Kolega z pracy, którego lubię, lat 27 "zażartował" ostatnio, że przespałam najlepsze lata i że jestem starą babą bo mam 30 lat. juz wiele razy miał podobne żarty i mam wrażenie ze wiekszosc typków ode mnie tak uważa a on tylko powiedział to głosno. tym razem zabolało, ze podniosłam na niego głos mowiac ze nic o mnie nie wie i ze nie zycze sobie takich tekstów pod moim adresem (przezywam ostatnio pewne rozczarowania wewnetrzne i nadal nie czuję się sobą stąd moja reakcja, jak on mógł nie wiedząc tak naprawdę nic o moim życiu). do niedawna mielismy dobre, wesole relacje, w biurze od 2 lat są zarty ze to mój narzeczony, ale nic nas do siebie nie ciągnie. no i sie zepsuło. on zamiast mnie przeprosić to ...się obraził. unikamnie bo chyba zraniłam jego wrażliwą meską dumę-to w gruncie rzeczy chłopak chyba niesmiały w kontaktach z kobietami a przynajmniej ze mną.
Ja jestem zła że jest takim głupim tchórzliwym gówniarzem a tak w niego wierzyłam. patrzy na mnie z wyrazna niechęcią i unika mnie czym sam sobie utrudnia życie, bo dziś gdy w koncu temat który podjął trafił do mnie załatwilam szybko i z korzyścią dla niego. nie mam ochoty wychodzić do niego pierwsza bo uważam ze to on powinien i generalnie rozczarowanie co do niego i niechęc mi na to nie pozwalają. nie umiem jednak długo żyć olewając kogoś i nie być tak miłą wobec kogos w biurze jak jestem dla pozostałych bo czegoś mi brakuje. nic takiego mu nie powiedziałam a on skupił się na swoich uczuciach a nie na tym jak ja się poczułam.
Przerażają mnie teraz ci młodzi faceci. A raczej to jak szybko potrafiłabym zdepetać ich ego. straszne jest ze nie mam cierpliwości się pilnować gdy zachowują się debilnie i się nie certolę. kiedyś miałam bardziej cięty język i nawet się tym szczyciłam, teraz uważam ze stoi za tym chęc dominacji. ale tyczy się to tylko głupich facetow. żałuję, ze nie spotykam na swojej drodze mądrych. Właściwie to oni zawsze się mnie bali (wszyscy faceci bo sppotykam głupich) i ciązy mi to, ale nie umiem byc taka delikatna i kobieca, czego zapewne zazdroszczę innym dziewczynom jako stara baba. choc i tak mój język jest znacznie łagodniejszy niż kiedyś-po prostu dlatego że nie chcę już nikomu dowalać bo wiem jak to boli.
z tego wszystkiego zaczęłam znow rozmyslać o swoim byłym adoratorze i tesknić za jego uwagą, której mi juz nie poswięca z oddali, bo albo kogos ma-co jest prawdopodobne, albo zniechęcił się brakiem odzewu z mej strony (który by był gdybym nie miała znaków i przykazów z zewnątrz zeby go olać).
Moje życie jest pełne rozczarowan, puste i nudne i samotne...i na nic się zdadzą afirmacje bo i tak mam przykaz nie pisać ich przez miesiąc.