki silnik:)
Piszę o moich wyobrażeniach na ten temat, wzgledem kilku doświadczeń oraz przeszłości karmicznej w tym temacie:)
-
Uwielbiam obecnie przerabianą medytację za to, że z każdym dniem poznaję coraz głębszą, przepełnioną spokojem błogość i przyjemność. Wspaniałe doznania sprawiające, że samo istnienie staje się rozkosznym aktem.
Dzisiaj podczas delektowania się przyjemnością przyszło mi ważne uświadomienie. Miałem duże parcie na potrzebę bliskości z kimś, z powodu pamięci tego jak to przyjemnie było kiedyś przenikać się z innymi aniołkami. A więc tak naprawdę cała presja była na to, aby czuć znów tą przyjemność i była ona realizowana na błędnym założeniu, że koniecznie potrzebna jest do tego druga osoba. Zapewne wynikało to z nieświadomości, że równie przyjemne uczucia można wzbudzić koncentrując się na Boskości w sobie - oczywistym jest to, że aniołki które upadły nie robiły tego na tyle dużo, aby osiągnąć jakieś głębsze stany zjednoczenia z Bogiem. A rezonans z harmonijnymi istotami następował samoistnie przy spotkaniu, więc łatwo było o wniosek że jest on jedyną metodą osiągnięcia tak dużej przyjemności.
Potrzeba przyjemności jest dość silnym motorem napędowym działania, więc nic dziwnego że tak mnie cisnęło na te związki. Teraz kiedy poznaje coraz głębsze poziomy błogości, czuje coraz większy luz w tej kwestii, a większy luz to więcej miejsca na kreacje :)
-
Clint:
Nie jedyną, ale zdecydowanie najlepszą. :D Niemniej jednak znalezienie tego w sobie jest imho pierwszym krokiem, by doznawać tego także z innym aniołkiem :) No i uzależnienianie się nie prowadzi do oświecenia...
Ola:
Widzę to podobnie :)
Mateusz:
Ok :) Tak jak ja to widzę to nie ma silnego rozróżnienia pomiędzy energią męską a żeńśką, obie ulegają stopieniu i przemieszaniu.
-
2 dni temu przyszla mi do glowy genialna afirmacja:
Mogę być szczęśliwy i spełniony bez względu na to, czego chcą inni.
I nieźle mi wywala :))
-
To znaczy, że to bardzo dobra afirmacja! :)
-
Afka fajna, pisze cos podobnego, na wolna wole( tez moich polowek, ostatnio dodalam) ze wolna wola i wybory innych sa ok, a ja i tak bede spelniona,szczesliwa, bez wzgledu na to co wybieraja inni. Oj tez wywala. Po calosci:P
-
Znalazłam cudowny dekret w książce Leszka.
"tajemne moce umysłu", rozdział : docenienie
Bo mi wali:)
-
W kontekscie rozwoju duchowego, na fali niezaspokojonych potrzeb osobistych, zawsze pragnąłem tworzyć związek partnerski. To pragnienie było wciąż obecne ze zmiennym nasileniem, nieraz nawet było dość męczące.
A teraz mam problem. Nie chce mi się tworzyć związków partnerskich, i to mnie niepokoi, bo wiem, że lepiej i przyjemniej być w związku. Wiem, że to sprzeczność, bo jak coś chcę to dążę do tego, by to mieć. A tu pomieszanie: dobrze by było z kimś być, ale nie chce mi się.
Z punktu widzenia kreacji nasuwa mi się odpowiedź, że moje wcześniejsze potrzeby, pragnienie i chęci by tworzyć związek były powierzchowne. Bardzo chciałem, ale ps miała przeciwne dążenia, nie chciała żadnych związków. I to ona kreowała moją rzeczywistość.
W takim razie jak mam to rozumieć? Z jednej strony cieszę się że pś przestała ukrywać swoje intencje i pokazała niechęć do związków, ale z drugiej strony nie mam chęci i motywacji do pracy w temacie związków.
Ma ktoś tak?
-
Ja bym powiedział, że to było tak:
Wpierw kiedyś tam pojawiła się naturalna potrzeba bliskości, bycia z kimś, itd. Potem pojawiły się różne obciążenia związkowe zniechęcające do nich. Z tego powodu nie udawało się tworzyć spełnionych związków, więc ta naturalna potrzeba narastała i coraz bardziej męczyła.
I teraz pewnie w wyniku pracy nad sobą udało się pozbyć z grubsza tych męczących odczuć związanych z brakiem i na wierzch wyszła ta środkowa warstwa - zniechęcenie. Pod nią jednak z pewnością będzie ta naturalna potrzeba związku - po prostu musisz popracować nad uwolnieniem się od tego wszystkiego co sprawia, że myślisz: "nie chce mi się, a szkoda zachodu, itd".
Nie musisz się motywować chęcią stworzenia związku - Twoją motywacją może być Twoje szczęście, a do tego będziesz potrzebował usunąć wszystko to, co Cię zniechęca do rzeczy, które mogą Cię uszczęśliwić.
-
Mateusz
Nie martw się też tak mam i myślę, ze jest to na ten moment w porządku, czasem potrzebujemy relacji, a czasem drogi singla. Na przykład odkryłam, ze bycie singlem uczy mnie samodzielności co za cholercię w relacji mi nie idzie. MYślę, że najpiękniejsze są związki dwóch samodzielnych osób. Ludzie często sa w związkach (za często) z lęku przed własna samotnością i tym samym nigdy nie odnajdują swojej mocy i związku z Bogiem.;)
-
Ja mialam tak przez 2 lata ze mi sie nie chcialo Spotykałam się z jakimiś facetami, ale jakoś nie wychodziło, sama potrafiłam zagospodarować sobie czas etc.Niby chciałam ale dobrze bylo mi samej. Dopiero ostatnio mysle ze pojawila sie zdrowa potrzeba zwiazku. Co zbiegło sie z tym ze mysle ze jestem w stanie zachowac niezaleznosc np. myslenia(to o czym pisze Karina) równiez w relacji.Bo z perspektywy dostrzegam moja podatnosc na wplywy drugiej osoby.
-
Dzięki Wam :)
Clint
Dokładnie tak jest, dzięki za uporządkowanie tematu :)
Ale pojawia się jeszcze nowa obawa, że ja się do związku nie nadaję. Chodzi o to, że zwłaszcza w wielu ostatnich wcieleniach miałem nieudane związki. A teraz myślę że nie potrafię być w związki, to nie tylko przekonania, ale chyba brak umiejętnosci.
Wczoraj właśnie rozmawiałem kobietą bardzo bliską, harmonijną (tu nawet nie chodzi konkretnie o nią), która jest z partnerem i nie miałem nawet nuty zazdrości, ani też poczucia żalu, że ja jestem sam (co kiedyś mi się zdarzało). Czułem, jakby z Pś, że ja zasługuję na partnerkę (może nie do końca), ale nie potrafię tworzyć związków.
Umiejętność bycia w relacji jest wydaje czymś trudniejszym niż studia, zdobycie kilku fakultetów, doktorat ...
-
Do tworzenia spełnionego związku nie trzeba żadnych specjalnych umiejętności. Te wyobrażenia to się pewnie pojawiły wtedy, gdy próbowałeś tworzyć związki z nieharmonijnymi partnerkami - musiałeś się pewnie nieźle napocić, nakombinować aby taki związek podtrzymywać, a ostatecznie i tak się rozpadał. Zamiast wyciągnąć wnioski, że osoba nieodpowiednia - pewnie cisnąłeś sobie, że z Tobą coś nie tak i że nie potrafisz robić co trzeba.
A tworzenie związków z odpowiednimi osobami to prosta rzecz - pasujecie do siebie, potraficie się zrozumieć, macie podobne oczekiwania - nie ma po co kombinować. A nawet jak coś wywala, pojawiają się jakieś problemy - to się po prostu ze sobą rozmawia. Żadna filozofia :)
-
Właśnie te nieodpowienie osoby .. ja żeby taki związek utrzymać szedłem na dalekoidące ustępstwa, dawałem się wykorzystywać, a ostatecznie i tak związek się rozlatywał. Zacząłem więc szukać przyczyny w sobie, oprócz tego, że się nie nadaję, myślałem, że jestem zły, leniwy, głupi, itp.
Dlaczego trafiałem ta nieodpowiednie, nieharmonijne, a niekiedy wręcz wzajemnie się zwalczające energie osobowości?
Bo te były już zajęte; nie chciały być ze mną; były z wyższych sfer, miałem za niską samoocenę...
Pozostawały własnie te, które wymieniłem, no jeszcze może niemające wziecia ;)
-
Cześć,
To mój pierwszy post na tym forum. Szukam inspiracji do dekretu na temat związku z partnerką.
Czy ktoś z Was coś takiego opracował i może się tym podzielić?
Pojedyncze afirmacje na ten temat tez mile widziane.
Z góry dziękuję.
-
Otwieram się na doskonały związek z partnerką, z którą harmonizuję pod każdym względem.
Polecam książkę Leszka - "Związki miłości na ścieżce samorealizacji".
Tam są dekrety i afirmacje, właściwie cały temat kompleksowo opracowany.
-
Dzięki
-
Uświadomiłam sobie, że pozwolenie sobie na bycie w związku z idealnie do nas pasującą istotką, to pełne wsparcie siebie takim jakim się jest. Wynika z akceptacji siebie i zgodę na pełne siebie poparcie, oraz pozwolenie sobie na dalszy rozwój i podnoszenie wibracji:) Wtedy znajdujemy osobę, która do nas pasuje pod każdym względem, ma te same cele, gusta itd
Tylko teraz się zastanawiam: kiedy harmonijne, zgodne oznacza takie same, a kiedy pasujące do siebie, ale inne?
No w każdym razie ma być spełnienie, a spełnienie to dostanie tego czego się na prawdę głęboko pragnie, a jest z czystymi intencjami:)
-
,,Do tworzenia spełnionego związku nie trzeba żadnych specjalnych umiejętności. Te wyobrażenia to się pewnie pojawiły wtedy, gdy próbowałeś tworzyć związki z nieharmonijnymi partnerkami - musiałeś się pewnie nieźle napocić, nakombinować aby taki związek podtrzymywać, a ostatecznie i tak się rozpadał. Zamiast wyciągnąć wnioski, że osoba nieodpowiednia - pewnie cisnąłeś sobie, że z Tobą coś nie tak i że nie potrafisz robić co trzeba.
A tworzenie związków z odpowiednimi osobami to prosta rzecz - pasujecie do siebie, potraficie się zrozumieć, macie podobne oczekiwania - nie ma po co kombinować. A nawet jak coś wywala, pojawiają się jakieś problemy - to się po prostu ze sobą rozmawia. Żadna filozofia :)"
No niby zadna tylko w takim razie dlaczego wiekszosc ludzi nigdy nie spotyka tej harmonijnej polowki?
-
Bo nie jest otwarta na harmonię(to przede wszystkim) oraz miłość i inne konieczne warunki do spełnienia. O ile otwarcie się na te wszystkie rzeczy może być czasochłonne i problematyczne jeśli się od nich daleko odeszło - to wciąż związek sam w sobie żadnej wielkiej filozofii nie wymaga.
-
A nie wydaje Ci sie, ze moze tu chodzic o bardziej przyziemne pobodki typu strach przed rozczarowaniem oraz zwykle zbyt wielkie wymagania/oczekiwania i brak umiejetnosci pojscia na pewne kompromisy?
-
Tristen
Bolesne kompromisy to...brak harmonii.
Inne rzeczy jak lęki, niska samoocena, to nasze wyobrażenia.
Ja też doszłam do momentu, że warto przepracować sobie, że Bóg daje mi wszystko co mi potrzebne, we wszystko mnie wyposażył i zapewnia, bym żyła lekko, z radością, entuzjazmem, w harmonii, bogactwie, z przyjemnością itd:)
U mnie przynajmniej taka wywałka się wyłonila, ze Bog nie dał mi tego co potrzebne i muszę radzić sobie sama w materii np. Choć juz i poza materia średnio sobie radziłam z pewnym rzeczami, w materii doszły jeszcze aspekty z nią związane.
Człowiek często boji sie coś robic, czy działać bo boji się, ze to będzie wymagało wysiłku, poswiecenia, cierpienia, zapłacenia jakiejś ceny, czyli wszystko co nieprzyjemne i bolesne. Gdybyś wiedział, że np praca i zarabianie pieniedzy to sama przyjemnosc i radość to na pewno byś nie miał nic przeciwko prawda:)?
-
Tak, bolesne kompromisy sa do dupy. Ja mialem na mysli te zwykle, pozwalajace dwojgu ludzi zyc wspolnie :).
Widzisz, z tym zaslugiwaniem na wszystko, co najlepsze to jedno jednak jest jeden haczyk - sa na tym swiecie sily, ktore bardzo dbaja o to, aby nam sie nie zylo lekko. Ja juz od dawna twierdze, ze na swiecie moglby zapanowac ustroj na poly socjalny, na poly wolnorynkowy, gdzie ludzie mogliby uzyskac ogromna samoswiadomosc i oczyscic sie z duchowych blokad, ale pewne ugrupowania na swiecie robia wszystko, aby tak sie nie stalo, stad sa problemy i z praca i z relacjami (no bo przeciez ktos podsyca wciaz do konfliktow czy destabilizuje gospodarke itp.).
Po prostu oczyszczenie to jedno ale tez nie mozna uciekac od realiow, bo czlowiek jako jednostka jest w pewnym sensie zalezny od innych i poddawany jakims tam oddzialywaniom z ich strony.
-
No właśnie chodzi o to, że nie musi być, jeśli uświadomi sobie, że nie jest. Wtedy pięknie uwalnia się od wszelkich buntów i tracenia energii na walkę ze 'złym' światem. Owszem wpływ jest, ale wraz z przytomnieniem i oczyszczaniem wyobrażeń powoli zanika, aż do uzyskania pełnej suwerenności. Wiem, że to może brzmieć jak duchowy bełkot, ale tak się dzieje :) <przerabiane :)>
-
,,No właśnie chodzi o to, że nie musi być, jeśli uświadomi sobie, że nie jest. Wtedy pięknie uwalnia się od wszelkich buntów i tracenia energii na walkę ze 'złym' światem. Owszem wpływ jest, ale wraz z przytomnieniem i oczyszczaniem wyobrażeń powoli zanika, aż do uzyskania pełnej suwerenności. Wiem, że to może brzmieć jak duchowy bełkot, ale tak się dzieje :) <przerabiane :)>"
To zaden belkot tylko prawda ) Ale uwierz mi, na Ziemi nie mozna do konca w tym momencie uwolnic sie od tego, o czym mowie. Jeszcze nie...byc moze niedlugo juz tak sie stanie, ale narazie jeszcze trwa ,,walka". Ale tak jak mowisz - oczyszczanie uwalnia od walczenia, przynajmniej w wiekszoscia rzeczy ktore tak naprawde nie maja na nas wplywu, nie interesuja nas a walczymy z nimi badz to z pobudek Ego badz z przyczyn wyniesionych z poprzednich wcielen.
-
Ha! To ja sie ,,pochwale" jeszcze jedna sprzecznoscia tkwiaca we mnie: jestem totalnym outsiderem, nie kumam o co chodzi w spoleczenstwie, nie czuje sie dobrze wsrod ludzi (bo nadaja na innej fali niz ja) ale na sama mysl o mieszkaniu przez reszte zycia w pustym mieszkaniu bez bliskiej osoby i bez silnej wiezi polegajacej na cieple i milosci to mnie strach niezly oblatuje, wrecz paniczny lek przez samotnoscia.
Ciekawe, skad u mnie te same sprzecznosci: nieumiejetnosc bycia wsrod ludzi/pragnienie drugiej osoby, bratniej duszy/milosci, zwiazku; niechec do pracy/ogromna potrzeba samorealizacji zawodowej, spelnienia, kreatywnosci itp.
-
Tristen
Nie Ty jeden, mam podobnie. Właśnie to przepracowuję:)
Zaczęłam od tego, żeby zauważyć że jestem wartościowa taka jaka jestem, pod względem materialnym tzn moje zainteresowania, gusta, cele, to jak się przejawiam itd.
Po to by móc spotkać harmonijną istotkę. Bo jak na razie przed materią było kiepsko, bo bunt przeciw Bogu i szarpanina z połówkiem i białymi aniołami. A w materii tym bardziej, bo jak połówka zeszła mnie szukać, niby za mną, to rzuciaa się w wir wszystkiego co nowe, a nie jest takie jak ja:/
A ja już i tak miałam poczucie winy za zejście w materię. Buuu.
-
A ja mam taki Case: męża z którym od dawna mi już nie po drodze i dwoje małych dzieci. I wyrzuty sumienia, że ja w imię Miłości chce moim dzieciom zabrać tatusia.
O ile ta Miłość w postaci harmonizującego ze mną partnera przyjdzie...
Jakoś nie mam w sobie pozwolenia na to by MNIE było dobrze, powstrzymuje mnie lęk czy mam prawo niszczyć i czy dam radę sama z dziećmi
Sorry za zrzędzenie ale siedzę w w czarnej d... do której zresztą sama wlazłam :-/
-
lena
uważam, że twoje dzieci najbardziej ucierpią kiedy będziesz nieszczęśliwa, bo podłapią paskudne wzorce. Mogą mieć np poczucie winy przez całe życie, że ty dla nich cierpiałaś. Rozstanie z tatusiem nie musi być (dla nich i ciebie) traumatyczne jeśli poczujesz się w porządku. Na początek zauważ, że tkwiąc w takim związku ograniczasz nie tylko siebie i męża ale również 2 dodatkowe osoby - twojego potencjalnego idealnego partnera, z którym mogłabyś stworzyć lepszy związek i potencjalna idealną partnerkę twojego obecnego męża. Zatem 4 osoby mogłyby być szczęśliwe. Na tym polega dobro i to uzasadnia poczucie, że sie jest jak najbardziej w porządku i realizuje wolę Boga rozstając się z nieharmonizującym mężem :-)
-
Mariusz dzięki, ja to wiem tyle że na rozstanie z mojej inicjatywy nie mam siły, chcę powierzyć całą sprawę do rozwiązania Bogu plus poafirmuję harmonijny związek może samo się wszystko właściwie poukłada.
-
fajny filmik na walentynki od googla, czyli o co chodzi w związku:
http://www.youtube.com/watch?v=WTGUjRJiqik&feature=player_embedded
-
Ja mam proste pytanie: jak sie maj zwiazek dwojga ludzi do zasobnosci portfela. Czesto slyszy sie, ze kobieta wybiera przewaznie mezczyzne potrafiacego utrzymac nie tylko siebie ale i ja (w domysle wraz z rodzina).
Jakie macie zapatrywania na te sprawy?
-
Na szczęście istnieją świadome, niezależne kobiety, które nie zamierzają pasożytować na swoim partnerze, bo same potrafią zadbać o swoje potrzeby - takich bym szukał, zamiast się martwić zawartością portfela :)
-
No jasne, ale jednak w naszym spoleczenstwie dosc mocny jest patriarchalny wzorzec bazujacy na twierdzeniu, ze mezczyzna jest zywicielem i glowa rodziny a kobiet dba o dom i wychowanie dzieci. W praktyce oznacza to, ze mezczyznie wolno o wiele wiecej, kobieta zas ma siedziec cicho i przymykac oko na wiele spraw.
Tak sie zstanawiam, bo wiele moich prob zwiazkow urywalo sie wlasnie z tego powodu, ze partnerki zarzucaly mi to, ze nie mam stalej pracy (zyje z wolnego zawodu), ze niepewna przyszlosc.
Z jednej strony podobnie jak Ty uwazam, ze bliskosc i milosc nie maja za wiele wspolnego z zasobnoscia portfela (bo chodzi o zdrowe relacje, akceptacje), z drugiej jednak jest cos takiego jak instynkt, ktory kaze kobiecie szukac mezczyzny potrafiacego w domysle utrzymac przyszla rodzine.
Widze tutaj taka sprzecznosc, bo z jednej strony milosc, uczucie a z drugiej kwestia utrzymania, pracy. Czyli tak naprawde o co tutaj chodzi?
-
E tam, instynkty... to nie są wrodzone rzeczy leżące w naszej naturze, ale wyuoczone, sztuczne wzorce oparte na społecznych wyobrażeniach. Ludzie świadomi nie kierują się takimi pierdołami w swoim życiu, a zakładam że do związku partnerskiego szukasz świadomej kobiety. Szczególnie, że te ciągoty można sobie całkowicie odreagować a na dodatek nie wszyscy je mają.
Nie doceniasz ludzi - nie wszyscy żyją bezmyślnie jak zwierzęta kierując się jakimiś prymitywnymi instynktami.
Na dodatek to wcale nie jest normalne, aby kobieta rzucała faceta, bo ten ma wolny zawód - to już jest patologia, która nawet w tym społeczeństwie wcale nie była by uznawana za zdrowe podejście :D
-
lukaszlm super filmik :)
-
Kurcze, ostatnio mnie oswiecilo :).
Spontanicznie zrobila mi sie autoregresja i wyszlo mi, ze przyciagam kobiety, ktore czegos oczekuja (a przeciez milosc powinna nie oczekiwac, kochac kogos powinno sie bezwarunkowo - albo sie kocha bo jest to ,,cos" albo nie i tyle). A gdzies wglebi czuje ogromna potrzebe wlasnie byca kochanym bez oczekiwania i co paradokslane, przez to sam mam spore oczekiwania. Nie wiem jak to podejsc i zmienic. Tu jest cos do przepracowania. Nawet matka tak zachowywala sie wobec mojego ojca i zgasila go doslownie, zabrala mu jego zycie a on jako mieki i wrazliwy czlowiek czuje sie przez to sfrustrowany.
Gadalem z jedna osoba jeszcze na ten temat i ta osoba powiedziala w/g mnie jedna bardzo madra rzecz jesli idzie o mnie i ta sfere: ,,Jeśli chodzi o związki, to czytając to co piszesz widzę jeden problem i on mi się rzuca w oczy.Polega na tym,ze Ty nosisz w sobie jakiś schemat związku, ma być tak i tak, innej sytuacji nie jesteś w stanie zaakceptować."
No zgadza sie. Boje sie ze w zwiazku bede przez kobiete kontrolowany, ze bede musial zrezygnowac ze swojej wolnosci, z siebie.
Sa jakies modlitwy oczyszczajace np. ktore moglyby pomoc oczyscic to?
-
Modlitwa to forma rozmowy z Bogiem, a Bóg nie jest jakimś urzędnikiem żeby trzeba było spełniać jakieś formalne wymogi takiej rozmowy. Po prostu skoncentruj się na Bogu w sobie, wyraź to co chcesz wyrazić, poczuj wdzięczność za to, że to się już dzieje i pozwól sobie na przyjęcie odpowiedzi. :)
-
Hmm..moglbys troszke rozwinac to?
-
Generalnie chodzi o to, że w modlitwie najważniejsze jest to, aby czuć Boga (albo przynajmniej starać się Go czuć) i jasno wiedzieć czego się chce. To nie ma znaczenia w jakie słowa Ty to ubierzesz i czy powiesz to sobie w myślach czy też wyśpiewasz w rytm opery Wagnera. Najważniejsza jest koncentracja na Bogu, na treści i czuciu jej, czuciu tego że to się już teraz spełnia.
Poniżej opisałeś swój problem, wiesz co Ci sprawia kłopot i wiesz że chcesz, aby się to uzdrowiło. Poproś o to uzdrowienie swoimi własnymi słowami, tak jak Ty to czujesz - to da dużo lepsze efekty niż powtarzanie cudzych modlitw.
Ja jak chce jakiś problem rozwiązać modlitwą to robię tak: siadam sobie do medytacji, relaksuje się, koncentruje się na Boskości w sobie, aby się nią wypełnić w miarę możliwości. Następnie zaczynam prosić Boga o uzdrowienie intencji do danej sprawy i wiele różnych rzeczy, jakie mi akurat przyjdą do głowy - wchodzę sobie w taki spontaniczny, modlitwowy flow - nigdy wcześniej nie przygotowuje sobie tekstu bo dla mnie to zbyt sztuczne, w końcu wiem czego chce i o co mi chodzi. To co się dzieje dalej to już zależy od tego, co jest akurat potrzebne. Czasami coś się uświadomi, czasami coś wywali, więc robię sobie autoregres/EFT/rozpuszczanie w świetle/cokolwiek innego co oczyści problemy i pozwoli mi zobaczyć rozwiązanie danej sprawy, a czasami się nic nie dzieje, bo efekty się pojawiają później przy odpowiednich ku temu okolicznościach.
-
@ ,,,,, modlitwa to forma rozmowy z Bogiem,,,,,,,
to ja sie zastanawiam,ze jesli tej formy rozmowy z Bogiem w nas nie ma i moze w poprzednich
wcieleniach tez nie bylo.To jak odszukac w tym wcieleniu.
Przywolac Boga od tak sobie to nie jest takie proste a dlaczego,a dlatego ze:
Pierwszy krok to releksacja,rozluznienie sie.Nastepny krok to koncentracja umyslu na wyzszych poziomach rzeczywistosci.
Gdy bedziemy rozluznieni,mozemy skoncentrowac swoj umysl na wizerunku ,,BOGA,, i tu pojawia sie problem.Gdyz nikt i nigdy
nie widzial Boga. Ale mozemy wyobrazic sobie boskie swiatlo lub Boga bez okreslonego ksztaltu.
Uwaga. Jest to jednak bardzo trudne zadanie,przywolac z pamieci imie Boga.Bo jesli przedtem nie cwiczylismy tego przez lata.
Chyba,ze nauczymy sie umieszczac imie Boga na szczycie swej swiadomosci. A do tego trzeba wiele dni praktyk poparta wiara
i silnym charakterem - bez nienawisci i zlosci.Dodam,ze mysl o Bogu nie moze przetrwac w pysze i zlosci.
I tak charakteru w ostatniej chwili nie mozna zmienic.Ale mozna rozpoczac starania codzienna medytacja i skupic sie na cechach
takich jak milosc czy swiatlosc.
-
@Tristen
Wypisz w zeszycie wszystko o LEKU
Nie spiesz sie,czas tu nie ma znaczenia.
1.Czy boisz sie nieznanego?
2.Czy odczuwasz lek przed choroba?
3.Przed czym odczuwasz strach?
4.Czego nie mozesz zakceptowac?
5. itp.............................................
To co bedziesz wpisywal do zeszytu USMIECHNIJ SIE Z WYROZUMIALOSCIA .
-
Ok, zrobie tak.
Od dwoch, trzech dni mam wyrazne pogorszenie nastroju, nawrot depresji (brak celu, nawet proste dzialania typu toaleta czy wyjscie i zalatwienie spraw wymagaja ode mnie wysilku, najchetniej to ciagle bym spal i w ogole chyba chcialbym sie juz nie obudzic). Nie wiem sakd bierze sie we mnie takie poczucie, ze za tego zycia nie dam rady przerobic tego, co mnie meczy i ze dopiero jak bede dogorywal, to bedzie mi dane zrozumiec te sprawy ale wtedy bedzie juz za pozno na cieszenie sie ziemskimi przyjemnosciami typu seks, zwiazek czy spelnienie zawodowe/zyciowe. Tak jakbym byl asceta wbrew mojej woli.
Mam juz po dziurki w nosie tej duchowosci, najchetniej znowu powrocilbym do poziomu zwyklego zjadacza chleba, ktoremu niewiele potrzeba i ktory duchowosc ma gdzies i moze realizowac sie na planie materialny ale nie da rady - za duza wewnetrzna swiadomosc i to boli strasznie bo widze za duzo, za duzo czuje i za duzo doswiadczam. Jestem zmeczony tym juz.
Walkuje juz trzeci tydzien modlitwe o oczyszczenie relacji w zwiazkach i nie dosc ze nic nie drgnelo to jeszcze sie pogorszylo - mam stany lekowe i ogolnie zle sie czuje, zacznam miec dosc tej modlitwy i przestaje wierzyc w skutecznosc tego typu praktyk.
Co jest grane?
-
@Tristen
Oto opowiesc wschodnia,opowiada o lwicy,ktora skaczac z pagorka na pagorek,urodzila lwiatko.
Maly lew spadl na droge,przez ktora przechodzilo wielkie stado owiec.
Przystal do nich i zyl oraz zachowywal sie jak owce.Nie mial pojecia,ze jest lwem.Otaczaly go tylko owce.
Nigdy nie zaryczal jak lew,owce przeciez nie rycza.Nigdy nie byl samotny jak lew,bo owce nie lubia samotnosci.
Zawsze zyja w stadzie,bo tam czuja sie dobrze i pewnie. Chodza jedna obok drugiej tak blisko,ze prawie potykaja sie o siebie.
Boja sie samotnosci.
Lew jednak zaczal dorastac.Byl dziwny.Psychicznie utozsamial sie z owca ale biologia nie szla z tym w parze.Natura
nie podazala za umyslem.Wyrosl na pieknego,ale ze trwalo to dosc dlugo,owce przywykly do niego
a on do nich.
Rzecz jasna myslaly,ze jest troche szalony.Nie zachowywal sie zupelnie jak trzeba - byl troche stukniety - no
i ciagle rosl.Cos tu sie nie zgadzalo.Udawal lwa.One jednak wiedzialy,ze nie jest lwem,znaly go przeciez od urodzenia.Wychowywaly go,karmily wlasnym mlekiem.Z natury nie byl roslinozerca,ale zywil sie roslinami,poniewaz tak czynily owce.
Jadl trawe z wielka ochota.Owce pogodzily sie z tym faktem,ze byl nieco inny,wiekszy i wygladal jak lew.
Pewna madra owieczka rzekla kiedys.
To po prostu wybryk natury.Czasami tak sie zdarza.
I sam lew takze przyjal to za prawde. Mial inny kolor i ksztalt,musial wiec byc wybrykiem natury,czyms nienormalnym.
Nie przyszlo mu jednak do glowy,ze moze byc lwem.
Otaczajace go owce i psychoanalitycy ze stada wyjasnili mu.
- Jestes tylko wybrykiem natury.Nie martw sie.Zajmiemy sie toba.
Pewnego dnia przechodzila obok stara lwica i w tlumie owiec zobaczyla swojego syna.Nie wierzyla wlasnym oczom.
W calym swoim zyciu nie slyszala.zeby lew stal posrod stada owiec a one go sie nie baly.A ten lew poruszal sie tak jak owca i na dodatek skubal trawe.
Stara lwica nie mogla w to uwierzyc.Zapomniala,ze miala upolowac owce na sniadanie.Zupelnie zapomniala o glodzie.
To wszystko bylo tak dziwne,ze postanowila pochwycic mlodego lwa i dowiedziec sie o co chodzi.
Byla jednak stara a lew mlody wiec uciekl.Choc wierzyl,ze jest owca w obliczu zagrozenia nieco o tym zapomnial.
Umykl jak lew i stara lwica nie mogla go dogonic.
W koncu jednak go zlapala.Plakal i lamentowal.
Jestem tylko biedna owca.Prosze pusc mnie.
Ty balwanie - zawolala lwica.Przestan gadac takie bzdury i chodz ze mna do stawu.
W poblizu znajdowala sie sadzawka.Lwica zaprowadzila tam pojmanego lwa.Poszedl za nia niechetnie ale jak odwazylby sie
sprzeciwic lwicy.skoro byl tylko owca.Mogla go przeciez zabic.Woda w stawie byla spokojna i gladka jak lustro.
Lwica rzekla do mlodego lwa.
Spojrz tylko.Przyjrzyj sie w wodzie naszym pyskom,spojrz na swoje cialo a potem na moje.
Po chwili rozlegl sie potezny ryk.Odbil sie echem po wzgorzach.Owca zniknela,lew rozpoznal siebie.
Utozsamial sie z owca ale to byla bledna koncepcja a nie rzeczywistosc.
Teraz zobaczyl jak jest naprawde.
Stara lwica rzekla;
Nie musze ci juz wiecej mowic.Sam zrozumiales.
Mlody lew poczul dziwna sile,jakiej nigdy wczesniej nie zaznal - jakby byla w nim uspiona.
Poczul w sobie potezna moc,choc dodad byl slaby i pokorny jak owca.
Teraz pokora i slabosc gdzies wyparowaly.
Ta opowiesc opowiada o ...................................................... zamieniam sie w czytanie!
-
Moze mala podpowiedz bo chyba nie zrozumialem...
-
@Tristen - podpowiedz ma oto taka: czytaj,czytaj,czytaj.
-
Moja odpowiedz; mam dosc czytania, myslenia etc.
-
Moja podpowiedź jest taka.
Zacznij pracę nad sobą od spraw podstawowych.
Praca nad związkami to wyższa szkoła jazdy.
-
Czyli od jakich bo raz mowicie to a raz tamto. Brak konekwencji dostrzegam tutaj.
-
Sprawa podstawowa, to samoocena, akceptacja siebie itp.
-
Bardzo dobry, a jednocześnie zabawny, przykład, jak osiągnąć współpracę w związku:
http://www.youtube.com/watch?v=FoVuPTqj7gk
-
Dobre, tylko chyba Ego siedzi już pod butem lewej i prawej ręki, w innym wypadku zawsze wylezie w związku :)
-
jest tylko jeden problem z tym przykłądem z rękami - dwie ręce są częściami jednej osoby, a w związku mamy do czynienia z dwiema niezależnymi i odrębnymi osobami.
-
bez szacunku do drugiej osoby i bez kochania jej w sposob bezinteresowny zadnego zwiazku sie nie zbuduje, co najzwyzej replike gdzie bedzie sie nawzajem oskarzac o niepowodzenia i plodzic dzieci aby realizowaly niespelnione ambicje ich rodzicow...czyli 99,9 procent spoleczenstwa na swiecie
-
Mariusz
Wbrew pozorom to nie robi takiej wielkiej różnicy czy mówimy o czymś w ramach jednej osoby czy dwóch. Większość ludzi ma mnóstwo różnych i sprzecznych ze sobą aspektów swojej osobowości, którą mimo wszystko potrafi połączyć w jedno i nazwać "ja".
A w przypadku harmonijnego i zdrowego związku spotykają się osoby, których osobowości harmonijnie się ze sobą łączą, więc nie ma takiego konfliktu interesów, jaki większość ludzi ma w związku z samym tylko sobą! :D Po prostu dwie harmonijne i zdrowe osoby tworzą dużo bardziej zintegrowany "twór" niż jedna, popieprzona emocjonalnie osoba.
-
"A w przypadku harmonijnego i zdrowego związku spotykają się osoby, których osobowości harmonijnie się ze sobą łączą, więc nie ma takiego konfliktu interesów, jaki większość ludzi ma w związku z samym tylko sobą! :D Po prostu dwie harmonijne i zdrowe osoby tworzą dużo bardziej zintegrowany "twór" niż jedna, popieprzona emocjonalnie osoba."
Dzięki Clint za opis, dawno nie widziałam bardziej trafnego :) Z tym, że to o czym piszesz to niestety teoria, którą trzeba jeszcze umieć wcielić w praktyce, a na przeszkodzie często stoi cała masa różnorodnych wzorców... :/
-
Cóż, po to pracujemy nad sobą, żeby te piękne teorie wcielać w życie :) Czasu na rozpracowanie tych wszystkich wzorców jest dostatek, a gdy to już osiągniemy - będziemy mogli się cieszyć efektami choćby i całą wieczność. Tak więc z perspektywy długoterminowej jesteśmy super ustawieni i pozostaje się jedynie radować. A z perspektywy krótkoterminowej? Pozostaje nauka cierpliwości :D
-
:)
Ps. Moim zdaniem wzorce trzeba przekraczać i rozpuszczać, a nie rozpracowywać, bo jak się zacznie rozpracowywać, to można w tym utknąć po uszy ;) ZZZ - zrozumieć, zmienić, zapomnieć :}
-
Właśnie to miałem na myśli przez rozpracowywanie - skrótu myślowego użyłem, może odrobinę niefortunnego :P
-
:)
-
Tak sie troche ostatnio zastanawialem nad tym, co decyduje o tym,ze ktos jest z kims ... i doszedlem do tego, ze nie wiem czego tak jest :D. To chyba jednak temat niemozliwy do rozpracowania. Jak to mowia-albo kogos spotkasz albo nie.
-
Ludzie podobni przyciągają podobnych sobie i nie ma tutaj przypadków. To prawie cała tajemnica.
-
Dodałbym, że to podobieństwo się tyczy samych intencji czyli krótko mówiąc - przyciągamy sobie takich ludzi, których intencje współgrają z naszymi.
-
Kiedyś w jakiejś książce, nie pamiętam jakiej, przeczytałam, że ludzie czasami wchodzą w związki na zasadzie uzupełniania braku czegoś w sobie. Stają się wtedy atrakcyjni dla nas ludzie którzy mają tę brakującą nam cechę, której pragniemy czy potrzebujemy.Tacy ludzie są ze sobą przez chwile uczą się od siebie czegoś i kiedy już nauczą się, nasycą tym czego potrzebowali ( to się dzieje też na poziomie ciał subtelnych) to przestają być dla siebie atrakcyjni i związek się rozpada. Potem tworzą następny związek na tej samej zasadzie itd. Takie związki nie muszą trwać bardzo krótko mogą trwać kilka lub kilkanaście lat, no ale nie są na całe życie. Ale gdyby nad sobą popracowali sami uzupełnili to czego im brakuje to nie miałoby miejsca. Wtedy stworzyliby związek oparty na czymś zupełnie innym z kimś innym. Wydaje mi się, że wielu ludzi tworzy takie właśnie związki.
-
Problem tylko polega na tym, że osoby z silnymi brakami (np. miłości), nie są w stanie przyciągnąć do związku partnera/ki pełnej miłości (chyba, że jakiegoś misjonarza przepełnionego „miłością”). Im się tylko wydaje, że druga osoba ma to, czego im tak bardzo brakuje. Często to działa w taki sposób, że na początku jest wielkie bum, bo w końcu mają to, czego tak bardzo pragnęli, ale im dłużej są ze sobą, tym rodzi się coraz większa frustracja, niezadowolenie i poczucie zawiedzenia (bo nie dostają to czego najbardziej potrzebują), a tak naprawdę to brak miłości w sobie daje regularnie znać o sobie i sieje spustoszenie nawet tam, gdzie jest potencjalna harmonia. Faktycznie jedyne wyjście to uzdrowić braki w sobie, wtedy o wiele łatwiej jest przyciągnąć partnera/ke również pełną miłości, która tylko wzmocni to, co już sami mamy. I wtedy jest bardzo przyjemnie.
-
Jak uzdrowić te braki w sobie? Chyba już nie mam pomysłów...
-
uwolnić, brak to też uczucie i można je uwolnić tak jak inne emocje, złość czy strach
-
StArfire
jakie braki ? ;)
-
,,Problem tylko polega na tym, że osoby z silnymi brakami (np. miłości), nie są w stanie przyciągnąć do związku partnera/ki pełnej miłości (chyba, że jakiegoś misjonarza przepełnionego „miłością”). Im się tylko wydaje, że druga osoba ma to, czego im tak bardzo brakuje. Często to działa w taki sposób, że na początku jest wielkie bum, bo w końcu mają to, czego tak bardzo pragnęli, ale im dłużej są ze sobą, tym rodzi się coraz większa frustracja, niezadowolenie i poczucie zawiedzenia (bo nie dostają to czego najbardziej potrzebują), a tak naprawdę to brak miłości w sobie daje regularnie znać o sobie i sieje spustoszenie nawet tam, gdzie jest potencjalna harmonia. Faktycznie jedyne wyjście to uzdrowić braki w sobie, wtedy o wiele łatwiej jest przyciągnąć partnera/ke również pełną miłości, która tylko wzmocni to, co już sami mamy. I wtedy jest bardzo przyjemnie."
Tylko skad sie bierze taki brak milosci do siebie? I czy to dziala tak, ze taka osoba ciagle ma do siebie jakies zarzuty, ciagle narzeka i dlatego rozwala te harmonie w zwiazku?
-
Życie jest doskonałym organizmem i zawsze nam tak zagospodaruje nasze pole, żeby podstawić pod nos, to co jest niezałatwione a trzeba to zrobić. Nie mamy na coś akceptacji, to nieustająco o tym braku będzie przypominało życie codzienne podstawiając odpowiednie okoliczności i postaci (wchodzące w służbę karmiczną) żeby dać nam możliwość uporządkowania tego braku raz na zawsze. Czyli tyle ile czasu czegoś nie chcemy zobaczyć, tyle czasu to będzie obok nas stało :)
-
A jesli nie akceptujemy swiata wlasciwie w jego wszystkich przejawach? Co wtedy?
-
no to wtedy masz poczucie, że świat Ciebie nie akceptuje i stoisz z boku ...
-
I jakie jest z tego wyjscie skoro w sobie nie znajdujemy checi akceptacji bo absolutnie nie pokrywa sie to z tym, co nosimy w sobie w sensie tego, ze mamy inny program i chcecie zycia inaczej niz to, co nas otacza?
-
Trzeba zdjąć pierwsze emocje z tym zwiazane, a później wyjdą następne :) a później coś dalej wyjdzie .. itd
-
Ja narazie doszedlem do tego, ze pod emocjami nieakceptacji kryje sie ktos, kto w ogole nie rozumie swiata i regul nim rzadzacych. I co dalej?
-
w sumie to wazne kto..
a jakie emocje się wiążą z tym kimś i z tym czego nie rozumie?
złość, smutek, żal..?
-
No ja czyli dusza....jest duzo niezrozumienia i leku przed tym swiatem, ona oczekiwala ze bedzie tu lekko, bedzie przyjaznie, ze bedzie panowal pokoj a czas bedzie spedzalo kreatywnie w oparciu o to, czego ona potrzebuje rozwijac w sobie, w opraciu o talenty. Napotkala calkowicie cos innego i stad jej niechec, zmeczenie, poczucie wyobcowania. W miare wzrastania w ludzkim ciele pojawila sie lek i strach przez niezrozumieniem i zlym traktowaniem, zlosc na niemoznosc znalezenia samorealizacji oraz smutek za tym, co opuscila i czego tu znalezc nie moze.
-
a jaką metodą uwalniasz? Nie znam się na wszystkich metodach, mogę pomóc tak jak ja potrafię.. czyli EFT, a nie wiem, czy wiesz jak się to stosuje...
-
Czytalem o EFT...afirmacje na mnie nie dzialaja, w ps mam poczucie ze w nie nie wierze. Modlitwy juz bardziej ale musze je czuc i wiedziec od czego maja mnie uwolnic. I wreszcie nie wyborazam sobie funkcjonowania w tym swiecie wiec moze tu lezy problem.
-
No to najpierw spróbuj raz na sesji, żebyś wiedział o co chodzi mniej wiecej.. a zazwyczaj później, jak się poczuje spokój i kawałek uwolnienia .. to wiadomo jak samemu pracować ... W sumie EFT to chyba zawsze działa :D ale jak we wszystkim, trzeba być ze sobą szczerym i iść za tym co sie czuje .. Kombinowane umysłem raczej nie pomaga, bo tu już ego włącza swoje ochronki :)
-
„Tylko skad sie bierze taki brak milosci do siebie? I czy to dziala tak, ze taka osoba ciagle ma do siebie jakies zarzuty, ciagle narzeka i dlatego rozwala te harmonie w zwiazku?”
Nie wiem czy jest jakaś jedna przyczyna która dotyczy wszystkich : ). Mogę tylko mówić za siebie, że u mnie taką pierwotną przyczyną było całkowite zamknięcie serca prawie zaraz po zejściu na ziemie. Potem wszelkie wyobrażenia jakie nabrałam na temat miłości, różne doświadczenia, obecne dzieciństwo, DDA, to już były tylko skutki które jednocześnie pogłębiały moje zamknięcie i utwierdzały mnie w nim. I tak sobie żyłam z zamkniętym sercem setki czy nawet tysiące wcieleń, a uzdrowienie tego w tym zajęło mi kilka lat bardzo intensywnej pracy nad sobą. Tak więc z perspektywy czasu uważam, że warto było się parę lat „przemęczyć”, mimo że nie zawsze było łatwo : ). Tym bardziej, że efekt przerósł moje oczekiwania. Teraz wiem z doświadczenia , że gdy miłość sobie płynie swobodnie przez serce, ciało i dominuje w energiach, to również dominuje w życiu i niezwykle wzmacnia wszystkie pozytywne kreacje, nie tylko w związkach partnerskich.
-
Jedna rzecz np. na ktora ciagle sie napataczam jak pilka o mur jest kwestia tego, ze ciagle nie moge sie wyrwac z kregu osob (nawet tych zajmujacych sie duchowoscia), ktore niesutannie przypominaja mi o tym, ze sens czlowieka polega na pracy...i tylko pracy, jakby inne rzeczy nie mialy juz zadnego sensu. Ze dzis ludzie maja wygorowane wymagania, ze chca ciagle i ciagle wiecej, ze niezadawalaja sie z tego co sie ma (jakby wczesniej ludzie o niczym nie marzyli). Czyli wyglada na to, ze mam cieszyc sie minimalna krajowa, dzialka i serialami TV. A skoro np. moja dusza chce zaznawac wielu przyjemnosci, nie harowac od rana do wieczora w robocie itp.? W ogole to jakos sporo spotykam wokol siebie osob o taim dziwnym nastawieniu ze jak duchowosc...to rezygnacja z materii, ze takie pragnienia to prosto z Zachodu gdzie sama zgnilizna, ludzie tylko zachcianki maja... Dla mnie to porazka.
