Tak bardzo się cieszę, czuje jakby coś ze mnie zeszło. Jakąś ulgę. Gdy przyznaję przed sobą jak bardzo nie czuje się bezpiecznie, jak bardzo sama potrzebuje wybaczenia, jak bardzo się boję , jak bardzo potrzebuję boskiej uzdrawiającej milości , jak bardzo my ludzie potrzebujemy się uczyć przebaczenia a nie trzymania tych zadr. Moje życie to rollercoster emocjonalny a wesołuch miasteczek fizycznie nie lubię.
Między mną a moimi rodzicami trochę się poprawiło. W końcu sama dokonałam wyboru aby nauczyć się wybaczać. Im, sobie. Mam dosyć świąt i innych spotkań na moich emocjonalnych wywalankach a mam ochotę wreszcie usiąść z tymi ludźmi i poczuć sie dobrze jak jest. Z tymi ich całymi zachowaniami, ułomnościami. Ostatnio nawet spędziłam z nimi fajne popołudnie, miałam fajny humor i czułam się ok. Zaraz święta i będę miała okazję zobaczyć czy nasze relacje się zmieniły.
Może jeszcze mam dużo nienawiści do matki jakiejś ukrytej - to chyba jeszcze jakieś inne wcielenia wchodzą a pamięci nie mam więc moze jeszcze wyjdzie. Na razie chce z tego zycia pooczyszczac. Choć marzy mi się uruchomienie jasnowidzenia i chciałabym żeby mi pomogło zobaczyć co tam było ;-)
Matka ostatnio ze mną rozmawiała czy ją w ogóle kocham? ja powiedziałam,ze nie wiem. Ze mam dużo do niej zali i zadr a moze na jakimś poziomie tak. Ona się popłakała i myślę,ze byla wtedy szczera i opowiedziała mi trochę swojej historii i braku miłosci i ciepła itd. I jak wtedy ona wydała mi się autentyczna co u niej to żadkość, to we mnie coś puściło i faktycznie przez chwilę poczułam do tej istoty miłośc ale do jej głębii a nie tej osobowości. Teraz dzwoni(bo jest w Niemczech) ze ma dla mnie pieniądze, które mogę sobie wydać i bardzo się cieszę na takie wsparcie finansowe. Taka fajna niespodzianka. Wiem,ze ona nigdy nie była autentyczna, jest pochowana za mury alkoholizmu plus tysiące masek ale to wszystko ucieczka zeby się nie zderzyc ze sobą i swoimi słabosciami. Sama musi byc nieszczesliwa, niespełniona zeby to przekazywac ten ból, cierpienie. Ona właśnie miloscia nazywa martwienie się o kogoś- mówiła ze gdyby mi się coś stało to ona by strasznie to przeżyła. Tak tłumaczyła miłość do mnie. Ja jej wytłumaczyłam jak widzę miłość. No cóż nie znam naszej historii za bardzo ale mam nadzieję,ze uda mi się wybaczyć jej bo byc moze tez kiedys zadawałam jej ból. Zresztą też potrafię zadawać ból i cierpienie i tez chce dla siebie rozgrzeszenia. A z ojcem to tez inna sprawa ,ale wiem,ze tez czuje się winny i widziałam u niego skruchę więc tez mi łatwiej jakos to sobie wytłumaczyć. Miał taki okres ze pił 2 tyg. i prosił mnie o pomoc ,że nie może sobie dać rady wyjść z ciągu- mówił i płakał jak bardzo mnie skrzywdził i chyba dlatego pił. Myślę,że tak łatwiej wybaczyć jak się widzi,że ktoś nie chciał nas krzywdzić albo ,że tego żałuje. Ja tez mam na swoim koncie krzywdy ,które żałuję,ze wyrządziłam ale niestety zaślepienie cierpienia i chorób bywa czasem mocne. Cierpienie nie uszlachetnia a powoduje jeszcze większe cierpienie i spustoszenie. Zresztą człowiek,który kocha siebie i jest spełniony nie ma potrzeby krzywdzenia. Cóż zrobić ,ze błądzimy moze nawet tak tysiące lat? krzywdzimy się nawzajem? jaki jest w tym sens? ja nie widzę,żadnego. Czuję,że chce to skończyć raz na zawsze i zacząć kreować związki współtworzenia , gdzie każdy jest wygranym . A z moim synu denerwowała mnie jego paniczna reakcja na przedszole a sama mam w sobie panikę i chyba jej nie mogę przetrawić ,że jest. Wkurzam się ,że jest, nie chce jej zaakceptować. To jest totalny brak p.bezpieczeństwa , takie zawieszenie jakby w próżni, bezsilność. Teraz łatwiej mi reagować na jego przejawy lęku. Ostatnio mi sporo wywala i doszło już do tego,że ja się tak totalnie bezpiecznie nie czuję ,ze zawijam się w koc ciasno i dopiero nakładam kołdrę i czuję się trochę bezpieczniej.Znaczy już wiem jak się czuje w ciele bezpieczeństwo.To chyba z okresu noworodka/prenatalne się wywodzi. Ale na razie sie zawijam tak w koc choć praktyką chyba tego nie można nazwac;)) Chcę wybaczyć bo bardzo chciałabym się poczuc bezpiecznie, marzę o tym . Jest tyle miejsc, rzeczy do zrobienia, poznania a bez p.bezpieczeństwa tego się nie da. Bez p.bezpieczeństwa nie ma zainteresowania. Stąd tez ja się ostatnio mało czym interesowałam bo gdy się boisz to się nie interesujesz. Gdy się boisz to nie żyjesz w teraźniejszości, nie poznajesz. ehh.
chciałabym obudzić to jasnowidzenie żeby sobie pomóc i zobaczyć jak te relacje ojciec i mama się zaczeły, jak się przejawiały przez może nawet setki lat i oczyścić.

może mi sie tak uda a jak nie to wtedy trzeba bedzie szukac innych metod podglądania;-)