Nie wiem czy dobrze zrozumiałem to co napisałaś ,liczyłem na wyjaśnienie i ewentualnie na dyskusję , a nuż ja coś nie tak widzę.
Po prostu się nie zgadzam z tym co napisałaś o bliskości ,ja to widzę inaczej.
Mam nadzieję ,że nie będę się musiał kryć ze swoimi poglądami ,żeby kogoś nie urazić (przy czym szczególnie mi zależy ,żeby nie urazić Ciebie bo darzę Cię sympatią choć się nie znamy).
Dlaczego zdziwienie ?Bo nie pamiętam ,żebym tu przeczytał ,chyba przez parę lat,coś co napisałaś z czym bym się jakoś nie zgadzał.
ontoja
Szczerze mówiąc sama nie bardzo rozumiem co napisałam. Napisałam to pod wpływem chwili bez przemyśliwania o tym czy to ma sens, czy jest akuratne i jak to wpłynie na innych i jak sie poczują. Częsciowo świadomie częściowo pozwoliłam sobie napisać coś co może być absolutnie od czapy a jest wyrazem mojego żalu i rozczarowania w danej chwili.
Nie jestem oaza spokoju, łagodności ani asertywności. Sam napisałeś, że to niemożliwe. Możliwe, że nie w pełni świadomie wytwarzam taki obraz na zewnątrz. Jeżeli tak to chyba czas przestać.
Ostatnio trochę w moim życiu rozczarowań, co mnie w sumie cieszy bo lęk przed rozczarowaniem kogoś czy przed byciem rozczarowaną czyms lub kimś robił mi większe spustoszenie.
Jakis czas temu rozczarowała mnie osoba którą uważam za bliską przyjaciółkę. Poprpsiłam ją o pomoc, a ona odmówiła w sposób, który ja odebrałam jak totalne olanie. A jak próbowałam jej tłumaczyć, że po prostu zabrakło mi jednego zdania: Przykro mi, ale nie mogę. I dla mnie to by było ok. Otrzymałam odpowiedź analizujacą moje wewnętrzne dziecko co mnie wkurzyło jeszcze bardziej, bo ja mówiłam do przyjaciółki a nie do terapeuty. Ja ją też chyba rozczarowałam tym, że nie jestem ta która zawsze i wszystko zrozumie, która może czegos chcieć i potrzebować i może coś zaboleć bo nie jest oświecona. I że może być zła i jeszcze powiedzieć, że jest zła.
Ta znajomość jest dla mnie ważna imam nadzieję, że przetrwa te rozczarowania.
Potem kolejna osoba powiedziała mi, że jest rozczarowana - chodziło o sytuację sprzed 3 lat gdzie rzeczywiście powiedziałam coś pod wpływem emocji i nieprzemyślanego.
W lipcu umarła moja szkolna koleżanka. Na raka. Nie widziałam jej wiele lat. Byłyśmy blisko kiedyś. Przeżyłam szok, ale i wściekłość jak śmiała mi to zrobić. Tak bez zapowiedzenia. Poczułam rozczarowanie. Była psychologiem - mogła to przepracować
Parę dni temu spotkałam znajomego. Mało znanego znajomego. Takiego na dzień dobry i na zamianę kilku zdań i tyle. I na dzień dobry wyrzucił z siebie że źle się czuje i ma raka od kilku lat. Pewnie liczył na wsparcie, a ja stałam zdębiała z otwartą gębą. Pewnie się rozczarował. Ja tez sie rozczarowałam sobą. Bo zamiast współczucia poczulam wściekłość - kolejna osoba mi to robi. On jeszcze zobił cos innego. Aktywował moje ciało bolesne i nie mogłam sobie dac z tym rady cały weekend. Ale i dobrze, bo dzięki temu zobaczyłam je, zobaczyłam jak działa i mogę to zacząć transfomować.
Potem napisałam na forum. Bez zastanowienia. To co napisałam nie stanowi dla mnie specjalnej wartości, dlatego nie chcę się tłumaczyć, bo to nie ma znaczenia. W sumie moje poglądy na temat bliskości są mocno zbieżne z tym co napisałeś.
Natomiast ważne jest to co poczułam czytając twoje pytanie i to, że cię to zdziwiło. Poczułam znaną już energię rozczarowania. Że wyszłam poza ten obraz co napisałeś. Obraz jest taki, że niemożliwy do spełnienia. Ciesze się, że go opisałeś. Zobaczyłam jak mocno mnie ten obraz ogranicza. Nie jestem przeciwieństwem tego obrazu. Jest tam sporo moich cech, ale obraz to obraz, rola to rola.
Jak musi byc on silny skoro zadziałał w bliskiej wydawało by się relacji przyjacielskiej (o której wcześniej pisałam).
I teraz napiszę coś o bliskości co mi przyszło właśnie do głowy: nie ma bliskości bez autentyczności. Może lepiej może się pokłócić niż z autentycznym człowiekiem niż czuć sympatię do obrazu.
Nie piszę tych słów przeciwko tobie, tez cię lubię. To zdanie od którego się zaczęła nasza dyskusja nie była przeciwko rozwojowcom. Było dla mnie. Żebym zobaczyła o co chodzi. Żebym mogła zobaczyć te strukturę, która jest tak ze mną zrośnięta, że wydaje się być mną. I co ja tak silnie trzyma - lęk przed rozczarowaniem. Teraz jak to widzę mam już wybór.