Hehe, mialem juz isc spac, kiedy dotarlo cos do mnie:D
Chyba troche bardziej zrozumialem to, o czym pisze Marcin. Zobaczylem czlowieka jako calosc, w calym spektrum jego cial (zeby nie bylo, nie byla to mistyczna wizja, po prostu przyszlo mi to do glowy:)) i chyba zrozumialem, co Marcin wczesniej pisal.
Kiedy, zamiast myslec uporczywie o tych "poziomach", wyobraze sobie czlowieka i jego wszytskie ciala, to wlasciwie staje sie dla mnie zupelnie zrozumiale, ze moga w nich zachodzic rozmaite deformacje.
Cialo fizyczne sluzy czlowiekowi do funkcjonowania w swiecie fizycznym. Skoro cialo fizyczne choruje albo jest uszkodzone, to nie znaczy od razu ze jest cos nie w porzadku z plaszczyzna fizyczna - tylko nasze cialo jest na tyle zdeformowane, ze nie potrafimy w pelni sprawnie funkjonowac w rzeczywistosci fizycznej.
Podobnie mozna widziec wszytskie inne plaszczyzny. Cialo przyczynowe np. sluzy nam do funkcjonowania na plaszczyznie przyczynowej - czyli tam bedzie rozumienie uniwersalnych praw, przyczyn. Sama plaszczyzna przyczynowa jest polem informacyjnym, wszystko jest z nia ok. Ale juz nasze cialo, sluzace nam do funkcjonowania na tej plaszczyznie, moze miec rozmaite deformacje, przesuniecia, kto wie, moze nawet jakies "pasozyty" (pamietam ze Andrzej Kluza pisal o "krokodylach" w roznych cialach niewidzialnych, rowniez przyczynowym i buddycznym, wtedy mnie to jakos nie bulwersowalo i wydalo sie normalne), i te znieksztalcenia beda ograniczac nasze funkcjonowanie na tej plaszczyznie.
Glowne zarzuty w dyskusji pojawily sie glownie tej w kwestii, ze ciala astralne i mentalne maja niejako rozne "poziomy", to znaczy astralnie lub mentalnie mozna dostrajac sie do wysokich lub niskich wibracji. Podobnie jest z cialem fizycznym. Ciala przyczynowe i buddyczne zas uwaza sie za ciala "boskie", wiec jakby na ich poziomie nie ma mozliwosci dostrojenia sie do czegos "nieboskiego".
Jakkolwiek by jednak nie bylo, w sumie dla mnie stalo sie latwe do zrozumienia i zaakceptowania, ze nawet jesli te poziomy sa poziomami "boskosci", to znieksztalcenia w naszych cialach funkcjonujacych na tym poziomie moga wystepowac.
Mysle, ze troche zamieszania wprowadza kwestia nazewnictwa tych poziomow: Wyzsze Ja, Dusza - kazdy to inaczej rozumie i to wprowadza spory rejwach w glowie. Juz np. poziom Stworcy ma trafniejsza nazwe, bo przynajmniej jakos tam oddaje jego "funkcje".
W kazdym razie, chyba czytelniej byloby sie skupic na konkretnych "cialach" na odpowiednich poziomach, wyjasnic na tyle ile sie da ich "funkcje", i wtedy tez okreslic, jakie traumy moga w nich wystepowac, z czym zwiazane. To zapobiegnie bezcelowym troche dyskusjom na temat poziomow i ktory z nich jest doskonaly a ktory nie.
Mam nadzieje ze w miare postepu nad badaniami pojawi sie coraz wiecej informacji:)
W dalszym ciagu troche uwazam, ze np w moim przypadku, kiedy mam jeszcze sporo traum na astralu i mentalu, nie jest do konca celowe zajmowanie sie traumami na poziomach wyzszych, bo tez raczej ciezko je rozpoznac, dopoki widzenie jest zbyt znieksztalcone na nizszych poziomach.
Nadal tez twierdze, ze duza czesc "nieporozumien" wynika z tego, ze jedna strona dyskusji nie do konca wie o tym, o czym mowi druga, i na odwrot:)
Ktos mowiac np. "poziom buddyczny" moze rozumiec to samo co kto inny pod pojeciem "poziom Stworcy". To, ze uzywaja innych nazw o niczym nie swiadczy.
I odwrotnie, dwie osoby beda uzywac tego samego pojecia, np. Wyzsze Ja i klocic sie na jego temat, a w istocie beda mowic o innych sferach Swiadomosci.
Tak wiec apeluje, nie mieszajmy zbytnio naszych osobowosci do dyskusji;)