W ogole jak wracam pamiecia do czasow dziecinstwa, to przypominam sobie cos takiego, ze jako dziecko mialem takie wewnetrzne pragnienie ogladania wszystkiego, zycia na zasadzie doswiadczania ale nie wchodzenia w cos na zawsze, w jedno, ale takie jakby hipisowanie przez cale zycie. Chyba stad biora sie u mnie trudnosci z zajeciem sie czyms w formie obowiazku na dluzej bo czuje ze to zniewala ta moja czesc Ja, ktore chce ciagle gdzies podrozowac etc. I co smieszne-kiedys w ogole nie czulem sie z tym zle, ale w miare jak wrastalem w spoleczenstwo to dalem sobie narzucic, ze skoro tak mam, to jestem nieodpowiedzialny, ze oldewam innych, ze tak zyja tylko pasozyty spoleczne. I teraz sie tak wlasnie czuje a potrzeba wciaz jest niezrealizowana. Chcialbym znalezc sposob na to, aby moc jednoczesnie tak zyc i nie musiec pracowac gdzies dlugo czy w ogole nawet miec skad srodki na takie zycie a prace traktowac hobbystycznie, na sposob zeby nie hamowala mnie przed niczym co chce zrobic w danej chwili.
-
Kinga
A na czym polegało to zamkniecie serca zaraz po zejsciu w materię?
Czym to było spowodowane?
Dziś mi na serduchu wywala właśnie. W temacie związków i milosci do siebie:)
Zauważyłam, ze zwykle dochodze do jakiegoś momentu, gdzie wydaje mi się, ze jest fajnie i bedzie już tylko lepiej. A zaraz potem jak już zdążę się ucieszyć, zaraz to trace. COś na zasadzie: spełnione szczęsliwe zycie, zwiazek, praca itd jest nie dla mnie.
Czuję, że chodzi także o materię, choć pewnie nie tylko.
-
może tym że tutaj było cieżko, źle, topornie, jak pamiętam że zamykałem się na wysze uczucia, żeby przetrzymać, te niższe emocje, ciało bolało, ciepriało, krwawiło, trzeba było się zamykać znieczulać, dla mnie to był szok po zejści w materie. Nie wiedziałem co robić, wszystko było takie cieżkie, toporne nie było tu miejsca na lekkie uczucia, miłość czy boga.
-
lukaszlm
No ale to już było Twoje prywatne ciałko tak? Takie po urodzeniu?
Ja z takich czasów niedlugo po zejściu pamiętam siebie na jakiś pustkowiach, zapadł mrok. A ja czułam się całkiem lekko i naiwnie-niewinnie( dla mojej pś) i zaczynałam czuć strach. Bo nagle poczułam samotność, tzn brak Boga, zawsze był, swoją jakby obecnością, a tu nagle już nie. Nie bałam się niczego konkretnie, ale lęk już się czaił z powodu tej pustki i samotności.
Zastanawiam się, czy to była już ziemia, bo krajobraz wyglądał dziwnie i mam wrażenie, że było więcej księżyców. Ale już byłam w ciele z tego co kojarzę.
-
no miałem już ciało, a zszedłem na ziemię doszyć szybko no i krajobraz by się zgadzał.
Ja najbardziej odczułem brak 'lekkości', strasznie cierpiałem bo tutaj wszystko takie ciezkie było, a ja tęskniłem za tą lekkością, subtelnością, bogiem.
Chociaż się za to nie zabierałem to jakoś powoli mi się to uzdrawiło przy okazji, teraz już patrzę na materię na duchowość jak na jedno zmiksowany plan na którym teraz sobie jestem.
-
Lukaszlm
Ja coraz bardziej tak patrze na materię, choć niestety łapię się na tym, że nie do konca jeszcze.
Ciekawe jest to, że jak już zostalismy splodzeniu, urodzeni i jako dzieci chowalismy sie w materii to byl to nadal taki szok.
W sumie mozna by odreagować pierwsze wcielenie w materii, pierwszy poród itd.
-
Laka,
<A na czym polegało to zamkniecie serca zaraz po zejsciu w materię?
Czym to było spowodowane?>
Nie jestem pewna, ale czuję że to było spowodowane jakimś dużym szokiem i też mi się coś kojarzy, że zalążek tej intencji stworzył się jeszcze wcześniej, może gdzieś w astralu, czy jeszcze w aniołkowie?
-
Na pewno zaczęło się to wcześniej, bo żeby się wpakować w takie bagno, to trzeba było już wcześniej mieć dość spore ciągoty ku niefajnym opcjom.
Jak się pojawiły galarety i zaczęły swoje nastawienie przeciw Bogu, to wiele aniołków od tego Boga (czyli miłości) zaczęły się powoli odsuwać, a coraz bardziej interesować tym wszystkim co Bogiem nie jest - mentalem, astralem i dalej. I to właśnie było sedno indywidualizacji - interesowanie się, doświadczanie, odkrywanie tego wszystkiego co istniało po za Bogiem. No, a że stało to w sprzeczności z doświadczaniem Boga - trzeba było wybierać. I im bardziej taki aniołek wybierał te wszystkie różnorodne, kolorowe, emocjonujące rzeczy, tym bardziej musiał rezygnować z miłości, ze swoich czystych, naturalnych wibracji. To wszystko w gruncie rzeczy było stopniowym procesem zaniżania swoich wibracji i sięgania coraz głębiej - sprawdzania jak daleko można się oddalić od Boga.
Zejście w materię przez opętanie i idący za tym upadek świadomości były po prostu kolejnym krokiem w tym całym procesie - dość dużym i poważnym, ale to wciąż tylko kolejny krok. Wiele aniołków sięgało i sięga jeszcze bliżej dna. Zamykanie serca na miłość trwało więc już przed upadkiem, w trakcie, a także po - tak długo aż dany aniołek nie stwierdził (szczerze), że ma dość i chce z powrotem do Boga.
Sednem uwolnienia się od tego całego syfu, od tej całej indywidualizacji jest uświadomienie sobie, że dało się nabrać galaretom i tak naprawdę Bóg jest najlepszym możliwym wyborem, a wszystko to co istnieje w sprzeczności z Nim jest po prostu niegodne uwagi, nieciekawe, niekorzystne i niepotrzebne.
-
Do mnie dziś dotarło, że ja nie chciałam Boga słuchać i nadal nie chce, bo wiem lepiej co jest dla mnie dobre i co da mi szczęście;)
To mi zaczęło mocno walić jak poznałam mojego P. Odpaliło mi się na maxa. Dobrze, ze już miałam pooczyszczane dużo z DDA i intencji wobec siebie, tez destrukcyjnych i autodestrukcyjnych, bo mogłoby być naprawdę kiepsko i bardzo ciężko:) Byśmy umocnili się wzajemnie w tym i w buncie przeciwko Boskości.
Przeafirmuję sobie chyba ten temat. Bo tak to Bóg sobie, a ja sobie;)
To własnie jest jeszcze z klimatów indywidualizacji i galaret.
Dla mojej pś atrakcyjne są aniołki, które emanują anielskimi wibracjami, ale są zbuntowane i upadają. Zastanawiałam się dlaczego dla mnie to takie atrakcyjne połączenie anielskość+ mrok. Ja już widzę, że udawany. Przecież nie zamierzam się z nimi bawić, ani też ich wyciągać. To jednak z jakiegoś powodu taki kontrast mnie kręci.
Co ciekawe moje pś uważa brak świadomości, wiedzy i naiwność za ....niewinność.
-
Lacconia:
Temat znany i częstokroć przerabiany ;) Kontrast oznaczał 'dużą rozpiętość egzystencjonalną' - innymi słowy - jestem tak skomplikowany, wyrafinowany i co tam jeszcze, że umiem ogarnąć w sobie całość istnienia, tak świetny i inteligenty, że mogę w sobie ogarnąć nawet zwalczające się przeciwieństwa ;) No i nie muszę z niczego rezygnować na rzecz rozwoju, nie jestem mdły i nijaki jak reszta rozwijająych się, zawsze mogę wrócić do tego, co 'ciekawe' :P
"Ciekawe jest to, że jak już zostalismy splodzeniu, urodzeni i jako dzieci chowalismy sie w materii to byl to nadal taki szok.
W sumie mozna by odreagować pierwsze wcielenie w materii, pierwszy poród itd."
Ano, szok 'na maxa' :( Czy można do tego dotrzeć poprzez metody typu WHH?
-
Laka,
może musisz jeszcze mieć ten kontrast na horyzoncie, aby nie być ograniczona do samej miłości, jest takie złudzienie że nawet jeśli chce się miłości, to pozostawia się ten kontrast gdzieś niedaleko jakieś takie niebieskie intencje, aby na wszelki wypadek w każdej chwili mieć wybór. Taki dziwne poczucie że ten wybór między miłością a syfem dalej ci złudzenie wolności. Czyli wybieram miłość, ale tak nie do końca, żeby jeszcze gdzieś tam widzieć że jest nie-miłość, taki poczucie że jest wolność bo jest wybór ciągły.
StArfire,
whh to nie do regresi w poprzednie wcielenia.
-
Chyba macie rację. To tak może być " na wszelki wypadek" bo pś nie chce poddać się jeszcze w pełni miłości.
Złudzenie wolności...trafne bardzo.
Dzięki:-)
-
Myśl dnia - zdrowy związek tworzy się z intencją dzielenia się z drugą osobą tym co się ma, a nie z intencją dostawania tego czego się nie ma. :)
-
Ludzie mają dużo oczekiwań od związku. Wg mnie niektóre oczekiwania od związku są ok: współpraca, życzliwość, wsparcie itp. Ale od związku, a nie od konkretnej osoby:)
No i najpierw trzeba to sobie w pewnym sensie samemu dać, czyli pozwolić sobie na doświadczanie tego.
-
Clint
Cudowne to co napisałeś jako myśl dnia! :-)
Laka
Z Tobą też się zgadzam.
-
Dojrzałość w związku to dawanie miłości, odkrywanie w sobie tego czego się do tej pory nie dostrzegało. Przyjmowanie też jest super, ale bezcenne jest doświadczanie własnego bogactwa, którym można się podzielić.
-
Samo doświadczanie własnego bogactwa, którym można się dzielić, nie wystarcza, kiedy druga osoba jest na to zamknięta i tak naprawdę niewiele chce od nas przyjąć. Zatem jestem za stwierdzeniem, że dojrzałość w związku i dobry, dojrzały związek charakteryzuje się tym, że jest obopólny przepływ w obie strony i wzajemna otwartość na siebie - siebie samych i partnera.
-
No właśnie, musi być przepływ:) Bo tak to nie ma taki związek w ogóle sensu.
Np jak się chcemy z kimś bawić, to druga osoba też musi chcieć się bawić i to jeszcze z nami;)
-
No tak, zgadzam się. w Sytuacji gdy druga strona nic nie chce, nie będzie możliwości aby dawać coś od siebie :)
-
Tak sobie siedziałem spokojnie i w pewnym momencie zauważyłem dobrze mi znane odczucie pewnych braków, których sam nie potrafiłem sobie zapełnić (głównie braki w bliskości) i oczekiwanie kiedy wreszcie pojawi się ta partnerka, która zrobi to za mnie. I niespodziewanie przyszło olśniewające uświadomienie "zaraz, zaraz - czemu ja się tak upieram przy wersji, że to ktoś mi ma te braki uzupełnić, a ja nie jestem w stanie?"
I wtedy uświadomiłem sobie, że po tych wszystkich upadkach i zaniżeniu samooceny ubzdurałem sobie, że zarówno ja, jak i moja miłość i inne cechy są gorsze od innych ludzi i ich miłości. Uznałem, że moja miłość jest niewiele warta, dlatego nie będzie w stanie mi dać szczęścia, dlatego musiałem szukać tej "lepszej" miłości u innych ludzi. Z takimi wyobrażeniami jednak czułem się niegodny, aby tą miłość dostawać, bo co ja miałem im dać w zamian? Stwierdziłem, że przecież nikt mi gówna na cukierki nie wymieni, więc kombinowałem z wymuszaniem przez różne presje i gierki(patrzajcie jaka ze mnie ofiara - przytulcie ofiarę!) lub też poddawałem się i spadałem do klasztoru.
Różnie to bywało, ale generalnie wszystko się kręciło wokół niedoceniania siebie i tego co się ma. Był też chyba lęk przed sprawdzeniem czy naprawdę ta moja miłość jest taka zła, ponieważ gdyby się okazało że rzeczywiście tak jest, to moje istnienie już na zawsze by straciło sens i musiałbym spędzić wieczność ze świadomością że jestem jakiś gorszy czy wybrakowany - taka wizja skutecznie odwlekała moment przekonania się, jak to rzeczywiście jest.
Ostatnio mi wszystko pokazuje, że jest najwyższy czas, aby poczynić kolejne, większe kroki związane z samooceną. Z beznadziejnie niskiej dotarłem do niesamowicie przeciętnej i jakoś przestało mi to wystarczać - pora na ponadprzeciętne poczucie własnej wartości, świadomość Boskich możliwości i otrzymywanie łatwiej i więcej tego co dobre w porównaniu do szarych mas.
A takie opory miałem przed przerabianiem medytacji na mamusie. :D
-
Clint
:) Inspirujący dla mnie wpis. Ostatnio zaczelam czuc takie braki w sobie, moze sie przydać.
-
Clint!
W locie bo w locie ale jakimś zbiegiem okoliczności przeczytałam co napisałeś i aż się zarejestrowałam żeby powiedzieć
o rety! Identyczny etap mam. (chyba od jakichś 10 lat haha i uuuu:()
Gratuluje twoich postępów i jasności myśli , z pewnością powiodą cię tam gdzie trzeba :) ku szczesciu
-
Zrobiłem sobie medytacje i modlitwę w temacie związku, co się przerodziło w całkiem owocną sesję regresingu. Pomijając zbędne szczegóły z ciekawszych motywów wyszło kilka rzeczy.
Pierwsza rzecz to było niemal transowe zaniżanie sobie samooceny na bazie chrześcijańskich obciążeń. Uwierzyłem, że im gorsze mniemanie o sobie mam (chrześcijańska pokora) tym bardziej Bóg mnie kocha. Nie wychodziło, więc stwierdzałem że widocznie wciąż mam zbyt wysokie mniemanie o sobie. Wytworzyła się więc we mnie mega zachłanność na chapanie takich "pokornych" wyobrażeń z całego otoczenia i zaślepiający trans dążenia do samego dna samooceny. Mechanizm ten przeniósł się też na związki. Wierzyłem, że im większą ofiarą jestem, im mniej wartościowy się czuje - tym bardziej będę kochany przez partnerkę.
Za tym tak naprawdę kryła się potrzeba testowania miłości - sprawdzenia czy ona jest rzeczywiście bezwarunkowa. Dość szybko "odkryłem" że jednak jest warunkowa na podstawie tego, że jej nie czułem po swoim ostrym zaniżeniu wibracji. Do doprowadziło mnie do wcielenia w którym głosiłem pełne frustracji, cynizmu i złośliwości przekonania na temat miłości, co się dość mocno zakodowało w pś i zniechęcało mnie do niej. Ta potrzeba testowania to oczywiście była na bazie nieufności wkodowanej przez galarety.
Pojawiło się też dość dużo złości, żalu i pretensji do mojej mamy i siostry z powodu tego, że jako jedyne bliskie mi kobiety traktowały mnie tak źle, zamiast okazać mi czułość, ciepło czy miłość. Lęki przed wchodzeniem w kolejne bliskie relacje i oczekiwania, że te same scenariusze się powtórzą przeszły, gdy przyszło uświadomienie że przecież te relacje z moją siostrą i mamą nie miały nic wspólnego z bliskością. Nie ma więc co się bać bliskości z tego powodu, bo to przecież żadna bliskość nie była! :)
-
Dzisiaj miałem krótki dalszy ciąg i spadł mi niezły ciężar z pleców czy tam barków, gdy uświadomiłem sobie coś, czego bardzo nie chciałem zobaczyć - to, że pragnę aby mnie WSZYSCY pokochali, bo rzekomo tylko wtedy będę w pełni bezpieczny na tym świecie i nie zostanę znienacka oszukany i zmanipulowany tak jak wtedy, gdy zostałem urządzony przez galarety.
Najstraszniejsze było w tym wszystkim, że stwierdziłem że siebie się nie muszę bać, więc mogę zdobywać tą miłość całego świata kosztem miłości do siebie. Mogłem całkowicie rezygnować z siebie i swoich potrzeb, dawać się upokarzać, robić sobie najgorsze świństwa - byleby tylko zasłużyć na cudzą miłość. Już nawet nie zwracałem uwagi na to, że w ten sposób spotykały mnie jeszcze gorsze rzeczy, niż to czego się bałem - no ale tutaj ja dyktowałem warunki gry, więc miałem złudne poczucie kontroli nad całą sytuacją.
Heh, zdecydowanie nie doceniałem korzyści wynikających z miłości do siebie, w tym jej ochronnej mocy.
-
Hmmm, rzeczywiście do tej pory miałem jakieś takie wewnętrzne przekonanie, że bycie w związku będzie jednoznaczne w większym bądź mniejszym stopniu z rezygnacją z siebie - tak jakby to był element, który musi się pojawić. A biorąc pod uwagę ile mnie wysiłku i nieraz ogromnego bólu kosztowało przywracanie siebie prawdziwego przez ostatnie 3 lata - moja pś nie wyobrażała sobie, żebym miał tworzyć związek, który mi to wszystko rozwali i w efekcie końcowym musiałbym przechodzić przez ten koszmar jeszcze raz.
Czasami mnie zadziwia to, ile moja pś ma solidnych powodów, aby NIE tworzyć związku partnerskiego. Jakbym zebrał do kupy wszystkie, które odkryłem przez te 3 lata to mógłbym spokojnie napisać całą książkę pt "Dlaczego lepiej jest być singlem" :P
-
Clint:
Obracasz o 180 stopni ;) Związki oryginalnie służą do wyrażania siebie, wzrastania w sobie. Wszystko, co nie służy temu celowi/nie daje takich efektów to jakaś dziwna imitacja.
-
Wow, to ja mogę być w związku nie tylko akceptowany taki, jaki jestem (pś właśnie podpowiedziała, że chyba miałem na myśli tolerowanie, a nie akceptację :P), ale także mogę wykorzystywać związek do wyrażania siebie, takim jakim jestem? Uderzyło mnie to podejście prosto w twarz - nigdy nie myślałem o związkach od tej strony. Zawsze patrzałem tylko od strony wzajemnego zaspokajania swoich potrzeb i traktowałem to jako nadrzędną funkcję związku.
Ciekawa różnica - nie chodzi o wyrażenie siebie pomimo bycia w związku, ale wyrażenie siebie poprzez bycie w związku. Dziękuje za tego duchowego mindfucka :D
-
StArfire :)
" jakaś dziwna imitacja" związku
Genialne określenie! ;))))
-
Ciekawa różnica - nie chodzi o wyrażenie siebie pomimo bycia w związku, ale wyrażenie siebie poprzez bycie w związku. Dziękuje za tego duchowego mindfucka :D
Mindfucks are my specialty ;))
Szafirek:
:-)
-
A propos braków, może zainspiruje Was mój nowy artykuł pt Syndrom wiecznego braku :) http://www.czysteswiatlo.com/artykuly/14/syndrom-wiecznego-braku
-
fajny:)
jak się zacząłem wypełniać spełnieniem to się pojawił lęk przed utratą ... braku i tego, co z niego wynika;p
-
ciekawe co z niego wynika ;)))
Mnie największą trudność sprawiało "przyzwyczajenie" się do stanu świadomości wszechspełniającej, w której naturalną rzeczą jest m.in. spełnienie WSZYSTKICH najpiękniejszych marzeń - tych małych i tych większych, bez lęków, czy rezygnacji z czegokolwiek. Teraz pracuję nad tym kontekście zasługiwania :)).
-
Kinga
Świetny artykuł i dla mnie bardzo na czasie - ostatnio mi nieśmiało przebijała się świadomość, że trzeba popracować całościowo nad poczuciem, że jest się ukochanym dzieckiem Boga, które dostaje zawsze wszystko co najlepsze, ale dopiero po przeczytaniu Twojego artykułu mi się wiele przejaśniło :)
btw. Masz jakieś ciekawe materiały do pracy w temacie? Jakieś dekrety czy też medytacje do polecenia?
-
Clint, troszkę więcej będzie o tym w kolejnym artykule - już wkrótce :).
To co mnie najbardziej pomogło/pomaga to kontemplacja spełnienia i nieustanna praca nad poczuciem zasługiwania (od kilku miesięcy nad tym pracuję i opłacało się czasem "zęby zacisnąć" ;), bo efekty już przerosły moje oczekiwania). No i skoro mówisz u ukochanym dziecku Boga, to jest taka właśnie medytacja Leszka o tym tytule :)).
-
Kinga jesteś super
-
Kinga
Zasługiwanie mówisz... tak, chyba też będę musiał na to nieco więcej czasu poświęcić. Pojawia się może ten aspekt w tych medytacjach Leszka?
Co do kontemplacji spełnienia - o dziwo zacząłem to robić, gdy mi temat wywalał - na logikę chciałem kontemplować dostatek, ale intuicja podpowiadała, że spełnienie przyniesie lepsze efekty. Pierwszego dnia było mi tak dobrze, że spędziłem przy tym pół godziny - siedziałbym dłużej, ale mi ręka zesztywniała (kontemplacja cech na czakrze podstawy bywa niełatwa :D). Szkoda że porzuciłem to po trzech dniach - będę musiał do tego wrócić.
Z kolei jeśli chodzi o potrzebę bycia kochanym przez wszystkich to mi dalej mieli w umyśle temat - w nocy mi się śniła szkoła podstawowa, gdzie pojawiali się wymieszani ludzie ze wszystkich szkół do jakich chodziłem, a ja zabiegałem o ich uwagę - nawet miałem pojedynek z nauczycielem na udawanie odgłosów różnych zwierząt, aby zrobić wrażenie na wszystkich :D
Zrozumiałem też że te ogromne ilości białoastralnych obciążeń - wszelkie misje, wyrzeczenia, ascezy - to wszystko było po to, aby w końcu zostać pokochanym. Chwytałem się wszelkich teorii - tego, że na miłość trzeba zasłużyć odpowiednimi uczynkami, to że trzeba odpokutować dawne grzechy czy też nawet oświecić całą ludzkość, aby stała się kochającą jednością. Wszystko to było jedynie rozpaczliwą pogonią za miłością. Przy okazji już wiem dlaczego UBA tak bardzo lubią nawijać ogromne ilości bzdur o miłości - jakoś muszą zapełniać tą pustkę w swoich sercach tymi złudnymi, ładnie opakowanymi cukierkami.
A wszystko to wynikało z braku świadomości, że miłość to taki zabawny, niczym nieuwarunkowany twór, który po prostu jest. I żeby jej doświadczać nie trzeba spełniać absolutnie żadnych warunków - wystarczy się po prostu do niej dostroić. Tylko tyle i aż tyle. Obojętnie kim się nie było, czego się nie robiło, jak głęboko się nie upadło - wystarczy jedynie podwyższać swoje wibracje aż do "złapania sygnału", a dalej to już wiadomo co i jak. To jest tak banalnie proste, że aż się w głowie nie mieści jak niestworzone rzeczy człowiek wymyślał i jak bardzo kombinował, aby tą miłość zdobyć.
-
<A wszystko to wynikało z braku świadomości, że miłość to taki zabawny, niczym nieuwarunkowany twór, który po prostu jest. I żeby jej doświadczać nie trzeba spełniać absolutnie żadnych warunków - wystarczy się po prostu do niej dostroić. Tylko tyle i aż tyle. Obojętnie kim się nie było, czego się nie robiło, jak głęboko się nie upadło - wystarczy jedynie podwyższać swoje wibracje aż do "złapania sygnału">
Fajnie to ująłeś :)))
<Zasługiwanie mówisz... tak, chyba też będę musiał na to nieco więcej czasu poświęcić. Pojawia się może ten aspekt w tych medytacjach Leszka?>
Z tego co pamiętam pojawia :). Powiem Ci, że mnie się jeszcze do niedawna wydawało, że ja temat zasługiwania mam całkiem dobrze przerobiony (bo od dawna czuję, że mi się całkiem przyjemnie i dobrze żyje), póki nie zaczęłam kontemplować go po parę godzin dziennie, teraz po kilku miesiącach i różnicy jaką widzę, stwierdzam, że to była kropla w morzu ;)). Dodałam jeszcze teraz oczyszczanie intencji do mojego Najwyższego Dobra :).
-
Było kiedyś w tym wątku.... więc wracając do silnego przepływu energii między dwoma osobami - bardzo możliwe, że to przepływ energii tantrycznej - czy z tym da się coś zrobić?;)
Bo co gdy nie chcemy tego odczuwać? A to przecież samo się załącza. Robiąc zamieszanie;)
Nie chcemy z różnych powodów: np ta druga osoba źle to odbiera, wręcz może jako swego rodzaju atak, naruszenie jej granic, bo nie wie co się dzieje i wręcz unika mnie potem.
Albo gdy jest w związku z kimś innym - to tak trochę jednak niezręcznie;) itd
A gdy się widzimy to prędzej czy później znów płynie.
Czy zdarzało się to komuś z Was także na odległość? Po kontakcie mailowym z tą osobą np?
-
maja:
To bardzo proste, blokujesz się całkowicie i żaden przepływ Ci więcej nie 'przeszkadza' ;))
PS. W tym względzie odległości czasoprzestrzenne nie są tak istotne jak te wewnątrz-psychiczne.
-
StaArfire:
Czyżby moje pytanie było aż tak naiwne?;P A śmiej się, śmiej:) Ale ja mam tego akurat teraz dość, zaczyna naprawdę być dla mnie problemem i miesza.
-
Maja
Jeśli to jest męczące i uporczywe to zapewne uaktywniają się między wami jakieś obciążenia karmiczne - może jakieś kodowania, może jakaś seksualna relacja z przeszłości. Raczej na pewno nie będzie to przepływ zdrowej energii seksualnej czy tantrycznej.
Warto się modlić o oczyszczenie intencji i uzdrowienie tej relacji.
-
A ja mam pytanie, czy ktos przerabiał w związkach problem "stawiania wymagań" i z czym wogóle się wiąże jak ktos ma kłopoty ze stawianiem wymagań innym i sobie, więc również żle reaguje na wymagania. O co tu chodzi ?
-
Karina
najprawdopodobniej o braki z dzieciństwa. Pojawia się też u DDA. W skrocie niepewny rodzic zmienia zdanie lub tym samym zdaniem potwierdza zarowno tezę jak i antytezę. W efekcie dziecko nie wie, czy to co czuje jest prawdziwe. Poczytaj Bradshawa-on tam dużo mówi
-
Iustitia
Ta osoba mówi, ze przeszła gruntowną terapię dda, przez wiele lat. No nic ale dzięki, poczytam Bradshawa.:)
-
Maju:
Bynajmniej się nie śmieje :) Po prostu też tak miałam, ale pś tak się wystraszyła, że przez kilka lat skutecznie przyciągała sobie wydarzenia, aby takie rzeczy skutecznie poblokować...
Clint:
Może to być wynikiem kodowań, ale nie koniecznie. Generalnie to naturalna konsekwencja otwartości i wysokiej harmonii, nie wiem, dlaczego od razu podczepiać to pod kodowania :/ Wszystko zależy od tego, jak czysto się ma w temacie.
-
Karina, mi sie taki model kojarzy wstępnie z niską samooceną, z oporem przez spontanicznością, harmonią, przed zmianami, i uświadomieniem sobie Swoich problemów. Wymagania stawia też władca, nauczyciel
Chyba ze sa to oczekiwania:)
Oczekiwania są ok jeśli nie ma powyrzszych. To dobrze gdy wie się czego się chce. Natomiast nie można oczekiwać ze dana osoba to spełni.
-
Olga,
tak chodziło mi o oczekiwania, ale czasem również to są wymagania, np. gdy pracujesz na stanowisku kierowniczym. Zresztą juz się powoli wyjaśnia, osoba ta regularnie boi się wszelkich awansów i unika jak może wszelkich sytuacji, gdzie ma cos od innych oczekiwać czy wymagać. Powodem jest karma władcy, był dość często w różnych wcieleniach na świeczniku, jak również i zdarzało mu sie byc generałem i stawianie wymagań kojarzył z występowaniem przeciw ludziom, wysyłaniem ich na śmierć co spowodowało w nim olbrzymi długotrwały wewnetrzny konflikt, więc podjął decyzję dl świętego spokoju, że się wyprze wszelkich oczekiwań. ale karma się niestety dobija, duży i głęboki temat, będziemy go warstwa po warstwie jakoś uzdrawiać.:)
-
Clint
Jak na kodowania (też to założyłam) to jednak za bardzo niewymuszone i oczyszczające z brudów, gdy płynie.
Męczący jest nie sam przepływ, a brak wzajemności. Gościu zamknięty, ucieka aż się kurzy:) a ja sobie cierpię. Jemu ten przepływ zupełnie nie na rękę, nie pasuje mu do jego wizji życia.
A że między nami kontakt jest ciężki, i w ogóle czasem wszystko się układa na nie, więc mam go dosyć. I ok. Ale potem gdy to popłynie to nagle wszystko zmienia, dlatego głupieję.
Karmicznie na pewno nie jest czysto. Więc dlaczego to w ogóle płynie?...Nie ogarniam.
StArfire
Wybacz;) w ogóle nie wiem dlaczego, ale wzięłam Cię za lekko kpiącego...faceta;D
Mi nie przeszkadzało, gdybyś się śmiała, ważne było to co napisałaś w PS.
Też się blokuję, i to jak. Ja w ogóle jestem jedną wielką blokadą:) I czasem w jego obecności wszystko, jakieś nawet małe szczegóły, idzie na nie, i mam coraz mniej okazji by sie z nim widywać.
Powinnam się cieszyć;) spokój.
Tyle, że się nie cieszę, bo tym bardziej , skoro to działa również na odległość, i to nie zważając na moje blokady i wzorce, no to coś jest bardzo na rzeczy. I wiem że jak go zobaczę znów zadziała. I gorzej: będę tęsknić do tego.
Czuję się tym troche zniewolona...Otwartości nie ma, czysto w temacie nie mam ani ja ani on...harmonia?...
-
No właśnie dlatego piszę, że to nie jest przepływ zdrowej energii, bo takowa płynie między ludźmi, którzy obustronnie są na nią otwarci. A nawet jak jedna strona nie będzie otwarta, a popłynie czysta miłość to się po prostu to szybko skończy, a nie będzie takich sytuacji jak tutaj opisana. Czyste energie się nie narzucają nikomu.
Karmicznie na pewno nie jest czysto. Więc dlaczego to w ogóle płynie?
Odpowiedź masz w pierwszym zdaniu - Twoja podświadomość podsyła mu jakieś energie, które czemuś mają służyć np. seksualnemu zachęceniu go do siebie.
-
maja
Chyba możemy sobie podać rączki, bo aktualnie coś mocno podobnego przerabiam ;) Póki co nie mogę Cię pocieszyć- emocje nie znikną wraz z urwaniem kontaktu, trzeba je po prostu przepracować. Ja się z tym męczę ponad miesiąc czasu, ale jakieś efekty już mam, powoli, ale idę do przodu. Trochę się też modlę o oczyszczenie i uwolnienie mnie od wszelkich powiązań karmicznych i innych z tą osobą.
-
Clint
Zgadzam się z Tobą. Nie będzie takich sytuacji;) Więc widocznie jednak jakaś otwartość na siebie wzajemnie musiała być.
Czemu sądzisz, że to ja coś wysyłam?;)
To nie są jedynie seksualne energie. One są ważne, ale pojawiają się jako efekt tego co wcześniej, tego przepływu, wymiany energii między nami w ogóle. Wydaje mi się (zawsze jest margines błędu), że żadne z nas drugiego seksualnie nie wabi.
Indra
:)
Nie zmartwiłaś mnie, u mnie to trwa już parę lat;) I powiem Ci, że myślałam, już kilka razy, że sobie poradziłam, uwolniłam, coś puściło (zwłaszcza uzależnienie czy prowokowanie do odrzucenia) Tylko co z tego? Potem go spotykam za rok czy pół i..płynie...i odnawia się.
Sam przepływ lubię (choć czasem z początku bywa nieprzyjemnie, wywala). Ale to przyciąganie...nie wiem co z tym robić, wkurza mnie;)
-
maja
Parę lat....? No to teraz poczułam się lekko zbita z tropu;) Współczuję Ci, naprawdę:* Ja mam szczerą nadzieję, że wkrótce się uwolnię całkowicie, kilku lat w tym moim zapętleniu nie zniosłabym na pewno. No way!
Domyślam się, ze wielu metod już próbowałaś na oczyszczenie tego, nie wiem zatem, co Ci poradzić, żeby to puścić wreszcie. Pewnie pomogłoby uzdrowienie wewnętrznego dziecka i może jakiś zabieg na rozcinanie więzów karmicznych.
-
Indra
U mnie tak idzie, jak w innym, żółwim wymiarze;)
Spokojnie, Ciebie odbieram jako dużo bardziej "dynamiczną energetycznie", nie ma takich zastojów i trzymania jak u mnie, poradzisz sobie dużo szybciej.
-
I nie musisz nic radzić;)
Pytam, bo a nuż się dowiem czegoś, czy (z tego poziomu na którym jestem) coś w ogóle mogę zrobić z tym całym spontanicznym przepływem;) albo ktoś coś napisze co mi coś rozjaśni.
Dziękuję Wam za odzew.
-
Maju:
Miałam bardzo podobną sytuację, no i koniec końców wyszło, że gość był kodowaną połówką*. Przeszło dopiero jak sobie zdałam sprawę, że ma mnie w okolicy odbytnicy i wcale nie jest najbardziej harmonijną osobą. Przy okazji rozwaliło skutecznie na kilka najbliższych lat, jeszcze zbieram swoje kawałki po wybuchu ;]
*kodowaną nie kodowaną, pierwotną czy nie, walić to bo żadnej realnej harmonii tam nie było. A ta tęsknota to wiecznie niespełniona nadzieja, że ta harmonia w końcu zaistnieje.
-
ano właśnie, w grę może wchodzić kodowanie/inicjacja lub on naprawdę jest pierwotnym połówkiem- ktoś kompetentny musiałby to zwahać.
Maja
Serio mam nadzieję, że u mnie oczyszczanie pójdzie szybko, ale może rzeczywiście mam trochę dynamiki w energii, może to moje rzyganie emocjami jednak pomaga :D Wczoraj też sobie rzygnęłam- poszedł arkusik RW i morze łez ;> Również podejrzewam, że ta moja sprawa ma związek z inicjacją w połowki, zapewne z czasów egipskich, ale to tylko na czuja mówię. Kiedyś już mialam coś podobnego na tapecie, ale wtedy poradziłam sobie bez porównania szybciej i łatwiej. Myślałąm, że teraz też tak będzie, że w tydzień pozamiatam sprawę- aha, taki chuj!
Wybaczcie słownictwo ;)
-
Jak odróżnić czy osoba jest połówką kodowaną czy tzw pierwotną? Tak po swoich odczuciach, samemu? Da się jakoś jakoś? Czy to indywidualne?
StArfire, Indra, dzięki:)
Oczywiście, skoro poruszyłam ten temat, to miałam taki tydzień, że ledwo miałam czas tu zajrzeć;)
*kodowaną czy nie...;)
A mi się wydaje, że mimo tego samego efektu końcowego - że ta osoba już z nami nie harmonizuje - to jednak jest chyba duża różnica czy połówka jest kodowana czy pierwotna. I w odczuwaniu i w uwalnianiu tego.
No ale to mi się tak tylko wydaje, na wyczucie.
Ja właśnie nie potrafię, jak dotąd, zdać sobie sprawy, że może mieć mnie gdzieś.
Jakbym nie umiała w to uwierzyć, nie była w stanie, na dłużej.
-
Maja
Tylko ,że kodowane połówki miały same intencje ,aby je kodowano ,albo je innym osobom ,ponieważ nie wierzyły w miłość ,z jednej strony był pociąg owych kodowanych partnerów ,ale one nie wiedziały jak zatrzymać przy sobie partnera ,więc uwierzyły ,że zakodowanie da im poczucie bezpieczeństwa na wieczność ,zwykle przy spotkaniu takiej połówki takie kody się odnawiają i wszystko co dotyczy danej osoby ,cała receptura .
-
Monika Korbut
Rozumiem, że same chciały:)
Ale chyba jest różnica w samym przepływie energii między połówkami kodowanymi a pierwotnymi?
Między kodowanymi jest on chyba właśnie bardziej "wymuszony"? Czy nie? (bo kodowano istoty jednak jakoś dla siebie harmonijne)
-
Maja
jest przeważnie przymus bycia z dana osobą ,ale zwykle w następnym wcieleniu (po zakodowaniu) do głosu dochodzą blokady na sercu ,czakramie splotu słonecznego i podbrzusza , odnawia się presja na sercu i wszystko to co było zakodowane ,
Dawno temu niektórzy byli zmuszani do wyjścia za kogoś za mąż ,za osobę ,która totalnie im nie pasowała ,taka wola zostaje upośledzona przez istoty ,które im to narzuciły.
Ale wracając do połówek ,połówką boską ja nazywam harmonią ,nic dodać nic ująć,jeśli chodzi o połówkę kodowaną ,pojawia się niechęć do miłości ,bo przecież wkodowano coś ,co miłością nie było i odnawia się presja na woli ,można czuć niemoc ,czasem długa droga do uwolnienia ,bo podświadomość się przyzwyczaja.
-
Monika
Dzięki za Twoją odpowiedź.
-
Maja ,nie wiem czy pan Leszek Żądło o tym nie opisuje w swoich artykułach
Tu kobieta pokazuje na wykresach jak to jest z kodowanymi połówkami
http://picasaweb.google.com/109690416517086099205/Wykresy?gsessionid=eZ8R2-4H5sJv4zM1uWRTUA
http://duchowa.pl/mb/artt4.php
-
Może jeszcze inaczej spytam:
Czy między połówkami kodowanymi również istnieje powiązanie na poziomie "duchowym", tzn na poziomie Wyższego Ja?
Bo między pierwotnymi jest. A kodowane chyba go nie mają?
Monika
Też trafiłam na te wykresy;) Czytam sobie i artykuły, i wątek o połówkach.
Pomyśleć, że temat"połówek" kiedyś mnie mocno śmieszył...taki wydumany;)...
-
Dotarło do mnie, że na zdrowej drodze duchowej szukając związku trzeba się w końcu zdecydować na to by tworzyć związek z jedną osobą. W ostatnich dniach doświadczyłem intymności, duchowego połączenia z kimś, ale kiedy zaczynałem nawet przez internet rozmawiać z kimś i pojawiły się uczucia, dostroiłem się do tej osoby i cała zbudowana intymność z tą pierwszą została zburzona, a przecież tylko rozmawiałem. Nawet kiedy nie dokonuje się zdrady czy jakichś zaniedbań, subtelne ciała energetyczne potrzebują na moje oko kilka minut, a te niższe, astralne i mentalne nawet kilka-kilkanaście-kilkadziesiąt godzin żeby ponownie się dostroić.
Zauważyłem że mam taki wzorzec z wcieleń prostytutki, dostrajania się aurą do kogokolwiek kto mi się podoba. Czuję jak wielka wolność jest związana ze zrezygnowaniem z tego i jak pojawia się za tym możliwość stworzenia prawdziwego spełnionego związku. A relacje z innymi też na tym korzystają, co wcześniej wydawało mi się trudne do zrozumienia i trzymało mnie w tych wzorcach.
To duża strata energii na to dostrajanie się i przestrajanie się, dlatego teraz chcę sobie znaleźć idealnie ze mną harmonizującą partnerkę która będzie tu i teraz ze mną i będzie dla mnie bezwzględnym numerem 1.
-
Seba, thumbs up za spostrzeżenia :)
-
Chciałbym móc oddać słowami jak cudownie mi jest, jak bardzo rzeczywistość przerosła moje najśmielsze oczekiwania, jak wyjątkowo wspaniały związek mam. Tyle lat pisałem o tym, jak mi smutno i źle, jak bardzo sfrustrowany jestem czekaniem, więc dla odmiany chciałbym się od czasu do czasu podzielić czymś fajnym, a nie tak kompletnie znikać, szczególnie że dostałem od forumowiczów nieraz tyle wsparcia i ciepła :)
Minęły ponad 3 miesiące (woah, to niesamowite jak szybko ten czas przeleciał i jak duuuuuuużo się działo) od kiedy poznałem moją ukochaną i wbrew temu co się mówi, że po takim czasie powinien opadać entuzjazm czy coś tam - jest wręcz przeciwnie. Początek związku mimo swojej cudowności był okresem wciąż i wciąż narastających wywałek, z którymi mimo że sobie na bieżąco całkiem sprawnie radziliśmy - w pewnym momencie zaczęło się to robić nieco męczące i przytłaczające. Szczególnie, że większość problemów tyczyła się tak naprawdę lęków przed odrzuceniem czy inną utratą - oboje czuliśmy że mamy coś niezwykle wyjątkowego i tak bardzo chcieliśmy być z sobą, że z tego powodu uruchamiało się mnóstwo lęków w stylu "a co jeśli w przyszłości nie wyjdzie bo coś tam". No i generalnie omawialiśmy mnóstwo różnych problemów zaczynając od poważnych i realnych (np. dotyczących planów na przyszłość), aż po totalnie naciągane, abstrakcyjne i śmieszne wręcz (najlepszym przykładem i hitem stały się wątpliwości odnośnie tego czy nie rozdzieli nas ewentualna chęć posiadania konia :D).
W pewnym momencie ciągłe, wielogodzinne rozmowy dotyczące coraz bardziej wymyślnych i nieistniejących tak naprawdę problemów stały się na tyle męczące, że coś w nas pękło, uświadomiliśmy sobie głupotę takiego podejścia i po prostu skupiliśmy się na tym, jak bardzo się kochamy i jak cudowny związek mamy. Od tamtego momentu jest tak niesamowicie cudownie, przyjemnie, błogo i miłośnie, że nie mam jak oddać tego słowami :)
Wiem, że broniłem się nieco przed przyjęciem do świadomości burzowych okresów, ale i tak cieszę się, że miałem nastawienie jakie miałem - gdybym się jeszcze wcześniej nastawiał na to, że takie rzeczy będą się dziać, to nie wiem czy by mi to ułatwiło sprawę. A tak to po prostu adaptowałem się do zmieniającej sytuacji i robiłem to co uważałem za słuszne na dany moment. Teraz też nie chce analizować co będzie w przyszłości i nawet nie czuje takiej potrzeby. Cieszę się tym co jest, a jest tak wspaniale, że nie chce przegapić ani skrawka wybiegając niepotrzebnie na przód :)
W międzyczasie cały czas się dowiadujemy jak wiele wspólnego ze sobą mamy. Mnie to ciągle zaskakuje jak bardzo do siebie pasujemy, ja nawet nie wiedziałem, że to jest możliwe w aż takim stopniu. Ponadto co rusz wychodzą jakieś zabawne szczegóły, które dają wrażenie jakbyśmy od dawna byli sobie "przeznaczeni", może już nawet zdecydowali się na to przy wcielaniu się.
No i w ogóle jak bardzo magicznie jest w porównaniu do tego co sobie wyobrażałem na temat związków. Myślałem, że ok - związek jak związek - po prostu będzie ktoś w moim życiu, z kim będę spędzał ileś tam czasu, kto będzie dla mnie w jakimś tam stopniu ważny, z kim będę się wymieniał miłością i innymi fajnymi rzeczami, itd. Po prostu taka zwyczajna przyjacielska relacja, tylko głębsza i bardziej rozbudowana, bardziej intymna. A tu się okazało, że to jest zupełnie inna bajka, to jest coś co zaczęło stanowić jeden z głównych fundamentów mojego życia i całkowicie wywróciło je do góry nogami. Wszystko mi się zmienia, dosłownie wszystko i to jest cudowne, bo to są zmiany tylko na lepsze.
Mam wrażenie, że nawet mój rozwój wszedł na zupełnie nowy poziom, szczególnie że tak bliski związek z kimś tak bardzo harmonijnym nie dość, że z ogromną siłą wyciąga ze mnie to co najlepsze, to jeszcze sprawia że wszelkie brudy zaczynają być tak bardzo oczywiste, więc ciężko dalej udawać przed sobą, że ich nie ma, co jest cudowne. Jeszcze nigdy nie miałem możliwości widzieć tak wyraźnie w sobie i na zewnątrz, co jest zgodne z miłością, a co nie. Wiele rzeczy stało się niezwykle oczywistymi sprawami, gdzie wszystko jest widoczne jak na dłoni.
No i ogólnie jestem szczęśliwy, bo dostaje nie tylko wszystko to, czego chciałem od związku, ale także dużo, dużo więcej. Zupełnie niczego mi nie brakuje, nawet na siłę nie potrafię wymyślić niczego takiego (no po za wspólnym mieszkaniem, ale pracujemy nad tym i to tylko kwestia czasu). Nie tylko zaspokajane sobie wszystkie moje podstawowe potrzeby związkowe, ale także te dodatkowe bajery, o których myślałem że fajnie by było je mieć, ale nie są konieczne. No i do tego dochodzą jeszcze cudowne niespodzianki, kwestie o których sam nawet wcześniej nie pomyślałem, a które jednak dobrze mieć.
