W kontekście tego co napisała teraz Laka czy wcześniej Tess to mam takie przemyślenie - jak ktoś trzeci może być odpowiedzialnym za rozwalenie związku? Przecież związek partnerski to układ pomiędzy partnerami i jego przebieg jest zależny wyłącznie od intencji i wolnej woli partnerów. Te osoby trzecie, które coś tam narobią to tylko aktorzy odgrywający swoje role pisane przez intencje partnerów.
W przestrzeni związkowej mojej i partnerki też pojawiali się różnie ludzie, najczęściej karmiczni którzy próbowali coś mieszać, odtwarzać jakieś stare role, ustawiać nas pod swoje dziwne wizje. W tym cała zgraja facetów, która by chciała mnie wymazać i wskoczyć na moje miejsce

I żadnej z tych osób nie udało się osiągnąć niczego co by zauważalnie poruszyło naszym życiem, ponieważ ani z mojej ani partnerki strony nie było zainteresowania, żeby w te wszystkie gierki wchodzić jakoś głębiej.
Bywało że się wkurzałem czy stresowałem różnymi sytuacjami, ale jak mi poodpadały różne lęki, wzorce odrzucenia i inne pierdoły, a sam związek jednocześnie też zyskał na jakości - to teraz już tylko się śmieje, jak widzę jakieś dziwne kombinacje, ale to na szczęście się już też praktycznie nie zdarza. Nie ma na to po prostu przestrzeni, bo nas to już nie interesuje.
Na dzień dzisiejszy nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak miałby nas ktokolwiek rozdzielić? Co miałby zrobić? Pozabijać nas? Do tego też trzeba dość konkretnych intencji

Dla mnie jedyna możliwość to tylko decyzja o skończeniu związku przez przynajmniej jedno z nas.
Zanim ktoś napisze, że przecież partnerka może mnie zostawić dla lepszego faceta. Gdyby to się zdarzyło to nie byłaby wina tego faceta, niezależnie od tego co by nie robił (nawet gdyby zręcznie podrywał to nie uważam swojej partnerki za naiwniaczkę, która by się dała zmanipulować jakimś podchodom - ma swój rozum). To by tylko znaczyło, że w oczach partnerki nie jestem już wystarczająco odpowiadającym jej partnerem - no cóż, ma prawo zmienić zdanie, w końcu wszystko się nieustannie zmienia, w tym my sami. Łatwo jest w takim momencie przelać winę i odpowiedzialność na tego faceta, ale prawda jest taka że po prostu zabrakło by w takim przypadku intencji do bycia razem i tworzenia czegoś wspólnego.