To ja mam najlepiej;) Bo o połówkach moge sobie pomarzyc co najwyrzej itd, więc problem odpada;)
Myśl o 95% harmonii jakos mnie uwiera, nie godze sie jeszcze do końca że na to zycie nie ma dla mnie 100% harmonii, połówka.
Gdzies tam głeboko pojawia sie twierdzenie: po co zatem wchodzić w związek jak nikogo nie ma, niebedzie na 100.
Z tąd też zapewne moje przekonanie, że nie mam ochoty na związki a jednocześnie, świadomie, chciałabym. Taka duża sprzeczność.
Obawiam się, że obrastam oporem. Wj mówi mi ze zwiazek jest dla mnie kzystny nawet w niedługim czasie, ale dla mnie to jakas fatamorgana, nierealne, tak duzu mam opór.Skoro nie ma połówków:)
Znowu wraca do mnie ten temat, związków. Eh. Wszystko naraz, jak zwykle.