Po rozmowach z moją partnerką na temat szczęścia w związku mam następujące wnioski:
Każdy ma swój pogląd na relacje w związkach.
Jedni lubią jak kobieta sprząta, a facet gotuje inni odwrotnie.
Jeszcze inne kobiety spełnią się jak robią wszystkie domowe obowiązki, a mężczyzna zarabia w pracy dla feministek byłaby to udręka nie do zniesienia.
Mam wiele przykładów bogatych ludzi, którzy maja szczęśliwe związki pracując razem w jednej firmie rodzinnej dzieląc obowiązki domu i firmy tak jak lubią i oboje czują się ludźmi sukcesu spełnionymi zawodowo nie koniecznie nawet pracując w tym samym czasie w tym samym miejscu.
Dla mnie to kwestia umowy między partnerami, a więc dopasowania się już przed próbą tworzenia związku na zasadzie "docierania się" bo niemal wszyscy się "zacierają" i słychać tylko zgrzyt piachu w łożyskach

Jedna znajoma (feministka z mazurskich wsi-kompleksy i wyzwolenie w mieście) ciągle torturowała mnie zmuszając do zmiany poglądów na związki i przy każdym rozpadzie powtarzała, że kobiety nie będą jak moja mama prowadziły domu jak dawniej.
Uważam, że to nie trudne znaleźć osoby pasujące do nas gdyby druga osoba nie marnowała naszego czasu grając kogoś innego lub kogoś kto by nam pasował, a gdy już czuje się pewniej wychodzi szydło z worka, a my musimy się zdobyć na trzeźwienie, "żałobę" i powrót do życia i poszukiwań.
Moja kobieta dodaje, że ważna jest harmonia i nie szkodzenie drugiej osobie czy to przez walkę czy rywalizację itp nieprzyjemności, które rzutują na relacje w związku nie tylko damsko-męskim.