Naprawdę czuję się jakby spotkało mnie coś niemożliwego :D
-
Clint :D Cuda mogą być chlebem powszednim, jak się na nie otworzy :))
W swojej istocie świat jest prosty i doskonały, tylko nasz umysł potrafi go na tyle skomplikować, aby nie dostrzegać wszechobecnego bogactwa, miłości i piękna (wiem, że górnolotnie to brzmi, ale przy akompaniamencie ptaków i budzącej się wiosny jaknajbardziej prawdziwie :))
-
Clintuś
Cudnie się czyta takie wyznania - tak ma być!!!!
-
ale mega fajnie coś takiego czytać :)) Clint, cieszę sie Twoją radością, pisz tutaj, jak się ta miłość i radość przejawia, takie posty są bardzo odświeżające :)
A z tym koniem to faktycznie najlepsze, uśmiałam się :D
-
Clint z całego serca gratuluję, Panie Lwie Partnerski :) związek jest istotną częścią Twojego planu na wcielenie
-
Dzięki :)
związek jest istotną częścią Twojego planu na wcielenie
Myślę, że jedną z najważniejszych, jeśli nie nawet najważniejszą :P Dla mnie to zawsze był temat numer jeden, to była nawet główna motywacja do rozwoju, do tego żeby w końcu coś ze sobą zrobić. Teraz, kiedy moje największe marzenie się realizuje - mogę się skupić na cieszeniu się nim i pielęgnacji go oraz zabieraniu się za kolejne, już mniej dla mnie istotne kwestie (choć oczywiście też ważne).
-
Clint, jak pięknie ! :)
Piszesz tak, że się to miło czyta . Sprawia to dużą przyjemność. Miła jest zarówno treść tego, o czym piszesz, jak i sposób w jaki to przekazujesz.
Taki sposób przekazu - tzw "lekkie pióro", to duża sztuka !
A może byś tak napisał jakąś książkę ?
Np na temat związków ? :))
-
Clint :D Cuda mogą być chlebem powszednim, jak się na nie otworzy :))
W swojej istocie świat jest prosty i doskonały, tylko nasz umysł potrafi go na tyle skomplikować, aby nie dostrzegać wszechobecnego bogactwa, miłości i piękna (wiem, że górnolotnie to brzmi, ale przy akompaniamencie ptaków i budzącej się wiosny jak najbardziej prawdziwie :))
Energia fali wznoszącej:)
-
Marylka
Myślę, że kiedyś jakąś książkę napiszę, bo lubię pisać i chciałbym kiedyś coś wydać. Nie wiem czy to będzie akurat na temat związków, ale być może - ale akurat taki tytuł to bym napisał w dalszej przyszłości jak już, bo nie wiem czy miałbym dość materiału na teraz :P
-
Prosty sposób na cuda - Daniela Czarska
http://www.youtube.com/watch?v=opKMFlt8aco
ciekawe
-
Cześć
Czy stworzenie związku w życiu jest potrzebne lub niezbędne ?
Wiem że może się przydac, może być przyjemniej i fajniej w życiu ale czy to potrzebne do pełnego życia ?
-
Tylko Ty możesz sobie odpowiedzieć na to pytanie :)
-
^^ No i wszystko jasne
-
A ja bym zaryzykowała stwierdzenie (prawie w temacie ;)), że tylko jeśli odpada potrzeba związku naprawdę można ten związek stworzyć (nie na zasadzie uzupełniania braków w sobie) Czyli paradoksalnie dostajesz coś, jak już nie odczuwasz palącej potrzeby i parcia. No ale to tylko zenowe dygresje szalonego mistrza :D
-
Niestety muszę Ci obalić tą teorię własnym przykładem, bo mi się nie udało do samego końca odpuścić i na kilka dni przed poznaniem ukochanej miotałem się jak dziki zwierz :P
Choć muszę przyznać, że tak się składa że właśnie partnerka znalazła mnie na luzie bardzo krótko po tym, jak sobie odpuściła ciśnienie.
Więc ogólnie to jest ważna rzecz, ale też nie uniemożliwiająca nic.
No i chciałbym podkreślić, że dla osób z taką karmą jak moja, czyli takich dla których związek był bardzo ważny, a jednocześnie bardzo długo nie udawało mi się nic stworzyć - próby odpuszczenia sobie potrzeby związku mogą się skończyć jedynie nerwicą. W takich przypadkach większy nacisk powinienem być kładziony na to, że mogę, że istnieje taka możliwość, że jest to dla mnie, itd.
Zmarnowałem mnóstwo wcieleń na próbach uwolnienia się od tego przywiązania i tylko nabawiłem się nieprzyjemnych konsekwencji. Dopiero w tym życiu jak poszedłem po całości na to, że stworzę ten związek za wszelką cenę robiąc wszystko, co tylko będzie konieczne do tego(co zawierało niezbędny element oczyszczania intencji) - to się w końcu udało.
Po tych wszystkich wcieleniach okazało, że się zamiast szukać drogi na skróty - wystarczyło sobie szczerze obrać cel i do niego cierpliwie dążyć, tak po prostu.
-
Clint
Tobie się udało to i mi się uda.
-
No pewnie, na luzie :D
-
Clint
"No i chciałbym podkreślić, że dla osób z taką karmą jak moja, czyli takich dla których związek był bardzo ważny, a jednocześnie bardzo długo nie udawało mi się nic stworzyć - próby odpuszczenia sobie potrzeby związku mogą się skończyć jedynie nerwicą. W takich przypadkach większy nacisk powinienem być kładziony na to, że mogę, że istnieje taka możliwość, że jest to dla mnie, itd." - dobra uwaga. Ja mam chyba bardzo podobną karmę i fajnie, że to napisałeś
-
Ja też mam podobnie:) dzięki Clint za Twego posta :)
-
Clint: :))
Ja mam podobną karmę, i srsly nabardziej podziałało odpuszczenie :)) Jak się odpuści nie trzeba chwytać wiatru do wiadra :D
-
Każdy jest inny, więc trzeba zawsze podejść do tematu indywidualnie. U mnie to mogło nie działać głównie dlatego, że jako mnich, ksiądz, asceta, itd. bardzo dużo odcinałem się od ludzi i związków i generalnie bardzo dużo czasu poświęcałem na te pseuduchowe akcje pokroju uwolnienie od przywiązania czy rozpuszczanie ego. A robiłem to tak intensywnie, że generalnie moja pś za bardzo nie wiedziała nawet o co chodzi z tymi związkami, bo w świecie materialnym za bardzo tego nie doświadczyła.
No i wszelkie próby odpuszczenia sobie bardzo mocno mi się kojarzyły z tymi wszystkimi durnymi praktykami, więc mnie szlag trafiał na samą myśl. Z kolei właśnie zwiększanie swojej samooceny związkowej i uzdrawianie poszczególnych aspektów, które mnie blokowały sprawiały że stopniowo ciśnienie opadało, bo i m bardziej czułem że mogę, tym mniej mnie miotało.
-
No właśnie, u każdego jednak jakoś jest inaczej, każdy ma swoją karmę. U mnie nawet w horoskopie widać, że sferę partnerstwa mam bardzo trudną, ciężka karma i takie tam bajery. Nawet nie wiem, jak mam to oczyszczać ; )
Ale fajnie Clint, że piszesz, czyjś pozytywny przyklad zawsze troche radości daje, na szczęscie potrafię cieszyć sie radością innych :)))
-
Indra, zechciałabyś moze opisać aspekty swojego horoskopu ?
troche zajmuje się astro i ostatnio dośc dużo czasu poswiecam tej sferze akurat..
z tego co zauważyłem to najbardziej problemowe są cięzkie aspekty miedzy wenus-ksiezycem i plutonem, prawie u wszystkich sie zgadza.
-
Ja dokładnie nie pamiętam, bo sama się nie znam, ale mam w horoskopie jakiś duży półkrzyz , który mówi o trudnosciach. I chyba tez gdzies saturna i plutona, ale głowy nie daję ;) jesli jesteś ciekaw mogę Ci podać moje dane urodzeniowe na priv.
-
Clint :))
-
Clint ,
Sorry za ten podwójny post .
Ale może tak miało być ?
Znaczy że wspieram ? :))
-
Indra, ok, zerkne.
-
poszło :)
-
Clint, właśnie poczytałam sobie info nt Przedwiecznych, ( dzieki linkowi, który Leszek zamieścił) a wśród nich twoje posty. A wśród nich takie perełki jak :
"Miłość po prostu jest. Kto chce - ten korzysta" ( 26.07.2011), i cały post z 18.08. 2011.
Jeżeli wydaje ci się , że to, co tam napisałeś jest dla wszystkich oczywiste - to ci się tylko tak wydaje :)))
Z tego można by stworzyć piękny artykuł ! Ku pożytkowi ogółu :) I coby w jednym miejscu było.
Well ?
-
z tego co zauważyłem to najbardziej problemowe są cięzkie aspekty miedzy wenus-ksiezycem i plutonem, prawie u wszystkich sie zgadza.
Zły,
Czy zerknąłbyś też u mnie, czy coś takiego mam? Jakbyś był zainteresowany, podam na priv datę urodzenia. :)
-
Marylka
Dla mnie to jest tylko jedna z wielu rzeczy, które kiedyś tam pisałem jak były dla mnie aktualne pod względem układania się w głowie i ważne w jakiś sposób. Teraz mi się nawet nie chce wracać do tego. Co do zdania "Miłość po prostu jest. Kto chce - ten korzysta", to jeśli to nie jest oczywiste to warto sobie przemedytować temat - na pewno przyniesie to lepsze efekty niż najlepszy nawet artykuł :)
-
Marylka
To jest oczywiste, kiedy się używa właściwej definicji miłości :)
-
Leszku, przypomnij ją proszę, again :)
Wiem, że mimo że masz temat wielokrotnie przemedytowany, chce ci się i potrafisz wrócić do niego, bo . . . może komuś - tutaj i nie tylko - pomoże :))
-
Poczuj w sercu.
Jeśli poczujesz miłe i przyjemne uczucie, to znaczy, że doświadczasz miłości.
Kiedy się do niej przyzwyczaisz, okaże się, że ona całkowicie wypiera emocje. Kiedy więc czujesz miłośc, nie jesteś zdolna jednocześnie odczuwać zazdrości, złosci, nienawiści, podejrzliwosci i innych paskudztw emocjonalnych, w których lubują się osoby "skomplikowane", z "bogatym wnetrzem".
-
Leszek - Dziękuję .
Dziękujemy :)
-
"osoby skomplikowane z bogatym wnętrzem " - często pseudoartyści :))
A propos sztuki / piękna .
Gdzieś napisałeś coś co do mnie trafiło z prędkością światła :
"PIĘKNO jest SYNONIMEM MIŁOŚCI.
Koncentruj się na PIĘKNIE - odczucia są te same :)
To ważne dla osób chcących urzeczywistnić w sobie MIŁOŚĆ, ale mających w podświadomości negatywne skojarzenia związane z MIŁOŚCIĄ."
I dalej :
"Po odkryciu przez ciebie Miłości - nic już nie będzie takie samo. Wszystko będzie piękniejsze, wspanialsze,mądrzejsze. A ty sam zbliżysz się do spełnienia".
-
Fajny wyklad o twin flames, 3 czesci (ang) http://youtu.be/b8o_1Sc0p8M
-
O, fajnie. Obejrzę sobie :)
-
troche glosny podklad muzyczny jest (ale za to Clint Mansell :) najlepiej chyba na sluchawkach odpalic
-
Podoba mi się podkład i sama intonacja i brzmienie gościa. He sounds so so seriously;)) wysluchalem 1 część i wróciło mi coś co czułem przez ostatnie miesiące a jakoś ostatnio zgasło. Odetchne parę razy i wyslucham reszty.
-
Zgadzam się z tym że kreacja związku powinna iść od góry i zaczynać się od poczucia własnych energii przyczynowyxh. Kilka miesięcy temu zapoczatkowalem taki proces ale pogubilem się w tym co wywalalo. Teraz jestem gotów go kontynuować.
-
[..] kreacja związku powinna iść od góry i zaczynać się od poczucia własnych energii przyczynowyxh [...]
w sumie wszystko powinno isc od gory, cala praca z soba, rozwoj; jak idzie od dolu to zazwyczaj jest to silowanie sie
-
Jakiś czas temu wydawało mi się że trudno jest stworzyć jakiś związek. Kiedy się odpuszcza determinację, okazuje się że tworzenie związków to najnaturalniejsza rzecz na świecie. Pobedziesz trochę w czyjejś aurze, , czując przy tym miłość do siebie, ta osoba Cię dotknie albo spojrzy, odwzajemni uczucie, i na drugi dzień już jest przyjemny ślad w aurze - zalążek związku. Bardzo łatwo przesiakac drugą osobą dlatego bardzo ważna jest wspolna droga życia i harmonia na wszystkich poziomach. Mam coraz klarowniejsza wizję takiego związku i widzę wyzsze plany duchowe i to co z nich wynika. A wygląda to często tak, że obiecujące z pozoru związki nie mają realnych podstaw z góry, i są skazane na szybkie rozwiązanie ( co nie znaczy że nie są cenne!) a te które wyglądają z wierzchu na niemożliwe, gdzie wszystkie znaki na Ziemię wskazują na to że nic z tego nie będzie, w Niebie mają swietlista autostradę. Wolę trzymać się świadomością nieba i pozwalać na to żeby ono się przelewalo w moje serce i poprzez to w rzeczywistość fizyczna. Coraz więcej rozumiem, i wiecie, uszczesliwia mnie ten fakt.
Prawdziwy związek pokrywa się z moimi wyobrażeniami o oswieceniu, głębszego oświecenia niż ten stan nie jestem w stanie dostrzec. Urzwczywistnienie czegoś takiego wiąże się z odpuszczaniem kolejnych bzdur i wysiłków. A prawda nie musi się reklamować i zawsze znajduje drogę do serca. Ona też przepala wszystkie intencje manipulowania nią i reklamowania. To trochę bolesny dla ego proces...
-
Dla mnie najbardziej kluczowe okazalo się przerobienie karmicznego tematu-ja calymi wcieleniami milość utożsamiałąm z jednym czlowiekiem i trójką naszych dzieci. To nie o to chodzi. Chetnych do okazywania milosci/majacych milosc jest znacznie wiecej. Tylko trzeba zrozumiec, ze otwarcie na milosc to dopuszczenie milosci od wszelkich otwartych na nia osob. I tu wiekszosc zwiazkow sie wyklada-bo jako partnera /po otwarciu na milosc/ traktuja pierwsza osobe, ktora okaze im milosc adekwatnej plci. A tymczasem zwiazki tworzy sie przy wspolnosci celow. To, ze ktos kocha nie oznacza jeszcze, ze jest partnerem do zwiazku.
-
To ma sens, ale tylko z pewnej perspektywy. Ja mimo że otwieram się na miłość od różnych ludzi, to wydaje mi się że zwiąZek którego pragnę jest czymś głębszym niż to. Jest to związane z poznaniem prawdy o sobie i kojarzy mi się ze spotkaniem w małej chatce zagubionej w jakichś nienazwanych górach wśród lasu, i panuje tam spokój i to jest coś czym nie ma potrzeby dzielić się ze światem.
Z drugiej strony przy moim zamilowaniu do mnogosci kontaktów z ludźmi zastanawiam się czy jest w moim życiu możliwe stworzenie trwałego związku. Na pewno jest to do pogodzenia
-
Sebastian
moim zdaniem różnica czy jak piszesz "glębszość" to tylko wybór sexu z tą osobą przy wybraniu monogamii. Reszta jest naprawdę ta sama.
-
Z poersperktywy chatki to kłania się przepracowanie, ze moj zwiazek jest bezpieczny i wspierany w swiecie i przez swiat. I naprawde nie ma sensu utozsamianie blogosci/delikatnosci/ciszy/spokoju etc tylko z jedna osoba
-
Mówimy o 2 różnych rzeczach
-
No, już okres totalnej euforii w związku minął i zaczęło mi wywalać, a to znaczy, że żyję ; ))
Generalnie wywala mi na to, że w sumie to naprawdę krótko ze sobą jestesmy bo ledwo ponad dwa tygodnie, a P. już bierze mnie kasę. No i wywalają mi wzorce społeczno-kulturowe na ten temat. Chyba nawet dość mocno to trzyma ;/
-
P. bierze od ciebie kasę? Czy bierze cię na kasę?
-
To pierwsze
-
Mam nadzieję że nie dajesz.
-
Indra
jeśli Wam Obojgu to nie przeszkadza to niech sobie inni gadają :D
-
Iustitia
no własnie o to chodzi, że mi przeszkadza, choć już mniej- wydaje mi się, że w dużej mierze ta złość u mnie szła po wzorcach i to była po prostu wywałka. Jakoś to próbuję uzdrawiać i już czuję większy luz. Zobaczymy, co dalej ; )))
-
Indra
jak to co dalej-->oczywiście ze to co najlepsze:)*
-
o, to mi się podoba- niech zadzieje się to, co Najlepsze :))) dzięki :*
-
Ostatnio w moim zyciu pojawiła się jedna kobieta. Tak mi wywaliło wszyściuteńko naraz że spałem może kilka godzin w ten weekend.
Budziłem się z ogromnym lękiem z którym sobie nie radziłem tymi metodami akceptacji i odczuwania emocji.
Dla mnie związki to abstrakcja na tą chwile a łączenie ich z rozwojem duchowym to już w ogóle kosmos.
-
A czego ten lęk dotyczył ?
Jej się bałeś ;))
Związku z nią czy w ogóle ?
-
Oj :))
Duuużo by pisać.
Masa rzeczy wyszła mi dotycząca dziedziny związku, do tego tak się złożyło że jeszcze całe dnie spędzałem poza domem, nie spałem u siebie co nigdy mi się niezdarza, poznałem dużo nowych ludzi co też było nowością. Nowością tak w ogóle to była tez ta dziewczyna bo nigdy niemiałem dziewczyny, nigdy tez nie współżyłem z kobietą. A całowałem się raz.
A tu tak nagle wszystko naraz.
Największy lęk to dotyczył chyba tego że brałem na siebie całą odpowiedzialność za tą kobiete i jej bezpieczeństwo którego sam całkowicie nie mam i jestem wylękniony, boje sie życia. Jej też się bałem bo okazało się że ma poważne problemy emocjonalne, pije i pali zielsko. Paskudną miała energie.
Nawet mi się niechciało jej bzykać ze strachu, napięcia i tego wszystkiego mimo to że taki jestem wyposzczony i się prosiła kilka razy żebym ją przeleciał.
Eh, to był trudny weekend ale bardzo dużo nauki moge z niego wyciągnąć. Dobrze sie stało.
-
Masz rację - dobrze sie stało :)
Zabrałeś się za temat - związki - i poooszło :))
Masz widocznie silną materializację zdarzeń. I błyskawiczną :)
A drugie zdanie od końca - pociecha z ciebie Doktorku ;)))
-
A tak w ogóle, to chyba Hydrozagadka napisała tutaj kiedyś na temat związków piękną myśl :
"Tworzenie związków miłości, w harmonii - bez kiczu i przesłodzenia, to jest wyzwanie ."
-
hahaha :) musiałem to napisać bo seks był bardzo ważną kwestią moich ostatnich wydarzeń
Też dużo mi się uświadomiło w tej dziedzinie. Do tej pory to sobie myślałem że co to nie ja. Jak się jakaś mi trafi to sobie pobzykam a potem normalnie wrócę do swoich zajęć.
Kompletnie nie zdawałem sobie sprawy jak to może wywrócić życie do góry nogami. I zobaczyłem że nie byłem gotowy tak po kilku godzinach znajomości wskoczyć do łóżka. Dużo lęku wyszło że się ośmiesze, że nie wiem co robić że jestem nie zdara w tym wieku.
Jak siedziałem w domu to nie zdawałem sobie sprawy że aż tak jestem na to nie przygotowany.
A nad związkami to ja W OGÓLE nie pracuje i niemiałem takiego zamiaru. Nawet w głowie mi taka myśl nie przeszła żeby brac się za ten temat skoro tyle mam do przerobienia z samooceną i lękami przed życiem.
Myśle że za dużo czytałem ostatnimi tygodniami damskie forum gdzie kobiety sobie gawędzą o swoich związkach i życiu seksualnym.
Fajnie tak było poczytać i zobaczyć od kuchni jak wyglądają z życia wzięte sytuacje w związkach.
No ale niespodziewałem się że sam przyciągne jakąś dziewczyne.
-
Ehh, nie wiem kiedy ja związki przerobie..
Mam tyle do ogarnięcia z samym sobą że chyba zaczne za 10 lat :(
-
Jak nie pracowałeś nad zwiazkami ? I w głowie ci myśl nie przeszła ?? :)))
Przecież tygodniami śledziłeś damskie forum na temat zwiazków i seksu ;))
Energia podąża za uwagą.
Na czym sie koncentrujesz to wzrasta .
HUNA
Well ?;))
-
No prawda prawda ale pracą bym tego nie nazwał :)
No i w życiu bym się niespodziewał że coś podobnego przyciągne tylko o tym czytając. Czytam również opowiadania o smokach i jakoś żadnego nie spotkałem do tej pory :)
-
U never know.
Wait and see ;))
-
Doktor-X
Pocieszę Cię - to co teraz robisz czyli samoocena, uzdrawianie dzieciństwa i tego typu rzeczy to jest właśnie pracą pod związki :) Przerób to porządnie, a najważniejsze będziesz miał zrobione :) Związek partnerski jest odbiciem związku ze sobą, więc jeśli będziesz miał świetną relację ze sobą i będziesz się kochał - będziesz miał niezbędne podstawy pod stworzenie fajnego, bliskiego związku :)
Ja szczerzę mówiąc nie pracowałem zbyt dużo bezpośrednio nad tematem związku - było co prawda trochę afirmacji na przyciągniecie kogoś czy medytacji na kreacje związku, ale to stanowiło małą część mojej pracy nad sobą. Zdecydowanie dominowała praca nad samooceną i poczuciem bezpieczeństwa - tworzeniem podstaw. Do wielu tematów, które wydawało mi się, że będę musiał jeszcze przerobić, nie zdążyłem dojść nawet. I to wystarczyło :)
-
Marylka
:)
Clint
To super :)) kurde, ja wierzyłem że to musi być ze sobą połączone. Jak uzdrawia się jedną rzecz to inne poboczne też się oczyszczają. Bardzo bardzo dobrze.
Też zauwazyłem (przypomniało mi się teraz ) że im niższa samoocena to tym bardziej człowiek się zakochuje.
-
Jeśli mógłbym jeszcze coś wtrącić :)
Ostatnio kiedy tu pisałem miałem trochę mętlik w głowie.
Ostatnio w ogóle żyje jak na fali, dosłownie
No dobra
No to przyciągłem do siebie jedną starszą dziewczyne ktorej się podobam fizycznie no i zauważam że wiele rzeczy nie jest tak jak być powinno.
Czuje się jak taki rycerzyk - dżentelmen. Daje kobiecie za duży szacunek, nigdy nie odmawiam nawet jeśli niemam ochoty czegoś dla niej zrobić. Nie odmawiam ze strachu tak jakby że zachowam się jak ham.
Nie moge tego za bardzo odróżnić, źle mi z tym. Czuje się za niewinny, za grzeczny, za wporządku.
Jaki tak naprawde powinienem być ?
Może jakieś afirmacje w temacie ? ( układam sobie dzisiaj dekret )
-
WYbieram siebie w relacjach z ..
-
Potrafię zachować trzeźwość i przytomność mojego umysłu w relacjach z .../myśląc o ....
Potrafię zachować jasność i przejrzystość mojego umysłu w relacjach z ...../myśląc o....
-
.. z kobietami.
Przyda się. Dziękuje.
Kinga
Dziękuje również :)
-
Ładne to:
http://www.youtube.com/watch?v=mbpLn8u3wA8
-
No, już okres totalnej euforii w związku minął i zaczęło mi wywalać, a to znaczy, że żyję ; ))
Generalnie wywala mi na to, że w sumie to naprawdę krótko ze sobą jestesmy bo ledwo ponad dwa tygodnie, a P. już bierze mnie kasę. No i wywalają mi wzorce społeczno-kulturowe na ten temat. Chyba nawet dość mocno to trzyma ;/
Nie wiem czy trafnie ale jak to czytałem to mi się nasunęła myśl ,że to może być związane z tym ,że chcesz dać więcej niż siebie ,bo sama Ty to za mało .Samoocena.
-
Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad rozkręceniem wątku nt. archetypów związków.
Muszę przyznać, że nigdzie, w żadnej kulturze, nie udało mi sie znaleźć archetypu szczęśliwego związku. Coś się obecnie pisze w poradnikach dla zwiazków, ale to mało.
Owszem,w hinduizmie jest wzorzec szczęśliwej rodziny ale tylko szczęśliwej dzięki dzieciom i sluzeniu męzczyźnie przez kobiete.
-
w hinduizmie jest związek Radhy i Kryszny
http://pl.wikipedia.org/wiki/Radha
-
mi troche przeszkadza słowo "związek". Związek to bycie związanym, czyli mniej więcej w jakims stopniu zniewolonym. Niedobrze.
Może lepiej powiedzieć o relacji, byciu razem?
Tak samo nie pasuje mi za bardzo słowo "połówka", oznaczające że do bycia całościa potrzebujemy tej drugiej osoby. Lepiej powiedziec o bliźniaczej duszy, bliźniaczym płomieniu lub harmonizującej duszy/aniele
-
A dla mnie, towarzysz podrórzy
Terminy połówki bliźniacze płomienie etc - heh..
-
Na razie jak na porodówce.
Wszyscy krzyczą, a nikt nic nie wie. :)
-
To chyba taki związek w którym para jest w raju i nie ma jeszcze jabłek.
-
Lol, Bubu
Dobre
-
Leszek,
Pytanie brzmi, w jakim kontekście ma być ten związek?
Kariery, dzieci, rozwoju duchowego?
I z jakiemu kręgowi kulturowemu ma służyć. Sto lat temu odpowiedź, nawet u nas, byłaby zupełnie inna:)
-
ontoja
dlaczego ja dopiero teraz przeczytałam tego Twojego posta do mnie z maja? w każdym razie dziękuję : )) z perspektywy czasu jak na to patrzę to uważam, że słusznie Ci się wydawało. temat samooceny nadal aktualny. Do tego jeszcze problemy z zaufaniem.
-
Przecież to proste jest. Nieważne czy nazwać to związkiem, czy wspólną drogą czy po prostu byciem razem. Nieważne co sądzą inni i jakie są ogólnie przyjęte archetypy związków. Chodzi o to, żeby tworzyć z drugą osobą coś, co jest zgodne z jej i naszymi prawdziwymi potrzebami, wypływającymi z serca, a nie z ego. Dla każdej pary będzie więc to coś innego, bo każdy człowiek jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Grunt to dobrać sobie kogoś, kto jest wyjątkowy w sposób harmonijnie współgrający z naszą wyjątkowością. I to jest już sprawa tylko tych dwóch osób jak będzie wyglądał twór, który będą razem tworzyć. To jest w porządku niezależnie od tego jakie by to nie było, bo każdy ma prawo przejawiać się w związkach w taki sposób, w jaki tylko marzy.
-
Clint
Masz w pełni rację. jednakże w pracy z klientami widzę całkowity brak dobrych przykładów, na których mogliby oprzeć swoją wizję związku. A ta, którą znają, jest zazwyczaj koszmarna.
-
świat był by taki piękny gdyby wystarczyło dać ludziom dobre przykłady :) jednak dla wielu atrakcyjne są złe przykłady :(
-
Leszek
No tak :P Ja co prawda też nie miałem dobrych przykładów, ale od początku miałem ogromną determinację do bycia spełnionym w tym konkretnym temacie, więc udało mi się jakoś wydobyć to co dobre ze swojego wnętrza, chociaż przyznam że też różne rozmowy z forumowiczami też dały mi do myślenia w kilku pomniejszych kwestiach. W sumie takie uświadomienie czego nie trzeba robić w związkach też może być dobrym kubłem zimnej wody, szczególnie jak się przesiąkło różnymi głupimi wyobrażeniami :P Z dobrymi przykładami to już dużo trudniej, bo raz że niektóre mogą się negatywnie kojarzyć z powodu różnych obciążeń, to jeszcze dla każdego co innego będzie dobre - są oczywiście takie uniwersalne wartości jak szacunek dla siebie, akceptacji dla swoich decyzji, itp ale to już dość oklepane kwestie, który każdy zna i które nie działają na wyobraźnie tak bardzo.
Najbardziej podziała jak Pan Zbigniew, będący fanem wspinaczek górskich usłyszy, że jego wymarzona partnerka może nie tylko akceptować jego pasję, ale wręcz ją podzielać czy wspierać go w tym. A przy okazji może być ładna, inteligentna i mieć świetne poczucie humoru. Z kolei Pan Roman by się nakręcił, gdyby mu przedstawić wizję spokojnej, lubiącej przesiadywać w domku i oczytanej kobiety.
Najlepiej jest powiedzieć po prostu "pomyśl o czym marzysz, co byś chciał mieć i robić z najbliższą Ci osobą", a potem dodać "możesz to mieć, a nawet więcej - bo ta osoba może być przy okazji kochana, czuła, wspaniała pod każdym względem. I ona może Cię kochać, wspierać, cudownie inspirować, towarzyszyć Ci w twojej drodze przez życie, traktować Cię jako kogoś bardzo ważnego dla niej, dzielić się z Tobą wszystkim co dobre, dawać Ci prawo do błędów, spędzać z Tobą wolny czas w taki sposób, że będziesz każdą wspólną chwilę wspominał jak najlepszy czas w życiu i wiele innych" :)
-
Leszek
no to wgląda, że trzeba by wziąć za przykłąd osoby mające spełnione trwałe połówkowe związki (najlepiej wysokoerdowe osoby z naszego kręgu) i nimi sie inspirować :-)
-
Leszku,
ważny temat poruszyłeś. Też widzę, że ludziom brakuje przykładów. I trochę przykre, że nie znajdują nawet jednego wśród swojej rodziny, czy znajomych. Przykłady z filmów są często nie wystarczające, bo mało rzeczywiste.
Czasem taki przykład sobie trzeba samemu stworzyć w własnej wyobraźni, a potem tylko wzmacniać i weryfikować go w medytacji :) Mnie pomogło :).
-
No ja tak robiłem za radą Kingi (z powodu mojej bardzo mocno samotniczej karmy brakowało mojej pś jakichkolwiek wyobrażeń na temat związków :D) i efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania, więc polecam metodę :D
btw Dziękuje Kiniuś!!!!!!!!!!!!!!!! (za wszystko!) :)
-
To mi się bardzo podoba :)
Ale na pewnym etapie uświadamiania sobie, że związek może byc czymś innym niż relacja rodziców i dziadków, to przyklady bywają bardzo potrzebne.
-
Clint, też się cieszę, że i tobie pomogło :)))
Tak, masz rację Leszku, takie przykłady obok - jak najbardziej potrzebne.
-
Dla mnie związek rodziców i dziadków nie był inspirujący za to pomógł mi regresing właśnie. Korzystając z regresingu mogłam przypomnieć sobie że miałam wiele bardzo spełnionych związków i czerpałam z tego mogąc wyciągnąć wnioski ze starych błędów. Dzięki regresingowi uwolniłam się też od syfu haremowego i kodów połówkowych które mi najbardziej napsuły. W sumie to przykład biorę sama z siebie, z przepracowanej karmy :)
Gdy to przepracowałam poznałam najlepszego mężczyznę na świecie i choć nadal nie mogę sobie ułożyć życia tak jak bym tego chciała w 100% to i tak wiem że już nie muszę szukać. Teraz bardziej mam problem w dużych zobowiązaniach finansowych i z tym pracuję bo mi to koliduje w ułożeniu sobie życia.
-
Wasze wypowiedzi zainspirowały mnie do pewnych przemyśleń. Zaczęłam się zastanawiać, czy jest jakaś recepta na szczęśliwy i trwały związek no i w myślach wymieniam: miłość, akceptacja, szacunek, ale WJa podpowiedziało mi coś jeszcze : ). To poczucie, że druga osoba jest kimś dla ciebie niezwykle wyjątkowym i świadomość, że Ty również jesteś kimś wyjątkowym dla tej osoby. Jeśli ta świadomość jest ugruntowana w sercu (a nie w głowie i nie jest skutkiem transu zakochania), wtedy dość łatwo na co dzień porozumiewać się przez serce, pomimo różnych nieporozumień, czy wywalanek, które wychodzą w trakcie trwania związku. Ta świadomość wzmacnia też pełne przejawienie Najwyższego Dobra w bliskości.
-
Kingo
DOKLADNIE
-
najważniejsze pytanie, na które trzeba sobie odpowiedzieć szczerze: Czy szanuję tę osobę (z którą jestem)?
nie da się być w związku z kimś, kogo się nie szanuje. prędzej czy później najsilniejsze jazdy znikną, romantyczne uczucie przychodzi i odchodzi falami, nie jest stałe... ale czy jest szacunek?
-
- mezczyzna jest jak sroda
- ?
- dzisiaj jest a jutro go nie ma
-
o tym , ze milosc jest jak..
http://www.youtube.com/watch?v=jFsjcr2nT2Y
-
Clint
Masz w pełni rację. jednakże w pracy z klientami widzę całkowity brak dobrych przykładów, na których mogliby oprzeć swoją wizję związku. A ta, którą znają, jest zazwyczaj koszmarna.
Niestety bywa koszmarna. A owoce takich związków widać po kilkudziesięciu latach, nerwice, choroby, alkoholizm. Jeśli czynniki działają na okrągło i wystarczająco długo to są takie efekty.
A wspaniałe, czy choćby pozytywne związki spotkałem. I zawsze mnie one fascynowały. Związki, w których po latach minęły już młodzieńcze zauroczenia, ale dalej jest wzajemne pragnienie bliskości, miłość i chęć życia razem.
-
Ja znam tylko jeden związek, który szczerze jest inspirujący dla mnie, osoby z poza forum. Skromni ludzie, starsi odemnie, z pięknymi sercami, chyba nawet nieświadomi tego, ile światła niosą sobą, i ze sobą, lub tez poprostu nieobnosza się ze swoim poziomem rozwoju, co podoba mi sie zawsze nadrzędnie
-
Po rozmowach z moją partnerką na temat szczęścia w związku mam następujące wnioski:
Każdy ma swój pogląd na relacje w związkach.
Jedni lubią jak kobieta sprząta, a facet gotuje inni odwrotnie.
Jeszcze inne kobiety spełnią się jak robią wszystkie domowe obowiązki, a mężczyzna zarabia w pracy dla feministek byłaby to udręka nie do zniesienia.
Mam wiele przykładów bogatych ludzi, którzy maja szczęśliwe związki pracując razem w jednej firmie rodzinnej dzieląc obowiązki domu i firmy tak jak lubią i oboje czują się ludźmi sukcesu spełnionymi zawodowo nie koniecznie nawet pracując w tym samym czasie w tym samym miejscu.
Dla mnie to kwestia umowy między partnerami, a więc dopasowania się już przed próbą tworzenia związku na zasadzie "docierania się" bo niemal wszyscy się "zacierają" i słychać tylko zgrzyt piachu w łożyskach ;)
Jedna znajoma (feministka z mazurskich wsi-kompleksy i wyzwolenie w mieście) ciągle torturowała mnie zmuszając do zmiany poglądów na związki i przy każdym rozpadzie powtarzała, że kobiety nie będą jak moja mama prowadziły domu jak dawniej.
Uważam, że to nie trudne znaleźć osoby pasujące do nas gdyby druga osoba nie marnowała naszego czasu grając kogoś innego lub kogoś kto by nam pasował, a gdy już czuje się pewniej wychodzi szydło z worka, a my musimy się zdobyć na trzeźwienie, "żałobę" i powrót do życia i poszukiwań.
Moja kobieta dodaje, że ważna jest harmonia i nie szkodzenie drugiej osobie czy to przez walkę czy rywalizację itp nieprzyjemności, które rzutują na relacje w związku nie tylko damsko-męskim.
-
w związkach partnerskich najważniejsza jest harmonia dusz : ) gdy się tak ludzie dobiorą i gdy o nią trochę się dba, wtedy nawet rozbieżne cele nie zniszczą takiego związku
-
Nie wierzę w to.
To teoria, która nie wytrzymała praktyki.
-
jeżeli dwóch ludzi harmonizuje i spotyka się w wyniku tego ze sobą a potem się rozchodzi wynika to z odnawiających się obciążeń itd. , i/albo stawiania odmiennych celów ponad taką harmonię, w tym sensie zgodzę się że często związki tego nie wytrzymują, ale to jest właśnie ten element w którym się tego nie docenia, ulega negatywnym wpływom albo gubi po drodze, czyli nie dba
-
może łatwiej jest to zrozumieć i zgodzić, gdy uświadomimy sobie że harmonia wibrująca w takich związkach wspiera wszelkie harmonijne cele, jakie by nie były, często zupełnie odmienne u obu partnerów, gdy mają np. rozwinięte inne zdolności i związane z tym zainteresowania, wtedy w takich związkach można zaobserwować np. wzajemne zrozumienie między partnerami dla odmiennych potrzeb, i wzajemne wspieranie się
a taki związek jest niszczony jedynie przez nieharmonijne cele i wpływy (zewnętrzne czy karmiczne) , zwłaszcza gdy bardziej je cenimy od harmonii ... bo gdy mniej to wtedy pojawiają się jedynie zaburzenia które można przezwyciężyć : )
-
Harmonia dusz brzmi bardzo ładnie, tak pastelowo. :-) A wspólnota celów, to taki zimny pragmatyzm, że niby skuteczność miarą prawdy, brrr, aż mnie przeszył dreszcz!
-
W książce o hunie Leszek pisał, że skutek, efekt jest miarą skuteczności praktyk więc dlaczego w miłości ma być wyjątek ?
Działa to jest dobre nie działa to .. dorabiamy teorie, żeby nam się wydawało, że działa, aż budzimy się i boli.
Pytanie czy chcemy kolejny raz sprawdzić chaszcze zamiast iść deptakiem z ukochaną z która nam dobrze i miło ?
-
W książce o hunie Leszek pisał, że skutek, efekt jest miarą skuteczności praktyk więc dlaczego w miłości ma być wyjątek ?
Działa to jest dobre nie działa to .. dorabiamy teorie, żeby nam się wydawało, że działa, aż budzimy się i boli.
Pytanie czy chcemy kolejny raz sprawdzić chaszcze zamiast iść deptakiem z ukochaną z która nam dobrze i miło ?
Jak ja nie lubie takiego gadania.. Wiesz, że na ciemnej energii mozna być tak samo skutecznym jak na innej ?? A co jak Leszek tego nie uwzględnia?
Co Ty sam o tym sądzisz, jak nie podeprzesz sie Leszkiem?
-
Wszystko pięknie i ładnie, ale czegoś mi brakuje.
Harmonia jako energia i świadomość harmonii, to piękna sprawa i świetne źródło koncepcji związku. W harmonijnym związku większość celi (realizowanych, a nie deklarowanych) jest zbliżona - większość to od 95% wzwyż, mniejsza wartość raczej burzy związek. W harmonii celów można odnaleźć porozumienie, wsparcie i zrozumienie dla tych niuansowych różnic. Jednak brak harmonii celów na dłuższą metę jest nie do przeskoczenia. To tak wzięte z praktyki.
A teraz też praktyka. ( do Frisky, w odpowiedzi na twoje energie)
Moje związki były z osobami bardzo harmonijnymi ze mną. W związkach przepracowywałam swoje lekcje karmiczne, wyobrażenia o związkach i energie na jakich budowałam je przez ostatnie -ąc lat.
I tak była w uprzywilejowanej pozycji, bo wchodząc w związki już znałam regresing. I nie chodziło o przezwyciężenie zaburzeń - tylko o lekcje karmiczne, lekcje duszy. Każda z tych dusz pojawiała się, pokazywała mi co jeszcze mnie blokuje i czego jeszcze warto się nauczyć, transformowałam energie pracując nad tym ( czy tego chciałam czy też nie:D) i dojrzewałam do szczęścia, harmonii i wszystkich innych wspaniałości, jakimi delektuję się dzisiaj każdego dnia. Dzisiaj jestem wdzięczna tym duszom za wysiłek i trud pokazania mi tego wszystkiego, choć wtedy bolało. Związki czasami się wypalają. Nic go nie niszczy, nie ma co przezwyciężać, rozwijasz się duchowo i twoje związki jakie tworzysz też. Pozostaje tylko miłość i wdzięczność.
-
Mogę się nie podpierać Leszkiem skoro masz uczulenie.
Pewnie nie jeden mistrz mówił, że po owocach poznać i też tak uważam.
Uwierz mi, że na złej energii nie widziałem skuteczności w szczęśliwym związku.
Jeśli masz na myśli manipulacje w związkach, żeby oszukać partnera i podać się za kogoś innego lub coś osiągnąć to nie trzeba zajmować się RD żeby zobaczyć jak to się kończy.
-
I nie chodziło o przezwyciężenie zaburzeń - tylko o lekcje karmiczne, lekcje duszy. Każda z tych dusz pojawiała się, pokazywała mi co jeszcze mnie blokuje i czego jeszcze warto się nauczyć, transformowałam energie pracując nad tym ( czy tego chciałam czy też nie:D) i dojrzewałam do szczęścia, harmonii i wszystkich innych wspaniałości, jakimi delektuję się dzisiaj każdego dnia. Dzisiaj jestem wdzięczna tym duszom za wysiłek i trud pokazania mi tego wszystkiego, choć wtedy bolało. Związki czasami się wypalają. Nic go nie niszczy, nie ma co przezwyciężać, rozwijasz się duchowo i twoje związki jakie tworzysz też. Pozostaje tylko miłość i wdzięczność.
No własnie to tak wygląda, bo przecież każdy z nas patrzy przez swoje energie i nawet jak ta druga osoba stara się ominąć czyjąś "karme" to czasami jest tak mocny ten filtr, ze podstawić krzesło i też bedzie tak samo to działało :D
Jedno co pozostaje to świadomość tego co sie odgrywa i albo ktoś jest pokorny wobec tego co sie dzieje i ma dużą samoświadomość nieobarczającą drugiej osoby, albo niestety pozostaje walka z wiatrakami :)
-
Mogę się nie podpierać Leszkiem skoro masz uczulenie.
jest taki etap gdzie sie patrzysz na mistrzów co prowadzą stado, a pozniej następuje kolejny, wychodzisz z poruszeń na ciałach "grupowo-stadnych" rozwijasz kolejne i nie idziesz jak owca tylko rozpoznajesz siebie ...
-
:) popatrz na czym się skupiłaś.
-
ewa
z tego co zrozumiałem to opisałaś swoją drogę do harmonijnego ( na poziomie dusz i celów) związku poprzez związki w których istniała wysoka harmonia celów i wspólna karma,
kiedy pojawia się takie poczucie że "wszystko ładnie i pięknie ale czegoś mi brakuje" ? na mój gust gdy jest wspólna płaszczyzna która jest dla nas ważna (tutaj wspólnych celów, dobrej karmy, ) ale wciąż jest poczucie braku i tu pojawia się idea, że może to poczucie braku wynikać
a) z braku harmonii dusz , albo
b) może ją też niszczyć (gdy jest oparte na przykład na głodzie nowych wrażeń i podniet, czyli silnych pragnień , nieharmonijnych celów)
jeśli ktoś mi mówi że związek się wypalił a ludzie czują do siebie miłość i wdzięczność ... to co się wypaliło? jeśli ludzi przyciągnęła i łączyła karma, wtedy, gdy lekcje karmiczne zostały przerobione, no to związek się rozpada, zanika wspólna płaszczyzna wraz z wyobrażeniami harmonii i potrzebą (intencjami) wspólnego życia, niezależnie od wciąż istniejącej takiej czy innej wspólnoty celów, ludzie się rozchodzą i fajnie gdy w zgodzie i z wzajemną wdzięcznością, bo świadczy to o przerobieniu karmy a nie rozpadzie w skutek odtwarzania karmicznych schematów
i tak na marginesie to wspólnota celów sama w sobie niekoniecznie służy związkom, np. wspólne ćpanie jest destrukcyjne
-
Idealna różnica wieku?
http://facet.wp.pl/kat,1007823,wid,16156926,wiadomosc.html
-
Frisky
Wspólne cele związku są konieczne. Jeśli ich nie ma, to każde dąży w swoim kierunku. I w ten sposób rozwala związek.
Wspólne cele życia nie są konieczne. Może się zdarzyć, że są niesprzeczne, a to już wiele. Trzeba tylko zaakceptować te różnice.
Sprzeczne cele, to np. jak jedno chce mieszkać na wsi, a drugie w mieście.
Cele niesprzeczne, to jak jedno chce wykonywać jakiś interesujący zawód, a drugie zupełnie inny interesujący zawód. I wszystko gra, jeśli nie kolidują z sobą. Tu może być nawet np. marynarz, kiedy kobieta nie lubi długotrwałej obecności męża w domu. A może być praca wykonywana przez oboje w tym samym czasie, w innych miejscach. Może też być uzupełnianie się we wspólnej firmie. Możliwości jest wiele. Chodzi o to, by od samego początku patrzeć na cele zbieżne, obojętne i rozbieżne. Wtedy nie będzie rozczarowania.
Davvida
Owszem, może być harmonia na niskich energiach. Strzyga ze strzygą, demon z demonem itp.
