dżonny
W tym momencie strasznie spłycasz temat. Morderca ma swoje intencje, swoją odpowiedzialność i swoje konsekwencje. Ofiara jednak też ma swoje intencje, swoją odpowiedzialność i i swoje konsekwencje. Wszystko się dogrywa.
Sedno jest takie że intencje samego mordercy nie są wystarczające żeby zabić. Ofiara może być "tylko" podatna, a nie mieć konkretnie intencje ku byciu zabitą - to prawda. Jednak trzeba mieć na uwadze że podatność podatności nie równa - żeby doświadczyć czegoś tak ciężkiego, traumatycznego i niskowibracyjnego - trzeba samemu tkwić w naprawdę niskich wibracjach, a na to się z reguły składa wiele różnych czynników.
Ofiara może powiedzieć, że ona była TYLKO nieświadoma i podatna, ale to jest usprawiedliwianie siebie - żeby doświadczać rzeczy tej rangi to trzeba już naprawdę konkretny wysiłek włożyć w odcinanie się od Boga i miłości, zazwyczaj rozłożony w długim czasie, przez wiele wcieleń.
Dlatego trzeba takie sprawy rozpatrywać całościowo, a nie tylko wybrany, wygodny dla siebie wycinek.
Bycie ofiarą to tylko iluzja ego. Nie wszystkie doświadczenia wybieramy świadomie czy z bezpośrednią intencją, ale zdecydowanie sami wybieramy JAKOŚĆ naszych doświadczeń. Jeśli ktoś się ugruntowywał w niskich wibracjach to sam sobie jest winny, że doświadcza innych rzeczy, których nawet świadomie nie chce, ale które po prostu harmonizują z tym pod co jest dostrojony.
Człowiek się odcina od Boga, od Boskich wibracji, a potem ma pretensje że dostaje kuku, że nie może doświadczać Boskiego związku miłości. W takich tematach nie działa wybiórczość. Albo się oddajemy Bogu w całości albo kombinujemy, a kombinowanie prędzej czy później zawsze wychodzi bokiem.
Po za tym o poprzednich wcieleniach to sobie możemy gadać w kontekście związku, ale mamy inne czasy i w tym kraju w którym żyjemy to ciężko o przypadek że tracimy partnera, bo ktoś go nam zabił czy porwał

Mi Leszek ostatnio też wypalał w węzłach lęki, że mi partnerkę porwą, ale to się jedynie objawiło tym, że wpadłem w panikę jak mi gdzieś tam sama wieczorem wracała do domu. Karmiczne struktury też próbowały się dorwać do naszej relacji i nas porozstawiać po kątach, ale co z tego co się działo w poprzednich wcieleniach? Wystarczy po prostu powiedzieć stop i przestać odtwarzać jakieś głupie karmiczne relacje i inne atrakcje.
Trochę dystansu do karmy, co było 10 czy 100 wcieleń temu to było. Nie ma co się kurcze nakręcać takimi rzeczami, bo podświadomość potem odtwarza różne rzeczy jak ŚWIADOMIE się człowiek nakręca.
Osobiście jak 8 lat pracuje z regresingiem to nie miałem jeszcze tak, że niezależnie od tego jak wielką traumę sobie nie odreagowywałem to nie nakręcałem się za bardzo tym w tym życiu. nauczyłem moją podświadomość dystansu i przekonania że co było w poprzednich wcieleniach to było w nich, a teraz jest inne życie i nowe zasady. Różne rzeczy oczywiście trzymają i będą trzymać, ale wszystko w granicach rozsądku. Czasami wystarczy tylko się zdystansować i zastanowić nad sensem różnych lęków i obaw.
Tak jak z tym zabijaniem - nawet jakby mi karmicznie zabijali partnerkę i miałbym takie obawy to przecież wiem, że w obecnym życiu to się nie wydarzy, bo mamy trochę inny klimat i takie rzeczy się nie wydarzają od tak
