Masz duzo racji, Edyta.
To, co pamietam to, niestety, ogrom negatywnych emocji zwiazanych z przebywaniem w szkole, pracy itp. Dlatego zastanawiam sie, czym wyjazd stad nie bylby dobrym rozwiazaniem. Choc nie jest rozowo ,,gdzies tam", troche odnosze intuicyjne wrazenie, ze atmosfera spoleczna jest troche bardziej ,,lzejsza" poza granicami naszego kraju. Moze chocby dlatego, ze nie ma tam nalecialosci typu katolicyzm, PRL czy tego typu, brak tez tej typowej polskiej zasciankowosci.
Po prostu odczuwam lek przed wtornym wejsciem w struktury spoleczne, bo zapamietalem je negatywnie a sporadyczne proby egzystencji posrod tych struktur utwierdzaja mnie w przekonaniu, ze niewiele sie zmienilo od tamtego czasu.
Ale uderzylas w sedno, bo cos sie we mnie poruszylo. Teraz jednak juz nie nazywac ,,tych" ludzi kims gorszym, bardziej dostrzegam cos w rodzaju zrozumienia czy wspolczucia (wspolodczuwania) ze moze ci ludzie nie potrafia sie wyzwolic z wielu rzeczy, ktore ich ograniczaja (podobnie, jak ja).