Harmonia między strzygą a ustrzygowionym Aniołkiem może dawać w pewnym okresie czasu satysfakcję, ale nie prowadzi do spełnienia, bo prędzej czy później zacznie tam "zgrzytać" i satysfakcja obróci się w manipulację i nienawiść, zazwyczaj wzajemną.
Najgorsze co może być, to kompromisy. Rożni specjaliści od związków czy terapii związków zachęcają pary do kompromisów. Tymczasem przy kompromisach obie strony czują się przegrane. I prędzej, czy poźniej to albo rozsadzi związek, albo zniszczy psychicznie partnerów.
Dziś słyszymy, że ludzie obierają się, bo się kochają. Nie macie jednak pojęcia, jak wiele w dzisiejszych czasach funkcjonuje małżeństw ARANŻOWANYCH! Naprawdę, jestem zdziwiony, jak wiele ludzi tworzy zwiazki bez miłości! Albo nawet wbrew miłosci. Niektóre z takich związków są nawet trwałe, przyzwoite, bez konfliktów. Dają więc poczucie bezpieczeństwa, stabilności.... Ale czy spełnienia?
Niektóre z takich związków bywają satysfakcjonujące, kiedy obie strony mają wspólne cele związku i życiowe, kiedy wywodzą się z podobnego środowiska i mają te same przyzwyczajenia. Np. dotyczy to zwiazków traktowanych jako biznes (w tym aranżowanych w zakresie tej samej grupy społeczno - zawodowej).
Znam np. związki, gdzie ludzie "czegoś" chcieli. I nie pasowało im być razem. Ale... też nie mieli nikogo innego w zasięgu wzroku czy też nikogo interesującego oboje nie znali. Chcieli się nawet rozstawać, ale ciągle było pytanie: no tak, ale z kim się związać po rozstaniu? I nie było z kim. Postanowili więc uzdrowić ten związek, w którym są. I dzięki temu udało im się stworzyć związek satysfakcjonujący dla obojga. Ale wymagało to czasu, pracy i dobrej woli z obu stron.
-
Leszek
no właśnie o coś takiego mi chodziło - cele niesprzeczne - ale nie potrafiłem znaleźć odpowiedniego terminu, wiadomo że wspólne cele muszą istnieć, choć taki związek opiera się na harmonii związanej z byciem razem, a nie tylko wspólnym dążeniu do czegoś
czyli wychodzi mi coś takiego, również z doświadczeń własnych, napiszę własnymi słowami to co chyba opisałeś już poniżej:
cele i działania harmonizujące z duszą jednego partnera w związku w którym istnieje harmonia dusz, w naturalny sposób harmonizują z duszą tego drugiego, czyli nawet gdy są odmienne to są niesprzeczne, wtedy okazuje się że tacy ludzie nawet mimochodem udzielają sobie nawzajem, często bardzo istotnego wsparcia w realizacji takich odmiennych-niesprzecznych celów, nawet gdy sami skupiają się głównie na swoich celach, a do tego wchodząc aktywnie w obszar realizacji celów partnera (jako mniejszy lub większy dla nich dodatek) często wzbogacają go w zupełnie unikalny sposób, a i sami czerpią z tego korzyści: dzięki partnerowi /rce wchodzą jakby "na gotowe" i korzystają z tego co otwiera się tylko i wyłącznie dzięki niemu/niej , czego mają przy tej okazji świadomość
-
Frisky
Bardzo się cieszę, że udało Ci się stworzyć związk z z taką osobą, z którą wspólnie się wspieracie. :)
Wsparcie nie musi być związane ze zgodnością celow. Wsparcie to szczególna zdolność czy też umiejętność pozytywnego motywowania partnera, ale też dodawania mu wiary w siebie + wsparcia energetycznego w ważnych chwilach. Ona się nie bierze sama z faktu bycia w harmonii.
Wsparcie może się pojawić jako naturalny element procesu realizacji wspólnych celów. Może, ale nie musi. Bo zdolność udzielania wsparcia zależy od mechanizmów i kodów, które mamy w podświadomości. I np. osoba egocentryczna nie potrafi udzielać wsparcia nawet wówczas, gdy druga strona realizuje jej cele! Rozdęte ego zawsze dąży do tego, żeby być na 1 miejscu, żeby przyćmić wszystko inne. I harmonia miedzy partnerami nie ma tu nic do rzeczy.
-
Leszku, dziękuję za tą definicje wsparcia. Bardzo fajne i jasno ubrałeś to w słowa :)
-
Leszku
tez bardzo dziekuje za wsparcie o slowach o wsparciu
pozdrawiam
-
Leszek:
Nie macie jednak pojęcia, jak wiele w dzisiejszych czasach funkcjonuje małżeństw ARANŻOWANYCH! Naprawdę, jestem zdziwiony, jak wiele ludzi tworzy zwiazki bez miłości! Albo nawet wbrew miłosci. Niektóre z takich związków są nawet trwałe, przyzwoite, bez konfliktów.
Przypomniałeś mi związek, ale z dawnych lat, napiszę, bo mnie swego czasu bardzo zaciekawił. Oboje mieli ok. 20 lat, które na owe czasy było już najwyższą porą by sie żenić. Jednak nikt sie im nie trafiał z miłości, a było im po sąsiedzku, no i rodzice też dołożyli swoje, że będzie łatwo połaczyć gospodarstwa :)
A kiedy pani młoda miała wątpliwości, to jej powiedziano, że trza sie żenić bo już pora a miłość przyjdzie później. I udało się, pojawiła się miłość. Dzisiaj, już w podeszłym wieku dalej są razem, wychowali dzieci. "Dograli sie", naprawdę pasują do siebie, on trochę szalony, ale jej to bardzo imponuje, uzupełniają się.
-
Davvida
Owszem, może być harmonia na niskich energiach. Strzyga ze strzygą, demon z demonem itp.
Harmonia między strzygą a ustrzygowionym Aniołkiem może dawać w pewnym okresie czasu satysfakcję, ale nie prowadzi do spełnienia, bo prędzej czy później zacznie tam "zgrzytać" i satysfakcja obróci się w manipulację i nienawiść, zazwyczaj wzajemną.
Leszek
ja naprawdę bym chciała zrozumieć pewne "utarte" przekonania, zbudowane domki ..
ERD - ok jakoś tam staram się ogarnąć, że skoro "pole" to pokazuje.. ma to jakiś sens. No ale pole też pokazuje taki parametr jak wiek duszy .. I co wtedy z tymi aniołkami i strzygami? O co tu chodzi?
Jak sie ma ten aniołek o wieku duszy 5 do aniołka o wieku duszy 10?
Może Ty mi to jakoś wytłumaczysz, bo mój światopogląd sie załamuje czasami jak czytam pewne rzeczy ;)
tu taki przykładowy barometr tego wieku http://imageshack.com/i/5thk8pj
-
Davvidia
To nie jest pytanie do mnie. Pytaj tych, którzy badają wiek duszy. Jednej takiej badaczce wyszło, że ja jestem bardzo młodą duszą, innej, że nie mam serca. Wolę więc nie komentować takich badań :)
Mateusz
Czasami małżeństwa aranżowane mają sens. TO samo środowisko, ci sami znajomi, którzy są w dobrych relacjach od pokoleń. To daje poczucie wsparcia i bezpieczenstwa. Nie ma też konfliktu kulturowego, jak w przypadku muzułmanina i chrześcijanki, czy profesora i analfabetki.
Kiedyś widziałem hinduski film o tym, jak docierały się takie pary w podróży poślubnej. Jedni od razu zaakceptowali, że oboje lubią seks i dali upust żądzy. Inni świetnie sie razem bawili, ale była i taka para, gdzie pani była niezadowolona. I dopiero bohaterski wyczyn męża sprawił, że zmiękła i zaczęła go podziwiać.
Film był o tyle fajny dla mnie, że nakrecony podczas wycieczki na tracie, jaką i ja przejechałem w miłym towarzystwie.
Ale, ale...
W Indiach i na Śri Lance aranzuje sie małżenstwa nie w oparciu o widzimisię rodziny (jak nam się wydaje). Nie tylko w oparciu o wolę / zgodę narzeczonych (najpierw kandydatów). Robi się horoskop partnerski. I w niektórych rejonach bez takiego horoskopu nikt nie poślubi nikogo.
Jednak taki horoskop dużo mówi o ludziach i o tym, czy w ogóle do siebie pasują.
Ja byłem przez 5 lat w związku opartym głównie na horoskopie porównawczym. I było fajnie, choć i tak karma dała nam popalić.
-
ja kiedyś próbowałem zrozumieć z tego całego wieku duszy i mi się nie udało(czytając artykuł Krzyśka Chrząstka). Uważam, że to zmyślenie albo jakiś parametr duszy, który ktoś wymyślił i ON to powinien wytłumaczyć o co w nim chodzi :-)
-
ja kiedyś próbowałem zrozumieć z tego całego wieku duszy i mi się nie udało(czytając artykuł Krzyśka Chrząstka). Uważam, że to zmyślenie albo jakiś parametr duszy, który ktoś wymyślił i ON to powinien wytłumaczyć o co w nim chodzi :-)
Pole zmyśla? To to samo można powiedzieć o parametrach ERD zatem ..
Czyj wymysł jest wymyślejszy? :) love it! :)
-
Ja nie neguję wieku duszy i możliwości zbadania go. Ale sam ten parametr nic nie mówi o jakichkolwiek właściwosciach duszy, szczególnie w kategorii harmonii w związku!
Musi być rozpatrywany wyłącznie w porownaniu z innymi aspektami, jak np. swiadomość, dojrzałość itd. No i jak już dojrzałośc, to do czego?
W styczniu, w Warszawie, będę prowadził kurs wahadełkowania duchowego.
-
a tu wczesniejsza dyskusja w temacie wieku duszy
http://www.cudownyportal.pl/comment_all.php?opt=view&article_id=1444
Co do tezy , że to pomysł "Pola" sugerujący, że to konstrukcja pochodząca z WJ (?) to nie byłbym tego taki pewien. Dla mnie jesli wiek duszy nie ma odniesienia do mojej zdolności do funkcjonowania w świecie, zdolności w rozwoju duchowym to jest mi do niczego niepotrzebne.
-
Chodzi o pole informacyjne. Ono niczego nie wymyśla :)
-
Oto artykul Andrzeja Kluzy nt. wieku dusz;
http://swiatducha.wordpress.com/2009/01/01/wiek-dusz/
-
Ja nie neguję wieku duszy i możliwości zbadania go. Ale sam ten parametr nic nie mówi o jakichkolwiek właściwosciach duszy, szczególnie w kategorii harmonii w związku!
Musi być rozpatrywany wyłącznie w porownaniu z innymi aspektami, jak np. swiadomość, dojrzałość itd. No i jak już dojrzałośc, to do czego?
W styczniu, w Warszawie, będę prowadził kurs wahadełkowania duchowego.
No to ja juz Ci mowie ze w kategorii związku ma to sens, jak z moich obserwacji wynika. Dusze stare dużo wiecej rozumieją i widzą zależności we wszechświecie i miedzy ludzmi. Mają taki "głębszy" ogląd spraw.
Może skorzystam z kursu, jeżeli gdzieś jest informacja gdzie i kiedy. Do tej pory mnie to nie interesowalo, ale lubię odkrywać puzzle do większej układanki.
-
Oj, bywają dusze stare głupsze od kapcia :)
Ale w przypadku dusz świadomych, to rzeczywiscie, przebywanie duszy starej z młodą ujAWNIa PEŁNIĘ DYSHARMONII celow rozwoju duchowego, a także życia (nie zawsze).
-
Leszek
Miały być pozytywne archetypy związków, a nie powtarzanie po naszych babkach swatanie żeby majątki połączyć ;)
-
Są tu i pozytywne elementy. Oboje znają swoje miejsce i nie usiłują burzyć porządku drugiej strony :)
No, ale nie tylko o to chodzi.
Będą przykłady. Teraz testuję otwartość i gotowość :)
-
Leszek
dzięki za odpowiedź ( związaną ze wsparciem) ciekawi mnie że w tej definicji skupiasz się jedynie na wsparciu związanym z działaniem, a pomijasz jakby leżące u podstawy pole wsparcia związane z tym o czym pisałeś w artach, czyli np. zasadą rezonansu pomiędzy duszami o wspólnym pochodzeniu , przy takim podejściu ewentualne wsparcie w działaniu jest naturalnym efektem istnienia wspólnej harmonii, oczywiście nie neguję że można wspierać różnych ludzi z którymi nie mamy tego czy innego rodzaju harmonii i tego rodzaju definicja jaka zapodałeś faktycznie jest ładna ,
przykład wsparcia jakie mam na myśli: niektórzy czują się dobrze w obecności pewnych ludzi ( może to być harmonia dusz, uzdrawiająca harmonia biopola, harmonia oparta na otwartości na boskie wibracje , pomimo np. że realizują obecnie inne cele , mają inne poglądy czy wykonują odmienne praktyki - np. ja tutaj czuję się swojsko pomimo obecności tych wszystkich różnic : )
o tutaj jest to zawarte i traktowane przez Ciebie jako naturalna podstawa wsparcia w związkach partnerskich i nie tylko:
"Trzeba zrozumieć, że możemy tworzyć w pełni harmonijne związki tylko z niewielką ilością osób. Dlatego warto na początek odpuścić sobie pożądanie bliskości z tymi, którzy nam się podobają, ale nie harmonizują. Potem odpuszczamy sobie tych, którzy harmonizują średnio i nawet dość mocno, a przy tym może nawet pociągają. I wreszcie pozostaną w naszej sferze zainteresowań wyłącznie osoby, z którymi harmonizujemy w maksymalnej ilości płaszczyzn. Tylko w tej grupie znajdą się ci, których nazywamy „bliźniaczymi duszami” lub „połówkami”. Z takimi warto wchodzić w bliższe relacje. Takie osoby istnieją, choć nie wszystkim udaje się je spotkać. To oczywiście zależy od zdolności do zaakceptowania harmonii.
Możemy mieć doskonałą harmonię z kilkoma osobami. To należy zaakceptować i niekoniecznie tworzyć z nimi pary. Kiedy bowiem chcemy z kimś spędzić życie, powinniśmy prócz miłości mieć pewność, że nasze cele życiowe i cele związku są przynajmniej zbieżne, że mamy podobne podejście do charakteru związku i posiadania potomstwa. Żeby nic nam w przyszłości nie zaburzyło harmonii. "
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/265
-
Frisky,
ja zdobyłem rewelacyjne płyty RSR w temacie związków i ćwiczyłem równo odpuszczając tych niepotrzebnych ludzi nie tylko w związkach damsko-męskich.
Pomagały mi, bo moim zdaniem miałem podobne obciążenia więc temat trafiony.
Przy okazji zmieniałem pracę, znajomych.
Zajęło mi to niestety nie miesiące, a lata, ale jak porównam się z kolegami, którzy tego nie przerobili to doceniam ten wysiłek bo niestety dużo pracy kosztuje jak karma ciężka w tym temacie.
-
J034
fajnie , good for you : )
tak się włączyłem w tym temacie bo bardziej patrzę na to pod kątem (bycia w ) harmonii, a ludzie tutaj jakby pisali pod kątem zgodności celów (harmonijnego dążenia) może chodzi w całokształtnej : ) ogólności o to samo , tylko punkt widzenia trochę inny i inne aspekty są bardziej uwypuklone/interesujące dla różnych ludzi tutaj
-
Leszek
no to wgląda, że trzeba by wziąć za przykłąd osoby mające spełnione trwałe połówkowe związki (najlepiej wysokoerdowe osoby z naszego kręgu) i nimi sie inspirować :-)
Jakiś czas myślę nad tym i nie wiem czy wysokie (niż zwykle) erd jest gwarancją udanego związku.
Pierwszy problem jaki miałem to dobrać kogoś żeby rozumiał, że nie tylko o jedzenie w życiu chodzi, a potem żeby chciała spokoju i harmonii, a nie jazd.
Potem jak już przebrnąłem przez te na pozór oczywiste i deklarowane przez wszystkich cele okazało się, że wibracja miłości nie dla wszystkich jest przyjemna i powoduje rozpad związku, a kobiety były na coraz wyższym erd tylko nie do końca wiedziały o tym i je to nie interesowało.
-
Jakiś czas myślę nad tym i nie wiem czy wysokie (niż zwykle) erd jest gwarancją udanego związku.
Ja mam przekonanie, pewnie do uzdrowienia, że wyzsze erd zminiejsza szanse związkowe, bo mniejszy wybór ;) Przecież prawie wszystkie są na przecietnym poziomie.
Co do wibracji miłości jako przyczyny rozpadu, to bym miał watliwości. Czy na pewno, chyba ze miały silne DDA.
Jak tak widzę, to kobiety wybierają takich mężczyzn w których je coś pociąga. A to co ją może pociągać w mężczyźnie, każda może mieć inne.
-
Też bym miał i nigdy bym pewnie na to nie wpadł gdyby nie sesja u Leszka po której zrobił się przełom choć pracowałem na niego to jednak uzyskanie odpowiedzi było jak znalezienie św. Grala.
Miały dda, ale czy i my nie deklarujemy RD, a potem uciekamy gdy wibracje za wysokie ?
To wcale nie takie rzadkie tylko w związkach tak na to nie patrzyłem.
To co je pociągało miałem, bo weszliśmy w bliskie i nie jednorazowe relacje .
Problem powstawał później i to czasem jakby nie było problemów stawało się problemem.
Teraz też czasem coś wyskoczy, ale moje partnerka już ma świadomość, że coś się dzieje i pracuje nad tym sama i z chęcią.
Nie zapeszam, ale jest z czasem coraz lepiej i lepiej.
Piszę nie żeby się chwalić tylko, żeby sobie uświadomić pare rzeczy i że warto wytrwale dążyć do naszych celów nawet gdy nie wierzymy, bo nie raz wątpiłem czytając art. Leszka z cudu o związkach.
-
No tak.
nie wiem, czy u Ciebie, ale moze też w grę wchodzić rezonans i wtedy mocno wibruje - no na pewno, tak działa.
I jeśli partnerka wie o co chodzi, rozwija się, to jest zupełnie inaczej.
-
Ja mam przekonanie, pewnie do uzdrowienia, że wyzsze erd zminiejsza szanse związkowe, bo mniejszy wybór ;) Przecież prawie wszystkie są na przecietnym poziomie.
Co do wibracji miłości jako przyczyny rozpadu, to bym miał watliwości. Czy na pewno, chyba ze miały silne DDA.
Rzeczywiście przekonanie;) Tak jak ja mam przekonanie, że mężczyzn jest więcej, niż kobiet (chociaż krajowe statystyki mówią coś odwrotnego) i często pojawia mi się w otoczeniu więcej mężczyzn, niż kobiet, nawet gdy w grupie jest więcej kobiet. Chociaż lubię towarzystwo i jednych i drugich:)
Może to też wynikać z dzieciństwa, gdzie było więcej braci i kuzynów, z którymi się bawiłam w chodzenie po drzewach i takie tam, niż kuzynek.
Za to z kuzynkami spędzałam więcej czasu. Z jedną z nich przyjaźnimy się do tej pory - bratnia dusza:)
Wibracja miłości może powodować rozejście się związku...następuje to z miłością u osób otwartych na miłość.
-
http://facet.onet.pl/brzydki-nieatrakcyjny-a-przyciaga-kobiety-jak-magnes/513eq
nie wiedziałem gdzie zamieścić. O tym na co łapią się kobitki :-)
-
Inspiracja, żeby dostrzegać szanse:
http://www.youtube.com/watch?v=o9_853vxIXU&list=TLACqs-rc3im9LzXKsZeazRI0qxnO-hNRP
-
Zdarza mi się spotykać kobiety rozwijające się duchowo, czy chocby osobiscie, które mają podobne podejście do związku, jak pani, opisana poniżej. Warto poznać opinie facetów, na których polują:
http://demotywatory.pl/4344383/Kazda-dziewczyna-z-podobnym-podejsciem-do-zwiazku
-
Zastanawia mnie to, czy potrzeba bycia w zwiazku jest naturalna, czy moze gleboko zakodowanym wzorcem? A moze jest wlasciwa na niektorych etapach, a na innych zanika?
Stoje w miejscu w ktorym przyzwyczajenie do szukania kogos z kim moglbym byc razem, zaczyna byc ograniczajace w odczuciu.
-
mi się wydaje że każda z tych wersji może być prawdziwa (w różnych przypadkach) :)
-
Na ta chwile moj zwiazek z Bogiem zaczyna byc dla mnie wazniejszy niz moje schematy bycia w zwiazku z kobietami.
-
Tylko go nie podrywaj ;)
-
haha, dopiero teraz zrozumiałam o co chodziło J034
-
Niedawno pisalem o odpuszczeniu uwodzenia. Od kiedy odpuscilem uwodzenie dochodze do roznych wnioskow. Po pierwsze, kobiety zeby byc dobre w lozku, niekoniecznie musza emanowac uwodzicielska energia na kilometr. Skromne dziewczyny tez sa swietnymi kochankami. Przestalo mnie ciagnac do okreslonego typu kobiet (emanujacych energia ktora ma korzenie we wcieleniach prostytutek, lub dalej). Po drugie, razem z odpuszczeniem uwodzenia, i presji na to zeby byc w stanie to robic, odpuscilo mi wiele duchowych aspiracji - tak jakby to poziom urzeczywistnienia duchowego, mial mi pomagac w uwodzeniu, haha, teraz mi sie wszystko sklada w calosc:) Po trzecie - w temacie seksu, mam wrazenie jakbym sie cofal, wiedzial coraz mniej, stawal sie wtornym prawiczkiem, a na dnie tego kierunku znajduje sie cecha zwana niewinnoscia, co bardzo mi sie podoba.
-
W końcu coś się ruszyło.
-
Kobiety "dobre w łóżku" - jakie straszne określenie !
Równie poniżające jak mężczyzna "dobry w łóżku".
Co to w ogóle ma znaczyć ?
Co ono oznacza ?
Dla każdego coś innego ?
-
Szowinizm. To oznacza i nic ponadto. Roznica jest tylko taka ze przewaznie mowi sie o szowinizmie meskim wobec kobiet, radziej na odwrot. Co nie zmienia faktu ze jedno i drugie to syf.
-
Absolutely !
-
Kobiety dobre w łóżku są takie, z którymi jest facetowi dobrze, bez dodatkowych problemów.
Sam uważam że jestem dobry w łóżku, bo jestem wrażliwym facetem. Nie wiem gdzie w tym problem.
-
Bez dodatkowych problemów - powiadasz ...
-
Z Twojej wypowiedzi i jej emocjonalnej zawartości energetycznej, wnioskuję że Ty masz dodatkowe problemy w łóżku. Takich kobiet nie szukam. Nawiązując do mojej wcześniejszej wypowiedzi o kobietach, nie szukam też kobiet które epatują na kilometr ostrą seksualnością, co ma tuszować ich dodatkowe problemy. Tego miałem w tym życiu za dużo. Zrozumiałem, że jest coś pomiędzy emanowaniem ostrą seksualnością, a oziębłymi kobietami, i jest to dobre, ciepłe i spokojne a przy tym stanowi wartość w łóżku i podzieliłem się tym na forum, a wy reagujecie nazywając mnie szowinistą. No nie no, nie będę sie wgłębiał w tą dyskusję, ale to wy macie jakiś problem.
-
Też nie uważam aby określenie "dobry w łóżku" dla jakiejkolwiek płci było szowinistyczne. Ot jest to ktoś otwarty na przyjemność swoją i partnera, który dobrze czuje się ze sobą, lubi seks i zabawę w nim. Tylko i aż tyle.
-
Po pierwsze - można dyskutować i wymieniać poglądy, nie osądzając. A juz w ogóle nie ubliżając.
Zacytowałam tylko twoje słowa "bez dodatkowych problemów" ( bez tego dodatku "bez dodatkowych problemów W ŁÓŻKU :)) ),
zeby zwrócić na nie uwagę.
Ruszyło ? ;)
I nie wnioskuj tak pochopnie, pls ;)
-
Niedawno pisalem o odpuszczeniu uwodzenia. Od kiedy odpuscilem uwodzenie dochodze do roznych wnioskow. Po pierwsze, kobiety zeby byc dobre w lozku, niekoniecznie musza emanowac uwodzicielska energia na kilometr. Skromne dziewczyny tez sa swietnymi kochankami. Przestalo mnie ciagnac do okreslonego typu kobiet (emanujacych energia ktora ma korzenie we wcieleniach prostytutek, lub dalej). Po drugie, razem z odpuszczeniem uwodzenia, i presji na to zeby byc w stanie to robic, odpuscilo mi wiele duchowych aspiracji - tak jakby to poziom urzeczywistnienia duchowego, mial mi pomagac w uwodzeniu, haha, teraz mi sie wszystko sklada w calosc:) Po trzecie - w temacie seksu, mam wrazenie jakbym sie cofal, wiedzial coraz mniej, stawal sie wtornym prawiczkiem, a na dnie tego kierunku znajduje sie cecha zwana niewinnoscia, co bardzo mi sie podoba.
Fajnie, że to napisałeś i podzieliłeś się swoimi doświadczeniem. Wg mnie to ważny temat i warto go poruszać.
Ja jakiś czas temu uwalniałam się od wzorców wabienia. Zwłaszcza wabienia "nieharmonijnych i mało przytomnych osobników". Długo to trwało, zanim je sobie uświadomiłam. Okropne wzorce. Sporo pomieszania mi robiły, bo świadomie to nie chciałam nikogo wabić czy uwodzić, ale za każdym razem gdy ubrałam się bardziej kobieco, czy np umalowałam usta szminką - włączały mi się jakieś mechanizmy, na poziomie energetycznym, poza moją świadomością.
Wkurzało mnie to i generowało u mnie dużo poczucia winy, pomieszania i wstydu za to, ze je mam. Przez te wzorce raczej unikałam męskiego towarzystwa i nie mogłam się czuć swobodnie w towarzystwie mężczyzn. Nie wiem czy uwolniłam się od tego na 100%, ale zachęciłeś mnie do tego, żeby jeszcze raz przyjrzeć się temu i uwolnić się od tego do końca :)
-
Też nie uważam aby określenie "dobry w łóżku" dla jakiejkolwiek płci było szowinistyczne. Ot jest to ktoś otwarty na przyjemność swoją i partnera, który dobrze czuje się ze sobą, lubi seks i zabawę w nim. Tylko i aż tyle.
Lynd, ty chyba w ogole nie czaisz ze zwrot ,,dobra w lozku" dla kobiety pragnacej czulosci od partnera jest conajmiej ublizajace i podmiotowe.
-
Trzeba oddzielic skojarzenia od tresci jesli chce sie zrozumiec autora wypowiedzi - i zrozumiec jego skojarzenia. Mysle ze nie jest uczciwie oceniac kogos bez tego, bo na podstawie swoich skojarzen (a nie poznania drugiej osoby i tego co mysli) mozna kogos zaszufladkowac a potem nieadekwatnie oceniac - bogu ducha winną osobe. Mozna tez nie utozsamiac siebie, rowniez poprzez innych, z wypowiedzia Seby :)
-
Tylko dla kobiet, a dla mężczyzn to już nie jest? White knighting much?:P
Co ma wspólnego bycie dobrym w łóżku z oczekiwaniem czułości od partnera?
Ano dla większości ludzi, nic. Ale są ludzie którzy przeciwstawiają je sobie, jak w tym co napisałeś. Nie żebym był jakimś playboyem, ale z własnego doświadczenia zauważyłem że kobiety* które jeżą się na zwrot "dobry w łóżku" zazwyczaj, cóż, dobre w łóżku nie są. Dlaczego? Bo uważają swój seks za coś co może być czyste albo nieczyste, więc kontrolują siebie i partnera, aby wpasować się w swoje normy.
Czyli nadal biorą udział w kulturalnej obsesji seksem i hiperseksualizacji. Tylko tym razem jako buntownicy.
Podczas gdy zdrowe podejście do seksu to po prostu robienie tego, co się chce, wspólnie z partnerem :)
--
* Tak, to jest seksistowskie. Stosuję silną politykę dyskryminacji na tle płci odnośnie swoich doświadczeń seksualnych :P
-
Lynd
Kamien z serca, przytakuje. Rozwinales mój punkt widzenia
Lilloile
Mam przyjaciółkę, która rozwija sie duchowo, a ląduje w łóżku z nieprzytomnymi, ćpajacymi facetami i potem skarży mi sie za chłonie cała ich nieprzytomnosc. Ona, niepalaca, niepijaca, wegetarianka. Mówi ze to tak jakby łamała wszystkie swoje zasady i nie ma pojęcia dlaczego tak sie dzieje. Ja sam widzę jak wabi i ekscytuje sie seksem, bez względu na jakość energetyczna. Takie wzorce musza być głęboko wszyte
-
Tylko dla kobiet, a dla mężczyzn to już nie jest? White knighting much?:P
Co ma wspólnego bycie dobrym w łóżku z oczekiwaniem czułości od partnera?
Ano dla większości ludzi, nic. Ale są ludzie którzy przeciwstawiają je sobie, jak w tym co napisałeś. Nie żebym był jakimś playboyem, ale z własnego doświadczenia zauważyłem że kobiety* które jeżą się na zwrot "dobry w łóżku" zazwyczaj, cóż, dobre w łóżku nie są. Dlaczego? Bo uważają swój seks za coś co może być czyste albo nieczyste, więc kontrolują siebie i partnera, aby wpasować się w swoje normy.
Czyli nadal biorą udział w kulturalnej obsesji seksem i hiperseksualizacji. Tylko tym razem jako buntownicy.
Podczas gdy zdrowe podejście do seksu to po prostu robienie tego, co się chce, wspólnie z partnerem :)
--
* Tak, to jest seksistowskie. Stosuję silną politykę dyskryminacji na tle płci odnośnie swoich doświadczeń seksualnych :P
Bo tak jak mowi Witek, trzeba odroznic skojarzenia. Tylko mowiac wprost o kobiecie ze jest ,,dobra w lozku" raczej wiekszosc kobiet (i ludzi) skojarzy to z szowinizmem w stosunku do nich niz lezac z kobieta w lozku i mowiac do niej to samo tylko np. nieco subtelniejszym jezykiem (np. jestes wspaniala w lozku). Rozumiesz? :). Chodzi o pewnego rodzaju subtelnosc i umiejetnosc wywarzenia, kiedy mozna takie cos powiedziec do kobiety.
-
Mam przyjaciółkę, która rozwija sie duchowo, a ląduje w łóżku z nieprzytomnymi, ćpajacymi facetami i potem skarży mi sie za chłonie cała ich nieprzytomnosc. Ona, niepalaca, niepijaca, wegetarianka. Mówi ze to tak jakby łamała wszystkie swoje zasady i nie ma pojęcia dlaczego tak się dzieje. Ja sam widzę jak wabi i ekscytuje sie seksem, bez względu na jakość energetyczna. Takie wzorce musza być głęboko wszyte
No ja aż takiego hardcora nie miałam, ale mechanizm ten sam. Przypominam sobie, jak byłam w związku, gdzie facet nie palił i niewiele pił. I na oko wyglądał na przytomnego (pewnie nie byłam w stanie wtedy tego ocenic, bo to było długo przed tym jak zaczęłam sie rozwijac duchowo), ale w seksie wychodziły takie nieprzytomności, że sam się sobie dziwił. A u mnie wychodził ten sam mechanizm jak u twojej koleżanki - zbieranie całego syfu i nieprzytomności od faceta. No i facet zadowolony, a ja musiałam się zbierać energetycznie.
-
Zed1
W takim razie pójdę Ci na rękę. Uważam, ze kobiety nie musza emanowac seksem i uwodzić, żeby być WSPANIAŁE w łóżku :))) jeszcze lepiej. Choć to słowo kojarzy mi sie z brakiem pokory i slodzeniem na siłe, może po to żeby ukryć niska samoocene? Kobieta dobra w łóżku wie ze jest dobra, bo zna siebie i nie trzeba wysubtelniac dla niej pozytywnych słów.
-
Niby tak ale kazda kobieta pragnie, aby jej partner czasem dal jej do zrozumienia, ze jest wyjatkowa. To zupelnie tak samo, jak facet chce byc czasem doceniony przez kobiete za swoja meskosc. I nie ma w tym nic zlego ani ze jest cos do przepracowania. To jest po prostu naturalna cecha (jesli nie jest wyolbrzymiona do rangi czegos, co jest niezbedne zeby w ogole nawiazac jakas intymna wiez z druga osoba).
-
Poznałem jakiś czas temu kobietę, w której towarzystwie czułem sie wspaniale, jak nigdy z nikim wcześniej. Zacząłem to mocno przeżywać, i bardzo chcieć sie z nią tym podzielić. Im dłużej dawałem jej do zrozumienia jak wspaniałe sie przy niej czuje, tym bardziej psuło to harmonię i tworzyło blokady. Ta relacja sprawiła ze stałem sie introwertykiem, i uważam ze jeśli jest jakaś harmonia to lepiej ją zaakceptować jako naturalna zamiast podkreślać i doceniać. To daje więcej przestrzeni do tego żeby sie dobrze razem bawić. Sam wolałbym wyluzowana partnerkę, zamiast takiej która mnie zapewnia o mojej męskości, bo te zapewnienia nie są mi do niczego potrzebne
-
dobry czy dobra w łóżku..
Ja na szczęście nie mam z tym złych skojarzeń. Dla mnie to cecha, taka jak np. że ktoś jest dobry w nagrywaniu muzyki, ktoś jest dobry w pieczeniu chleba, a ktoś jest dobry w łóżku. Zdziwiło mnie nawet że ktoś może to odbierać w negatywny sposób.
Sam bym tego raczej żadnej kobiecie nie powiedział bo jakoś nie widze w tym żadnego sensu. Lepiej powiedzieć że było mi z tobą wspaniale czy coś w tym stylu. Napewno wielu mężczyznom by sie podobało jak by im dziewczyna powiedziała że jest dobry w łóżku.
Też zauważyłem coś podobnego ostatnio co napisał Sebastian Osuch. Jak za dużo mówiłem z dziewczyną o tym jak jest fajnie, dobrze i wszystko to co czułem, to faktycznie to psuło ten fajny stan w relacji, było tak... mdło. Najlepiej stawiać rzeczy po środku. Co jakiś czas czymś sie podzielić z partnerem, wtedy to podsyca, zamiast gasić
-
Trza wyczuc i wyposrodkowac. Bab babie nierowna. Faceci to samo.
-
Wypowiedź Sebastiana odebrałam pozytywnie, określenie „dobra/y w łóżku” nie musi być złym określeniem, to jak „świetna/y w łóżku”, co można interpretować jako: „ta kobieta jest świetną, czułą, kochającą kochanką”, brzmi lepiej a oznacza przecież to samo. Z resztą jeśli komuś do tematu wywala to znajdzie jakieś słówko do którego łatwo się przyczepić.
Kobiety emanujące prowokacyjną kobiecością i seksualnością to też często skrzywdzone, zakompleksione, tęskniące do miłości dziewczynki, które nie potrafią po miłość sięgać wprost, więc zakładają maskę kuszącej uwodzicielki po to by uszczknąć choć trochę męskiej miłości, wmawiając sobie że na prawdziwą miłość nie zasługują. Moim zdaniem kobieta która prowokuje mężczyzn i tylko w tym widzi sens działania, jest kobietą z problemami i jeśli mężczyzna pragnie w seksie/ związku czegoś więcej – jakichś dużo głębszych uczuć, spokoju czy zrozumienia, to z rozemocjonowaną kobietą która nie wie czego chce, nie będzie tego miał,a przynajmniej nie w takim stopniu w jakim by tego chciał.
-
Piszę oczywiście o bezwzględnych, zagubionych kobietach. Sama prowokowałam mężczyzn i często wyraźnie emanowałam seksualnością, ale u mnie to już nie było takie jednoznaczne, te prowokacje przebijały się przez moją wrażliwą stronę ale nie stanowiły wcale dużej części mojej osobowości. Miałam za to bardzo toksyczną „przyjaciółkę” która takie hardkorowe mechanizmy miała i pamiętam jaką klęską był każdy jej związek.
-
A skad sie biora takie dziewczyny z wysoko zadartym noskiem, niedostepne a kokietujace; ,,ksiezniczki" jak ja je nazywam? Nigdy takiej nie dogodzisz, zawsze jest cos nie tak, a to za malo romantyczny, a to nie zarabia tyle, a to cos innego. A uwodzic to one potrafia, jakby pastwily sie nad mezczyznami.
-
Zed1
Moja była taka była :)
Brak miłości od rodziców i DDA napewno, co więcej.. nie wiem
-
Zed1
To nie ważne skąd sie biorą. Jak dla mnie mogą sie udlawic swoją pycha. Flirtowalem z taka niedawno, a jak poczuła ze jestem "jej" to zaczęła sie rządzić. Uciąłem kontakt emocjonalny. Niedługo po tym zaczęła na moich oczach tulic innych facetów, a grała tak dobrze jakby wcale jej nie chodziło o to żeby wzbudzić we mnie zazdrość. Krzyż na drogę. Szkoda bo harmonizujaca ze mną anielica o "duchowym" sercu.
-
Co myślicie o pomyśle, żeby bogacić sie finansowo, osobiście, w związku partnerskim?
Poznałem ostatnio fajna dziewczynę, ale dużo pracuję i czuje sie trochę winny ze nie dbam o rozwój relacji, ale pieniędzy nie jestem w stanie odpuścić ;)))) stad ten pomysł. Zna ktoś jakieś przykłady?
-
Co myślicie o pomyśle, żeby bogacić sie finansowo, osobiście, w związku partnerskim?
Poznałem ostatnio fajna dziewczynę, ale dużo pracuję i czuje sie trochę winny ze nie dbam o rozwój relacji, ale pieniędzy nie jestem w stanie odpuścić ;)))) stad ten pomysł. Zna ktoś jakieś przykłady?
Sebastian na pewno warto.
Warto być z osobą, która będzie wspierać twoje aspiracje, pozytywnie motywować i także mieć jakieś swoje.
A przykłady - Firmę kosmetyczną Ziaja założyło małżeństwo :)
-
Chyba niedługo zainteresuje sie znowu jakimś związkiem
Zawsze miałem w głowie, ze w związku muszę sie zajmować związkiem, a sobą to już nie wypada. Czas to zmienić
Jak uwierzę, ze kiedy bzykam sie z dziewczyna która kocham, to w czysty sposób rośnie kwota pieniędzy na moim koncie, to puszcza mi wszelkie opory przed zaangażowaniem
-
Co myślicie o pomyśle, żeby bogacić sie finansowo, osobiście, w związku partnerskim?
Dla mnie to normalne, nawet sobie inaczej tego nie wyobrażam :)
Znam kilka par (nie tak sławnych przykładów jak podała Grażynka :)), gdzie partnerzy wzajemnie się wspierają, motywują i fajnie im idzie w interesach (wspólnie, czy osobno). Dlatego warto tworzyc związek z osobą o podobnym systemie wartości. Dużo gorzej jest, gdy druga strona jest despotyczna i zamiast udzielać wsparcia, tylko sabotuje pomysły swoją energią i swoim mentalnem. Dobrze jest też się zastanowić wcześniej, ile czasu chcielibyśmy poświęcać na pracę, a ile na związek i dobrze by druga osoba też chciała podobnie.
Wbrew pozorom związki mają bardzo duży wpływ na prosperitę i czasem z boku widać, jak ludziom dzieje się coraz gorzej, gdy wchodzą w relacje (czasem to jest proces na przestrzenii kilku lat), albo odwrotnie - zaczyna im obojgu życ się coraz lepiej, wygodniej i bogato.
-
Wiekszosc moich ,,niedoszlych" byla lasa na kase jak cholera; typowy model: facet ma zarabiac i utrzymywac, one maja sobie nic nie robic i dobrze sie bawic. Skad to sie bierze????? Multum dziewczyn spotykam z takim podejsciem, jakby ,,ksiezniczki" juz nie wiedzialy, co to znaczy pojsc do pracy i skombinowac na utrzymanie.
-
Wiekszosc moich ,,niedoszlych" byla lasa na kase jak cholera; typowy model: facet ma zarabiac i utrzymywac, one maja sobie nic nie robic i dobrze sie bawic. Skad to sie bierze????? Multum dziewczyn spotykam z takim podejsciem, jakby ,,ksiezniczki" juz nie wiedzialy, co to znaczy pojsc do pracy i skombinowac na utrzymanie.
dla mnie księżniczki to kobiety zadbane, niezależne finansowo, inteligentne i dowcipne a ten model co piszesz to model kur domowych i jest on bardzo popularny w Polsce ale nie tylko bo w UK dużo kobiet zamężnych nie pracuje tylko zajmują się domem. Model kury domowej wywodzi się z czasów kiedy nie było antykoncepcji i kobiety rodziły dużo dzieci i siłą rzeczy musiały zostać w domu i się nimi zajmować. Skoro prababcia, babcia i matka zajmowały się domem i nie pracowały zawodowo to dziewczyna ma taki model i dąży do tego samego bo nie miała innego wzorca w dodatku kobiety w rodzinie ją w tym utwierdzają.
Niektórzy mężczyźni bardzo lubią takie kobiety tylko jakoś zwykle trafiają na niezależne , samodzielne kobiety którym nie w głowie dom i dzieci hehehe
-
No właśnie, często sie zdarza że czegoś chce a trafiam na coś innego, po to żeby wzrosnąć. I w sumie lepiej na tym wychodze patrząc potem na całokształt z perspektywy minionego czasu.
-
a ja nie lubię księżniczek
Sama jestem niezależna fin, ale chodze w bardzo obłoconym obuwiu,
ale to dlatego że mam takie skojarzenie,
wszyscy wpływowi i bardzo bogaci ludzie, których znałam/znam mają zawsze bardzo brudne buty
dla mnie księżniczki to kobiety zadbane, niezależne finansowo, inteligentne i dowcipne a ten model co piszesz to model kur domowych i jest on bardzo popularny w Polsce ale nie tylko bo w UK dużo kobiet zamężnych nie pracuje tylko zajmują się domem. Model kury domowej wywodzi się z czasów kiedy nie było antykoncepcji i kobiety rodziły dużo dzieci i siłą rzeczy musiały zostać w domu i się nimi zajmować. Skoro prababcia, babcia i matka zajmowały się domem i nie pracowały zawodowo to dziewczyna ma taki model i dąży do tego samego bo nie miała innego wzorca w dodatku kobiety w rodzinie ją w tym utwierdzają.
Niektórzy mężczyźni bardzo lubią takie kobiety tylko jakoś zwykle trafiają na niezależne , samodzielne kobiety którym nie w głowie dom i dzieci hehehe
-
a ja nie lubię księżniczek
Sama jestem niezależna fin, ale chodze w bardzo obłoconym obuwiu,
ale to dlatego że mam takie skojarzenie,
wszyscy wpływowi i bardzo bogaci ludzie, których znałam/znam mają zawsze bardzo brudne buty
czyli brudne buty - kluczem do sukcesu i niezależności finansowej, dobrze wiedzieć następnym razem jak sobie pobłocę to się nie będę tym przejmować ;)
-
tzn. wiesz Edyta - tylko w pracy
na zewnątrz nie noś brudnych butów
tylko jak się przechadzasz po fabrykach, magazynach itd.
mówię ci - to działa !!
-
Kinga
Liczyłem na Twoją odpowiedz :)
-
Sebastian :*
-
Czesto odnosze wrazenie ze kobiety u nas bardzo cenia sobie mezczyzn z elokwencja, z czarem mowienia, z magia ktora potrafia budowac dookola siebie. Taki jakis ceemonial. Natomiast zwykle nudza sie kiedy owego czaru nie ma, i tym samym facetami ktorzy czarowac nie umieja.
-
Ja nie wiem czy umiem czarować czy nie :p ale jąkam się na potęgę czasami a i tak się potrafię dziewczynom podobać. Mowa jest napewno bardzo bardzo istotna i bardzo dużo można zdziałać na tym polu, ale nawet i bez niej można być atrakcyjnym, chcianym i kochanym. Do mojej siostry ostatnio przyszedł przystojny, bogaty, zadbany, dobrze ubrany facet o włoskim pochodzeniu i żalił sie że na dłuższą mete żadna niechce z nim być. Nic mu na pierwszy rzut oka nie brakowało. Ale po kilkunastu minutach zaczął tak smęcić, czuć od niego było taką nieprzyjemną, flegmatyczną i nachalną energie że nikt niemiał ochoty z nim gadać. To czym ludzie emanują jest ważniejsze.
-
Zed1
Doktor-X dobrze prawi :)
ja dodam że nie bardzo mi by odpowiadał mężczyzna który lubi gadać więcej niż ja bo kto by mnie słuchał wtedy :))) nie każdą dobra nawijka czaruje ;)
-
ja nie cierpię facetów którzy tylko gadają o sobie, co to zrobili, osiągneli, potrafią i którzy nie są zainteresowani wymianą słowną tylko monologiem.
dużo takich u mnie w pracy, chyba są spragnieni podziwu albo nie wiem.
tak właściwie to znam samych takich...
-
Doktor, bo babki generalnie narzekajacych nie lubia. facet ma byc silny emocjonalnie a nie jeczec tu akurat sie zgadzam. Jak sie ma dola trza w domu siedziec a nie truc ludziom.
Ale z tym czarowaniem cos jest, moze dlatego ze spora czesc dziewczyn jest prozna, ma duze mniemanie o sobie? Taka luzna obserwacja.
