Dzisiaj uświadomiłem sobie że nigdy zbytnio nie budowałem własnej samooceny, raczej taką "cudzoocenę" na bazie której określałem swoją wartość. Stąd trudno mi było pracować nad własną samooceną. A oceny innych ludzi bywają różne. Rozwijaniu tego nastawienia sprzyjał system szkolny, gdzie miałem przez pierwsze lata świetne wyniki, potrafiłem się wpasować bo robiłem to co było ode mnie oczekiwane, no i wychowanie przez rodziców. Stąd kiedy raz komuś się nie spodobało coś co mnie cieszyło i dobrze szło, potrafiłem się zniechęcić i zaprzestać robienia czegokolwiek.
Szkoła jednak nie wspiera nastawienia na własną kreatywność. Na nowo uczę się pokochać siebie chcącego zrobić coś od siebie, według własnego pomysłu. Do teraz czuję na sobie panikę mojej mamy kiedy ja jako dziecko próbowałem robić co mi przyszło na myśl a ona wszędzie widziała że coś mi się zaraz stanie.
Poza tym wyznaję, że od środy mieszkam w Gdańsku nad polskim morzem:) Byłem już 4 razy na plaży i czuję że to pokocham - choć jeszcze nie ma upałów. Zapach plaży i pływanie w morzu kojarzy mi się z wakacjami w dzieciństwie, a cieszy jeszcze bardziej bo sam tam dotarłem. Tak więc mam dla siebie pływalnie w której nie będzie brakować miejsca (no, zobaczymy jak będzie w wakacje), na którą jednorazowy karnet na cały dzień kosztuje mnie 10 zł - tyle kosztuje mnie paliwo na dojazd nad morze. Niesamowite że takie bajery, jak fale na których można się unosić, są robione przez naturę, w nieskończoność, całkiem za darmo

Dzisiaj z godzinę moczyłem się w morzu. A zaraz obok plaża. Choć nie umiem na niej zbyt długo wysiedzieć, bo ciągnie mnie żeby zwiedzać i coś robić.
Byłem już pierwszy dzień w nowej pracy, znowu trafiłem na klimaty dla supermocarzy - rozwożę towar w hurtowni alkoholu. Praca ciężka, zwłaszcza duże beczki z piwem które ważą 65kg. Jak na to że w ciągu ostatniego roku robiłem 3 kilkudniowe głodówki i ogólnie nie przemęczałem się fizycznie, dla mnie za dużo. Za to ekipa i klimat w pracy przyjazny:) Nie wiem czy podołam w tej pracy, ale nastawiam się dobrze, zobaczę na ile mnie stać Kiedy ściągam koszulkę i dźwigam te beczki to czuję się jak wyjęty z filmu "Gladiator"

Moja pś to jakoś lubi i nie chce tego zmieniać. Chciałbym też zadbać o swoją formę fizyczną, trochę przypakować.
Zaczynam żyć całkiem dla siebie. Czasem mi się to kojarzy z pustką, w końcu tyle lat uzależniałem wszystko dookoła od innych ludzi. Czasem mi się przez to wydaje że już nic w życiu się dla mnie nie wydarzy, a mimo to co chwilę dzieje się coś co mi się podoba, tylko w relacjach z ludźmi jakieś zawieszenie... nie chcę wracać do starych klimatów, a nowe jeszcze nie wiem na czym polegają. Poza tym jak ognia unikam towarzystwa emocjonalno/alkoholowego, a tego jest najwięcej dookoła, jakby to była jakaś święta norma. Fajnie by było poznać nowych przyjaciół, z którymi poczuję harmonię i będę grał w siatę na plaży, spacerował wieczorami, chodził do kina itd.
Uprościłem ostatnio moją praktykę duchową do minimum. Miało się ograniczyć do samego kochania siebie we wszystkich aspektach, ze wszystkim co wychodzi, jednak czasem rzeczy które mnie nauczyło WHH, używanie EFT jest bardzo przydatne i pomaga iść dalej. Sesyjka regresingu i węzełki też raz na jakiś czas są bardzo pomocne, i pomagają uskuteczniać podstawową praktykę, czyli kochanie siebie, wnikanie miłością głębiej i głębiej.