Inga
"... chcę aby mi ktoś kto to stosuje, wyjaśnił czym jest pozytywne myslenie i na jakiej zasadzie to działa."
Myślenie pozytywne jest KORZYSTNE dla nas i dla innych. Najlepiej, żeby było korzystne JEDNOCZEŚNIE dla wszystkich. To jest możliwe. A jak ktoś nie wierzy, to znaczy, że ma ograniczający program.
Korzystne jest wierzyć w siebie, w swoje możliwości, talenty, zdolności. Pozytywnie mysląc można nawet zaakceptować, że brak nam jakichś talentów, co nie czyni nas gorszymi, gdyż dzięki innym talentom możemy być wyjątkowi tam, gdzie inni nie dają rady, gdzie się nie nadają. Krótko - zamienić wyobrażenia o swoich wadach, na przekonania, że w innych warunkach są one jednak zaletami!
Np. kiedy ktoś nie ma nóg, nie powinien zazdrościć tym, którzy mają nogi i mogą tańczyć. Bez tańca i bez nóg teź można żyć.
https://www.youtube.com/watch?v=zapNjPZHqIU NAPRAWDĘ INSPIRUJĄCE!
Próbując myśleć pozytywnie trzeba uwolnić się od negatywnych (ograniczających nas, obwiniających, poniżających itd) ocen na nasz temat i zacząć patrzeć na siebie z innej perspektywy. Np. zamiast podzielać opinię otoczenie,że jest ktoś niemrawy, odkryć, do czego ta niemrawość może służyć. Wyobrażacie sobie nerwowego szlifierza soczewek? A flegmatycznego?
W odróżnieniu od myślenia pozytywnego, myślenie negatywne zakłada ograniczenia, niemożnośc, konieczność szkodzenia innym, lub sobie, krzywdzenia siebie, lub innych itd.
Pozytywnie myślę, że prawie wszystko jest dla mnie możliwe. To prawie to element realizmu, by nie narzucać innym swej woli i nie rzucać się na to, co się zmienić nie da, by nie występować przeciw naturze. Chociaż... nawet genotyp udaje się zmienić. Ale nie da sie wykreować zielonego słonia w różowe cętki (choć można go przemalować), czy romantycznie ukraść księżyca
Realizm, a pozytywne myślenie
Matka dwójki kolorowych dzieci w pewnej poznańskiej szkole myśląc wg siebie pozytywnie, robiła w szkole awantury nauczycielom i dyrekcji żadając, żeby inne dzieci odnosiły się do jej dzieci z należnym szacunkiem! Pozytywnie? Pozornie!
Swoim dzieciom wmawiała, że są ofiarami wstrętnych rasistów i ksenofobów!
Pozytywnie? Realistycznie?
No, nie!
Co więc powinna tłumaczyć swoim dzieciom?
ŻE SĄ WYJĄTKOWE! I że na tej wyjątkowości mogą osiągnąć bardzo dużo. Ba, podstawowy problem, że ona sama się wstydziła! Sama się czuła nie w porządku!
Myślicie, że pieprzę bez sensu?
Nie. Sam, na własnej skórze, doświadczyłem czegoś podobnego.
W podstawówce dzieci się ze mnie śmiały, że nie potrafię wymawiać "r". Do tego wyzywały mnie od żydów, bo nie chodziłem na religię.
I co? Zaszkodziło mi?
Absolutnie nie, bo przecież w moim życiu nie tylko były złośliwe, czy głupie dzieciaki, do których później nawet nie miałem żalu. Byli też wspierający rodzice i dziadkowie, którzy potrafili mnie tak nastawić, że czułem się wyjątkowy! Ani lepszy, ani gorszy, tylko WYJĄTKOWY, NIEPOWTARZALNY itp. Dlatego nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby się dostosowywać do gangów, partii, związków czy innych organizacji formalnych i nieformalnych. Jak się ktoś chciał ze mną kolegować, musiał się dopasować do mnie!
Podobnie rodzice wychowali Dodę.
U nas to jest coś niesamowitego, tak wychowywać dziecko. Przecież polski - katolicki ideał to "pokorne ciele dwie matni ssie", to walczący z pychą! Z kolei w USA to jest NORMALNE! Nawet w ZSRR za stosowanie typowych w PRL środków wychowawczych w postaci poniżania dziecka, upokarzania go, czy jego rodziców, nauczyciel wylatywał z pracy!
(Teraz to już mamy takie standardy, że jak nauczyciel podpadnie dziecku, to się kwalifikuje do zwolnienia! To przegięcie w drugą stronę).
Kiedy spotykamy się z obcokrajowcami, od razu widać, że P
olacy mają zaniżone poczucie własnej wartości w porównaniu z innymi! I są wyjątkowo zakompleksieni! To skutki pielęgnowania negatywnego myślenia uznającego ograniczenia, wstyd, lęki i fałszywą skromność jako pozytywne, pożądane cechy!