-
Faceci, w was jest siła !
nie?
-
Ja to widze tak: facet nie musi byc ani przypakowany ani umiec bajerowac tylko fajnie jest, jak potrafi stanac przed zwyklymi sprawami z zycia odpowiedzialnie. To sie gdzies podzialo, teraz ludzie to jakby w filmach grali jakies role, zero naturalnosci. Bajer, pompa, kasa, exclusive i jeszcze najlepiej zeby jeden drugiego zabawial przez 24h. A jak przychodzi co do czego to sie okazuje ze gadac o czym nie ma. A najfajniejsze jest to, ze mzoan sie cieszyc zwyklym zyciem i czuc sie dobrze ze soba. To gdzies ulotnilo sie.
-
Kiedyś gdzieś jakaś dziewczyna napisała że najlepiej poderwać dziewczynę po prostu na bycie sobą :) naturlanie, na luzie
-
też to widzę, tylko aktorstwo, szpan, udawanie, a pogadać nie ma o czym
Ja to widze tak: facet nie musi byc ani przypakowany ani umiec bajerowac tylko fajnie jest, jak potrafi stanac przed zwyklymi sprawami z zycia odpowiedzialnie. To sie gdzies podzialo, teraz ludzie to jakby w filmach grali jakies role, zero naturalnosci. Bajer, pompa, kasa, exclusive i jeszcze najlepiej zeby jeden drugiego zabawial przez 24h. A jak przychodzi co do czego to sie okazuje ze gadac o czym nie ma. A najfajniejsze jest to, ze mzoan sie cieszyc zwyklym zyciem i czuc sie dobrze ze soba. To gdzies ulotnilo sie.
-
tez sie przyznam ze jakos nie potrafie dlugo z kims rozmawiac, niezalezenie od tego czy to kobieta czy facet, po prostu jakos ludzie szybko mnie mecza, musi byc naprawde jakis temat czy osoba zebym potrafil utrzymac kontakt przez caly czas spotkania. tak gadanie o pogodzie to nie moja bajka...
-
Kiedyś przez moment słyszałam jak mój rozwijający się duchowo znajomy rozmawiał z kimś przez telefon. Cichutko więc słów nie słyszałam tylko głos, który podczas tej rozmowy brzmiał tak jak anielski. I poczułam że on w tej rozmowie w pełni kocha siebie a nie tę osobe z którą rozmawia. Być może ją też ale ja słyszałam głeboką miłość do siebie z całkowitą akceptacją siebie.
I się zastanawiam na czym polega związek miłośći. Czy nie jest po to aby wytworzyć tak bezpieczny grunt aby przy tej osobie móc poczuć pełnię miłośći do siebie?
-
Wielu ludzi chyba szuka mozliwosci dowartosciowania sie poprzez druga osobe, myslenia o sobie typu ,,jestem kochany bo mam takie a takie przymioty ktore sa dostrzegane". Poza tym wczoraj przypadkowo spotkalem sie ze znajoma i ona mowila sporo o sowim nowym chlopaku i powiedziala jedna znamienna dla mnie rzecz: ze mimo, ze cos tam do niego czuje dzieli ich sporo roznego rodzaju niuansow w zachowaniu. Fajnie, ze zwraca uwage na takie rzeczy bo z moich obserwacji wynika, ze spora czesc ludzi jakos nie zwraca uwagi na takie ,,drobnostki" a one powoduja potem rozpad relacji i wzajemne obwinianie sie. (Wyglada na to, ze jeszcze tego zwiazku nie skonsumowali, ze jest on na poczatkowej fazie poznawaia sie. Podoba i sie takie przytomne podejscie do tematu.)
-
Kiedys myślałam,że faceci są tacy Fee 'BO TYLKO MYŚLĄ O SEKSIE' mają ochotę i nie wstydzą się o tym mówić ,ze mają takie chęci. Teraz dostrzegam swoje potrzeby seksualne i przestałam je tłumić to już tak nie uważam. Kobiety tez mają potrzeby seksualne i mogą one być równie duże :) A swobodny dostęp do seksu to coś fajnego , naturalnego i oczywistego i każdy powinien takowy mieć z najbardziej pasującym partnerem:)
Przytomnośc widzę to podstawa w tworzeniu relacji i fajnie być przytomnym , jeszcze wiedzieć czego się chce :) no i dobrze mieć w miare czysto, poukładane ( dda itd) , u mnie juz chyba mniej tej toksyczności , jeszcze bym chciała niebawem coś spróbować z kimś i być przytomną w tym i obserwować siebie i na bieżąco przerabiać to co by wyszło :) bo na pewno by wyszło ;)
Ehh brakuje mi bliskości ;))))
-
Hej muszka :)
Fanie napisałas o tym seksie że to cos naturalnego ("normalnego") i każdy czlowiek powinien to mieć.
Ja mialem w zyciu kilka miesiecy temu jeden zwiazek z dziewczyną i zdecydowanie nie potrzeba mi nowego żeby wiedzieć co mam w związkach do przerobienia. Wyszlo mase szitu. Zapisalem sobie większość w zeszycie.
Aczkolwiek miałem miesiac temu krotki przelotny związek z serii 'wakacyjna miłość' i dowiedziałem sie czegoś nowego. Tym razem w temacie seksu.
Pozwalam by w moim życiu pojawiała sie jakas dziewczyna wtedy gdy jest wlasciwa pora na nową lekcję. Narazie i tak małe szanse mam na zwiazek, musze sporo przerobić. Dobrze ze niemam juz chwilowo takiego parcia na laske jak kiedys. To moje parcie :p mi przyciagalo kogos zazwyczaj.
-
Zastanawia mnie u nas jedna rzecz: jednoczesnie wszyscy pragna seksu ale jest to ciagle temat tabu (mowie o wzglednie ,,naszym" pokoleniu czy pokoleniu ludzi nieco starszych bo mlodziez wiadomo ze to juz idzie na ostro z tym). Generalnie jest tak, ze czuje sie, ze osoby sie sobie podobaja i ze chca wylacznie relacji czysto przelotnej ale zawsze przeszkadza ,,to cos". Z czym to jest zwiazane?
-
żebyś zobaczył jacy Koreano są zahamowani,
oni to się całują raz na rok a co dopiero więcej
-
moze publicznie nie okazuja tego....
-
w ogóle nie okazujo
tylko krzyczo
-
W kulturach Dalekiego Wschodu jest silny patriarchat, gdzie mezczyzna ma glowne zdanie.
Moj kolega ma brata, fascynata kultura japonska. Do tego stopnia interesuje sie tym tematem, ze zaprzyjaznil sie z rodzina z Japonii u ktorej zreszta byl i zrewanzowal sie zaproszeniem ich do Polski. Odbyl sie uroczysty polski obiad rodzinny, gdzie wszyscy w komplecie zasiedli do stolu. Atmosfera byla pyszna, ludzie starali sie jak tylko mogac umilic pobyt podroznikom. Ich zachowanie bylo inne, ale starali sie rowniez poczuc na luzie jednak widzialo sie, ze nie sa przyzwyczajeni do okazywania emocji poza ich prywatnym domem. W pewnej chwili maz swojej zony zaczal gniewnie mowic do niej, po czym cala dalsza czesc wieczoru uplynela wylacznie na aktywnosci meza, natomiast zona i dzieci praktycznie nie odezwaly sie juz.
-
Koreańczycy są inni, bardzo ucierpieli od japońców podczas wojny i ich nie lubią.
Japończyki to okropne sztywniaki, też ich nie lubię, kiedyś pracowałam w Toyocie, to było ciężkie.
Z Koreancami jest wesoło. Są bardzo luźni.
-
Tak czy tak Polacy maja cos do przepracowania w temacie zwiazkow bo idzie nam to dosc dziwacznie ogolem mowiac. Niby okazujemy uczucia, a nie okazujemy. Niby chcemy szczerosci a jednak szczerzy wobec siebie jestesmy rzadko. Paradoks, zagubienie...
-
Jeszcze jedna obserwacja z autopsji. Kobiety u nas maja wrecz fiksacje na punkcie tzw. zaradnych mezczyzn. Pomijam tutaj typowo ewolucyjny czynnik pt. wybor partnera ktory zdaje sie rokowac na zaradnego po to, aby mogl utrzymac potomstwo. Z moich obserwacji wynika, ze w Polsce jest to cos wiecej niz tylko ewolucyjny czynnik. Jest to element wychowania wziety z jakis nierealnych wizji, czego dowodem sa wchodzenie w patologiczne realcje z mezczyznami, ktorzy i owszem potrafia zarabiac, jednak gdyby te dziewczyny byly swiadome od poczatku dlaczego tym panom tak dobrze idzie w sferze materialnej, prawdopodobnie nigdy by sie nie chcialy z takim osobnikiem zwiazac. Pokutuje u nas powszechny brak przytomnosci i kierowanie sie nierealnymi, mocno zaburzonymi wyobrazeniami na temat zwiazku i relacji intymnych. Mialem mozliwosc obcowania z cudzoziemkami i choc nie byly to najczesciej realcje bliskie, wykraczajace poza kolezenstwo, jedno co zaobserwowalem to stawianie w tych relacjach przede wszystkim na osobowosc, na cechy charakteru a nie na majetnosc czy inne tego typu predyspozycje. Bo mysle, ze kobiety stamtad dobrze wiedza, ze nie tylko pieniadze ale przede wszystkim stabilizacja i dojrzalosc emocjonalna sa kluczem do udanego zwiazku.
-
Zasady udanego związku miłości:
http://zyjswiadomie.edu.pl/blog/2014/08/31/zasady-udanego-zwiazku-milosci/
-
Fajny, lecz krótki artykuł :)
http://zwierciadlo.pl/2011/psychologia/zrozumiec-siebie/lek-przed-porzuceniem-lek-przed-pochlonieciem
Ponoć więcej w książce :D
-
W związku twin flames, połączenie dusz znajduje sie w miejscu, w którym nie ma już nic do zrobienia. Dlatego tak trudno sie do siebie zbliżyć, bo każde z nas chce podróżować, robić cos, być kimś. Ta intencja musi sie rozpuścić, kiedy jest sie blisko drugiej kwantowej całości o tej samej fali, w przeciwnym wypadku trzeba uciec jak najdalej.
-
Tajemnica udanego związku, to nie zmieniać zdania ;)
https://scontent-b.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/v/t1.0-0/s261x260/10369975_531869086913623_3415289110461982036_n.jpg?oh=8a1d84265126833fd364713947fffb00&oe=54EDE421
-
Czy każde zakochanie jest nieprzytomnością? Czy da się wejść w harmonijny związek bez tego etapu? Czy jak jest b.duża harmonia to nie ma etapu fascynacji? Czy zakochanie jest fascynacją ?
-
Z mojego doświadczenia i punktu widzenia, to każde zakochanie ma swój urok, ale dopiero gdy potrafimy zakochać sie przytomnie to jest to naprawdę tego warte.
A co do fascynacji, to nie ma się czego obawiać właśnie wtedy gdy zakochsnie jest przytomne, bo nie ma potem czegoś takiego jak " opadanie klapek z oczu".
-
DakrAngelbubu :)
dzięki
bo ja zakochanie chciałam sobie odreagowywać... Dla mnie wogóle wszystko co jest przyjemnie jest zaraz podejrzane :)
Chyba raczej ta niezgodę na przyjemności powinnam sobie odreagować... :))
-
Moja koncepcja jest taka, że im czystsze 3 oko i zdrowsza samoocena, tym mniejsze nieprzytomne zakochanie, które to wynika m.in z:
- pamięci karmicznej danej osoby (jeśli jest to związek karmiczny). Tu w zależności od tego, jaka jest karma od najlżejszych rzeczy to po prostu przywiązanie i przyzwyczajenie, pamięć, że było się z tą osobą i było fajnie albo dramatycznie. Dramat też przywiązuje. Cięższe powiązania to hipnozy bycia razem, ślubowania, rytuały itp. Mocno też związuje wspólne ćpanie czy afrodyzjaki w połączeniu z seksem. Afrodyzjaki wywołują sztuczne uczucie przyjemności.
Większość z tych energii osadza się na 3 oku powodując nieprzytomne widzenie drugiej osoby.
- braków z dzieciństwa. Nasze wewnętrzne dziecko zakochuje się widząc szansę otrzymania miłości, której nie otrzymało w dzieciństwie. Podświadomie traktuje partnera jak rodzica, a gdy ten nie chce nim być, porzuca go, szukając dalej kogoś, kto jednak zechce. Takie kompulsywne zachowania mogą rozwalić nawet bardzo harmonijny związek. Jest to nieprzytomne zakochanie na poziomie dziecka, nie partnerstwa.
Fascynacja moim zdaniem to, co innego niż nieprzytomne zakochanie. Ona nie ma tendencji, by mijać, jeśli jest zdrowa. To tak, jakby zdrowo podziwiać przymioty danej osoby - cechy charakteru, osobowość, urok osobisty. To coś w danej osobie, czasami trudnego to uchwycenia w słowach.
Fascynacja nie musi być połączona z zakochaniem. Przecież czasami fascynują nas osoby, w których się nie kochamy :). Natomiast jak w związku jest element fascynacji, to jest on silnym spoiwem.
-
Moja koncepcja jest taka, że im czystsze 3 oko i zdrowsza samoocena, tym mniejsze nieprzytomne zakochanie, które to wynika m.in z:
- pamięci karmicznej danej osoby (jeśli jest to związek karmiczny). Tu w zależności od tego, jaka jest karma od najlżejszych rzeczy to po prostu przywiązanie i przyzwyczajenie, pamięć, że było się z tą osobą i było fajnie albo dramatycznie. Dramat też przywiązuje. Cięższe powiązania to hipnozy bycia razem, ślubowania, rytuały itp. Mocno też związuje wspólne ćpanie czy afrodyzjaki w połączeniu z seksem. Afrodyzjaki wywołują sztuczne uczucie przyjemności.
Większość z tych energii osadza się na 3 oku powodując nieprzytomne widzenie drugiej osoby.
małgosia :)
To 3 oko to dobry trop. Wogóle nie zwracałam uwagi na 3 oko. Najgorzej mnie wkurza silna reakcja czakr: podstawy, brzucha, splotu i serca. I za dużo energii. I to że tego nie kontroluję :) A chyba chciałam to kontrolować za pomocą 3 oka....
-
Taaaak..."Oko" zawsze powinno być czyste :))
-
A gdy nie jest, to warto przez pryzmat tego co dzieje się na nim, spojrzeć na to co dzieje się na innych czakrach : ) To pozwala zrozumieć jakie mechanizmy uruchamiają się w danej relacji. A gdy się to zaczyna dostrzegać, to nieprzytomność się zmniejsza : ) i wtedy istnieje możliwość zobaczenia, czy dana osoba naprawdę nam się podoba (jej wibracje, jej cele) czy tylko ciągną nas do niej nieprzytomność i wywalanki.
-
Lilliole,
To jeśli Ci się pobudzają dolne czakry, to zapewne macie silny rezonans seksualny. A co Ty masz za pomysł, by miłość na sercu kontrolować? ;)
-
Lilliole,
To jeśli Ci się pobudzają dolne czakry, to zapewne macie silny rezonans seksualny. A co Ty masz za pomysł, by miłość na sercu kontrolować? ;)
Taka karma :)) Sporo nabroiłam i namieszałam i teraz przychodzi mi do odkręcać...
-
A gdy nie jest, to warto przez pryzmat tego co dzieje się na nim, spojrzeć na to co dzieje się na innych czakrach : ) To pozwala zrozumieć jakie mechanizmy uruchamiają się w danej relacji. A gdy się to zaczyna dostrzegać, to nieprzytomność się zmniejsza : ) i wtedy istnieje możliwość zobaczenia, czy dana osoba naprawdę nam się podoba (jej wibracje, jej cele) czy tylko ciągną nas do niej nieprzytomność i wywalanki.
:)
Tak. Też do takich wniosków doszłam, ale dopiero po poście małgosi :) Spojrzeć na wszystkie czakry i zobaczyć cały mechanizm. I poczułam jak 3 oko próbuje kontrolować, a czakra gardła się zamyka, żeby nie pokazać tego co czuję ...
I rzeczywiście jak to zobaczyłam to zrobiło się od razu spokojniej we mnie :)
-
Czy każde zakochanie jest nieprzytomnością? Czy da się wejść w harmonijny związek bez tego etapu? Czy jak jest b.duża harmonia to nie ma etapu fascynacji? Czy zakochanie jest fascynacją ?
Zakochanie jest ok :) (w sensie czystego postrzegania drugiej osoby)
ale czasem zamiast zakochania jest zaślepienie też zwane zakochaniem ;)
a zaślepienie to już zupełnie co innego - tak jak pisze Małgosia... wzorce, uzależnienia, wspólna obciążająca karma itp.
więc... im mniej zaślepienia w romantycznej relacji, tym więcej miejsca na czyste zakochanie ;)
aha
jakby coś, to Leszek ma bardzo fajną usługę: analizę porównawczą związku
-
Zakochanie jest ok :)
To cudownie :)
jakby coś, to Leszek ma bardzo fajną usługę: analizę porównawczą związku
Dzięki. Poczytam. Chociaż na tę chwilę chyba sama potrzebuję poczuć i zrozumieć co jest zakochaniem a co zaślepieniem.
-
Zakochanie to wtedy jak obie osoby odwzajemniają uczucie.
Zaślepienie jak tylko jedno.
Coś jakoś tak. Przynajmniej tak to pamiętam z czasów gdy byłem zaślepiiony.
-
Zakochanie to wtedy jak obie osoby odwzajemniają uczucie.
Zaślepienie jak tylko jedno.
Ale ulga ! :)
A ja zawsze czułam się tak potwornie winna, gdy nie odwzajemniałam czyjegoś uczucia ... Wydawało mi się, że jestem taka podła i nieczuła. Mimo, ze czułam że coś jest nie halo. Aż mi się chce śmiać z siebie. Ale miałam namieszane.
No to gratuluję sobie, że miałam tyle przytomności, żeby sobie odpuścić związki na te kilka lat - dopóki nie zrozumiem chociaż mniej więcej o co chodzi... Teraz chyba wiem mniej więcej. Chociaż pytam o sprawy być może oczywiste...
Ale generalnie to wszyscy potwierdzają to co czuję. Więc pewnie chodzi o to, że nie mam jeszcze w pełni zaufania do siebie w temacie związków i do tego co czuję :)
-
A może jesteś poprostu "zimną suką" ;)))
-
A może jesteś poprostu "zimną suką" ;)))
DarkAngelbubu :))),
taa... doprawdy nie ma odpowiedzi na ten "argument"...
nie wiem czemu to mnie tak rozśmieszyło :)
-
Mnie też to rozśmieszyło jak napisałem bo mi się od razu tak skojarzyło jak przeczytałem twój post :)
A wracając do tematu :) to może to jest jakiś trop ? ;)
"..No to gratuluję sobie, że miałam tyle przytomności, żeby sobie odpuścić związki na te kilka lat - dopóki nie zrozumiem chociaż mniej więcej o co chodzi.."
Na pewno to lepsze niż wpakować się na kilka lat w jakieś "gówno".
Ale jeszcze lepiej ruszyć ostro z tematem i być w końcu szczęśliwym :)
-
A wracając do tematu :) to może to jest jakiś trop ? ;)
Coś w tym pewnie jest... I po przemyśleniu bardziej mnie to smuci niż cieszy...
W wielu wcieleniach mściłam się na swoich prześladowcach. Skutecznie. Dla nich na pewno byłam "zimną suką".
Ale jeszcze lepiej ruszyć ostro z tematem i być w końcu szczęśliwym :)
Tak. Czuję, że nareszcie puściło mi uczucie nieprzytomnej satysfakcji jaką czułam za każdym razem gdy przypominałam sobie w sesji swoją zemstę...
No to do roboty :)
-
Interesujący,radykalny-"czarno-biały"artykul w kwestii zwiazkowej-http://ligaswiatowa.hvs.pl/seksualna-magia-illuminatow-magow-rozokrzyzowcow/
-
Dzisiaj rano załapałam dlaczego moja podświadomość tak się broniła przed wszelkimi bliskimi relacjami. A zwłaszcza jeżeli chodzi o związki. Po prostu bała się, że przybędzie mi kolejny "wróg", kolejna osoba, która będzie mnie umniejszała, ciągnęła w zupełnie inna stroną niż ja chcę iść, zawłaszczała moja przestrzeń, manipulowała mną, torpedowała moje działania. Tak jakby zupełnie nie wierzyła, że jest możliwa bliska relacja z kimś harmonijnym. A przecież znam już sporo harmonijnych ze mną osób. Coraz więcej... Cudownie tak byłoby mieć takie otoczenie na co dzień... :)
-
"..Po prostu bała się, że przybędzie mi kolejny "wróg".."
Koniecznie praca nad samooceną. Przy wysokiej to i wróg może zamienić się w przyjaciela.
-
Koniecznie praca nad samooceną. Przy wysokiej to i wróg może zamienić się w przyjaciela.
No to też pracuję :) Ze 3-4 lata tego będzie. Głównie nad samooceną i bezpieczeństwem. Napisałam to w formie przeszłej, jako uświadomienie sobie pewnych zależności w moim życiu.
Po prostu w im bardziej harmonijne relacje wchodzę tym jaśniej widzę, w jakim bagienku zdarzało mi się być.
-
Ostatnio doszlam do takiego wniosku, że najprzyjemniej mi jest w zwiazku, gdy partner prowokuje mnie do odczuwania wewnetrznej ciszy. Nie wiem czy słowo prowokuje, jest tutaj właściwe, ale chodzi o to, że do pewnego momentu w naszej relacji duzo sie dzialo na poziomie mentalnym, podświadomości caly czas sie komunikowaly i prowokowaly do czegoś - czesto były to bardzo pozytywne rzeczy, doświadczenia, ale coraz częściej to zanika, a nastaje po prostu cisza, która dla nas obojga jest niesamowitym doświadczeniem:-)
-
I to jest super :)
-
"Cisza jest taką siłą, że ludzie słysząc ją - milkną" - Beata Augustynowicz.
-
kinga
Fajna sprawa. Czysta przyjemność z bycia w harmonii i miłości z najbliższą osobą:))
-
Piękny dekret Hydrozagadki.
Zostałam zainspirowana do napisania dekretu - starałam się by był jak najbardziej ogólny, a jednocześnie przydatny i dla mnie, i dla osoby, która mnie zapytała, czy tego typu dekret istnieje.
---
Kochany Boże, Twórcza Energio Miłości, Mądrości i Mocy, z ufnością powierzam Ci całkowite uzdrowienie i oczyszczenie mojej relacji z …. Wiem, że masz moc, by rozpuścić i uwolnić nas od wszelkich powiązań energetycznych, telepatycznych, hipnotycznych, od wszelkich zaślepień, presji i przywiązań.
Ja …. uwalniam się z bożą pomocą na trzeźwo i przytomnie od całej nieprzytomności, jaką odczuwam(-łam) w towarzystwie kodowanej połówki. Uwalniam się z bożą pomocą, całkowicie i do końca, od wszelkich intencji, mechanizmów i przymusów podtrzymywania kodów połówkowych oraz od odnawiania ich. Uwalniam się od wszelkich intencji, przymusów i mechanizmów przyciągania do siebie kodowanych połówek. Uwalniam się od presjowania mojej kodowanej połówki, by był(a) ze mną. Uwalniam się również od wszelkiej podatności na presje od mojej kodowanej połówki, by być z nim (nią). Uwalniam się od wszelkich podatności na manipulacje kodowanej połówki, które miały gwarantować, że będę przywiązana i uzależniona od …. , nie widząc tych manipulacji. Uwalniam się od wszelkich intencji do manipulowania moją kodowaną połówką, tak by tego nie widział(a), ze strachu, że mnie opuści. Uwalniam się od wszelkich powiązań opartych na lęku i kodach – od powiązań telepatycznych, energetycznych, mentalnych, astralnych. Uwalniam się od żalu, że chociaż się poświęcaliśmy i wysilaliśmy, to rzadko byliśmy ze sobą szczęśliwi.
Uwalniam się z bożą pomocą całkowicie i do końca od lęku przed opuszczeniem przez moją kodowaną połówkę. Uwalniam się od strachu przed pustką, ze nikogo innego nie będzie dla mnie w zamian. Uwalniam się od poczucia zdrady, kiedy sam(a) rezygnuję na trzeźwo i przytomnie z dalszego podtrzymywania relacji z moją kodowaną połówką. Odmawiam dalszego inwestowania mojej energii w tą relację, jako kodowanych połówek. Uwalniam się od poczucia winy, że nie ulegam presjom kodowanej połówki i że już – na trzeźwo i przytomnie wiem, że nie chcę z nią być.
Wybaczam sobie, że wcześniej starałam się tworzyć relację z …. bez względu na koszty i cenę, jaką płaciłam. Wybaczam nam, że wcześniej staraliśmy się tworzyć relację ze sobą bez względu na koszty i cenę, jaką płaciliśmy. Wybaczam …, że tkwi(ł) w zaślepieniu i stara(ł) się tworzyć ze mną związek, bez względu na koszty i cenę jaką płaci. Wybaczam sobie, że ulegam(-ałam) zaślepieniu i kodom, starając się tworzyć związek z …. za wszelką cenę, bez względu na koszty, jakie płaciłam i płacę. Wybaczam sobie, ze starałam się kontrolować moją kodowaną połówkę. Wybaczam sobie, ze sam(a) dawałam się kontrolować i manipulować kodowanej połówce. Wybaczam sobie, że wyrzekałam się siebie, swoich potrzeb, marzeń i celów, tylko po to, by być z kodowaną połówką. Wybaczam …., że wyrzekał(a) się siebie, swoich potrzeb i celów. Wybaczam sobie, że dawałam się zastraszać, poniżać i zniewalać mojej kodowanej połówce, często nawet nie zauważając, ze tak robię. Wybaczam …., że zastraszał(a) mnie, poniżał i zniewalał, często nawet nie widząc, że to robi. Wybaczam sobie, że będąc z …. tak bardzo blokowałam się, że wpadałam w pomieszanie i sama już nie wiedziałam, co jest dobre i czego naprawdę chcę. Wybaczam … , że będąc ze mną (przy mnie) tak bardzo blokował się, że już sam nie wiedział, czego chce i co jest dobre. Wybaczam sobie i mojemu kodowanemu połówkowi, że krzywdziliśmy się i raniliśmy nawzajem, ulegając swoim zaślepieniom, wzorcom i karmie.
Zwracam sobie wolność od …. na trzeźwo, przytomnie i z miłością. Zwracam wolność ...., na trzeźwo, przytomnie i z miłością. Akceptuję, że posiadam wolną wolę i sama wiem, czego chcę i co jest dla mnie dobre. Akceptuję też i szanuję wolną wolę mojej kodowanej połówki. Wiem, ze jestem wolna(y) i mogę wybierać znajomych, przyjaciół, jak i partnerów(ki) w zgodzie z samą sobą, oraz realną harmonią między nami i zgodnością wolnej woli na poziomie Wyższego Ja. Szanuję i akceptuję to, że mój kodowany połówek jest wolny i może wybierać swoich znajomych, przyjaciół i partnerów(ki) w zgodzie z samym sobą, wolną wolą i realną harmonią. Wiem, że szanując swoje wybory i wolną wolę, otwieramy się na wszystko, co najlepsze dla nas samych i dla nas wspólnie. Wiem, że zwracając sobie nawzajem wolność i wybaczając, możemy rozwijać między nami relację najwyższej jakości, na trzeźwo i przytomnie. Wiem, że zwracając sobie nawzajem wolność i wybaczając, możemy na spokojnie i bez żalu pozwolić sobie na życie bez podtrzymywania dalszej znajomości. Wszystko jest w porządku, kiedy tak się dzieje. Wiem, ze Bóg, Twórcza Energia Miłości, zawsze ma dla mnie (dla nas) coś lepszego.
Otwieram się już teraz na znajomości, przyjaźnie i partnera(-ów), oparte na zgodności wolnej woli, lekkości i naturalności wzajemnych relacji. Otwieram się już teraz na znajomości oparte na wzajemnym szacunku, akceptacji, miłości i lekkości. Bez wysiłku cieszę się bliskością osób, z którymi spontanicznie doświadczam miłości, radości, akceptacji, harmonii, bogactwa i spełnienia. Wiem, że jestem całkowicie w porządku, bawiąc się na trzeźwo i przytomnie, dzieląc myśli i doświadczenia z osobami, których wolna wola jest zgodna z moją wolną wolą, lekko i naturalnie doświadczając z nimi miłości, spełnienia i harmonii.
Dziękuję Bogu, Twórczej Energii Miłości, Mądrości i Mocy, za uwolnienie mnie i mojej kodowanej połówki od wszelkich zaślepień, przymusów i kodów, zgodnie z Najwyższym Dobrem i wolną wolą nas samych. Dziękuję za całkowite oczyszczenie i uzdrowienie naszej relacji. Dziękuję, że uwalniając siebie i swoją kodowaną połówkę, otwieram się na morze cudownych możliwości i znajomości. Dziękuję, że już teraz mogę doświadczać w relacjach z innymi lekkości, naturalności, radości, szczęścia, szacunku, akceptacji i wolności. Dziękuję, ze już teraz mogę doświadczać w relacjach z innymi przepływu miłości bez lęku, presji i pomieszania wynikającego z kodów.
Dziękuję, ze już teraz doświadczam miłości, szczęścia, radości i lekkości w relacjach z innymi i sobą samą.
-
Ja ostatnio sobie uswiadomilem, ze bycie w zwiazku dla mnie osobiscie byloby ograniczajace. Od dziecka kochalem i nadal kocham stan pelnej swobody, nie tylko tej w materii, zwiazanej z poruszaniem sie, zmienianiem miejsca, ale tez tej metafizycznej, zwiazanej z zaleznoscia od kogos, z jakas forma zobowiazania. Dlatego pewnie nigdy nie wszedlem w glebsza relacje uczuciowa, choc te uczucia nie sa mi obce i co jakis czas, jak wiekszosc ludzi, zdarza mi sie poczuc uczucie do drugiej osoby. Jednak na dzis dzien nie widze siebie w takiej trwalej relacji, moze jedynie wtedy gdyby byla to relacja, ktorej fundamentem byloby nie samo uczucie czy zobowiazanie a cos, co ma swoje podstawy w podobnym przezywaniu rzeczywistosci i pojmowaniu jej w podobny sposob. Trudne, bo przeczy uczuciom i instynktom ale tylko wtedy czulbym sie swobodnie bedac jednoczesnie z kims.
-
pkrl5758
Nie rozumię co jest OGRANICZAJĄCEGO w tym , że dwoje ludzi się kochają.
kochająco
-
Absolutnie nic, jesli idzie o sama milosc :). Ograniczajace jest to, ze w kazej relacji nastepuje zobowiazanie, nie jest to juz uczucie, a cos bardziej przyziemnego, niezbednego do stworzenia zwiazku. Dla mnie uczucie a zwiazek to dwie rozne sprawy - uczucie jest jakby pozamaterialne, jest metafuzyczne samo w sobie. Zwiazek jest materialnym potwierdzeniem relacji wyniklej z uczucia, zwiazek jest niejako deklaracja checi podjecia sie zobowiazania do bycia z druga osoba ,,na dobre i na zle", i niesie ze soba kompromisy i rezygnacje z siebie. Uczucie nie wymaga jakiejkolwiek rezygnacji, poniewaz jest wynikiem chwili, boskim tchnieniem, czyms czego nie mozna ani zlapac ani kontrolowac.
-
pkrl5758
A dla mnie , związek to wzajemne uczucie i dlatego nie jest ograniczający.
-
WG,
Piekne. Masz w pobliżu taki wzór. W realu ?
Pkrl,
Bardzo czesto tak mają osoby spod znaku Wodnika.
Ale oczywiście nie demonizujmy z tymi znakami zodiaku, pszesz ;))
-
Tess
nie potrzebuję wzoru w realu , ani w pobliżu
-
WG,
rozumiem.
Tylko myslę, że po to są te dyskusje, po to RD, żeby urealniać sprawy.
Bo teoria jest piękna sprawa. Ale w realu potem wychodzi.To co ma wychodzić.
Z tym, że ten etap teorii jest niezwykle istotny również. Bo można sobie ładnie myślenie poukładać. I podswiadomość przekonać do pewnych spraw.
Etap - jak każdy ważny.
-
Trochę o zaangażowaniu, 4 sygnały:
http://www.emocje.net.pl/boje-sie-zwiazku-4-sygnaly/
Trzeci składnik (czynnik) miłości to zaangażowanie:
http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=442
-
Tess
Skąd wiesz , że to teoria ?
-
Wg,
nie wiem. I nigdzie tego nie napisałam. Że DLA CIEBIE TO TEORIA :)
-
Tess
Bo teoria jest piękna sprawa.
Nie ma sprawy , nie ,,czepiam się ".
Pozdrawiam
-
WG,
Piekne. Masz w pobliżu taki wzór. W realu ?
Pkrl,
Bardzo czesto tak mają osoby spod znaku Wodnika.
Ale oczywiście nie demonizujmy z tymi znakami zodiaku, pszesz ;))
Jestem Skorpionem :P.
-
Bo teoria jest piękna sprawa. Ale w realu potem wychodzi.To co ma wychodzić .
Nadal tak uważam :)
-
pkrl,
Ups ;)
I tak 'wolna dusza' :)
-
pkrl,
Ups ;)
I tak 'wolna dusza' :)
A czy znaki zodiaku aja cokolwiek wspolnego z ,,wolnoscia" duszy lub nie?
-
It depends.
Można parę cech określić. Czasami. Some say ;)
Jeżeli w to nie wierzysz to nie.
Jedni wierzą w numerologię. Inni w astrologię. Inni w kabałę. Inni w nic z tych rzeczy.
Up to you.
Mi sie czasem udaje trafić ;)
-
Ja nie tyle ,,wierze" co pewne rzeczy przyjmuje, jesli czuje, ze sie sprawdzaja. Nie traktuje niczego jako wyroczni, choc znaki zodiaku i profesjonalna astrologia chyba jest najblizej prawdy, chocazby z tego wzgledu ze opiera sie na wielotysiecznych obserwacjach tysiecy osob, ktore podporzadkowaly okreslone cechy poszczegolnym znakom zodiaku. Jakis rok temu robila mi portret profesjonalna astrolog i musze przyznac, ze w wiekszosci przypadkow wszystko sie zgadza lacznie z rzeczami, o ktorych nawet ona nie nie widziala i raczej nie podejrzewam jej o zwykly trik psychologiczny, bo sa to sprawy dosc ... intymne, a wiec dosc luzno zwiazane z logika i mozliwoscia wywnioskowania :).
Ale schodzac na Ziemie....wydaje mi sie, ze Skorpiony sa nieprzeniknione i zachowuja najglebsza czesc siebie...dla siebie :). Stad trudno je poznac, bo kiedy juz sie je pozna okazuje sie, ze to jest dopiero pierwsze z wielu ,,den" :). I to moze komplikowac czy nawet odstraszac osoby, ktore proboja osiagnac stabilizacje emocjonalna przy Skorpionie. A Skorpiony same potrafia byc wybuchowe i emocjonalnie rozchwiane (jakby tego nie interpretowac) i dobrze czuja sie w towarzystwie osob badz podobnych, badz takich ktore same sa na tyle silne, ze nie szukaja ciaglego oparcia w osobie Skorpiona. Stad chyba zawsze pociagly mnie te z kobiet, ktore potrafily sobie swietnie radzic w zyciu, ktore nie oczekiwaly wlasnie typowego podzialu na role damsko-meskie, ktore same parly do przodu.
-
"Pojawia się tutaj lęk przed bliskością. Na ogół jest on na tyle nieuświadomiony, że osoba, która go doświadcza, racjonalizuje swoje działania (lub zaniechanie działań), tłumacząc się, że bycie singlem bardziej jej odpowiada, że jest adekwatne do jej stylu życia, że umożliwia realizowanie większej ilości celów życiowych itd. Jednym z powodów niepodejmowania prób zbudowania związku partnerskiego może być obawa przez odrzuceniem, u podstaw której mogą leżeć dwie przyczyny. "
http://www.psychologia-spoleczna.pl/porady/1408-milosc-jest-wyzwaniem.html
i stamtąd o kolejnym z lęków:
"U podstaw trudności w znalezieniu partnera może leżeć też lęk przed utratą własnego ja. Obawa, że będąc w relacji z partnerem, musimy tłumić nasze potrzeby, ograniczać naszą osobowość, zaniechać realizacji naszych pasji. Niektóre osoby mają trudność w wyobrażeniu sobie takiego kompromisu w relacji partnerskiej, który będzie dla nich satysfakcjonujący. Łączą go bezpośrednio z poświęceniem się, z wyrzeczeniem się własnego ja, z zaprzeczeniem sobie. Oczywiście truizmem jest, że związek wymaga od partnerów kompromisu, a co za tym idzie zarówno odwagi, żeby móc przyjrzeć się sobie, jaki i otwartości na zmianę samego siebie. Jednak nie jest prawdą, że wraz z momentem wejścia w relację intymną dwoje partnerów stapia się w całość i od tej pory zaczynają funkcjonować jako jeden organizm."
-
"Pojawia się tutaj lęk przed bliskością. Na ogół jest on na tyle nieuświadomiony, że osoba, która go doświadcza, racjonalizuje swoje działania (lub zaniechanie działań), tłumacząc się, że bycie singlem bardziej jej odpowiada, że jest adekwatne do jej stylu życia, że umożliwia realizowanie większej ilości celów życiowych itd. Jednym z powodów niepodejmowania prób zbudowania związku partnerskiego może być obawa przez odrzuceniem, u podstaw której mogą leżeć dwie przyczyny. "
http://www.psychologia-spoleczna.pl/porady/1408-milosc-jest-wyzwaniem.html
i stamtąd o kolejnym z lęków:
"U podstaw trudności w znalezieniu partnera może leżeć też lęk przed utratą własnego ja. Obawa, że będąc w relacji z partnerem, musimy tłumić nasze potrzeby, ograniczać naszą osobowość, zaniechać realizacji naszych pasji. Niektóre osoby mają trudność w wyobrażeniu sobie takiego kompromisu w relacji partnerskiej, który będzie dla nich satysfakcjonujący. Łączą go bezpośrednio z poświęceniem się, z wyrzeczeniem się własnego ja, z zaprzeczeniem sobie. Oczywiście truizmem jest, że związek wymaga od partnerów kompromisu, a co za tym idzie zarówno odwagi, żeby móc przyjrzeć się sobie, jaki i otwartości na zmianę samego siebie. Jednak nie jest prawdą, że wraz z momentem wejścia w relację intymną dwoje partnerów stapia się w całość i od tej pory zaczynają funkcjonować jako jeden organizm."
Frisky, model opisany przez cytowane fragmenty prac psychologicznych opisuja dosc powszechny w Polsce model z scislym podzialem na role typowo meskie i zenskie (archetyp majace swoje zrodlo w pogladach tradycjonalistycznych, bardzo czesto zwiazanych z wiara katolicka: ,,jedna osoba na cale zycie", ,,poswiecenie dla innej osoby" itp.).
-
pkrl,
Skorpiony sa nieprzeniknione i zachowuja najglebsza czesc siebie...dla siebie :).
,
cecha Skorpiona - 'poker face' - nieprzenikniona.
Skorpion to najlepszy przyjaciel - nie zostawi człowieka, chocby był biedny i zasmarkany.
I najwiekszy wróg - nie popuści. Nawet po 20 latach :)
Ogólnie jest passionate. W kazdej możliwej interpretacji tego słowa.
Cokolwiek robi to z pasją. Seks też ;)
Idealni na romans. Niekoniecznie wierni :)
Oczywiście kobiety i mężczyźni różnią się pod pewnymi względami.
Ale mężczyźni spod tego znaku to panikarze - krew + strzykawka i mdleje. Oczywiście niech nikt mu nawet nie próbuje tego zarzucić.
A, i jeszcze cecha, którą bardzo sobie osobiście u Skorpionów cenię - potrafią słuchać. Szanują słuchacza i potrafią rozmawiać.
Wszystko co tu napisałam to voice of experience - sporo tych Skorpionków, np kuzyn, ex-teść i takie jedno cudne wspomnienie z lat studenckich :))
Wiem co mówię ;)
-
pkrl5758
na role typowo meskie i zenskie (archetyp majace swoje zrodlo w pogladach tradycjonalistycznych, bardzo czesto zwiazanych z wiara katolicka: ,,jedna osoba na cale zycie", ,,poswiecenie dla innej osoby" itp.).
nie ma tam nic o tym, te opisy lęków wynikają z obserwacji , przecież te same lęki mogą się przydarzać osobom o skłonnościach homo czy jakimkolwiek innym, w tradycyjnych i nietradycyjnych układach
tutaj inny oparty na doświadczeniu i obserwacji tekst dotyczący mężczyzn:
"Mężczyzna unikający bliskości szuka przede wszystkim krótkich, intensywnych, opartych na seksie i romantycznej oprawie związków. Jeśli spotka kobietę, której chodzi o to samo, relacja trwa jakiś czas, aż nawzajem się sobie znudzą. Małżeństwo uważa za przestarzałą instytucję, jest przekonany, że i tak przecież małżonkowie się zdradzają. Naczelną wyznawaną przez niego wartością jest wolność – nie wyobraża sobie bycia wiernym w związku. "
http://www.kobieceserca.pl/uzaleznienie_rozdzial_7.html
"Czy może zdarzyć się cud?
Czy jest jakiś sposób, w jaki kobieta, która związała się z mężczyzną unikającym bliskości, może go zmienić? Tą nadzieją żyje wiele partnerek, wierząc, że ich miłość zdolna jest do dokonania cudów. Odpowiedź jest brutalna, ale im szybciej kobieta skonfrontuje się z prawdą, tym szybciej wyjdzie z toksycznego związku.
Nikt nie ma takiej mocy, by zmienić drugiego człowieka. Mężczyzna unikający bliskości może się zmienić tylko wtedy, gdy sam zechce zdjęć swoją maskę,..."
-
Dzieki :). Co znamienne, wydaje mi sie, ze chyba to troche tlumaczy czemu w Polsce czuje sie zle - cenie sobie szczerosc i konkret, ktorego nie widze czesto u ludzi. U nas wszyscy sa przyzwyczajeni do kombinowania, ukrywania czegos a ja - jak napisalas - cenie sobie nade wszystko szczerosc i wiernosc. Dlatego bardzo dobrze dogaduje mi sie z nacjami na Zachod od Odry (nie to, zebym byl jakims rasista, chodzi tylko o pewne cechy). Tam ludzie od razu mowia jak jest i nie ukrywaja niczego. Albo d razu powiedza tak albo od razu nie i na tym koniec. Nie ma wodzenia za nos.
I zgadza sie, ze Skorpiony robia wszystko z pasja. Nie wyobrazam sobie robienia czegos bo trzeba to robic i tylko tyle. Dlatego tak mocno cisnie mnie do robienia zawodow, tego co lubie i na czym sie znam. Wiem, ze jestem wzorem spelnionego pracownika :).
-
pkrl5758nie ma tam nic o tym, te opisy lęków wynikają z obserwacji , przecież te same lęki mogą się przydarzać osobom o skłonnościach homo czy jakimkolwiek innym, w tradycyjnych i nietradycyjnych układach
tutaj inny oparty na doświadczeniu i obserwacji tekst dotyczący mężczyzn:
"Mężczyzna unikający bliskości szuka przede wszystkim krótkich, intensywnych, opartych na seksie i romantycznej oprawie związków. Jeśli spotka kobietę, której chodzi o to samo, relacja trwa jakiś czas, aż nawzajem się sobie znudzą. Małżeństwo uważa za przestarzałą instytucję, jest przekonany, że i tak przecież małżonkowie się zdradzają. Naczelną wyznawaną przez niego wartością jest wolność – nie wyobraża sobie bycia wiernym w związku. "
http://www.kobieceserca.pl/uzaleznienie_rozdzial_7.html
"Czy może zdarzyć się cud?
Czy jest jakiś sposób, w jaki kobieta, która związała się z mężczyzną unikającym bliskości, może go zmienić? Tą nadzieją żyje wiele partnerek, wierząc, że ich miłość zdolna jest do dokonania cudów. Odpowiedź jest brutalna, ale im szybciej kobieta skonfrontuje się z prawdą, tym szybciej wyjdzie z toksycznego związku.
Nikt nie ma takiej mocy, by zmienić drugiego człowieka. Mężczyzna unikający bliskości może się zmienić tylko wtedy, gdy sam zechce zdjęć swoją maskę,..."
Duzo w tym prawdy ale prawda jest tez taka, ze poki co nie spotkalem takiej kobiety, dla ktorej chcialbym porzucic wolnosc i zwiazac sie z nia na stale :). To musi byc ktos ,,wyjatkowy" :). Bez tego marne szanse :P.
