No i w efekcie ani w jedna ani w drugą.
Jak się okazało, że droga życia nam wzrosła do 90% to najpierw się rozpromieniłam, że wow:) Potem wyszło w wahaniu, ze ona ma siłe intencji do zwiazku ze mną tez okolo tego w strone 100% nawet i ...entuzjazm nagle opadł, a zaczęła się panika mojej pś. Ze co to to nie. Zaczęło mi dość mocno wywalać. Zaczęła mi pś podsuwać wszelkie możliwe jazdy jakie mieliśmy ze sobą w tym wcieleniu, ale tez w innych, lęki różne i powody dlaczego nie. No i potem przyszła kolei na moją niską samoocenę w związku, leki przed byciem nie dośc dobrą i niezasługiwanie. To ostatnie dni.
Stanęło na tym, że afkuje w temacie związku coś takiego:
Jestem zawsze wystarczająco dobra pod kazdym wzgledem, wartosciowa, ważna atrakcyjna pasująca seksowna, ladna, inspirująca, oczyszczona( i co tylko się tam chce) dla idealnego dla mnie partnera jakiego ma dla mnie Bog.
Tu jeszcze wyszły przekonanie, że Bog wcale mnie nie wspiera, nie ma dla mnie tego co najlepsze i jakieś mega leki przed Bogiem. I że ja wiem lepiej co lepsze dla mnie, a Bog chce mnie unieszczesliwić;)