Ja w takich sytuacjach mówię prosto z mostu:
Boże już nie wiem co robić. Czuje się totalnie bezradna. Pragnę (chcę) ............ Pokaż mi o ci chodzi i jak mam to uzdrowić. Pokaż mi co mam robić.
Miałem tak samo. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że nie ma potrzeby znowu się modlić, jeżeli po modlitwie o uzdrwoenie, wszytstko się układa i moje życie staje się cudowne. Wtedy zacząłem się modlić się o to by, Bóg wzioł sobie całe moje życie i dał mi co chce. Od tamtej pory dostaje tylko i wyłącznie uwolnienie od problemów.
Bubu
Musi być otwarta, jezeli zgodziła się na modlitwę, którą napisałem.
Bóg jako inteligencja rozumie o co chodzi osobie modlącej się i działa w kierunku spełnienia modlitwy. Jest mało ważne, czy będzie klekać i wyć prosząc o pomoc, czy usiądzie w spokoju i się pomodli. Probemem jest często jest przywiązanie do rzeczy, które trzeba często stracić, żeby się uzdrowić np. relacje z toksycznymi ludźmi, którzy mogą wydawać się dobrzy, zmiana mieszkania, zmiana pracy, chwilowy brak pieniędzy, strata pozycji społecznej. Zdarzają się też sytuacje, które trzeba przerobić w określonym stanie psychicznym, lub materialnym np. praca z chamami po to, by zrozumieć jak się od nich uwolnić.