-
jeszcze taki ciekawy tekst o maksymalistach:
http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/ona-i-on/art,62,kochanie-potrzebuje-wolnosci-dla-siebie.html
"Z lęku przed utratą wolności, z niemożności dokonania wyboru spośród wielu różnych możliwości albo z niemożności dokonania wyboru najlepszego, wiele kobiet i mężczyzn cofa się dzisiaj przed pełnym zaangażowaniem się w bliski związek. Łączą się więc bez przekonania, mając w zapasie jakieś wyjścia awaryjne, jakieś ukryte tylne furtki, na wypadek, gdyby znaleźli dla siebie lepszą opcję. Taka postawa jest więcej niż przeszkodą na drodze ku życiu i miłości spełnionej. Ludzi, którzy ciągle poszukują czegoś bardziej interesującego, bardziej frapującego, lepszego i którzy całą swą energię inwestują w to poszukiwanie, amerykański profesor psychologii, Barry Schwartz, nazywa maksymalistami. "
tak wkleiłem jako ciekawostkę , ale teraz widzę, że może nawet pasować jako odpowiedź na twój post pkrl5758 : )
-
jeszcze taki ciekawy tekst o maksymalistach:
http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/ona-i-on/art,62,kochanie-potrzebuje-wolnosci-dla-siebie.html
"Z lęku przed utratą wolności, z niemożności dokonania wyboru spośród wielu różnych możliwości albo z niemożności dokonania wyboru najlepszego, wiele kobiet i mężczyzn cofa się dzisiaj przed pełnym zaangażowaniem się w bliski związek. Łączą się więc bez przekonania, mając w zapasie jakieś wyjścia awaryjne, jakieś ukryte tylne furtki, na wypadek, gdyby znaleźli dla siebie lepszą opcję. Taka postawa jest więcej niż przeszkodą na drodze ku życiu i miłości spełnionej. Ludzi, którzy ciągle poszukują czegoś bardziej interesującego, bardziej frapującego, lepszego i którzy całą swą energię inwestują w to poszukiwanie, amerykański profesor psychologii, Barry Schwartz, nazywa maksymalistami. "
tak wkleiłem jako ciekawostkę , ale teraz widzę, że może nawet pasować jako odpowiedź na twój post pkrl5758 : )
Frisky, nie obraz sie, ale ja nie prosilem o psychoanalize tylko podzielilem sie swoimi odczuciami co do istoty zwiazku i jak ja go odbieram :). Uszanuj to prosze.
-
pkrl,
Po pierwsze "Szukajcie a znajdziecie" ;)
Po drugie
kobiety, dla ktorej chcialbym porzucic wolnosc i zwiazac sie z nia na stale :)
.
To związek kojarzy ci się z porzucaniem wolności ? I związaniem się ? ,
łooo :(
-
pkrl5758
spoko, jak pisałem wkleiłem to jako ciekawostkę, w sumie powszechne zjawisko społeczne i cywilizacyjne, przez wielu na duchowej ścieżce a raczej będących na ścieżce rozwoju osobistego podnoszone do rangi cnoty, a to że jak wspomniałem może odnosić się też do Ciebie to nie znaczy, że musi : )
jeszcze stamtąd:
"Uważa on, że przyczyną istnienia we współczesnym społeczeństwie tylu osób z wyboru samotnych albo osób niezadowolonych ze związków, w których żyją, jest współczesna cywilizacja, która proponuje człowiekowi tak wiele wersji życia do wyboru, że człowiek czuj e się w nich zagubiony i zdezorientowany. W istocie, możemy dziś wybierać pośród wielu możliwości (multiple choice). Wystarczy pomyśleć o zwykłym supermarkecie. Istnieje tam wybór - mówiąc z pewną przesadą- tysiąca żeli pod prysznic, a ty potrzebujesz przecież tylko jednego. Podobnie ma się sytuacja z nawiązywaniem znajomości. Inaczej niż dawniej, dziś rozstania i rozwody są na porządku dziennym."
-
pkrl,
Po pierwsze "Szukajcie a znajdziecie" ;)
Po drugie .
To związek kojarzy ci się z porzucaniem wolności ? I związaniem się ? ,
łooo :(
Triche tak, ale to poniekad moze dlatego, ze mam takie doswiadczenie. Dlatego napisalem, ze kobieta z ktora bede chcial sie zwiazac musi byc ,,szczegolna" :). Bo przeciez malo jest niewiast ktore potrafia opanowac ten typowo kobiecy lek przed utrata partnera/zdrada kiedy ow partner wyjezda na kilka lub wiele dni poza dom i potrafi (z roznych powodow) nie odzywac sie jakis czas. A ja prowadze taki wlasnie tryb zycia :). Czasami musze zniknac nawet przed samym soba :).
-
Frisky
Podobają mi się Twoje podpowiedzi , rady, itp.
Nie widzę w nich nic niestosownego.
SZALOM , albo i nie.
-
Uważa on, że przyczyną istnienia we współczesnym społeczeństwie tylu osób z wyboru samotnych albo osób niezadowolonych ze związków, w których żyją, jest współczesna cywilizacja,
,
Było wiele osób niezadowolonych ze związków w każdej cywilizacji. Tylko nikt tak powszechnie o tym nie dyskutował - komunikacja inaczej się odbywała.
Osób samotnych - szczęsliwych lub nie - tez nie brakowało.
To są generalizacje. Powierzchowne dość.
-
Inni się chwalą , ja tylko mówie : kobiety szaleją za mną
a co
szalejąco
-
Tess
dla mnie to są opisy pewnego zjawiska, wpływ cywilizacji był i jest zauważalny i zachodzące w społeczeństwach zmiany cywilizacyjne jakoś tam opisywalne i mierzalne
Wniebowzięcie Grubego
szalom i beszamel : )
-
pkrl
typowo kobiecy lek przed utrata partnera/zdrada kiedy ow partner wyjezda na kilka lub wiele dni poza dom i potrafi (z roznych powodow) nie odzywac sie jakis czas. A ja prowadze taki wlasnie tryb zycia :). Czasami musze zniknac nawet przed samym soba :).
,
Typowe ! :)
Typowo kobiecy lęk - oczywiście, że on jest. Bo wiesz, kobieta mysli o "gnieździe' - dba o dzieci, ciepło domu. Mają byc wszelkie środki na to zapewnione. A jakby taki skorpionek nagle znikł ? To co ? Nagle świat do góry nogami ? I od nowa ? Solo ? Tak, że ten punkt widzenia kobiet to instynkt zachowawczy - prorodzinny.
A co tych zniknięć i powrotów.
Jak już tak wracasz, to rozmowom ( i nie tylko ;)) ) nie ma końca, n'est-ce pas ?
Ach, memories ;)
Ten mój tension breaker jest celowy, zeby się 'kazaniowo' nie zrobiło.
-
Frisky,
Cywilizacja jak wiele.
Nawet były lepsze. I jak mawia pewien mądry człowiek
"Nie generalizujmy. Wszelkie generalizacje są szkodliwe dla jednostek wybitnych" ;)
-
Piekna miłość nie wybiera
czy jej chcemy
nie pyta nas wcale.
miłośnie
-
WG,
Inni się chwalą , ja tylko mówie : kobiety szaleją za mną
,
Rozwiniesz ? Myśl ;)
-
No ja Was proszę, jako domorosły dyletant astrologiczny, bez takich uproszczeń:) Nie można wrzucać do jednego wora 8% ludzi.
Wszystko co tu napisałam to voice of experience - sporo tych Skorpionków, np kuzyn, ex-teść i takie jedno cudne wspomnienie z lat studenckich :))
Well the voice of experience needs a sample size check:P
Pkrl,
A nie masz mocnego wodnika, ryb i lwa? Bo raczej w taki sposób mi się jawisz.
-
podsumowując wstępnie: wyszedł tu przy okazji temat wolności oraz ... lęków (obawa przed utratą wolności w związkach, przed bliskością, przed zaangażowaniem, przed zatraceniem siebie itp.),
wniosek:
wolności raczej nie da się osiągnąć opierając się na lękach i związanej z nimi ucieczce oraz wycofaniu : )
Tess
- piszesz o typowych wzorcach kobiecych i nawołujesz jednocześnie by nie generalizować... zdecyduj się kobieto ; )
- dla mnie są to trafne opisy zjawisk społecznych i wpływów cywilizacyjnych na tyle powszechnych, że zauważalnych również przez mnie, a czy dotyczy to to wszystkich czy tylko części, mniejszej albo i większej, to mnie tu akurat najmniej interesuje
-
Tess
Już rozwijam.
Wszystkie kobiety z którymi się spotykałem , po kilku spotkaniach
mówiły: ,, ja chyba z tobą oszaleję ".
a co
szalejaco
-
Lynd,
Hm... ;))
Frisky,
nawołujesz jednocześnie by nie generalizować... zdecyduj się kobieto ; )
,
Jak widać dość nonszalancko czytasz posty.
'nawołuję' ? Ja ?
Tylko cytuję:)
Nawoływanie jest takie nudne - kojarzy się z kaznodziejstwem :(
Nie moja bajka.
-
WG,
No i wszystko jasne !
"z" zamiast "za" ;)
-
"XX wiek był wiekiem małżeństwa. Teraz nadchodzi pokolenie singli
(...)
- Kiedyś osoba, która miała rodzinę, była postrzegana jako osoba wiarygodna. Ktoś kto był wolny, pozostawał bez szacunku. Teraz sytuacja się odwróciła i pracodawcy zatrudniają osoby w związkach niechętnie, głównie z powodu późniejszych konsekwencji: urlopu, zwolnienia, ciąży. Ludzie to widzą i czują się w relacjach mniej pewnie - mówi. - Teraz szanuje się ludzi nie dlatego, że mają rodziny, tylko za to, co osiągnęli. Za pieniądze i pozycję którą zdobyli."
http://natemat.pl/13713,xx-wiek-byl-wiekiem-malzenstwa-teraz-nadchodzi-pokolenie-singli
Tess
znam już ten manewr w twym wykonaniu - ja też tylko cytuje w takim razie : )
-
pkrl
,
Typowe ! :)
Typowo kobiecy lęk - oczywiście, że on jest. Bo wiesz, kobieta mysli o "gnieździe' - dba o dzieci, ciepło domu. Mają byc wszelkie środki na to zapewnione. A jakby taki skorpionek nagle znikł ? To co ? Nagle świat do góry nogami ? I od nowa ? Solo ? Tak, że ten punkt widzenia kobiet to instynkt zachowawczy - prorodzinny.
A co tych zniknięć i powrotów.
Jak już tak wracasz, to rozmowom ( i nie tylko ;)) ) nie ma końca, n'est-ce pas ?
Ach, memories ;)
Ten mój tension breaker jest celowy, zeby się 'kazaniowo' nie zrobiło.
Tak, jak naladuje akumulatory to wracam i bardzo wtedy lubie przebywac w otoczeniu takiej osoby. Ale natury swej zmienic nie chce, jest mi to potrzebne do rownowagi psychicznej. Jak ktos mnie (lub cos) za bardzo cisnie, reaguje dokladnie na odwrot czyli lepiej mnie zbytnio do niczego nie przymuszac bo tylko mozna zespusc :).
-
No ja Was proszę, jako domorosły dyletant astrologiczny, bez takich uproszczeń:) Nie można wrzucać do jednego wora 8% ludzi.
Well the voice of experience needs a sample size check:P
Pkrl,
A nie masz mocnego wodnika, ryb i lwa? Bo raczej w taki sposób mi się jawisz.
Nie :). Mam za to bardzo mocne slonce i sporo ksiezyca tu i tam :). Plus Wenus w pewnym apsekcie, Mars i Jowisz. Wybuchowa mieszanka :).
Jak Cie tak interesuje to jutro wyszperam moja analize i wkleje opis dokladnie :).
-
A co wiazania podejscia do zwizkow i epok w cywilizacji, podzielam zdanie Tess, ze nijak sie to ma bo zawsze byli single, zawsze byli wolnosciowsy a nie da sie zaprzeczyc, ze wiekszosc zawsze byla z kims na dluzej zwiazana :). Wiec robienie psychoanalizy na podstawie takich wnioskow nijak sie ma do prawdy :). To nie cywilizacja robi z czlowieka singla tylko to, co on nosi w sobie.
-
Księżyc <facepalm> głupi ja! I dlatego jestem dyletantem. No tak, zapomniałem o silnym raku.
Lew = słońce, trafiłem w 33% ;) Ale coś musi być z tym wodnikiem czy uranem, skądś to wyalienowanie musi się brać...
Przyznam do tej analizy do kompletu ciekawiłyby mnie też Twoje dane, ew. kosmogram. Może być na priv. :)
-
Nie, raczej nie chce juz robic analizy ponownie. Jutro na spokojnie wkleje troche szczegolow to bedziesz mogl lepiej mnie poznac :). A mam jeszcze chyba cos w 10 domu, tym odpowiedzialnym za karmiczna przeszlosc i chyba pusty dom rodzinny czy jak to sie nazywa. Generalnie to taki troche odszczepieniec jestem, z jednej strony latwo lapie kontakt z ludzmi a z drugiej ciagle laze swoimi wlasnymi sciezkami....
Ale tak czy tak to, ze mam dzisiaj taka troche niechec do wchodzenia w nowy zwiazek to przez to, ze takie a nie inne kobiety wczesniej spotykalem i teraz poki albo nie wyjade albo nie zrobie jakiejs zmiany w zyciu, to nie chce sie wiazac z nikim.
-
pkrl5758
Szęściarz z Ciebie.
Masz 10 domów i jeszcze na dodatek coś w tym 10 - tym.
-
Frisky,
"XX wiek był wiekiem małżeństwa. Teraz nadchodzi pokolenie singli
,
generalizacja, ale cytujesz jak mniemam ? :)
zatrudniają osoby w związkach niechętnie, głównie z powodu późniejszych konsekwencji: urlopu, zwolnienia, ciąży. Ludzie to widzą i czują się w relacjach mniej pewnie - mówi
, cytat.
Nie wydaje mi się, zeby ten fakt wpływał na to jak się czują osoby w związkach.
Czują się tak jak im pasuje. Mogą najwyżej zawierać mniej związków małżeńskich. Chociaz to tez wydaje mi się wątpliwym powodem.
-
Tess i pkrl5758
pisałem (tylko cytowałem jak Tess haha) o
a) czynnikach wewnętrznych w postaci lęków które sprawiają że ludzie nie potrafią tworzyć trwałych związków ( więc poruszając się w sferze względnej-osobistej wolności no to jaka to wolność gdy ktoś jest skazany/skazuje się na samotność ,i ją tylko sobie uzasadnia oraz ubarwia nazywając wolnością)
a następnie
b) czynnikach cywilizacyjnych z tym powiązanych, czego kurczowo się uchwyciliście i próbujecie do tego sprowadzić to co pisałemi nie wiem po co : ) wypaczyć tego sens
To nie cywilizacja robi z czlowieka singla tylko to, co on nosi w sobie.
co do tego co ludzie noszą w sobie a co jest efektem wpływu jest to zwykle wymieszane, czyli np. samotność i niezdolność tworzenia trwałych związków jako efekt własnych wyborów... wynikających z wpływów rodziców , otoczenia, karmy, cywilizacji, własnych i przejętych od innych celów itp.
-
Biorąc pewne zdania jako przykład pozwolę sobie coś napisać :)
Ale coś musi być z tym wodnikiem czy uranem, skądś to wyalienowanie musi się brać...
- wyalienowanie. Dlatego początkowo myślałam, że pkrl to Wodnik, chociaż Skorpiony też tak mają.
Generalnie to taki troche odszczepieniec jestem, z jednej strony latwo lapie kontakt z ludzmi a z drugiej ciagle laze swoimi wlasnymi sciezkami....
- Skorpion
tu i tam :). Plus Wenus w pewnym apsekcie, Mars i Jowisz. Wybuchowa mieszanka :).
- enigmatyczność wypowiedzi + passionate = modelowy Skorpion :)
Jak Cie tak interesuje to jutro wyszperam moja analize i wkleje opis dokladnie :).
- wow, zupełnie nie 'skorpioniowe' :)
Jutro na spokojnie wkleje troche szczegolow to bedziesz mogl lepiej mnie poznac :).
- Urbi et Orbi ? Again, surprise ! :)
I jak tu generalizować ? :))
-
A jeszcze można zaliczyć do tych wpływów również wpływy astrologiczne, z tym że ew. udawadnianie niezdolności do tworzenia trwałych związków tymi wpływami jest raczej potwierdzaniem siły uwarunkowań i ograniczeń karmicznych, niż mówieniem o wolności.
-
pkrl,
nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że chce się od czasu do czasu pobyć samemu. A szczególnie gdy tak naprawdę ucieka się od osób(osoby) wywierających presję. Uczucie, które wiąże to nie Miłość, a uzależnienie, choć na początku może się wydawać czymś cudownym i wyjątkowym. Prawdziwy związek nie uwiera, nie wypala, a inspiruje i wspiera. Tylko, że zaczyna się zupełnie nie tam, gdzie większość go szuka ;)
WG,
wybacz, że się czepiam, ale czy to nie była WIELKA miłość, ta co nie wybiera?
Chociaż właściwie i wielka, i piękna zarazem :)))
-
JenKa
Absolutnie to żadne czepianie NIE JEST.
To już niech każdy sobie doda , co tam chce.
Mi pasuje tak jak napisałem.
-
niech każdy sobie doda , co tam chce.
i niech każdy sobie wybiera z tego co tam mu pasuje i zrobi z tym co chce : )
przy okazji tej dyskusji pobudziło to we mnie jakieś wewnętrzne obszary i nawet wyświetliło mi w nocy film związany z moją drogą duchową i związkami:
śniło mi się, że szedłem z żoną jakimś grzbietem górskim , dotarliśmy do takiej góry która miała strzeliste skały wycelowane ostrymi wierzchołkami w niebo, znalazłem się jakby nad nimi i wypatrzyłem początek ścieżki ukrytej między tymi skałami, zaproponowałem żebyśmy tą drogą zeszli, była to droga jakby wewnątrz tej góry, ale nie do końca, zaraz za zakrętem okazało się, że były to jakby pomieszczenia pod gołym niebem, szliśmy w błocie, a wokół walały się ślady aktywności bezdomnych , meneli i imprez, śmieci, butelki , stare kanapy itp. , żona jak cień szła za mną, na szczęście nikogo nie było, było jasno bo było to odsłonięte, ale za każdym zakrętem kolejna odsłona z podobnym widokiem, powiedziałem do żony że mamy szczęście że nie ma nikogo bo inaczej byśmy nie przeszli,
dotarliśmy na końcu do takiej w połowie odsłoniętej jaskini , po kątach kręciło się kilku meneli/bezdomnych ale nie podchodzili do nas, u wylotu jaskini zobaczyliśmy bardzo nowoczesną platformę, jakby szeroki, prosty i długi peron, którego drugiego końca nie widziałem, znajdował się ciut wyżej niż poziom na którym się znajdowaliśmy ,zobaczyłem że na tej platformie przy wylocie z jaskini stało dwóch gości którzy nas bardzo aktywnie wypatrywali, ucieszyło mnie to bardzo, to była obopólna radość : ) powiedziałem im, że ten szlak to jakaś pomyłka (piękno dzikiej przyrody w zetknięciu z "odpadami" i wpływami m.in. cywilizacyjnymi? otoczenia? rodziny? karmy? podświadomości?), po chwili szliśmy tą prostą platformą razem z tymi gośćmi i czułem, że muszę jeszcze sobie umyć ręce : )
w związku z tym mam takie wrażenia:
1. dziękuję za to że mogłem przebyć tę drogę we dwoje, a nie w samotności
2. dziękuję żonie za zaufanie i wzajemne wsparcie
3. dziękuję innym, wszystkim tym, którzy choć niewidoczni dla mnie, wspierali mnie w tej drodze
4. dziękuję Bogu za łaskę dzięki której mogliśmy szczęśliwie przejść przez te wszystkie doświadczenia i
5. dotrzeć do kolejnego etapu naszej wspólnej podróży na naszej duchowej ścieżce
-
Frisky, naprawde jestes mocno upierdliwy :). Czy Twoim skromnym zdaniem osoba, ktora odczuwa lek przed byciem w zwiazku bo de facto lepiej czuje sie sama, bez zobowiazan, ma problem natury psychologicznej? Bo ja tu nie widze zadnego problemu :). Problemem jest to, ze niektorzy ludzie, np. cala rzesza psychologow, chce wynajdowac nowe choroby i zaburzenia i nie bierze pod uwage faktu, ze niektorych rzeczy nawet 100procentowo zdrowy czlowiek (jest taki w ogole) nie jest w stanie pogodzic chocby nie wiem co. Bredzenie o wplywie cywilizacyjnym tez wydaje mi sie bezpodstawne - to dzieki postepowi nie musimy zyc jak ludzie w Afganistanie, gdzie kobiete kamieniuje sie za odsloniecie twarzy i gdzie mezczyzne mozna zabic za homoseksualizm. Cale szczescie zyjemy w Europie w XXI w.!
Tess, WG, Lynd -> ponizej wklejam fragment analizy astrologicznej, co b y bylo konkretnie i bez bledow. Mozecie teraz ,,ciac" mnie ile wlezie :).
Jenka -> dzieki, tez czuje podobnie.
---
-ascendent w znaku Skorpiona,
-Sloncd w domu I
-Slonce w koniunkcji z Uranem
-Ksiezyc w XII domu (w znaku Wagi)
-Ksiezyc w koniunkcji z Plutonem
-Merkuruy w domu I w koniunkcji ze Sloncem i Plutonem
-Merkury z negatywnym aspektem z Marsem oraz z Jowiszem
-Wenus w domu II w Strzelcu
-Wenus w dobrym aspekcie z Neptunem
-Mars w domu X
-zly aspekt z wladca Lwa - Sloncem
-Mars odbiera mistrzowskie aspekty - do Ascendentu i do Plutona
-Jowisz w znaku Panny w domu X (Jowisz odbiera zle aspekty z Merkurym)
-Saturn w domu X w Pannie (Saturn odbiera zly aspekt z Neptunem; Saturn odbiera dobre aspekty ze Sloncem i Uranem)
-Uran w domu II w stellium ze Sloncem i Merkurym w Skorpionie
-Neptun w domu VIII (posiadania) w Strzelcu w koiunkcji z Wenus
-Pluton w domu XII
-wezel ksiezycowy wschodzacy w domu kariery we Lwie
-wezel ksiezycowy zstepujacy w domu korzeni i rodziny w Rybach
-Lilith w znaku Panny w domu kariery
-Lulu w znaku Koziorozca w domu komunikacji i rodzenstwa
-wladca domu osobowosci w domu XII
-wladca domu pieniadza w domu kariery
-wladca domu komunikacji w domu osobowosci
-wladca domu korzeni i emocji w domu osobowosci
-wladca domu flirtow i ryzyka w domu pieniadza
-wladca domu sluzby, pracy, higieny zycia i zdrowia w domu kariery
-wladca domu partnerstwa w domu pieniadza
-wladca domu karmy, transformacji, smierci i odrodzenia w domu osobowosci
-wladca swiatopogladu i religii w domu ukrytych wrogow i podswiadomosci
-wladca domu kariery w domu osobowosci
-wladca domu protekcji i przyjaciol i pasji w domu osobowosci
-wladca domu ukrytych wrogow i podswiadomosci w domu pieniadza
Jak cos pomylilem, sorki, dopytywac! :)
-
pkrl5758
Szęściarz z Ciebie.
Masz 10 domów i jeszcze na dodatek coś w tym 10 - tym.
Jakie ciąć , nie zauważyłeś żartobliwego tonu.
-
Dzięki!
-ascendent w znaku Skorpiona,
-Neptun w domu VIII (posiadania) w Strzelcu w koiunkcji z Wenus
A nie II? Ascendent jest początkiem I domu, a ten jest w Sorpionie, zaraz obok Strzelca. VIII dom jest op drugiej stronie.
-
Pisze jak Byk ze mam Ascendent w znaku Skorpiona :). Czyli jestem jakby ,,podwojny" i stad ta silna, egocentryczna osobowosc bo wsparta Sloncem :).
-
pkrl5758
Czy Twoim skromnym zdaniem osoba, ktora odczuwa lek przed byciem w zwiazku bo de facto lepiej czuje sie sama, bez zobowiazan, ma problem natury psychologicznej? Bo ja tu nie widze zadnego problemu :).
Ktoś kto boi się być w związku i związanych z tym zobowiązań na pewno będzie się czuł lepiej sam, to nie ulega wątpliwości, więc jak komuś nie zależy na byciu w związku to nie będzie miał z tym problemu, problem pojawi się gdy zmieni zdanie, więc jest to problemem dla tych którzy chcieliby a zwyczajnie nie potrafią bo się boją konsekwencji tego/wyobrażeń z tym związanych itp. i szukają rozwiązania tego problemu i przyczyn tego przy pomocy różnej maści psychologów, wróżek itp.
Lęk jest stary jak świat i nie jest to wymyślane przez psychologów ale opisywane.
Co do wpływu cywilizacji : takie idealizowanie tego i przedstawianie wszystkiego w pięknych barwach nie jest zbyt przytomne, na pewno komuś kto nie potrafi tworzyć trwałych związków bo jak napisałeś się tego boi, będzie łatwiej w takim klimacie w którym rozkład związków jest coraz bardziej powszechny i w którym stawia się na dyspozycyjnych singli czy zachłannych maksymalistów, ale mimo to to co zbudowane na lęku i związanym z tym rozkładzie na dłuższą
metę raczej nie jest zbyt zdrowe, mimo że staje się pewną akceptowaną społecznie normą, porównanie tego z innymi wypaczeniami i przegięciami w drugą stronę nie tworzy z tego ideału , tak jak budowanie na lęku nie jest drogą do wolności
-
Czyli sklaniasz sie ku opcji tradycjonalistycznej...w ujeciu zwiazku jako relacji obojga ludzi miedzy ktorymi wystepuje uczucie i wspolodpowiedzialnosc za dokonywanie wyborow.
-
Jestem za związkami w których ludzie dobrze się czują :-)
oczywiście związek łączy mi się naturalnie ze wspóltworzeniem, a więc i współodpowiedzialnością za to co się tworzy i skutki tego, w pozytywnych związkach raczej nie ma z tym problemu, ludzie chcą coś razem budować, no ale z czasem, czasem się to zmienia i wtedy powstają niechciane skutki za które też trzeba wziąść odpowiedzialność, co bywa kosztowne , tradycyjnie jest w tym trochę ryzyka stąd i obawy, bez tego są to luźne związki - mniejsze ryzyko i większy dystans (nieufność) - skutki tego czy innego wyboru modelu związku są takie czy inne, odpowiedzialność zawsze poniesiesz ze sobą, np. spotkasz kogoś kto do Ciebie będzie pasował pod każdym względem ale kto będzie szukał trwałego i bliskiego związku, więc gdy się wycofasz jedynie z powodu lęku przed tym to przegapisz okazję, oczywiście może być tak że się dopasujecie i nie będzie to problemem :-)
-
Cięcie Pkrla tędy --> (http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=149.msg76776#msg76776)
-
Tess, WG, Lynd -> ponizej wklejam fragment analizy astrologicznej, co b y bylo konkretnie i bez bledow. Mozecie teraz ,,ciac" mnie ile wlezie :).
,
O Jezu !
Zacytuję Seksmisję "Ciemność widzę. Widzę ciemność".
pkrl nic a nic mi to nie mówi.
Ja wiem po prostu "swoje" ;))
Potrafię tak ogólnie. Intuicyjnie. ...I ze zdjęcia ;)
-
Rozumiem :). Ja polubilem te analize bo osoba, ktora ja robila opisala to dosc dokladnie, podajac konkretne przyklady i trafila w tym w sedno :). A podalem konkrety dla tych, co znaja sie na astrologii. Zreszta pewnie kolega Lynd nie powstrzyma sie od zinterpetowania mojej osoby wiec wkrotce wszyscy sie dowiedzie, co ze mnie za ziolko :P.
-
Ja wiem. Swoje ;)
But looking forward to Lynd's response :))
Bedzie naukowo i konkretnie.
-
A co takiego jeszcze wiesz? :)
Ready to whisper a bit?
-
"Lęk przed zaangażowaniem nie oznacza jeszcze, że nie chcemy miłości i pełnego związku. Najczęściej, chcemy i to bardzo. W efekcie sobie i partnerowi fundujemy huśtawę: chcę się z Tobą spotykać, ale może nie za często; chcę się zaangażować, ale nie zbliżaj się do mnie za bardzo; bądź ze mną, ale teraz odejdź. Dobrze, jeśli uświadamiamy sobie swój lęk. Wtedy możemy próbować nazwać go, rozmawiać o tym z partnerem i próbować radzić sobie z nim. Często jednak jest on nieuświadomiony. A wtedy próbujemy racjonalizować swoje zachowanie mówiąc: w gruncie rzeczy to nawet lubię swoją samotność; potrzebuję przestrzeni do rozwoju; taki mam styl życia. Tylko, że ciągle nie czujemy się szczęśliwi i doskwiera nam samotność niby to z wyboru. Nie da się jednak zbudować trwałego związku bez zaufania i zaangażowania."
http://itc1.nazwa.pl/s/itc1_8/index.php/lek-przed-bliskoscia
-
Haha :)
Tempting, but ... no. Not yet ;)
Btw - whispering, you say, here ? :D
Było tam, że masz coś w Lwie ?
-
Pkrl, jeśli księżyc faktycznie w XII, to związki raczej nie jawne ;) I skoro tak mocno deklarujesz, że za żadne skarby nie dasz się uzależnić, to czy w drugą stronę też tak to działa?
Ale co ja tam wiem ;)
-
"Lęk przed zaangażowaniem nie oznacza jeszcze, że nie chcemy miłości i pełnego związku. Najczęściej, chcemy i to bardzo. W efekcie sobie i partnerowi fundujemy huśtawę: chcę się z Tobą spotykać, ale może nie za często; chcę się zaangażować, ale nie zbliżaj się do mnie za bardzo; bądź ze mną, ale teraz odejdź. Dobrze, jeśli uświadamiamy sobie swój lęk. Wtedy możemy próbować nazwać go, rozmawiać o tym z partnerem i próbować radzić sobie z nim. Często jednak jest on nieuświadomiony. A wtedy próbujemy racjonalizować swoje zachowanie mówiąc: w gruncie rzeczy to nawet lubię swoją samotność; potrzebuję przestrzeni do rozwoju; taki mam styl życia. Tylko, że ciągle nie czujemy się szczęśliwi i doskwiera nam samotność niby to z wyboru. Nie da się jednak zbudować trwałego związku bez zaufania i zaangażowania."
http://itc1.nazwa.pl/s/itc1_8/index.php/lek-przed-bliskoscia
Frisky, a nie przyszlo Ci do glowy ze byc moze dlatego coraz wiecej osob nie chce wchodzic w tradycyjne zwiazki bo model ten przestal byc praktyczny dla Ziemi? Popatrzmy: mamy juz ponad 6,5 miliarda ludzi na swiecie i jak narazie nie jestesmy w stanie zyc wszyscy na godziwym poziomie. Znajdujemy sie w okresie przemian, gdzie nasza energie trzeba lokowac w wiekszej czesci nie w zycie rodzinne (a co za tym idzie, plodzenie potomstwa) ale w sprawy, ktore wymagaja od nas pelnego zaangazowania w owe przemiany. Moze wiec nic dziwnego, ze zyjemy w okresie, gdzie tworzenie klasycznego zwiazku staje sie na dzien dzisiejszy przeszkoda? Nie mozna ciagle trwac przy czyms, co zostalo stworzone iles tysiecy lat temu. Rozwoj wymaga zmian.
-
Haha :)
Tempting, but ... no. Not yet ;)
Btw - whispering, you say, here ? :D
Było tam, że masz coś w Lwie ?
Zeskanuje w poniedzialek to, co przyslala mi astrolog i bedzie wszystko jasne :).
-
Frisky,
Cytujesz ? Czy też tak uważasz ?
-
Pkrl, jeśli księżyc faktycznie w XII, to związki raczej nie jawne ;) I skoro tak mocno deklarujesz, że za żadne skarby nie dasz się uzależnić, to czy w drugą stronę też tak to działa?
Ale co ja tam wiem ;)
No nie lubie sie obnosic z moimi relacjami i brylowac przy innych tymi sprawami. A dziala w obie strony raczej, nie spotykalem kobiet chcacych sie ze mna zwiazac i z perspektywy czasu wyszlo na dobre :). Bo jak np. moglbym wyjechac za granice i rozpoczac nowe zycie jakbym mial juz rodzine?
-
Tess
dla Ciebie tylko cytuję, koniec kropka, finito ; )
pkrl5758
cieszę się że jakby jednak dostrzegasz wpływ cywilizacyjnych zmian : ) , ale to co oparte jest na lęku przed odpowiedzialnością i braku zaufania, w efekcie niezdolności do tworzenia trwałych związków nie jawi mi się jako postępowe, nie widzę również sprzeczności w tworzeniu trwałych i harmonijnych związków a głębokim zaangażowaniem w pozytywne przemiany na Ziemi, we dwoje jest to nawet prostsze, oczywiście pomijając tych którzy wybierają pełną koncentrację na boskości, np. mnichów, czy realizację jakiejś rozległej misji duchowej w postaci mistrzów duchowych, ale o tych chyba tutaj nie mówimy? zawsze można zadowalać się jakąś pośrednią formą, ale cokolwiek wybieramy warto mieć świadomość potrzeb i ograniczeń, do których dostosowuje się swoje wybory, ja tam akceptuję wszelakie które nie są realizowane wbrew woli innych i w których ludzie dobrze się czują, ale nie kupuję tych haseł o postępie, wolności, etc. gdy jest to zwyczajnie oparte a) na wewnętrznych ograniczeniach, czyli np. lękach i b) na zewnętrznych negatywnych wpływach
-
pkrl5758
Bo jak np. moglbym wyjechac za granice i rozpoczac nowe zycie jakbym mial juz rodzine?
normalnie, jakimś wygodnym środkiem transportu ; )
naprawdę nie znasz nikogo kto przeniósł się do innego kraju z Polski wraz z całą rodziną? obecnie to dość powszechne zjawisko
-
pkrl5758normalnie, jakimś wygodnym środkiem transportu ; )
naprawdę nie znasz nikogo kto przeniósł się do innego kraju z Polski wraz z całą rodziną? obecnie to dość powszechne zjawisko
No znam, ale wtedy np. trzeba isc do pierwszej roboty i ostro zasuwac, aby te rodzine utrzymac a jak sie nie ma zobowiazan, mozna wtedy latwiej zyc bo martwisz sie tylko o siebie. Zreszta ja nie mam zadnego wyuczonego zawodu i w tej chwili tez nie zarabiam jakis tam kokosow a perpsketywa, ze musialbym zmienic moj sposob zycia nie usmiecha mi sie za bardzo bo lubie prowadzic taki tryb zycia.
-
ON kochał ją , ot i wszystko.
I to by było na tyle w temacie związków.
-
No to w takim razie jeszcze nie zdarzylo mi sie nikogo pokochac :).
-
Posiadanie rodziny jest poświęceniem - jeśli podchodzę do tego serio. W buddyzmie jest szanowane, jako realizacja dobrej karmy. Nie robisz tego, na co masz ochotę, a to co jest potrzebne. Za młodu niezależność jest wokół, robisz co chcesz i kiedy chcesz. Rodzina, dzieci - biegiem wracam po pracy, żeby poświęcić im uwagę, przekazać niezbędną do ich życia energię. Wiele bym chciała robić dla siebie, ale priorytet przez kilkanaście lat jest inny. Kwestia tylko, czy nauczymy się czerpać z tego szczęście i radość, mimo, że jest trudno i ciężko - fizycznie i psychicznie.
-
"Dług karmiczny rodziny to wibracja 16, uczy wartości rodziny, rozwija duchowo poprzez ewolucję w związku. Jest to lekcja rozwoju intuicyjnego postrzegania świata, poprzez tworzenie równowagi dawania i brania w związku. To otwieranie oczu na poznanie poza empiryczne, przeczucia i wiedzę wewnętrzną. Powstał w skutek zaniedbania rodziny lub przez nie podjęcie związku, pojawiając się sugeruje dar drugiej szansy w układzie partnerskim. Pozwala stworzyć silny i stabilny związek, oparty na wewnętrznym porozumieniu duchowym, o ile nie będzie w relacjach partnerskich zazdrości i rywalizacji."
http://www.numerolog.net/index.php?option=com_content&view=article&id=22:karmiczne-wibracje-w-numerologii&catid=2:artykuy&Itemid=17
Miłość i odpowiedzialność.
Osoba posiadająca tą liczbę w portrecie, w poprzednim wcieleniu zlekceważyła czyjeś uczucie. Być może opuściła rodzinę i dzieci. Skrzywdziła kogoś, niewykluczone, że więcej niż jedną osobę.
W tym życiu będzie borykać się z kłopotami związanymi z tą sferą (szczegóły zależą od portretu numerologicznego):
nieudane, nieszczęśliwe związki
izolacja i samotność
fałszywi przyjaciele, niekorzystne przyjaźnie
Sposób przepracowania:
Powinien uczyć się dokonywać mądrych wyborów. Ponad własne zachcianki i przyjemności przedkładać dobro innych, bliskich osób. Nie oczekiwać wzajemności, lecz dawać z siebie jak najwięcej. Koniecznie pracować nad odpowiedzialnością wobec innych.
http://prosperita.edu.pl/numer5.html
-
Frisky, ale ja nie jestem nieszczesliwy z powodu tego, ze nie jestem w zwiazku :). Tu jest spora roznica!
-
pkrl5758
Wcale nie zachęcam Cię żebyś był, ani nie twierdzę że jesteś nieszczęśliwy, skoro tego nie chcesz,
- nie wszystko wklejam tutaj z myślą o tobie :-)
-
:)
-
A prawda o zwiazkach jest taka, ze albo sie spotka te odpowiednia osobe albo nie. I nie ma co tu gadac :).
-
Albo dwie. Albo kilka :)
Dlaczego w sumie nie ?
-
,
O Jezu !
Zacytuję Seksmisję "Ciemność widzę. Widzę ciemność".
pkrl nic a nic mi to nie mówi.
Ja wiem po prostu "swoje" ;))
Potrafię tak ogólnie. Intuicyjnie. ...I ze zdjęcia ;)
A chcialoby Ci sie ,,pobawic" sie ze mna? :)
-
Masz odwagę ? :D
-
Mam :).
-
Pytanie było zaczepno - retoryczne ;)
Wyślij mi na priva kontakt na maila.
-
"Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe.
A nie w uwiędłych laurów liść,
Z uporem stroic głowę".
Takie przesłanie :)
Lubię Mickiewicza :)
Sai Baba ponoć powiedział, że karma to jest jak sznurek paciorków, który ciagniemy za sobą. Ciągniemy...
Puścić trudno.
-
Taka inspiracja :)
Warren Buffet, mentor Billa Gates'a, gdy zapytany kogo pyta o radę, gdy ma jakiś problem, odpowiedział :
"I usually look at the mirror" ;)
Youtube - Warren Buffet and Bill Gates go back to school qs.
-
jestem dla siebie autorytetem
(dlatego patrzy w lustro)
-
Albo : Tylko sobie ufam.
Albo : Wierzę mojej intuicji - we mnie jest odpowiedź.
Albo wszystko to :)
-
A propos 16, to Eckhart Tolle urodził się 16 lutego i bodajże ma tam jakąś żonę
-
6 Sposobów, Aby Chronić Się Przed Toksycznymi Ludźmi
http://zyjswiadomie.edu.pl/6-sposobow-chronic-sie-toksycznymi-ludzmi/
-
Niech lepiej napiszą co zrobić gdy z takim człowiekiem siedzie się 8 godzin w pracy.
-
http://www.spreecast.com/events/tony-robbins-spreecast.html?share=facebook (http://www.spreecast.com/events/tony-robbins-spreecast.html?share=facebook)
-
A propos 16, to Eckhart Tolle urodził się 16 lutego i bodajże ma tam jakąś żonę
Ponoc liczby karmiczne musze byc w glownym portrecie a nie w jakims cyklu bo wtedy tylko maja moc dzialania ale czytalem to tylko gdzies.
-
Ponoc liczby karmiczne musze byc w glownym portrecie a nie w jakims cyklu bo wtedy tylko maja moc dzialania ale czytalem to tylko gdzies.
Co masz na myśli mówiąc główny portret? Drogę życia? wydaje mi się ze dzień urodzenia zawiera się w głównym portrecie, ale Pewności nie mam. czytalam ze jak ktoś się urodził 16 dnia to wpływa przez cale życie.
-
Tak, gdzies czytalem to na tym forum. I generalnie nie traktuje numerologii jakos szczegolnie powaznie. Astrologia juz bardziej, bo i to bardziej szczegolowa, oparta na matematyce analiza. A numerologia to troche takie macanie na oslep :).
Z numerologii najbardziej moim zdaniem sprawdza sie wylacznie droga zycia, bo i wibracje sa tutaj najsilniejsze wiec jesli ktos ma droge zycia dajmy na to 7/16 to uwierze, ze moze miec trudnosci w zwiazakach ale to nie dlatego, ze ma jakas tam zla karme w tym temacie ale dlatego, ze 7 generalnie to liczba izolacji, pustelnictwa i zglebiania tego, co wewnetrzne (ale znam ludzi z taka liczba i znalezli milosc wiec to bardzo wzgledne wszystko jest :). Ja np. jestem 9ka a w ogole nie ciagnie mnie do zwiazku ani do jakiegos szczegolnego altruizmu :).
-
Ja się urodzilam 16 dnia miesiąca i jeśli chodzi o związki to szału nie ma, ale mam dużo 7 w portrecie, a z drogi życia jestem 3 i to się jak najbardziej zgadza. Jeśli chodzi o 9 te które znam maja niezłą rękę do biznesów i do kasy, mój szef np. Jest 9 i ma kilka firm w różnych miastach, choć to niby 8 są najbardziej przedsiebiorcze
-
Ja się urodzilam 16 dnia miesiąca i jeśli chodzi o związki to szału nie ma, ale mam dużo 7 w portrecie, a z drogi życia jestem 3 i to się jak najbardziej zgadza. Jeśli chodzi o 9 te które znam maja niezłą rękę do biznesów i do kasy, mój szef np. Jest 9 i ma kilka firm w różnych miastach, choć to niby 8 są najbardziej przedsiebiorcze
:) ;) :P
-
Witam Wszystkich,
Nie zauważyłem wątku " Przywitaj Się", wiec mam nadzieję, że nie łamię zasad pierwszym postem ;)
A teraz do rzeczy. Czuję, że temat związków jest dla mnie ważny w życiu. Do tej pory z racji uzależnienia nie byłem w stanie trzeźwo spojrzeć na to wszystko i kierować się prawdziwymi uczuciami podczas "poszukiwań" drugiej połowy. Częste zakochiwanie się, poczucie niespełnienia w związku i poszukiwanie tej "idealnej".
Mnóstwo z mojego podejścia wynika z dzieciństwa i wychowania. Pracuje nad tym w terapii konwencjonalnej i zaczynam sporo dostrzegać .Teraz powoli wychodzę na prostą i zadaję sobie pytanie, co dalej? Jeżeli jestem w związku i zaczynam się rozwijać duchowo, podnosić świadomość i wibracje, jaki to będzie miało wpływ na związek? Jeżeli druga strona nie czuje bluesa w ogóle i co najwyżej akcetpuje ( o ile nie narusza to jej wyobrażenia idealnego świata)?
Sytuacja o tyle skomplikowana, że czuję duży wewnętrzny opór przed zadawaniem cierpienia drugiej bliskiej osobie. A jednocześnie czuję, że coś tu nie gra.
Co afirmować, o co się modlić?
A może nie powinienem w ogóle się przejmować?
Z góry dziękuję za pomoc.
-
Co afirmować, o co się modlić?
Myślę, że mógłbyś zacząć od modlitwy o czyszczenie waszej relacji.
Potem reszta.
-
Myślę, że mógłbyś zacząć od modlitwy o czyszczenie waszej relacji.
Potem reszta.
Dziękuję Tess.
A jakiś dobry i sprawdzony przykład :) ?
-
Cóż, pewnie nic odkrywczego nie napiszę, bo sama jestem w trakcie zrywania związku z tegoż właśnie powodu. Niestety bycie z kimś, kto duchowości kompletnie nie czuje przypomina rozmowę z przedszkolakiem na temat genetyki. Czyli monolog. W dodatku taki, którego druga strona nie dość, że nie zrozumie, to jeszcze uzna za nudny, a potem wypomni, że przecież moglibyśmy bawić się jej/jego klockami zamiast tracić czas na bzdury ;)
Lepiej dowiedzieć się po co ten związek był, czego nauczył i rozejść się w zgodzie - o ile jest to możliwe. I być wdzięcznym za to, co się od tej osoby, jaką lekcję, wiedzę, dostało :)))
-
Tom Tom,
oto cytat mojego postu z wątku pytań do Leszka.
Wobec tego sugeruję modlitwę ;)
Dostałam ją od Magdy.
"Dobry Boże, powierzam tobie oczyszczenie, uzdrowienie i bezpieczne dla nas obojga, rozjaśnienie, rozswietlenie wręcz :) relacji pomiędzy mną - Tom Tom :) a X :), moją dziewczyną. Niechaj się dzieje i dokona. Dziękuję, że juz się dokonało. Dziękuję :)"
I zwróć jej wolność. I sobie :)
Sprawdzone :)
-
Tess, a ja troche zmieniłem:)
Dobry Boże, powierzam tobie oczyszczenie, uzdrowienie i bezpieczne dla nas obojga, rozjaśnienie, rozswietlenie wręcz :) podświadomej relacji pomiędzy mną a .... :) Niechaj się dzieje i dokona pełne, ostateczne, doskonałe rozwiązanie na to życie(wcielenie). Dziękuję, że juz się dokonało. Dziękuję :)
A tak wogóle, to mi się wydaje, że jak nie ma karmy to stały związek jest nierealny, nie ma motywacji do podtrzymania go. Przyciąga człowieka tam gdzie jest ta karma. Czy nie ?
