Jedna rzecz np. na ktora ciagle sie napataczam jak pilka o mur jest kwestia tego, ze ciagle nie moge sie wyrwac z kregu osob (nawet tych zajmujacych sie duchowoscia), ktore niesutannie przypominaja mi o tym, ze sens czlowieka polega na pracy...i tylko pracy, jakby inne rzeczy nie mialy juz zadnego sensu. Ze dzis ludzie maja wygorowane wymagania, ze chca ciagle i ciagle wiecej, ze niezadawalaja sie z tego co sie ma (jakby wczesniej ludzie o niczym nie marzyli). Czyli wyglada na to, ze mam cieszyc sie minimalna krajowa, dzialka i serialami TV. A skoro np. moja dusza chce zaznawac wielu przyjemnosci, nie harowac od rana do wieczora w robocie itp.? W ogole to jakos sporo spotykam wokol siebie osob o taim dziwnym nastawieniu ze jak duchowosc...to rezygnacja z materii, ze takie pragnienia to prosto z Zachodu gdzie sama zgnilizna, ludzie tylko zachcianki maja... Dla mnie to porazka.
W ogole jak wracam pamiecia do czasow dziecinstwa, to przypominam sobie cos takiego, ze jako dziecko mialem takie wewnetrzne pragnienie ogladania wszystkiego, zycia na zasadzie doswiadczania ale nie wchodzenia w cos na zawsze, w jedno, ale takie jakby hipisowanie przez cale zycie. Chyba stad biora sie u mnie trudnosci z zajeciem sie czyms w formie obowiazku na dluzej bo czuje ze to zniewala ta moja czesc Ja, ktore chce ciagle gdzies podrozowac etc. I co smieszne-kiedys w ogole nie czulem sie z tym zle, ale w miare jak wrastalem w spoleczenstwo to dalem sobie narzucic, ze skoro tak mam, to jestem nieodpowiedzialny, ze oldewam innych, ze tak zyja tylko pasozyty spoleczne. I teraz sie tak wlasnie czuje a potrzeba wciaz jest niezrealizowana. Chcialbym znalezc sposob na to, aby moc jednoczesnie tak zyc i nie musiec pracowac gdzies dlugo czy w ogole nawet miec skad srodki na takie zycie a prace traktowac hobbystycznie, na sposob zeby nie hamowala mnie przed niczym co chce zrobic w danej chwili.