To co się dzieje dzisiaj to jakaś masakra

Rano wstałem, rodzice już nie spali - trudno, poszedłem do kuchni, obok mnie stanęła matka - i poczułem jak mi aż ręce nieco zesztywniały i poczułem się źle. Po raz pierwszy w życiu doświadczyłem czegoś, co bez zwątpienia mogę nazwać atakiem energetycznym (zawsze pochodziłem z dużym dystansem do takich rzeczy). Najlepsze było jednak dopiero przede mną - wyszedłem z domu i zobaczyłem jak ucieka mi autobus. Po raz pierwszy jak mieszkam tam od 6 lat, bus mi zwiał bo przyjechał 5 minut przed czasem(przyjechał o 7.25 zamiast 7.30), a mieszkam przy 3 przystanku na całej trasie, więc koleś musiał już z samej pętli wyjechać za wcześnie. Normalnie matka by mnie podwiozła do miasta, ale teraz nawet nie miałem co prosić. Pobiegłem więc jakieś 2 km na dworzec pkp (po drodze próbując złapać stopa, ale nikt się nie zatrzymał) i się okazało, że jest pociąg za 20 minut więc jeszcze bym zdążył. Odczekałem i kiedy przyjechał pociąg, okazało się że nie wziąłem portfela (co mi się nigdy nie zdarzało...). Myślałem, że się załamię, ale nie poddawałem się - pobiegłem całą drogę z powrotem po portfel, bo kolejny bus był o 8.50. PO drodze jak szedłem wiejską drogą w stronę domu godzinę po tym jak z niego wyszedłem - przejechała obok mnie matka gapiąc się tylko z nienawiścią i nie zwalniając nawet - przemknęła po prostu tuz obok mnie. ja się nie mogłem przestać śmiać bo w tym małym samochodzie i z tą twarzą terminatora wyglądała jak jakiś robot-niszczyciel

W końcu dotarłem spóźniony 45 minut, 2,5 godziny po tym jak wyszedłem z domu

Kurczę, tak jak zawsze byłem sceptyczny do klątw i innych takich, to teraz jestem pewien, że to zasługa mojej matki i jej pocisku - szczególnie, że mnie tak zamroczyło że jakimś cudem portfela nie wziąłem, a to mi się chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło, bo ja zawsze wszystko sprawdzam przed wyjściem.
Mimo to i momo negatywnych emocji z powodu samych przygód - czułem się cudownie wolny. Czuję, że zaczął się zupełnie nowy etap mojego życia i a stary świat się całkowicie wali, runie mi totalnie - a ja tańczę na gruzach

Starzy mówią, że mnie nie wesprą w wyprowadzce, itd. a ja się tylko śmieje, że wszystko po staremu w tej w kwestii zostaje

Wiem, że sobie poradzę bez nich, a w sierpniu już się wyprowadzam, więc jest naprawdę dobrze.
To dziwne że takie akcje i awantury, a ja czuję głównie spokój, wolność i dumę z siebie, że w końcu, po całym życiu bycia tłamszonym zacząłem być sobą