-
Tess, medżikowsky
Bardzo Wam dziękuję, od tego zacznę :)
-
Tom Tom,
:))
medżikowsky,
ładnie zmieniłeś :)
But .... :)
Czy nie wydaje się tobie, że to słowo "rozwiązanie" może tu trochę namotać ?
Dziewczyna która własnie zobaczyła ten post stwierdziła, ze może sie to komus kojarzyć z np porodem :)) Mi sie kojarzy z rozstaniem.
I dlaczego tylko na to wcielenie ?
Czy nie lepiej rozwiazać sprawę na wciąż ?
A co do tych słów :
"A tak w ogóle, to mi się wydaje, że jak nie ma karmy to stały związek jest nierealny, nie ma motywacji do podtrzymania go. Przyciąga człowieka tam gdzie jest ta karma. Czy nie ?"
Przyciąga Miłość. Tak naprawdę podążamy za miłością. Bezwiednie i z ogromną tęsknotą. Tylko ona daje gwarancję na trwałość .
No ale może zacząć się od przyciagania karmicznego.
Why not ?
Potem oczyszczamy i ... zobaczymy co sie skonfiguruje :)
-
Tess
no weź powiedz jak dlaczego i komu rozwiązanie jakiejś sytuacji może się kojarzyć z porodem ???? ;)
modlisz się, bo coś jest namotane, wewnętrznie a często i zewnętrznie, jak poplątany sznurek
rozwiązanie sytuacji, rozwiązanie karmy, nie rozwiązanie buta
Przecież jest wiele modlitw o "doskonałe rozwiązanie" w nurcie "pozytywnego myślenia".
Dlaczego na to wcielenie, hmm dobre pytanie, ale to mało ? ;) Chodzi chyba o to by ścieżki życiowe się wyklarowały. By działo się najbardziej optymalne rozwiązanie uwzględniając je. Może to faktycznie bez sensu?
To pięknie brzmi, że podążamy za miłością, tylko gdyby tak było to niczego innego byśmy nie doświadczali.
-
medżikowsky,
Kto i czemu ? Nie znaju. Nie oceniam.
A co do podążania za miłością.
Uważam, że podświadomie za nią podążamy !
A napisałam to w związku z, juz raz przeze mnie zacytowaną, twoja wypowiedzią
A tak wogóle, to mi się wydaje, że jak nie ma karmy to stały związek jest nierealny, nie ma motywacji do podtrzymania go. Przyciąga człowieka tam gdzie jest ta karma. Czy nie ?
.
Otóż uważam to za nonsens, ze stały związek jest nierealny, jężeli to nie jest zwiazek karmiczny - bo nie ma motywacji podtrzymywania go. .
Spotkanie karmiczne to spotkanie karmiczne.
Motywacją do podtrzymania związku nie powinna być karma lecz jej oczyszczenie po to aby doswiadczać w tym związku miłości, szczęsliwości, błogości.
-
Motywacją do podtrzymania związku nie powinna być karma lecz jej oczyszczenie po to aby doswiadczać w tym związku miłości, szczęsliwości, błogości.
Powinna- nie powinna , ale jak jest w praktyce ? :)
Powiedzmy , że jest 2 potencjalnych partnerów, tak samo harmonizujący potencjalnie
Z jednym jest wspólna karma ZWIĄZKOWA (np. było się małżeństwem wielokrotnie) z drugim nie ma , myślisz że którego byś wybrała ? Co by było korzystniejsze ?
Chciałbym usłyszeć choćby jeden przykłąd- ja jestem/ (w ostateczności - byłem min 3 lata) z osobą z która nie miałem karmy i trzymała nas czysta miłość przy sobie... lub oczyściliśmy karme, nie ma juz żadnych przywiązań między nami i dalej jesteśmy w związku... to by było coś!
-
Ciekawe :).
A ja jestem ciekawy, czy sa kobiety, ktore potrafia kochac i wejsc w zwiazek np. z partnerem, ktory nie chce np. nie zapewnia bezpieczenstwa, glownie finansowego czy ogolnie nie rokuje na jakis byt materialny. Czy milosc przypadkiem nie jest podparta typowo ewolucyjnym dazeniem do zapewnienia sobie stabilnosci?
-
są takie.
Dla mnie nie musiałby być bogaty ani dawać mi kasy, ważne żeby nie brał jej ode mnie i płacił za siebie.
-
A jesli prowadzilby zywot ,,cygana"? Wedrownego hipisa? Wloczegi, obiezyswiata ktory ma w dupie wszystko oprocz kogos, kogo kocha?
-
pkrl
1. a co może "zapewnić" kobiecie statystyczny gość dajmy na to w tym kraju , czy u sąsiadów na wschodzie, w Indiach itd ?
2. jak ma w dupie wszystko oprócz kogoś kogo kocha tzn że jest od niej uzależniony i nie ma to nic wpólnego z miłością
3. miłość taka prawdziwa która związana jest z miłością do siebie nie pozwoli na życie poniżej przeciętnej
4. jak ma być sama to woli być z kimś, normalne
Generalne jak ktoś "kieruje się sercem" to z definicji nie kalkuluje i nie patrzy na pieniądze. Pytanie czy to większość, czy mniejszość.
-
znam paru osobników, którzy mają "wszystko w dupie".
jeśli mają naprawdę wszystko w czterech literach to mają tam i swoją "ukochaną", a są z nią tylko dla obustronnych korzyści. Można doszukiwać się drugiego dna i łudzić się,że jest inaczej ale po co się oszukiwać?
Jeśli zaś to tylko image to jest jak napisał medzikowski (swoją drogą wszystko ujął zgrabnie).
-
On kochał ją , ot i wszystko.
I nie było to z życia tzw. ,, wyższych sfer ".
-
znam paru osobników, którzy mają "wszystko w dupie".
jeśli mają naprawdę wszystko w czterech literach to mają tam i swoją "ukochaną", a są z nią tylko dla obustronnych korzyści. Można doszukiwać się drugiego dna i łudzić się,że jest inaczej ale po co się oszukiwać?
Jeśli zaś to tylko image to jest jak napisał medzikowski (swoją drogą wszystko ujął zgrabnie).
Rozumiem, ale mi chodzilo o to, czy wedlug Was, kobiet, istnieje milosc czysto platoniczna czy zawsze chodzi tu o zapewnienie stabilizacji? Rozumiesz, o co mi chodzi? :)
medzikowsky - wypowiadac sie mozesz, forum to forum, ale jesli ktos uprzejmie Cie prosi o to, abys akurat tego nie robil, to moze zamiast wcinac sie z kolejnymi postami jak rzeznik w konskie udo (co by tylko udowdnic, ze masz racje i miec ostatnie zdanie), nie lepiej uszanowac czyjas prosbe i sledzic z ciekawoscia watek? :)
-
Nie spytałem się czy mogę napisać ten post z 10: 43.
Co to teraz ze mną będzie , panie administratorze kochany ?
-
ja pierdolę za przeproszeniem takie pierdolenie jak jest u innych , ucieczka od siebie , kolejna pułapka
mentalne co by było gdyby
tworzyć najpiękniej jak się czuje relację z kimś kogo kochamy , przyjaciel, partner
być świadomym procesów w sobie żeby mogło się przełożyć na bycie świadomym co może kierować partnerem
a najlepszy dowód jak potrafimy kochać to te doznania po rozstaniach :P
-
sorry że się wpie... wtrące, ale woigóle nie zrozumiałem postu Wilson i do czego się odnosi
-
ja pierdolę za przeproszeniem takie pierdolenie jak jest u innych , ucieczka od siebie , kolejna pułapka
mentalne co by było gdyby
tworzyć najpiękniej jak się czuje relację z kimś kogo kochamy , przyjaciel, partner
być świadomym procesów w sobie żeby mogło się przełożyć na bycie świadomym co może kierować partnerem
a najlepszy dowód jak potrafimy kochać to te doznania po rozstaniach :P
:)
A co rozumiesz przez slowo ,,przyjaciel", ,,partner"? Jaka jest Twoja definicja tych pojec?
-
o to mi chodzi , sam definiuj swoje definicje :)
-
Pkrl,
Rozumiem, ale mi chodzilo o to, czy wedlug Was, kobiet, istnieje milosc czysto platoniczna czy zawsze chodzi tu o zapewnienie stabilizacji? Rozumiesz, o co mi chodzi? :)
,
Ja nie ;))
Bo ...
Platoniczna powiadasz, hm.
Jakby to powiedział Nikodem Dyzma ( gdy zdobycz chciała romantyzmu li tylko i wyłacznie i wdzięcznie mu się wysmykiwała z objęć) - "A na cholerę mnie taka miłość ! ".
A może masz na myśli taką miłość pt "Kobieto kochaj mnie bo jestem. I już" ?
No i co to daje kobiecie ?
Niepewność ?
Związek = relacja miedzy dwojgiem to JEDNAK coś więcej niż tylko wzdychanie i "porywy serca" . To wspólne cele, marzenia, radości podwajane a kłopoty "na pół dzielone :)
A nie jakies tam srutu tutu.
To wzajemna troska=troskliwość, okazywanie zainteresowania.
I najważniejsze WZA-JEM-NA !
-
A jesli sie nie chce tych klopotow pt. rodzina, dziecko itp. a jednoczesnie pragnie sie milosci? Czy wedlug Was nie moze to istniec?
-
Może.
Nie trzeba mieć od razu rodziny i dzieci.
Ale jednak jest WSPÓŁODPOWIEDZIALNOŚĆ za związek.
-
Tess
Dyzma - powiadasz.
Nie znam kto zacz , może to i dobrze .
Dla mnie , oczywiście ,ma się rozumieć.
-
Poza tym pkrl - Skorpionku ;)) - weź nie ściemniaj z ta platonicznością ;)
-
WG,
No wiesz !
Ty ?
Taki obeznany z kinematografią w PRL-u ? !
No "Kariera Nikodema Dyzmy" pszesz ;)
-
Poza tym pkrl - Skorpionku ;)) - weź nie ściemniaj z ta platonicznością ;)
Nie sciemniam :). Ale jestem ciekaw kobiecego punktu widzenia w tych sprawach :).
Bo jak juz wiesz, mnie interesuje wiadomo co, ale nie ukrywam, ze glebsze uczucie tez jest czyms wartosciowym i przyjemnym. Problem w tym, ze jakos nie widze siebie w roli tego, co utrzymuje i jest takim typowym wojownikiem (a te wzorce sa w u nas bardzo silne wciaz), co idzie i zarabia na ,,dom" :). Stad bylo moje pytanie do plic piekniejszej o to, jak Wy widzicie kwestie zwiazkow :).
-
o to mi chodzi , sam definiuj swoje definicje :)
Dla mnie wszystko jest ok dopoki nie zaczynam czuc w tej przyjazni tematu pt. ze musze zanadto wspierac te osobe, wtedy robi sie ciezko juz :). Mecza mnie takie relacje, szczegolnie kiedy idzie o relacje typowo uczuciowe.
-
jakos nie widze siebie w roli tego, co utrzymuje i jest takim typowym wojownikiem (a te wzorce sa w u nas bardzo silne wciaz), co idzie i zarabia na ,,dom"
a kto komu każe walczyć? trzeba przerobić temat zarabiania... wtedy nie ma walki/wysiłku/survivalu tylko dostatek, to jest b. powiązane i przeplata się z kwestiami związkowymi, nabierzesz ochoty na związek a być może i na dom/ rodzinę
świadomie się wtrącam ;)
-
Sex i pieniadze.
Pieniadze i seks ;)
To nada oczyścić !!!
Inaczej to sie prostytucja robi.
W jakąkolwiek ze stron.
-
a kto komu każe walczyć? trzeba przerobić temat zarabiania... wtedy nie ma walki/wysiłku/survivalu tylko dostatek, to jest b. powiązane i przeplata się z kwestiami związkowymi, nabierzesz ochoty na związek a być może i na dom/ rodzinę
świadomie się wtrącam ;)
Luz :).
Widzisz, u mnie przerobienie watku zarabiania bedzie o tyle trudne, ze przewaznie dzisiaj, aby zarabiac, trzeba sie w jakis sposob podporzadkowac pracodawcy (albo w kwestii wykonywania obowiazkow, albo w kwestii np. etykiety, albo w jeszcze innych kwestiach). Panuje po prostu taki dosc powszechny model pracy, gdzie trzeba spedzic okreslona liczbe godzin aby pracodawca mogl Ci za cos zaplacic.
Ja nie dosc, ze mam karme wladcy i wojownika (ktora osobiscie lubiei ktora juz sama z siebie nie znosi zwierzchnictwa), to w dodatku mam tez nature Cygana-hipisa-artysty czyli w moim przypadku zycie z prac etatowych, jakichkolwiek prac ktore wywieraja wiekszy nacisk na moja osobe w sensie obowiazku/poswiecania czasu, nie wchodzi w gre.
Problem zaczyna sie wtedy, kiedy z tzw. wolnych zawodow nie jestes w stanie sie utrzymac, nie mowiac juz o utrzymaniu kogos. A mialem takie sytuacje juz, gdzie mialem do wyboru albo bide z nedza albo pojscie do pierwszej roboty byle by miec cos wiecej. Jak myslisz, co wybralem? :).
A co do rodziny...nie wchodzi to w gre. Nie ciagnelo mnie nigdy i nadal nie ciagnie w tym kierunku. Jesli zwiazek, to tylko z kobieta totalnie niezalezna finansowo. Nawet, gdybym mial te wieksza ilosc pieniedzy, meczylbym sie w takiej relacji, gdzie jest wymuszana materialna odpowiedzialnosc.
-
Sex i pieniadze.
Pieniadze i seks ;)
To nada oczyścić !!!
Inaczej to sie prostytucja robi.
W jakąkolwiek ze stron.
Ale mnie do tego niezbyt ciagnie :). Wiec chyba nie mam co zbytnio oczyszczac w tej kwestii choc nie widze niczego problematycznego w seksie bez zobowiazan :).
-
Nawet, gdybym mial te wieksza ilosc pieniedzy, meczylbym sie w takiej relacji, gdzie jest wymuszana materialna odpowiedzialnosc.
nie wiesz jak byś myślał, gdybyś miał większą ilość pieniędzy
pkrl, ja miałem 3 prace można powiedzieć, takie min 1 rok.
W żadnej szef nie stawiał się wyżej ode mnie, nawet powiem ci że czuli przede mną respekt (byłem tego świadomy i nie spuszczałem "z tonu") , ale i pełny szacunek z mojej strony, dlatego byli zadowoleni i nawet nie mieli ochoty wpieprzać się za bardzo w to co robię, zwłaszcza że robiłem dobrze i z zaangażowaniem. Troche ja ustalałem zasady, kulturę naszej pracy. Chodzi mi o to , że masz sztywne wyobrażenia jak musi być. Możesz być na etacie i wcale się tak nie czuć, masz po prostu rzeczy do zrobienia tak jak i w wolnym zawodzie. Nikt nie ma prawa zachowywać się nie fair w twoją stronę. Jak się wchodzi z takim nastawieniem , to nikt nawet się nie ośmieli spróbować.
-
W tej właśnie kwestii masz ogromnie co oczyszczać !
Ja nie dosc, ze mam karme wladcy i wojownika (ktora osobiscie lubiei ktora juz sama z siebie nie znosi zwierzchnictwa), to w dodatku mam tez nature Cygana-hipisa-artysty czyli w moim przypadku zycie z prac etatowych, jakichkolwiek prac ktore wywieraja wiekszy nacisk na moja osobe w sensie obowiazku/poswiecania czasu, nie wchodzi w gre.
,
I teraz ćwiczenie : wyobraź sobie, że juz masz 65 lat !
Z czego sie utrzymujesz ?
gdzie mieszkasz ?
Wojwniku ;)
Sam sobie odpowiedz. Rzetelnie i bez pokerowego ściemniania.
-
nie wiesz jak byś myślał, gdybyś miał większą ilość pieniędzy
pkrl, ja miałem 3 prace można powiedzieć, takie min 1 rok.
W żadnej szef nie stawiał się wyżej ode mnie, nawet powiem ci że czuli przede mną respekt (byłem tego świadomy i nie spuszczałem "z tonu") , ale i pełny szacunek z mojej strony, dlatego byli zadowoleni i nawet nie mieli ochoty wpieprzać się za bardzo w to co robię, zwłaszcza że robiłem dobrze i z zaangażowaniem. Troche ja ustalałem zasady, kulturę naszej pracy. Chodzi mi o to , że masz sztywne wyobrażenia jak musi być. Możesz być na etacie i wcale się tak nie czuć, masz po prostu rzeczy do zrobienia tak jak i w wolnym zawodzie. Nikt nie ma prawa zachowywać się nie fair w twoją stronę. Jak się wchodzi z takim nastawieniem , to nikt nawet się nie ośmieli spróbować.
Rozumiem :). Ale ja naprawde za zadne skarby nie chce pakowac sie w ,,kierat". Po prostu to nie moja droga zyciowa, jak to sie mowi i nie ma takiej sily na swiecie, ktoraby zmusila mnie do tego :). Ani widmo rodziny ani czegos innego.
Wedlug mnie ludzie dzisiaj sa troche wiezniami konformizmu i pieniedzy, stad takie a nie inne warunki i modele prosperity.
-
W tej właśnie kwestii masz ogromnie co oczyszczać !,
I teraz ćwiczenie : wyobraź sobie, że juz masz 65 lat !
Z czego sie utrzymujesz ?
gdzie mieszkasz ?
Wojwniku ;)
Sam sobie odpowiedz. Rzetelnie i bez pokerowego ściemniania.
Szczerze? Nie dbam o to. Juz nie. Nie zalezy mi na zyciu, gdzie ciagle musze martwic sie o przyszlosc, gdzie musze myslec o tym jak przezyc aby tylko przezyc. To jest zycie robota, nie czlowieka!
I nie chce tego oczyszczac. Chce zyc tak jak tego chce! Nie tak, jak chca tego inni ludzie ani wedlug ustalanego kodeksu spoleczno-prawnego!
-
a kto tutaj mówił o jakimś kieracie ? to są twoje skojarzenia i gadanie z twoją podświadomością , można tak w nieskończoność i dalej będziesz w tym samym punkcie :)
samozatrudnieni , przedsiębiorcy, z reguły pracują więcej niż ci na etacie, wszystko rozchodzi się o to czy cos lubisz , czy nie, a etat/ zatrudnienie/ firma to tylko kwestia ram i organizacji danej pracy.
-
a kto tutaj mówił o jakimś kieracie ? to są twoje skojarzenia i gadanie z twoją podświadomością , można tak w nieskończoność i dalej będziesz w tym samym punkcie :)
Bo moja podswiadomosc nie lubi takiej pracy :).
-
To z niej biore wiekszosc inspiracji, nie z zycia ktore mam ,,obok" :)
-
Miałam na mysli uruchomienie twojej wyobraźni = "Imagine" :))
Nie ZUS.
-
Miałam na mysli uruchomienie twojej wyobraźni = "Imagine" :))
Nie ZUS.
Powiem tak, zachaczajac z lekka o watek ekonomiczno-polityczny, poniewaz bedac dojrzala osoba nie da sie dzis pominac wplywu tychze na zycie przecietnego zjadacza chleba:
-moim marzeniem od dziecka sa i beda podroze, zycie z wolnych zawodow (wszystko jedno, czy bedzie to ukladanie paneli podlogowych czy gra w zespole lub malowanie tudziez inna pocieszna tworczosc szeroko rozumiana) ALE jesli spelni sie scenariusz, o ktorym pisze Leszek, niedlugo tego typu zawody i ludzie beda na glownym celowniku ludzi, ktorzy daza do tego, aby sprawowac faktyczna wladze nad ludzmi i zrobic z nich niemyslacych cyborgow.
Moje pomysly nieraz odbijaly sie i wciaz odbijaja od sciany poniewaz nie sa styczne z pogladamy wysuwanymi przez ludzi uzurpujacymi publiczne stanowiska i ktorzy usilnie, dzien po dniu, proboja wbijac w glowy niewinnego spoleczenstwa bzdury o tym, ze ludzie mojego pokorju sa nierobami, oszustami, zlodziejami, osobami niedostosowanymi spolecznie, ludzmi cierpiacymi na zaburzenia psychiczne wymagajace leczenia itp.
Doczekalismy sie czasow, kiedy czlowieka samodzielnie myslacego i chcacego zyc wylacznie podlug wlasnych kategorii uwaza sie za wyrzutka spolecznego, ktorego trzeba za pomoca wszelkich dostepnych srodkow przystosowac....lub zutylizowac w imie dobra ogolu.
Wczoraj obejrzalem bardzo proroczy film mp. ,,Niezgodna" (polecany zreszta na tym forum przez kogos). Ja nie chce doczekac takich czasow, bo jesli nadejda, to nie tylko ja, ale wiekszosc z Nas tutaj moze stac sie bezimienna ofiara systemu, ktorzy de facto wspiera sie na tym, co dzis nazywa sie ogolnie spolecznym przystosowanem i dostosowaniem sie do tzw. regul ,,wolnego ryku", wyksztalcenia zawodowego i politycznej poprawnosci.
Oby to sie nie spelnilo, niech Bog tak da! Bo tylko jego mozna prosc o opieke w takiej sytuacji!
-
Prosiłeś o modlitwę za ciebie, w imieniu ciebie. O ułozenie takiej modlitwy dla ciebie.
Nie wiem czy sie ktoś do ciebie z tym zgłosił ( tyle nie da sie odczytać ;)).
Ale zaproponowałam tobie wykonanie samodzielne takiej modlitwy - takiej na przyszłość.
Dało radę ?
-
Jeszcze nie. Za duzp napiecia poki co :). Po weekendzie mam zamiar wybrac sie na dluzsza wycieczke w plener, czuje ze to bedzie dobre miejsce na spokojna modlitwe i medytacje w ogole :).
-
Excellent idea !
Have fun :))
-
nie chce np. nie zapewnia bezpieczenstwa, glownie finansowego czy ogolnie nie rokuje na jakis byt materialny.
Czyli pieniędzy nie przynosi, a nawet bierze. Ale huknąć pięścią w stół to już lubi? ;)
-
Czyli pieniędzy nie przynosi, a nawet bierze. Ale huknąć pięścią w stół to już lubi? ;)
Chyba malo uwaznie czytales :). Obie strony zyja na wlasny koszt ale wspieraja sie wzajemnie (chyba, ze jest sytuacja, ze czasami trzeba pomoc).
-
Różnego rodzaju dziwne wizje przyszłości związane z gospodarką jak ktos ma, to tez są blokady na zarabianie.
-
OK. Piszesz że preferujesz klasyczny model rodziny, ale w klasycznym to właśnie mężczyzna zapewniał byt rodzinie, co dawało mu prawo decydowania.
Skoro więc kobieta ma Ci być równa materialnie, to dlaczego masz mieć prawo do huknięcia?
Szukasz głupszej parnerki czy jak?:P
-
Różnego rodzaju dziwne wizje przyszłości związane z gospodarką jak ktos ma, to tez są blokady na zarabianie.
Ja po prostu uwaznie czytam i obserwuje co sie dzieje dookola. A dzieje sie niezaciekawie poki co w gospodarce :).
-
OK. Piszesz że preferujesz klasyczny model rodziny, ale w klasycznym to właśnie mężczyzna zapewniał byt rodzinie, co dawało mu prawo decydowania.
Skoro więc kobieta ma Ci być równa materialnie, to dlaczego masz mieć prawo do huknięcia?
Szukasz głupszej parnerki czy jak?:P
Napisalem, ze podoba mi sie typowo meska postawa, ale nie ma to nic wspolnego z tym, ze mam utrzymywac druga osobe. Nie wkladaj mi do ust nie moich zdan!
Prawo do hukniecia ma sie wtedy, kiedy jedna ze stron zaczyna roscic sobie prawo do posiadania wiecej anizeli ma faktycznie. A ze baby potrafia i daza do dominacji w zwiazku (chocby z przyczyn biologicznych pt. posiadanie dzieci), to juz inna historia :).
-
to co się dzieje teraz, a co wg niektórych się stanie to 2 rózne rzeczy, z których jedna to wyobrażenia , a i obecna sytuacje róznie można widzieć i interpretować
-
to co się dzieje teraz, a co wg niektórych się stanie to 2 rózne rzeczy, z których jedna to wyobrażenia , a i obecna sytuacje róznie można widzieć i interpretować
Zgoda, co nie umniejsza faktu, ze ludzie zyjacy ,,po cygansku" jak ja to lubie nazywac, w gospodarce kapitalistycznej za lekko nie maja i raczej miec nie beda wziawszy pod uwage, ze czynnikiem dzis decydujacycm o prosperity nie jest wcale wyksztalcenie i umiejetnosci, a kapital. A ten nie kazdy ma szanse zarobic.
-
wszystko co piszesz na te tematy, to jak widzisz rzeczywistość i jaka myślisz, że jest to są dla mnie tylko przekonania, które można zmienić. sam widzisz jak większość, a myślisz , że jesteś taki inny mentalnie.
-
wszystko co piszesz na te tematy, to jak widzisz rzeczywistość i jaka myślisz, że jest to są dla mnie tylko przekonania, które można zmienić. sam widzisz jak większość, a myślisz , że jesteś taki inny mentalnie.
Wiesz, jak po prostu nie licze na ,,cuda" :). Za duzo spotkalem ludzi ktorzy deklaroali sie jako osoby czynnie praktykujace duchowosc i jak popatrzylem dluzej, jak im naprawde w zyciu idzie, to rozbieznosc miedzy ich haslami i wiara a tym, co de facto osiagali byla wrecz porazajaca.
-
ja myślę, że nie spotkałeś tylko czytasz forum i rozkminiasz za dużo..
nie mam wglądu w takie statystyki kto co osiąga dzięki temu, ale wiele osób , co nawet pisał Leszek w artukule po podniesieniu samooceny wyjechało z kraju , takie tez mam wrażenie że właśnie wiele osób związanych z regresingiem tam wylądowało, na pewno sporej grupie , która może się juz nie wypowiada powodzi się materialnie sam zdobywałem prace w UE dzięki temu co juz opisywałem na forum z rok temu nawet
także chyba i na ten temat masz zupełnie nieprawdziwe przekonania i wybiórczy ogląd
oczywiście to nie jest kwintesencja prosperity znaleźc prace na zachodzie, ale to tak w twoim temacie, może być rezultatem, bo z reguły to skok w zarobkach i akurat to zmiana zewnętrzna która można dostrzedz, bo kwotami ile kto zarabia nikt nie rzuca
-
ja myślę, że nie spotkałeś tylko czytasz forum i rozkminiasz za dużo..
nie mam wglądu w takie statystyki kto co osiąga dzięki temu, ale wiele osób , co nawet pisał Leszek w artukule po podniesieniu samooceny wyjechało z kraju , takie tez mam wrażenie że właśnie wiele osób związanych z regresingiem tam wylądowało, na pewno sporej grupie , która może się juz nie wypowiada powodzi się materialnie sam zdobywałem prace w UE dzięki temu co juz opisywałem na forum z rok temu nawet
także chyba i na ten temat masz zupełnie nieprawdziwe przekonania i wybiórczy ogląd
oczywiście to nie jest kwintesencja prosperity znaleźc prace na zachodzie, ale to tak w twoim temacie, może być rezultatem, bo z reguły to skok w zarobkach i akurat to zmiana zewnętrzna która można dostrzedz, bo kwotami ile kto zarabia nikt nie rzuca
No widzisz, tylko powiedz - czy nie majac w reku zadnego zawodu z ktorym moglbym teraz jechac mam szanse (praktycznie, nie w sensie duchowym) na zycie tam na przynajmniej tym samym standardzie materialnym, co mam tutaj? Ale tak szczerze :).
Co do myslenia, nie mysl tyle :). Bo nie znasz mnie i nie wiesz, kogo spotkalem. A przyznaje Ci racje co do tego, ze jednak wiekszosc osob poznalem tutaj i w podobnych miejscach i jakos tak sie zlozylo, ze jak czytam potem, ze taka osoba pracuje np. w fabryce i pisze ze jest szczsliwa...to rozwazam tylko dwie wersje: rzeczywiscie otoczenie odmienilo ja na tyle ze nawet pracaw fabryce daje jej radoche albo wstyd jej sie przyznac, ze zalizyla porazke, a robic trza :).
-
Myśle ze masz szanse na ten standard, choc nie wiem jak zyjesz. Wynajac studio o ktorym mowiles to nic wielkiego jesli nie mowimy o centrum londynu. Sam pisales o kladzeniu paneli a gadasz o fabryce, jak sie wstydzisz takiej pracy to co ci moge powiedziec i po co mialbym odpowiadac na twoje kolejne i kolejne wyobrazenia o swiecie
-
Myśle ze masz szanse na ten standard, choc nie wiem jak zyjesz. Wynajac studio o ktorym mowiles to nic wielkiego jesli nie mowimy o centrum londynu. Sam pisales o kladzeniu paneli a gadasz o fabryce, jak sie wstydzisz takiej pracy to co ci moge powiedziec i po co mialbym odpowiadac na twoje kolejne i kolejne wyobrazenia o swiecie
Nie wstydze sie :). Paneli jeszcze sie ukladac dobrze nie nauczylem wiec chce troche potrenowac przed wyjazdem :).
-
O, to jakis pozytywny post ! powiem ci ze jak puszczalem swego czasu takie emocje zwiazane z praca "nieprestizowa" to w uczuciach dopuszczac zaczalem taka jaka chce.... bo to emocje przywiazuja do danego obiektu i nie pozostawiaja wyboru
-
mi się wydaje, że jak nie ma karmy to stały związek jest nierealny, nie ma motywacji do podtrzymania go. Przyciąga człowieka tam gdzie jest ta karma (zawsze znajdzie się ktoś równie harmoinizujący z kim mamy karme, podobnie otwarty)
A co do podążania za miłością.
Uważam, że podświadomie za nią podążamy !
A napisałam to w związku z, juz raz przeze mnie zacytowaną, twoja wypowiedzią.
Otóż uważam to za nonsens, ze stały związek jest nierealny, jężeli to nie jest zwiazek karmiczny - bo nie ma motywacji podtrzymywania go. .
Spotkanie karmiczne to spotkanie karmiczne.
Motywacją do podtrzymania związku nie powinna być karma lecz jej oczyszczenie po to aby doswiadczać w tym związku miłości, szczęsliwości, błogości.
Powinna- nie powinna , ale jak jest w praktyce ? :)
Powiedzmy , że jest 2 potencjalnych partnerów, tak samo harmonizujący potencjalnie
Z jednym jest wspólna karma ZWIĄZKOWA (np. było się małżeństwem wielokrotnie) z drugim nie ma , myślisz że którego byś wybrała ? Co by było korzystniejsze ?
Chciałbym usłyszeć choćby jeden przykłąd- ja jestem/ (w ostateczności - byłem min 3 lata) z osobą z która nie miałem karmy i trzymała nas czysta miłość przy sobie... lub oczyściliśmy karme, nie ma juz żadnych przywiązań między nami i dalej jesteśmy w związku... to by było coś!
no to jak to w końcu jest ? możliwe jest spotkanie kogoś z kim nie mamy karmy i stworzenie związku w sposób naturalny? czy jest między takimi osobami przyciąganie, czy przyciąganie jest cały czas w inną stronę i sprowadzi się do walki z nim (lub we wszystkie inne strony) czyli intensywna obustronna terapia przez pierwsze 3 lata ;)
-
Czasami zdarza sie tak, że przyciągamy partnera "do naprawienia".
O typowym przykładzie, ze kobieta przyciągnęła jakiegoś nałogowca ( alkoholika, seksoholika czy innego - holika ) to pomijam, bo oklepany. Lub mężczyzna przyciągnął taką partnerkę...
Chodzi mi o taki wariant :
"Cóż on jest taki kochany michu, przytulny, a poza tym nikt inny mnie nie chce, na razie mnie wkurza, ale parę "kosmetycznych" zabiegów, poprawimy, wyrównamy i bedzie znośnie.
Ona jest co prawda taka i taka, ma naleciałości rodem z pralni wojskowej, ale wypolerujemy i będzie ok.
Ona jest taka naiwna i głupiutka - no ale to młode jeszcze jest, podszkoli się, wyedukuje i będzie raj".
Etc, itd, itp.
Otóż uważam, że te scenariusze nie maja szans na spełnienie. Lub maja bardzo małe szanse.
Ponieważ ta druga osoba jest z nami będąc na takim poziomie na jakim jest. Na bezczelnego.
I jeżeli to MY czujemy sie od niej lepsi bo wg nas ona wymaga tylko paru kosmetycznych zabiegów , żeby móc z nami harmonizować, to proszę popatrzeć, jaką samoocenę - lub bezczelność i wyrachowanie ;) - ma taka niby gorsza od nas istotka.
Przecież ona z nami, " lepszymi" sobie koegzystuje ! I nie ma zahamowań ;)
A jak już będzie PO wszelkiej 'kosmetyce', to zostawi swojego Pygmaliona bez żalu.
Bo ?
Za stary/-a, za głupi na jej obecny poziom, za biedny.... ;)
Bo tak właśnie bywa, że TO co my nie śmieliśmy zarzucić danej osobie, kierując się litością lub po prostu zasadami dobrego wychowania, ta osoba najczęściej wygarnie to głośno i wyraźnie nam.
I będzie wręcz próbowała zniszczyć lub przynajmniej ośmieszyć swojego "mentora".
Stąd myślę, ze należy dobierac sobie partnera "ze swojej bajki".
MEZALIANSE - jakiekolwiek, nie mają szans.
Kiedys tak było. I nadal to jest aktualne.
-
Tess
pozwolić miłosci działać , poddać się jej
-
WG,
Prawda.
Chodzi tutaj o przypadki, gdzie nie ma miłości.
Tylko próby zmiany partnera, który 'na chwilę obecną jest niedoskonały'.
Prawdziwa miłość nie zmienia nic na siłę.
Akceptuje. Uzdrawia. Inspiruje. Uskrzydla.
-
http://3.bp.blogspot.com/-I4WIsaq_r0Y/USo2HVKIylI/AAAAAAAAAX4/UYfsVonK_Vg/s1600/love+fire+-+Kopia.jpg
-
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,18005681.html
Wojciech Eichelberger: W umysłach współczesnych kobiet odradza się duch czarownic
-
Odradzaniu ducha czarownic towarzyszy odnawianie się ich traum oraz wzorców i wtedy gdy się zaczyna na nich jazda tworzą się niemiłe klimaty :
czyli w rozwoju duchowym czarownic najpierw pojawiają się/ odnawiają intencje, wzorce i traumy czarownic, potem stopniowo ujawnia się duch czarownic, czyli połączenie obciążeń i Ducha , a na końcu zostaje czysty Duch ; )
-
Czy jak się ma karmę na związki, to niemożliwe jest spotkanie połówki?
-
Jest możliwe spotkanie połówki jeśli ta karma związków to nie sa wzorce uniemożliwiające konkretnie spotkanie swojej połówki.Po prostu karma związków to pojęcie dużo szersze niż ta część karmy z naszą połówką/naszymi połówkami (bo może być ich więcej), która może nam uniemożliwić spotkanie się.
-
Mariusz, a znasz jakiś sposób jak się pozbyć karmy? Co jest najskuteczniejsze?
-
To już musisz sprawdzić samodzielnie jakie metody będa dla ciebie najlepsze. Na początek warto czytać inspirujące książki i artukuły. Mogą być Leszka. Medytować nad ich treścią. Ważne są afirmacje i medytacje. Innych metod jest wbród. Cos tam znajdziesz jak będziesz chcieć :-)
-
Zwiazki i droga duchowa ma sie tak, jak pieniadze i milosc: jak nie masz jednego, to kobity przy sobie dlugo nie utrzymasz ;).
-
pkrl, nie zgodzę się, ja na kasę nie lecę i nawet bym nie chciała bogatego faceta.
-
No jasne :). Ale takiego, co w ogole kasy nie ma chyba tez nie... :P.
-
Dlaczego? Jeśli ma motywację i dobre chęci (a nie leży przed tv z puszką piwa) to czemu nie? Ja się wolę razem dorabiać, to większa satysfakcja
-
No luz :). Ale wydaje mi sie, ze trzeba troche tez stac na nogach, na ziemi bo jeszcze nie slyszalem o relacji, gdzie jedna strona nic nie robi a druga ciagle daje. O to mi chodzilo ;).
-
Swoja droga to chyba jestes dosc wyrozumiala kobieta :).
-
Nie, po prostu nie lecę na kasę
-
To sie chwali :). Malo takich znam... :).
-
Natomiast ja nie znam takiego, co by nie leciał na dupę. Jak znajdę to ozłocę i w ramki oprawię
-
Cos w tym jest :).
-
" Na dupe" :)
Ważna jest atrakcyjność fizyczna, nawet bardzo :)
Nie wyobrażam sobie związku z kimś kto fascynował by mnie tylko np mentalnie.
-
No ja tez nie :). Chociaz tak sie sklada, ze jak ktos ma pieniadze czy/i pozycje spoleczna (w szczegolnosci mezczyzna), to nie musi byc wybitnie piekny aby moc przyciagnac partnerke. Wystarczy popatrzec na popularnych medialnie ludzi - sporo z nich nie jest jakos szczegolnie fizycznie atrakcyjna (sa np. otyli nie mowiac o takim gosciu jak aktor Gerard Depardieu z jego twarza ala pies) a maja na peczki partnerow/partnerek.
Wiec moim zdaniem lepiej ma ktos, kto nie jest np. wybitnie atrakcyjny niz ten, komu ludzie w ogole nie pasuja mentalnie :). Ten pierwszy wczesniej czy pozniej i tak znajdzie swoja polowke, ten drugi moze miec z tym spore problemy.
-
To tylko Twoje zdanie nt temat zaczerpniete z Twojego gustu ;) , ale wiesz jak jest, różni są ludzie więc różne są gusta a swój do swego i tak ciągnie. [ świadomie czy na kodach] Nie wiem czy ci ludzie finansowo top, tworzą spełnione związki i czy są szczęśliwi. To już inna sprawa często. Tworzyć zawsze można i sa to różne sytuacje wynikające z jakości intencji. Wszystko zależy od samoświadomości i świadomych celów w partnerstwie. Jesli kobieta jest spełniona finansowo, to będzie miała inne spojrzenie na faceta przy kasie. Jeśli kobieta jest głodna pieniędzy i ma kody że to facet ma zarabiać, [ lub cokolwiek innego] to inaczej będzie to wyglądać. Każdy kij ma 2 końce, faceci tez lecą w jakimś % na kodach z ta kasą, wydaje im się że z kasą to juz bożyszcze tłumu, i sex 10 razy dziennie ;) bańka pryska gdy trafią na spełnioną kobietę :) [ pisze bardzo ogólnie, nie mam na mysli ze kazdy facet czy kobieta to ma]
Mozna powiedzieć, że im bardziej spełniony człowiek sam w sobie, tym piękniejsze związki tworzy, bez jakiś zależności wzajemnych, tylko w oparciu na przyjemności różnej, wynikającej z towarzystwa :) PROSTE. Ale żeby dojśc do tego prostego, to już dłuższa wycieczka we własne emocje i własne kreacje:)
-
No jasne, pelna zgoda ale nie powiesz mi, ze dajmy na to facet bez kasy ma rowne szanse z kims, kto ow kapital ma (w sensie, ze umie po prostu zarobic czyli podswiadomie utrzymac rodzine [ pomijam tutaj osoby ktore swiadomie nie chca miec dzieci, bo to zupelnie inna bajka juz wtedy ].
-
Zależy u kogo
Zależy też jaka ma drogę partnerstwa
Zalezy od róznych czynników, od siłu uczucia, dogrania na innych poziomach, od tego co nam czysta intuicja podpowiada
Znam szczęsliwą parę w której role są np odwrucone. Naprawde jest im dobrze.
-
Czyli tak naprawde nie ma wytycznych :). Albo sie znajduje kogos takiego albo nie, i tyle.
-
Sa napewno kulturowe stereotypy, ale one sa po to by je łamać ;) By nie tworzyc chorych sytuacji typu Ona jego kocha i On ją, ale on jest biedny a Ona bogata no wiec nie mogą byc razem ;) To jeden z przykładów.
Fajnie dobrani ludzie naprawde zaczynaja dobrze prosperowac jesli chcą. Miłośc i Mądrość.
-
Nie wyobrażam sobie związku z kimś kto fascynował by mnie tylko np mentalnie.
wyobrażenia się zmieniają ; )
po sześćdziesiątce albo i wcześniej np. po menopazie się to może zmienić i wtedy być może mogą poszerzyć się te horyzonty zawężone przez (od)zmysłowe i naturalne pragnienia czyli ograniczone przez ramy wytyczone naturalnymi popędami i zmysłowymi wrażeniami, przez tą opcję "na dupę" która się na mózg i oczy hormonalnie normalnie rzuciła i od której w efekcie uzależnia się wybory jako, że przedstawia się jako jedyna możliwa? ; ))
-
Fryski, jestem w tu i teraz
Niechodzi o popęd, to jest bardzo płytkie rozumienie sprawy. To jest część wzajemnego dopasowania
Ciało fizyczne tez jest Boskie, i tutaj też jest możliwa harmonia :)
Wszystko jest całością, wynika z głebszych poziomów. często harmonijni duchowo ludzie są tez i podobni do siebie fizycznie w jakis elementach, lub mają coś co się wzajemnie podoba. A czasem ludzie sa duchowo inni ale maja harmonię ziemskich ciał ok i tez ich ciągnie atrakcyjność nawet jak nie dokońca sa w swoim guście, tez tak bywa, mozna by było napisać o tym ksiązkę
-
no tu i teraz sobie tego nie wyobrażasz , ale to z obecności czegoś tam właśnie wynika , dopasowanie fajna rzecz, ale nie zawsze wszelkie czynniki ze sobą współgrają, wtedy jak wybierasz? to czego sobie "nie wyobrażasz" to z definicji wykluczasz ze względu na to że uważasz coś za jedną z najważniejszych rzeczy , inaczej byś to pominęła, albo zrezygnowała z tego, akurat "na dupę" : ) cokolwiek byśmy nie powiedzieli i nakładali na to wzniosłego to opiera się na popędach i zmysłach , więc gdy one zanikają, no to zanika ten warunek i przestaje być istotny, przynajmniej u mnie jakby zanikało to powoli haha, czyli jednocześnie zmieniają się priorytety - inaczej mówiąc zmienia się definicja dopasowania, im bardziej była oparta na tym co popędowe i od-zmysłowe tym bardziej się zmienia : )
-
ojojoj :)
nie bede tłumaczyc wniklieiwe co miałam na mysli mówiąc " niewyobrażam sobie", bo nie mam czasu zbytnio
Źle to zrozumiałeś.
Nie wyobrażam sobie róznych rzeczy. Takze bycia z toksyczna osobą. Lub duchowo śpiącą, czy mentalnym ignorantem. Mowa była wtedy o ciele fizycznym i o tym ciele pisałam. Jestem na samym końcu podejmowania decyzji z priorytetem fizycznym, rozsmieszyło mnie to ;D
-
tak mi się przypomniał ten znany ślepy śpiewak operowy i jego żona Polka, ona taka niepozorna i z wyglądu mało atrakcyjna, ale trochę puszysta więc w dotyku pewnie miła : ) do tego pewnie inne względy, typu głos, no i wyszło z tego dopasowanie oparte na innych zmysłach? , gdyby miał wzrok to pewnie by na nią nie spojrzał, bo by sobie pod wpływem tego zmysłu, otoczony wianuszkiem chętnych i ponętnych dupeczek też nie wyobrażał związku z nią , ok gdybanie, ale te zmysły i popędy raczej od początku bardziej zwodzą nawet jeśli idą w parze z dopasowaniem na innych poziomach (wtedy jest fajnie) , ale potem i tak albo puszcza się to jak kwiatki przekwitają... albo szuka nowego powabnego i młodego kwiatka, by karmić zmysły i rozbudzać popędy : )
-
Jestem na samym końcu podejmowania decyzji z priorytetem fizycznym, rozsmieszyło mnie to ;D
no spoko, to taki prowokujący post był ; )
ale haha jak czytam że ktoś sobie czegoś nie wyobraża no to są to bardzo istotne względy które za tym stoją , niezależnie czy dotyczy to toksycznych ludzi czy tych "dopasowanych", no inaczej tego nie widzę : D
-
Frisky, wiesz jakie względy za tym stoją ? świadomości tego co chcę tworzyć, w jakiej jakości a w jakiej nie. Rozumiem że masz inne myki w pś które łapią słowa innych za coś co niekoniecznie jest prawdziwe, kwestia słownictwa.
