Leszek
Tak, ale ja jakoś na razie tego nie czuję, bo w sesji sobie przypomniałam jak to ja z moim połówkiem razem się oddzielaliśmy od Boga, to byla wspolna decyzja, tu była akurat duża chyba zgodność celow miedzy nami;)
Przeszły mi pretensje do niego, że TO ON, jego wina. Wcale nie jego. Oboje daliśmy się nabrać i oboje świadomie ( no może nie całkiem świadomie, bo nie spodziewaliśmy się skutków, ale z pełnym przekonaniem) chcieliśmy budować indywidualizacje wobec Boga i wobec siebie na wzajem. Jednocześnie cel był taki by zawsze być razem. Dużo miłości mieliśmy wtedy jeszcze do siebie( tu mi przyszło, że chcieliśmy siebie potem wzajemnie bronić i ochraniać) i duże rozczarowanie Bogiem, bo uwierzyliśmy Przedwiecznym. Pretensje zaczęły się później, gdy zaczęło nie wychodzić bycie razem i indywidualizacja jednocześnie. Przecież nie tak miało być:)
Dlatego też powstała taka szarpanina między nami na tyle wcieleń. Az do tego. Teraz to się rozwiązuje. Ale faktycznie mam coś takiego, że uważam, że Bog źle mi życzy w związkach, ale dlaczego tak uważam?
JUŻ WIEM:)
Odeszliśmy razem od Boga i potem nam nie wychodziła ta miłość, zaangażowaliśmy się w to co nam Przedwieczni podsuneli, wiele się od nich nauczyliśmy różnych mocy, ale po to by dla nich w sumie działać. Podejrzewam, że chcieliśmy być w tych mocach lepsi od Boga i czuliśmy się lepsi, w pewnym sensie nawet od Archaniołów, ktorym na nas tak bardzo zależało, z powodu tych mocy, przynajmniej na jednym z nas, bo dwóch to już niebezpiecznie.
A do Boga były pretensje, że jest tak podły, że nam rozwalił( może w zemscie za odejście?)to co dla nas było najważniejsze i jedyne co nam dawało jeszcze spełnienie: nasz związek. Obwiniliśmy za to Boga.
Ja w tym wcieleniu byłam tak fajnie otwarta na WJ, czułam, że sie poddaję Bogu, nawet ufam, medytowałam sobie i było już bardzo fajnie, przynajmniej czułam to mocno i przyciągnęłam połówka, gdy otwierałam się na najlepszego partnera, a potem gdy on się pojawił, to nagle się na moje WJ zaczęłam bardzo szybko zamykać. Jakaś nieufność i pretensję się pojawiły, właśnie o to chyba, że nie ma harmonii, tak jak oczekiwalam przyciągajac idealnego partnera dla siebie. Że uwierzyłam Bogu, w medytacji widziałam dokładnie tego połówka i się cieszyłam, zaznaczałam w medytacjach, że ma być idealny partnera, nie koniecznie polowek i ma być harmonia, a dostałam takiego nieharmonijnego polowka i że nie ma dla mnie nikogo innego, bo to on jest ten najlepszy. Nie wiedziałam dlaczego tak sie potoczyło i obraziłam się znow na Boga, po raz kolejny, w tym wcieleniu.
Dlatego też tak się trzymałam tego zwiazku tak dlugo mimo jazd, bo w srodku czyłam, ze to dla mnie ważne i odrzucenie polowka nic mi nie da. Choc zwiazek mi sie bardzo nie podobal, a uzdrawiać też bardzo nie chciałam, miałam duże opory.
W sumie myśle, że w tym wypadku dobrze ze sie rozstalismy, bo ciezkie tematy dla nas do uzdrowienia, zobaczyliismy nasza karme w calej okazalosci, widzielismy co jest i dobrze ze kazde moglo zajac sie sobą, bo razem tylko bysmy sie wzajemnie wspierali w tej indywidualizacji i niecheci do Boga, pomieszaniu, nieprzytomnosci. O to w koncu w tych wzorcach chodziło: trzymac sie razem w indywidualizacji, przeciw złemu Bogu, ktory na dodatek chce nas rozdzielic i zle nam zyczy;)