A z tymi prowokacjami to fajnie sobie poanalizować po co to sie robi ;) Pa
-
Olga
: )
wiesz jakie względy za tym stoją ? świadomości tego co chcę tworzyć, w jakiej jakości a w jakiej nie.
akurat "na dupę" jest to kwestia formy , gdyby tylko o jakość chodziło to nie było tego bardzo istotnego warunku że taka a nie inna forma
a prowokować można do rozważań żeby sobie coś przy tym lepiej uświadomić - taki przykład formy służącej treści, czyli jakości : )
-
dylematy dopasowania w praktyce:
http://por-img.cimcontent.net/cms/data/assets/bin-201408/79af035f3c51a7bb8b1e3e14b3876579_600x400.jpg
-
a prowokować można do rozważań żeby sobie coś przy tym lepiej uświadomić - taki przykład formy służącej treści, czyli jakości : )
Osoby czułe na takie niewinne manipulacje mogą Ci trzeć nosa ;) Ale rozumiem, ze własne zyski ponad wszystko ;)
-
Zeby znalezc albo inaczej, zeby byc z druga osoba, nie wystarczy sama atrakcyjnosc, potrzeba czuc ze cos nas laczy z druga osoba. Bez tego nawet najbardziej atrakcyjny partner/partnerka wczesniej czy pozniej sie znudza. Chyba ludzie o tym zapominaja, dobierajac sie, tak wynika z moich obserwacji. Brak wznajemnej inspiracji, czegos glebszego w relacjach miedzyludzkich w ogole.
-
I tak jeszcze dodam, ze sporo z nas chce miec pieknego partnera/partnerke, najlepiej zeby to byl ideal z okladki jakiegos czasopisma. Niewielu zdaje sobie sprawe, ze w tym wszystkim tak naprawde chodzi o cos zupelnie innego. Ja musialem nauczyc sie tego na poziomie hardcore, zeby zrozumiec takie proste rzeczy. I mimo, ze w jakims stopniu na pewno druga osoba musi nam sie podobac, to teraz w duzym stopniu juz nie kieruje sie tym przy potencjalnym wyborze, bo to po prostu jest tak naprawde uluda, sztucznie podkrecany obraz jak ma wygladac druga osoba (no chyba ze rzeczywiscie rozstrzal miedzy moim gustem a druga osoba jest nie do przeskoczenia).
Mam nadzieje, ze zostalem zrozumiany :).
-
Tematyce związków będą poświęcone wczasy z regresingiem w Tolkmicku.
-
Tematyce związków będą poświęcone wczasy z regresingiem w Tolkmicku.
Leszku - gdzie znajdę info o tych wczasach ?
-
Olga,
Wszystko jest całością, wynika z głebszych poziomów. często harmonijni duchowo ludzie są tez i podobni do siebie fizycznie w jakis elementach, lub mają coś co się wzajemnie podoba. A czasem ludzie sa duchowo inni ale maja harmonię ziemskich ciał ok i tez ich ciągnie atrakcyjność nawet jak nie dokońca sa w swoim guście, tez tak bywa, mozna by było napisać o tym ksiązkę
Lubię jak się tak uwzględnia różne opcje, różnorodne warianty z zaznaczeniem, że to i tak jest ok.
Etap taki, w sensie :)
Byleby anioł nie był przymuszany do obcowania z demonicznym na codzień, bo to powoduje niepotrzebne cierpienie.
A tak to pooowolutku ;)
-
dla skrzywdzonych , o poczuciu krzywdy w związkach :
"Doświadczenie a poczucie krzywdy osobistej
Trzeba odróżnić, a są to ważne różnice psychologiczne - takie zjawisko jak doświadczenie krzywdy osobistej od poczucia krzywdy. Można mieć bardzo mocne doświadczenia krzywdy osobistej bez poczucia krzywdy. Czasem może być odwrotnie: można mieć poczucie krzywdy, mimo że człowiek tak naprawdę nie przeżył głębokiego doświadczenia krzywdy osobistej albo nie było ono naprawdę intensywne.
Doświadczenie krzywdy to fakt psychologiczny, a poczucie krzywdy to subiektywny stan świadomości na ten temat. Czasami ludzie, którzy mieli bardzo mocne i głębokie, rujnujące psychikę doświadczenia krzywdy osobistej, całymi latami żyją bez poczucia krzywdy, broniąc się bardzo skutecznie przed uświadomieniem sobie tego. Dopiero w jakimś ważnym momencie udaje im się dotrzeć do śladu krzywdy. Na przykład po trzydziestu latach w ich oczach pojawią się łzy, wzruszenie, rozżalenie i do doświadczenia osobistej krzywdy dołączy także subiektywna świadomość tego w postaci poczucia krzywdy. Z drugiej strony można spotkać ludzi, pokazujących całemu światu swoje poczucie krzywdy, mimo że tak naprawdę specjalnie mocno ani głęboko nie zostali zranieni, a swoim poczuciem krzywdy trochę manipulują."
http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/137-emocje-i-nastroj/1477-o-poczuciu-krzywdy-osobistej-jerzy-mellibruda.html
-
Ja sie przyznaje do bycia i czucia sie osoba pomijana i pokrzywdzona jesli idzie o relacje uczuciowe, bo trudno mi wytlumaczyc sytuacje w ktorej bedac kims inteligentnym i oryginalnym mam tak duze trudnosci w znalezieniu bliskiej mi osoby i zbudowaniu pozytywnej relacji uczuciowej z ta osoba. Na stowe cos musi byc we mnie, co te sytuacje odpycha (lub osobe moze?) ale poki co nie wpadlem na to, co moze byc przyczyna. Na pewno nie jestem kims, kto trzyma sie obowiazujacych trendow czy mody, jestem raczej z natury osoba bardziej introwertyczna niz na odwrot chociaz jak trzeba, umiem wyjsc do ludzi albo stac sie samcem z krwi i kosci. Nie jest to na pewno rowniez kwestia jakiejs niezaradnosci zyciowej bo umiem zarabiac pieniadze. Czyli pewnie jakiejs subtelniejsze kwestie, moze energetyka czy cos w tym temacie....
-
Ja mam trochę inne pytanie mam kolegę w którym podkochuja się wszystkie kobiety.Malo tego są wściekłe na mnie za przyjaźń z nim wszystkie są za barze i zazdrosne o naszą przyjaźń. A on mieszka z dziewczyna
-
ale gdzie jest pytanie ? :-)
-
Zapomniałam dodać od czego to może zależeć ze one wręcz mnie nienawidzą za rozmowy z nim
-
Lena87,
bo liczą na to, że jakby Ciebie nie było to któraś z nich zajęłaby Twoje miejsce bycia z liderem stada i mogłaby sibie podnieść status w stadzie.
I zachodzi pytanie, czy to jeszcze przyjaź czy to już kochanie (z Twojej strony ?)
-
"Nigdy nie rozcinaj tego, co można rozwiązać." H. Jackson - Brown
-
z mojej strony tylko przyjaźń z jego tez raczej nie czuje zeby ktorekolwiek z nas chcialo cos wiecej
-
Niech przemówi dusza i serce
https://www.youtube.com/watch?v=o0TS1KWFEKk
https://www.youtube.com/watch?v=qxGY2q-FZiA
-
Pisałem ostatnio co nieco o wymianie energii między kobietą a mężczyzną. Reakcje na moje widzenie tej kwestii były zazwyczaj dość negatywne, czy też negujące. Zauważyłem, że rozmówcy na forum wykazują często - wbrew 'głębokim' deklaracjom - bardzo powierzchowne podejście do związków i niespecjalnie zdają sobie sprawę z tego, iż w bliskich relacjach między kobietą a mężczyzną dochodzi do połączeń energetycznych, z których wynikają pewne konsekwencje. Dla lepszego unaocznienia tych powiązań postanowiłem z grubsza rozpisać je na poszczególne czakry.
Najniższa czakra – połączenie na poziomie pożądania, instynktów, seksu, ciała fizycznego.
Dwa palce poniżej pępka – połączenie na poziomie biopola. Wiąże się z miłym poczuciem bliskości: kiedy kobieta ma dużo czułości dla mężczyzny, a ten – dużo męskiej siły, tak by ona czuła się przy nim bezpiecznie.
Splot słoneczny – poziom miłości warunkowej.
Serce – poziom miłości bezwarunkowej.
Gardło – poziom komunikacji werbalnej, wyrażania się. Dobre połączenie na tym poziomie oznacza doskonałe porozumienie między mężczyzną a kobietą. W takim wypadku problemy nie są rozwiązywane przy pomocy kłótni, a poprzez rozmowę, wyjaśnianie itd.
Trzecie oko – poziom komunikacji niewerbalnej. Harmonia na tym poziomie to niezakłócone połączenie telepatyczne między mężem i żoną. Pojawia się, kiedy mężczyzna jest odpowiedzialny – nie interesuje się innymi kobietami, a żona jest oddana mężowi i nie utrzymuje kontaktów z obcymi mężczyznami. Dzięki niemu można budować zgodne, wspólne życie bez konieczności prowadzenia długich dyskusji, narad, bez 'sztuki kompromisów'. Umożliwia też odczuwanie lub widzenie tego, co dzieje się z drugą osobą, nawet jeśli znajduje się bardzo daleko.
Korona – poziom boskości. Połączenie na tym poziomie staje się możliwe po uświadomieniu sobie roli, jaką nasze relacje spełniają w Boskim Planie; przy świadomości znaczenia rodziny w rozwoju duchowym własnym i innych istot.
Czy harmonijne połączenie na którymkolwiek z poziomów (nie mówiąc o wszystkich) jest możliwe, jeśli kobieta nie podda się mężczyźnie? Warto zastanowić się nad tym - zaczynając od poziomu seksu.
-
No tak, Piotrze, bardzo ładnie to wszystko opisałeś, z wszystkim się nawet zgadzam ;)
Jest jedno małe, aczkolwiek bardzo istotne "ale". Mianowicie, jeśli mężczyzna ma w pewnych obszarach braki, to nawet bardzo kobieca i "podległa" kobieta nic tu nie pomoże. A życie z takim mężczyzną będzie dla niej drogą do piekła. Czy w swojej wizji świata wziąłeś taką wersję pod uwagę? A może nawet masz na to jakieś cudowne lekarstwo? Bo ja widzę tylko jedno - jak najszybciej od kogoś takiego uciec i po prostu się odciąć. Czyli, niestety, znów ta negowana przez ciebie w stosunku do kobiet - AKTYWNOŚĆ.
-
JenKo,
Mianowicie, jeśli mężczyzna ma w pewnych obszarach braki, to nawet bardzo kobieca i "podległa" kobieta nic tu nie pomoże. A życie z takim mężczyzną będzie dla niej drogą do piekła. Czy w swojej wizji świata wziąłeś taką wersję pod uwagę?
kobieta jak najbardziej może pomóc mężczyźnie nadrobić braki, jeśli wie, jak obchodzić się z mężczyznami. Na pewno jednak nie pomoże mu poprzez urabianie go na własną modłę i dyrygowanie nim. Jeśli kobieta widzi u partnera braki męskości i zaczyna mu to wyrzucać, to tylko pogarsza sytuację.
Są oczywiście mężczyźni zupełnie niedojrzali i nieodpowiedzialni, którzy nie nadają się do związków. I od takich należy trzymać się z daleka.
W dzisiejszym społeczeństwie większość mężczyzn ma znaczne niedobory męskości, a większość kobiet znaczne niedobory kobiecości. I chodzi o to, abyśmy nawzajem pomagali sobie te braki naprawić, a nie obwiniali się wzajemnie i brnęli dalej w to błędne koło. Zaś żeby tego dokonać musimy zrozumieć, jak funkcjonują nasze relacje. Tę drogę można zacząć od małych kroków, ale zdecydowanych i konsekwentnych.
-
Piotrze, to, co napisałeś brzmi, jak tania porada z pisemek dla kobiet. Czy dobrze rozumiem, że wg ciebie kobieta ma UMIEĆ obchodzić się z mężczyzną, żeby stał się mężczyzną w 100% ?! Ma go sobie WYCHOWAĆ ?! Toć to typowe zagrania tych, co uważają się za znawczynie ludzkiej psychiki. A paradoksalnie jednocześnie przejaw męskiego szowinizmu i idealna wymówka dla ewentualnej porażki, zresztą niemal pewnej w razie takiego ze strony kobiety podejścia : ja jestem w porzadku, ale ONA to zła kobieta była. Wybacz, ale z partnerstwem niewiele to ma wspólnego :(
Raczej syndrom KKZB tu się kłania :( :( :(
-
Piotrze, to, co napisałeś brzmi, jak tania porada z pisemek dla kobiet. Czy dobrze rozumiem, że wg ciebie kobieta ma UMIEĆ obchodzić się z mężczyzną, żeby stał się mężczyzną w 100% ?! Ma go sobie WYCHOWAĆ ?! Toć to typowe zagrania tych, co uważają się za znawczynie ludzkiej psychiki. A paradoksalnie jednocześnie przejaw męskiego szowinizmu i idealna wymówka dla ewentualnej porażki, zresztą niemal pewnej w razie takiego ze strony kobiety podejścia : ja jestem w porzadku, ale ONA to zła kobieta była. Wybacz, ale z partnerstwem niewiele to ma wspólnego :(
Raczej syndrom KKZB tu się kłania :( :( :(
JenKo - to, o czym piszesz, to właściwie zaprzeczenie mojej wcześniejszej odpowiedzi.
Zaznaczyłem wyraźnie, że we właściwym podejściu do mężczyzn nie chodzi o urabianie i dyrygowanie. Bo to jest właśnie 'wychowywanie' mężczyzny, co wiele kobiet próbuje praktykować. Skutki są oczywiście opłakane.
Napisałem też, żeby skończyć ze wzajemnym obwinianiem. Są mężczyźni, którzy o wszystko obwiniają kobiety - to droga donikąd.
Pomóc mężczyźnie można rozwijając swoje kobiece cechy. Trzeba tylko uważać, żeby go na amen nie schować pod swoją spódnicą. Mężczyzna potrzebuje kobiecego ciepła, czułości i podziwu. Jednocześnie jednak jego zadaniem jest wzięcie na siebie odpowiedzialności. A żeby mężczyzna nauczył się brać na siebie odpowiedzialność, to kobieta musi przekazać całą odpowiedzialność w związku mężczyźnie. To zazwyczaj nie jest takie proste. Wymaga silnego zaufania i poddania się. Ponadto trzeba liczyć się z tym, że mężczyzna (zwłaszcza współczesny mężczyzna) początkowo będzie popełniał błędy i nie krytykować go za ich popełnianie. Nie wypominać niepowodzeń. Kto ma dziś w sobie na tyle odwagi i pokory, aby zdobyć się na to?
To wymagająca, lecz i piękna droga. Innym rozwiązaniem jest pójście na łatwiznę - duchowe wagary.
-
Czy stereotypy płciowe wpływają na twój związek?
http://facetpo40.pl/zwiazek/czy-stereotypy-plciowe-wplywaja-na-twoj-zwiazek/2/
Stereotypy płciowe i wypaczone przez nie obrazy płci dzielą i przeszkadzają w budowaniu intymności i bliskości w związkach. Presja społeczna oparta na nich jest tak samo niszcząca dla relacji w związkach, jak uprzedzenia rasowe dla kontaktów między ludźmi o różnym pochodzeniu etnicznym.
-
o wzorcach idealizacji ról i związków na przykładzie kobiet:
"Obecnie nieraz mamy do czynienia z rodzinami, na których czele stoją kobiety, toteż wiele osób uważa, że dzieci w nich wychowane nie uczą się zasad patriarchatu, ponieważ nie ma tam mężczyzn. Uważają oni, że wyłącznie mężczyźni uczą patriarchalnego myślenia. Jednak w wielu domach, w których głową rodziny jest kobieta, myślenie patriarchalne jest przekazywane i propagowane z większym przekonaniem niż w rodzinach z obojgiem rodziców. W tych domach błędne fantazje dotyczące ról płciowych nie zderzają się z rzeczywistością, toteż kobiety te idealizują patriarchalną rolę mężczyzny i samych patriarchalnych mężczyzn znacznie częściej niż kobiety, które mieszkają z nimi na co dzień. Musimy podkreślić rolę, którą kobiety odgrywają w procesie utrwalania i podtrzymywania kultury patriarchalnej, abyśmy mogli zobaczyć patriarchat jako system wspierany zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, mimo że to mężczyźni czerpią z niego więcej korzyści. Rozmontowywanie i zmienianie kultury patriarchalnej to zadanie, którego mężczyźni i kobiety muszą się podjąć razem."
http://codziennikfeministyczny.pl/zrozumiec-patriarchat/
-
Gotowanie.
Gotować powinny kobiety. To zgadza się z ich rolą opiekuńczą i ochronną - z przekazywaniem energii z drugiej czakry, odpowiadającej m.in. za przyjemności. Dawniej gotowały u nas tylko kobiety. Moda na pichcenie przez mężczyzn przyszła do nas oczywiście z Zachodu. To element procesu odwracania ról. Precz z Makłowiczem!
Sam zresztą przekonałem się o tym. Potrafię bowiem przyrządzić różne efektowne dania. Takim czymś można wzbudzić wprawdzie chwilowe uznanie w kobiecie (przez żołądek do łóżka), ale przecież żadnej się tym prawdziwie nie zaimponuje. I nie zatrzyma się przy sobie - chyba, że dominującą, grubą babę, co by tylko siedziała i jadła.
-
O stereoptypach od dziecka
http://www.sexymamy.pl/Od-kiedy-rozowy-to-kolor-dla-dziewczynek-Kiedys-bylo-na-odwrot_a1498#
„Ogólnie przyjęło się, że kolor różowy jest dla chłopców, niebieski dla dziewczynek. Wynika to stąd, że różowy jest kolorem bardziej zdecydowanym i silniejszym, dlatego jest odpowiedni dla chłopca. Niebieski, który jest delikatniejszy, pasuje do dziewczynek – czytamy w folderze z czerwca 1918 w marki Earnshaw, produkującej dziecięce akcesoria.
Nie inaczej było gdy w 1927 roku gdy magazyn „Time” wydrukował specjalną wkładkę, prezentującą odzież dziecięca, według najpopularniejszych sklepów USA. Większość z nich radziła rodzicom ubierać chłopców na różowo. "
Ciekawe na ile rynek dóbr konsumpcyjnych ma wpływ na inne stereotypy kulturowe, jak na tę zmianę w kolorach ubranek dla dzieci;)
Piotr
Od kiedy to opiekuńczość i ochrona to tylko rola kobiety? Tak samo mężczyzny jak i kobiety.
Oboje mogą to sobie dawać, zależy co kto potrzebuje danego dnia dla Wewnętrznego Dziecka:)
Męskie gotowanie jak najbardziej jest doceniane.
Ego chce imponować. A po co imponować kobiecie? Żeby je rozdmuchać w miejsce Ja Prawdziwego?
-
Od kiedy to opiekuńczość i ochrona to tylko rola kobiety? Tak samo mężczyzny jak i kobiety.
Oboje mogą to sobie dawać, zależy co kto potrzebuje danego dnia dla Wewnętrznego Dziecka:)
Męskie gotowanie jak najbardziej jest doceniane.
Ego chce imponować. A po co imponować kobiecie? Żeby je rozdmuchać w miejsce Ja Prawdziwego?
Rolą męską jest opieka i ochrona na poziomie czakry podstawy (byt i przetrwanie) oraz splotu (dostatek), a także gardła (decyzyjność). Na tych poziomach, związanych z ochroną materialną, mężczyzna daje energię, a kobieta dostaje.
Na poziomach subtelnych (czakra poniżej pępka, serce, trzecie oko) chroni kobieta. Na poziomie tych czakr ona daje energię, a mężczyzna przyjmuje.
A co do ego i Ja Prawdziwego: na poziomie najwyższej czakry jesteśmy jednakowi. I nie musimy imponować. Ale pozostałe czakry też są potrzebne.
-
co do gotowania :
wpływ tego co się je jest duży , w tym wpływ tego kto przygotowuje posiłki, stąd zwykle z duchowego punktu widzenia zaleca się by innym ( np. gdy żyje się w grupie) posiłki przygotowywali ludzie o czystych umysłach i wysokich wibracjach, to wpływa pozytywnie na innych , a płeć kucharza ma znaczenie dla tych którzy powiązali to z rolami społecznymi i przedkładają to nad inne, w tym duchowe sprawy,
co do czakr :
gdyby taki schematyczny podział jaki stosuje tutaj Piotr był naturalny to te czakry funkcjonowałyby tak że niemożliwe byłoby rozwijanie cech i robienie przez mężczyzn tego co robią kobiety w powiązaniu z tymi cechami/czakrami i vice versa, ale to tak nie działa , po prostu nie przystaje to co jest do takich dziwnych teorii i przekonań , które to przekonania i kodowane w powiązaniu z płcią wzorce jedynie modyfikują działanie czakr oraz przejawianie się,
zresztą nigdzie nie ma informacji o tym że jakieś cechy powiązane z czakrami przypisane są do jednej płci, a druga ich nie ma i nie powinna tego używać, haha to są jakieś ideologicznie zabarwione wymysły że kobiety nie są zdolne do tego co robią mężczyźni a jak jednak to robią i często lepiej im to wychodzi to wtedy ponoć jest to nadużycie mocy itp. buraczane pomysły - oczywiście jest to przekroczenie różnych tabu ( różnych w rożnych kulturach i społecznościach i nic więcej) zawsze jest to kwestia wyboru, taka cecha jak wolność która związana jest z wg niektórych z 4 czakrą, czyli uwalnianie się kobiet od narzuconych ról, stereotypów i schematów : )
z trzecim okiem wiążą często pewność i zdecydowanie, cechy przypisywane tradycyjnie mężczyznom, więc i tutaj teoria o tym że jest to czakra przypisana kobietom też jakby trochę podupada ( no chyba że! haha byłby to przyczynek do tego by przywrócić zwierzchnictwo kobiet i ich naturalną zdolność- powiązaną z trzecim okiem i im tylko przypisaną - do dominowania nad samcami! )
co do zapewniania bytu i przetrwania przez mężczyzn na poziomie materialnym to znowu oczywistym jest że naturalną funkcją u kobiet jest zapewnianie materialnego bytu nie tylko sobie, ale co ciekawe i w odróżnieniu od mężczyzn również płodowi (niezależnie od płci) i długo swoim dzieciom, więc i tu znowu praktyka rozmija się z teoriami, które twierdzą że jest to funkcja powiązana z czakrą podstawy występująca u facetów, ale nie u kobiet ...
schematy, stereotypy, głupoty
-
Schematy, stereotypy, głupoty - czy na pewno?
Wcześniej pisałem już o tym, że cechy urzeczywistnienia rozwija każdy człowiek, tyle że kobiety przejawiają je na sposób kobiecy, a mężczyźni - męski. A to wiąże się z różnym przepływem energii w poszczególnych czakrach.
Różnice między czakrami męskimi a kobiecymi polegają na przeciwnym kierunku przepływu energii. Tam, gdzie u mężczyzn energia ma ruch prawoskrętny, u kobiet kręci się w lewo i odwrotnie. Powoduje to dawanie lub pobieranie energii na poziomie danej czakry. Od dołu idzie to na przemian:
Czakra podstawy - mężczyzna daje energię, kobieta otrzymuje.
Poniżej pępka - kobieta daje energię, mężczyzna otrzymuje.
Splot słoneczny - mężczyzna daje energię, kobieta otrzymuje.
Serce - kobieta daje energię, mężczyzna otrzymuje.
Gardło - mężczyzna daje energię, kobieta otrzymuje.
Trzecie oko - kobieta daje energię, mężczyzna otrzymuje.
W koronie, czakrze boskości, energia u kobiet i mężczyzn płynie jednakowo. Można to ciekawie rozpisać na poszczególne cechy urzeczywistnienia.
Nie oznacza to, że jedne czakry rozwijamy, a innych nie. W Boskim Planie wygląda to tak, że jeśli energia w związku przebiega prawidłowo, to wzajemnie napędzamy swoje czakry i pobudzamy ich wiry. W normalnym społeczeństwie przepływ energii jest uregulowany od dziecka.
Dzisiaj, na skutek złych wzorców rodzinnych, traum, niewłaściwych poglądów, wojny informacyjnej - przepływ energii w czakrach jest już od dziecka zaburzony. To powoduje, że związki, zamiast być dla nas autostradą rozwoju duchowego, stały się wyzwaniem pełnym energetycznych dyskomfortów, w którym partnerzy, aby utrzymać jakąkolwiek równowagę, nieświadomie spowalniają nawzajem swoje czakramy.
Oczywiście, można rozwijać się w pojedynkę. Tak naprawdę to zawsze powoduje, że rozwój przebiega dużo wolniej niż w harmonijnym związku. Należy jednak pamiętać o jednej rzeczy: energię z płcią przeciwną wymieniamy zawsze, niezależnie czy żyjemy w związku, czy nie.
-
to jest świetny przykład konglomeratu składającego się z ezoterycznych prawd, uogólnień i uproszczeń, a wszystko to w kontekście innych wypowiedzi - czyli powiązane i znajdujące się w okowach stereotypów, schematów i ról, z naciskiem na te społeczne - staje się interesującym przykładem wypaczeń
-
Różnice między czakrami męskimi a kobiecymi polegają na przeciwnym kierunku przepływu energii. Tam, gdzie u mężczyzn energia ma ruch prawoskrętny, u kobiet kręci się w lewo i odwrotnie. Powoduje to dawanie lub pobieranie energii na poziomie danej czakry. Od dołu idzie to na przemian:
Pytanie do osób posługujących sie wahadłem. Czy zawsze tak jest. Niektóre źródła tak podają. Natomiast Józef Słonecki pisze tak:
"Energia wpływająca do czakry ulega zagęszczeniu, tworząc wirujący lejek, podobny do trąby powietrznej, tylko na mniejszą skalę. Czakry zasysają energię na przemian (raz kosmiczną, raz ziemską) toteż jej kierunek wirowania zmienia się cyklicznie – raz w lewo, raz w prawo."
Cały artykuł o harmonii energetycznej. Warto poczytać:
http://portal.bioslone.pl/ru/node/423
-
Pytanie do osób posługujących sie wahadłem. Czy zawsze tak jest. Niektóre źródła tak podają. Natomiast Józef Słonecki pisze tak:
"Energia wpływająca do czakry ulega zagęszczeniu, tworząc wirujący lejek, podobny do trąby powietrznej, tylko na mniejszą skalę. Czakry zasysają energię na przemian (raz kosmiczną, raz ziemską) toteż jej kierunek wirowania zmienia się cyklicznie – raz w lewo, raz w prawo."
Lilliole - jedno nie wyklucza drugiego. Stwierdzenie, że w czakrze energia płynie w prawo lub w lewo zawsze będzie uogólnieniem, ponieważ o przepływie energii w czakramie można napisać książkę. Czakra też ma przecież swoje poziomy energetyczne.
Współdziałanie sił jin i jang zawsze rozpatrujemy w odniesieniu do jakiegoś wszechświata. Każda czakra jest takim wszechświatem. A jednocześnie wszechświatem jest każdy człowiek w całości. Wszechświatem jest też relacja między kobietą a mężczyzną. Nie da się od tego uciec, ponieważ w naszej rzeczywistości zawsze reprezentujemy którąś płeć i wchodzimy w relacje z płcią przeciwną.
-
Moze jest tak, ze te zmiany sa cykliczne, i jesli kobieta i mezczyzna saw harmonii, to jak u niego kreci sie w lewo to u niej w prawo, a potem odwrotnie;)
Temat jest ciekawy i rzeczywiscie miloby bylo gdyby jakas kompetentna w temacie osoba sie wypowiedziala.
-
Moze jest tak, ze te zmiany sa cykliczne, i jesli kobieta i mezczyzna saw harmonii, to jak u niego kreci sie w lewo to u niej w prawo, a potem odwrotnie;)
Matek - tak nie jest, ponieważ to oznaczałoby, że kobieta i mężczyzna powinni cyklicznie zamieniać się rolami. Artykuł, który przytoczyła Lilliole mówi o relacji człowieka z wszechświatem, a nie o relacjach między kobietą a mężczyzną. To są osobne płaszczyzny - nie ma co mieszać.
-
Wg tego artykułu, który zalinkowałam czakry służą do pobierania energii,a zużyta energia jest wyrzucana na zewnątrz w postaci aury. Chyba tez poprzez czakry.
"Świeża energia dostarczana do komórek wypycha energię dostarczoną tam wcześniej, wskutek czego ma miejsce bezustanne wyrzucanie energii na zewnątrz ciała, tworząc tak zwaną aurę. Jasnowidze posiadający umiejętność widzenia aury oraz pewne doświadczenie potrafią z wyglądu aury zlokalizować z dość dużym prawdopodobieństwem stany patologiczne wewnątrz organizmu."
To w takim razie jak wygląda wymiana energii między ludźmi? Poprzez czakry jak to napisał Piotr? Poprzez aurę?
-
wychodzi na to, ze musi byc poprzez czakry
-
Wg tego artykułu, który zalinkowałam czakry służą do pobierania energii,a zużyta energia jest wyrzucana na zewnątrz w postaci aury. Chyba tez poprzez czakry.
(...)
To w takim razie jak wygląda wymiana energii między ludźmi? Poprzez czakry jak to napisał Piotr? Poprzez aurę?
W artykule jest mowa o ciele eterycznym - to je zazwyczaj nazywa się aurą, lub biopolem. Tego nie da się tak oddzielić, bo ciało eteryczne ma także swoje czakry. Czakry to centra energetyczne tego ciała, a aura jest tym, co te centra emitują.
-
a gdy w stadle rządzi mąż
to i miłość kwitnie wciąż
--
każda żona tym się chlubi
że mu daje jak on lubi
--
każda żona tym się chlubi
że gotuje jak on lubi
-
:) Ano, miłość kwitnie, kiedy każda ze stron z miłością spełnia swoją rolę.
-
niezależnie od polaryzacji czakr pełnią one te same funkcje zarówno u kobiet jak i mężczyzn - zarówno pobierają jak i emanują energią , poprzez nie dokonuje się też dystrybucja różnych rodzajów energii,
wymiana energii między mężczyzną, a kobietą o różnie spolaryzowanych czakrach ( na jednym poziomie z wielu wymiarów które już nie się spolaryzowane) nie determinuje jakichś ról ani też nie wymusza jednostronnego kierunku przepływu
harmonia polaryzacji to tylko jeden z wielu składników harmonii- można mieć zgodnie z typowym wzorcem spolaryzowane czakry, do tego ludzie mogą tkwić w okowach przypisanych im ról i związanych z tym samoograniczeń, a harmonii w związku będzie tyle co nic : )
role społeczne są dobre dla społeczeństwa, w społeczeństwach patriarchalnych bardziej służy to mężczyznom, zwłaszcza takie prostackie wzorce odplemienne i presje ich podtrzymywania (np. kobiety do gotowania faceci do polowania i tego rodzaju brednie) , ale często wypaczają i zaburzają przepływ energii w czakrach , np. presja że mężczyzna coś tylko daje na jednym poziomie, a kobieta tylko bierze i na odwrót, (zwykle w prostych stereotypowych wizjach coś lub ktoś jest taki a nie inny - stąd musi być ruch jednokierunkowy ,a nie może być naturalnej wymiany wynikającej z indywidualnych cech, warunków i potrzeb)
są to uzasadnienia dobre dla kontynuatorów tradycyjnych struktur i ról społecznych , które niestety często są toksyczne i chorobotwórcze ( na poziomie czakr wiąże się to z przeciążeniem) związane z presją dostosowania się do jednego właściwego wzorca (normalny syf i mogiła z tego wychodzi haha)
-
role społeczne są dobre dla społeczeństwa, w społeczeństwach patriarchalnych bardziej służy to mężczyznom, zwłaszcza takie prostackie wzorce odplemienne i presje ich podtrzymywania (np. kobiety do gotowania faceci do polowania i tego rodzaju brednie) , ale często wypaczają i zaburzają przepływ energii w czakrach ,
Mówimy stanowcze NIE wszystkim prostackim wzorcom
odplemiennym i presjom ich podtrzymywania i innym tego rodzajom
bredni : kobiety do kopalni - węgiel wydobywać , do wyrębu lasów
ewentualnie ,, kobiety na traktory " - do tego to nawoływała stalinowska
propaganda , walcząca z burżuazyjnym zacofaniem.
A mężczyźni do szydełkowania , haftowania i do garów.
Niechby ktoś tam chciał wrócić do sterotypowych, jakże
ograniczających ról , tak charakterystycznych dla zgniłego patriarchatu , nie
mającego już żadnej racji bytu i myśleć inaczej , to świekra niezłą
ruletkę by mu dała.
Niech żyje niczym nie wypaczający , zaburzajacy przepływ energi we
wszystkich czakrach u wszystkich czujących istot.
Mógłbym jeszcze tak dłużej pisać , ale muszę już kończyć , bo widzę że
już idą po mnie.
-
haha , rozumiem, że to żart : )
ale pokazuje jednocześnie jak funkcjonują umysły ludzi którzy w efekcie takiego czy innego zaprogramowania (np. w dzieciństwie) sami aktywnie wywierają presje jedynie słusznych ról ( w związkach, społecznych narodowych etc.) a jak ktoś postuluje wolność wyboru w miejsce odzwierzęcoinstynktownego/ strukturalnego zniewolenia i przymusu odtwarzania przypisanych ról, to interpretują to w ramach tego schematu tylko "naabarot" - jako kolejny przymus odmienności , zamiast cieszenia się z naturalnej różnorodności relacji:
https://www.youtube.com/watch?v=Iph1YY4vCFA
; )
-
jeszcze o gotowaniu:
"Jeśli zobaczycie hierarchię ważności jaka panowała w Chinach to ujrzycie na szczycie cesarza, a zaraz za nim zawsze znajdował się kucharz - gdy cesarz zachorował, kucharza ścinano ponieważ jego obwiniali za chorobę władcy.
Kiedy chińscy dyplomaci goszczeni są na zachodzie, i pragnie się ich zainteresować pięknymi zabytkami, to ich jednak zawsze najbardziej interesuje miejscowa kuchnia. Badając miejscowe "kuchenne" obyczaje, Chińczycy przewidują sposób zachowania ludzi, którzy stosują taką kuchnię. Kucharza Chińczycy postrzegają jak alchemika; jeżeli posiada on dużo wiedzy o produktach, jest zdrowy energii, dużo Chi i potrafi podobnie przygotować pożywienie-posiada wielki wpływ na tych, których żywi. Pozycja takiego kucharza jest bardzo wysoka, gdyż w dużym stopniu-zależnie od tego ,w jakim stanie on sam się znajduje - decyduje on o tym, czy ludzie, których żywi są zharmonizowani, spokojni. Wibracje, które przesyła za pośrednictwem jedzenia otrzymują ci, którzy je jedzą i w ten sposób stają się oni do niego podobni. Albo są spokojni, czują się dobrze-dzięki niemu, albo są rozdrażnieni, pozbawieni harmonii-tak jak on.
Kobieta stojąca przy kuchni w domu i przygotowująca posiłki ma więc centralne, miejsce w rodzinie. Jeżeli moja żona nie gotowałaby prawidłowo - nie byłbym w stanie wykonywać dobrze mojej pracy. Pamiętajmy o naszych żonach, mamach, babciach, pomocach kuchennych bo to od nich zależy nasze zdrowie, energia, samopoczucie i harmonia.
Działalność prowadzona na zewnątrz-nazywana przez chińczyków Jang-zależy od tego co dzieje się w środku, od aktywności wewnętrznej Jin."
http://boguslawleszczynski.blogspot.com/2013/02/schorzenia.html
-
Frisky
Oczywiscie ,że żart .A co nie wolno ?
Jestem w doskonałym nastroju , a ten Twój wpis rozbawił mnie do łez.
Nie odebrałem tego jako postulowanie czegokolwiek , a tym bardziej
wolności i nic nie interpretowałem tylko śmiałem sie do łez.
I nie musiałem : ,, zamiast cieszyć ... " .
A funkcjonowanie mózgu nic nie ma do rzeczy . Niech zajmują się tym
różnej maści i płci , funkcjonatorzy psychologiczni i jacy tam jescze są.
O tak , po prostu : jestem szczęśliwy w miłości .
Miłośnie wszystkim
-
ależ wolno : )
jeszcze taki przykład genialnego kucharza:
http://wenfangsibao.salon24.pl/574655,jak-kucharz-zostal-gubernatorem
-
Frisky
To też było w żartobliwym tonie.
Żebym był dobrze zrozumiany : bardzo pozytywnie odebrałem Twój post
o tych rolach .Na pewno komuś sie on przyda.
A to ,ze mnie rozbawił nie znaczy ,że oceniam go negatywnie
czy też krytycznie.
Jesteś naprawdę boski w tym Twoim inerpretowaniu tego co użytkownik
miał na myśli pisząc swój tekst i co ten wpis pokazuje itp.
-
Wniebowzięcie Grubego
spoko ; )
w temacie ról:
"– na społecznym poziomie tak to trochę wygląda, że świat jest dla mężczyzny, a dom jest dla kobiety. I nie chodzi mi tu o oceny, tylko powiedzenie, jak jest.
Co można z tym zrobić?
Możemy pracować nad odwróceniem tych ról. Chodzi o to, żeby kobiety mogły mieć wybór, a nie musiały określać się po jednej ze stron.
To się powoli zmienia, ale jest jeszcze dosyć nietrwałe. Kiedyś tatuś w piaskownicy był totalnym ewenementem. Coraz więcej widać ojców z dziećmi. Ale związki partnerskie pojawiają się w określonych środowiskach, bardziej wykształconych i świadomych.
Myślę, że to naprawdę jest znak czasu, że kobieta jest uwięziona między tymi dwiema możliwościami. Jest teraz taka przepaść między byciem matką i żoną, a kochanką czy kobietą sukcesu. Ten konflikt jest tak duży, też na poziomie zewnętrznym, że jak już się jest w jednej roli to jest się odciętą od drugiej.
To może np. przyjąć taką formę, że się czegoś pragnie, ale nie można tego zrealizować, bo koszt jest zbyt duży. Albo się uważa, że to drugie – to, czego ja nie realizuję – z takich czy innych powodów jest złe. Czyli z jednej strony jest kura domowa, a z drugiej ladacznica albo w ogóle nie wiadomo kto. I to cierpienie i te pejoratywne skojarzenia są tu kłopotem, a nie to, że wszystkie role się nie realizują tak z założenia.
Przede wszystkim często nie ma wzorców jak łączyć te różne role."
http://psychologiapar.pl/2013/satysfakcjonujace-role-w-zwiazku/
-
myślę że ciekawy tekst o czakrach, w tym polaryzacji, różnych źródłach zasilania, obszarach i kierunkach działania, różnych rodzajach energii etc. , do tego trochę praktycznych rad , ot taki "zakres wiedzy z bioenergoterapii wymagany do egzaminów" :
http://www.uzdrawianieduszy.com/index.php/uzdrawianie/
-
Dzięki Frisky :-)
Ostatnio jak otworzyłam szafę to wypadło mi pod nogi wahadło, które kiedyś kupiłam, ale wtedy nie czułam ochoty pracy z nim. Ciekawe, że wypadło bez futerału. Futerał pozostał na półce. Ale teraz poczułam sympatie do tego wahadełka i chęć zapoznania się a nim.
Przydadzą mi się takie podstawy :-)
-
Święta, święta i .... po świętach:
Toksyczni ludzie, toksyczne życie....jak to zmienić?
https://www.youtube.com/watch?v=b3ppLNfZrm4&feature=share
-
Patrzę na tą Panią i mam wrażenie ze ma wysokie ERD, a drugiej strony wiem że patrzę przez bardzo silny efekt aureoli bo jest bardzo zadbana i ładnie błyszczą się jej oczy.
-
Tym niemniej, na ponad 30 ERD :)
Spotykam osoby bardziej zadbane mające ERD max. 4.
-
Tym niemniej, na ponad 30 ERD :)
Spotykam osoby bardziej zadbane mające ERD max. 4.
A w czym się to większe zadbanie przejawia?
-
Liliole
popytaj inne kobiety :)
-
5 typów toksycznych ludzi, na których szkoda mi już czasu (i łez)
http://manufaktura-radosci.blogspot.co.uk/2015/03/5-typow-toksycznych-ludzi-na-ktorych.html
-
Jeździłem sobie dzisiaj na rolkach i przypomniałem sobie tą idee ze droga do oświecenia tak naprawdę jest samotna.. usłyszałem to od różnych mistrzów i innych praktyków i dlatego ze czułem się samotny, to przyjąłem to jako prawdę objawioną i potwierdzenie ze jestem na duchowej ścieżce. Ale jak tak sobie o tym pomyślałem... czy droga do oświecenia nie może być wspólna? Jak się nad tym zastanowiłem to często bywa wspólna nawet jeśli nam się wydaje ze w rozwoju duchowym jesteśmy samotni.
-
Seb
Tam gdzie jest uzdrowiomy aspekt jedności, współpracy/współdziałania, empatii, tam nie ma samotności. Nawet jak idziesz sam swoją drogą, to łączy się i przecina ona z innymi drogami, na których spotyka się ludzi, a przede wszystkim czuje się to połączenie poprzez boskość z innymi w prawdzie i miłości.
-
Zależy co rozumie się przez samotność. Dla mnie rozwój duchowy to samotna ścieżka ale w tym sensie, że tylko ja sam siebie jestem w stanie zrozumieć, doświadczyć tego co wewnętrznie przeżywam. Wywalanki sam przeżywam, ale człowiek nigdy nie jest sam.
-
Sylvia
Dzięki.
Właśnie taki jest sens moich przemyśleń.
Michał
Po co się ograniczać do tylko ja? Jestem pewien ze wielu ludzi jest w stanie zrozumieć co przeżywasz. Właśnie to nazywam wspólną drogą duchową.
-
Seb
Ja karmicznie próbowałem wielu rozwojowych ścieżek z mocnym naciskiem na samotność i odcięcie od ludzi.
Teraz jestem świadomy tego, że im bardziej odcinamy się od ludzi, którzy siłą rzeczy są naszymi lustrami - tym łatwiej stworzyć sobie w swojej głowie jakąś bajkę na swój temat i żyć w iluzorycznych osiągnięciach i wyobrażeniach o sobie. A potem jak już w końcu wyjdzie się do świata i do ludzi, to nagle się okazuje że taki człowiek nie radzi sobie z nawet podstawowymi kwestiami albo wyłazi z niego mnóstwo syfu, którego miało już niby nie być w nim...
Nauczyłem się i cały czas się uczę, że wraz z prawdziwym urzeczywistnieniem zanikają wszelkie bariery między człowiekiem, a tym co boskie w innych istotach. Pojawia się coraz swobodniejszy przepływ uczuć, obecności, inspiracji, bliskości, wsparcia i całej reszty cudownych aspektów relacji międzyludzkich.
Nie trzeba zaraz wchodzić w związki partnerskie, nie każdemu też to pasuje do jego wizji życia, ale relacje są, jest ich swobodny przepływ.
No bo przecież miłość i wszystkie pozostałe aspekty Boskości nie są po ty, abyśmy doświadczali ich samotnie w jakiejś jaskini na krańcu świata. Te wszystkie uczucia doświadcza się najlepiej, gdy się je z kimś dzieli, ponieważ rezonując między istotami ulegają one wzmocnieniu i wzbogaceniu - stają się jeszcze ciekawsze, jeszcze przyjemniejsze i jeszcze wspanialsze.
Michał486
Będąc w bliskiej relacji z kimś harmonijnym świadomościowo i nie tylko - ma się to zrozumienie od drugiej osoby. Może niekoniecznie druga osoba widzi coś identycznie, ale rozumie to w wystarczającym stopniu, żeby ogarniać co się dzieje i o co chodzi. Kiedyś myślałem, że tak się nie da, ale jednak mam to w swoim związku i tak sobie to fajnie działa. To jest fajne rozumieć się z kimś tak bardzo, że wystarczy czasami nawet kilka słów i jest zrozumienie całego skomplikowanego procesu, bez konieczności tłumaczenia detali. Takie prawdziwe, głębokie zrozumienie idzie z poziomu uczuć, więc tutaj wystarczy swobodny przepływu tych uczuć, nie trzeba mentalnie sobie wszystkiego wyjaśniać.
-
Dzisiaj o związku z ciałem:)
Zastanowiło mnie ostatnio, że często ludzie nie przyznają się, że byli nie w porządku, nie wybaczają przez to sobie, nie uczą się z doświadczenia, ale ich ciało się przyznaje poprzez różne objawy. Ciało wręcz domaga się przywrócenia harmonii, a jak jej nie zrobimy w intencjach, emocjach, zachowaniach, to choruje, starzeje się nieładnie, zanika piękno. Ciało krzyczy o tym co się z nim dzieje, że naruszyło się jakąś naturalną harmonię. Szczególnie dzieje się to dość szybko u ludzi zajmujących się rozwojem, czyli deklarującymi świadomie zmianę intencji na czyste, a działających inaczej. Ten konflikt po jakiś czasie materializuje się i ciało informuje o nim.
-
To co najbardziej stoi na przeszkodzie zdrowych związków, to deficyty. Deficyty miłości, uwagi, troski, wsparcia, bezpieczeństwa, szczerości, naturalności, autentyczności. Najczęściej chce się je zapełniać relacjami z innymi. Tylko niestety na poziomu ciągłego deficytu i głodu emocjonalnego, który powraca.
Deficyty te mogą dawać poczucie ciągłego braku, być nawet wypełniane jakąś relacją lub relacjami, a później znowu wraca poczucie braku, jakby się miało dziury energetyczne, przez które ucieka, to co się dostało.
Im jest większe poczucie kompletności, tym bardziej jest się w związkach w tu i teraz, a coraz mniej w zapełnianiu deficytów. Im jest większe poczucie kompletności, tym mniej schematów z przeszłości, a więcej prawdziwej, dojrzałej miłości.
Jedna z ważniejszych afirmacji dla uzdrowienia tego tematu to: Jestem kompletna. Jestem kompletny.
Do afirmowania, medytowania, odczuwania.