Leżałem sobie dzisiaj na plaży, i dotarło do mnie że odbieram siebie tak, jakby moje kąpielówki były częścią mojego ciała a to co pod spodem narządami wewnętrznymi. Zaraz przyszła mi ochota ściągnąć te majty, ale tylu ludzi wokół, nie chciałem robić zamieszania. Przyszedł mi pomysł żeby poszukać plaż nudystów i obiecałem sobie że jeśli taka jest to w przyszły weekend się na taką wybiorę.
Przeleżałem tak z 5 minut, a potem chwyciłem telefon i znalazłem plażę nudystów, wsiadłem do auta i pół godziny później już spacerowałem brzegiem morza w jej kierunku. Nie wiedziałem co oczekiwać, obawiałem się że będą tam same zboki, a ja po prostu chciałem poleżeć nago na łonie natury. Okazało się że doznałem tam najpełniejszej chwili w moim dotychczasowym życiu.
Kiedy doszedłem do zobaczyłem że jest tam sporo małżeństw, rodzin z dziećmi, grup facetów, ale nie wyglądających na nachalnych homoseksualistów, towarzystwo wyglądało na tolerancyjne więc się rozluźniłem, ściągnąłem majty i rozłożyłem się na ręczniku. Tak fajnie energia zaczęła płynąć że po chwili dostałem wzwodu, i dobrze by mi było gdybym się nie zorientował że jakiś stary facet leżący obok swojej żony kilkanaście metrów dalej, obrócił się w moim kierunku na bok i się temu przygląda. Widać takie zwyczaje naturystów, wygląda na to że ja okazałem się nietolerancyjny bo obróciłem się na brzuch. Kiedy tak leżałem, czułem coraz mocniej mój kontakt z Ziemią, i postanowiłem usiąść i pomedytować. Siadłem po turecku, energia fajnie się wznosiła, poczułem że cały wypełniam się miłością więc wypowiedziałem modlitwę o rozpuszczenie wszystkich blokad przed tym bym już teraz mógł tworzyć związek z najodpowiedniejszą dla mnie partnerką życiową. Poczułem wielkie spełnienie w sercu, i po chwili wpatrywania się w morze poszedłem popływać. I tu zaczynają się czary. Wszedłem, jak zwykle po zamoczeniu kostek i łydek w wodzie zacząłem się śmiać, i tym razem nie kojarze żebym się przedtem śmiał tak głębokim śmiechem. A potem kroczyłem po tej wodzie i czułem że znika cały jakiś mój podświadomy strach przed morzem. Zanurzyłem się na maksa, morze było spokojne, i obserwowałem to wszystko, i widziałem to jak te fale składają się każda z dziesiątek takich mini falek i to było takie piękne, i widziałem tylko to przed sobą i horyzont. Poczułem wtedy że nie mam żadnych granic, że jestem jednością z całą naturą, i to było takie uczucie, że nie umiem teraz go opisać. Pływałem tak na przemian i chodziłem do pasa zanurzony w wodzie przez kilkanaście minut i czułem się totalnie zanurzony w chwili obecnej i nie czułem nic poza szczęściem i spełnieniem. Z czasem zacząłem myśleć o tym jak napiszę na forum o tym stanie, i wciąż w nim byłem ale coraz bardziej czułem że ciągnie mnie żeby "coś zrobić", czymś się zająć, gdzieś pójść, podświadomość uciekała od niego. Wróciłem na plażę, zrobiłem sobie 3-minutową kriję na rozprowadzenie energii (co ku mojej uciesze nikogo wokół nie zdziwiło ani nawet nie zwróciło szczególnej uwagi) i poszedłem w stronę auta

potem wróciły myślotoki, jakieś emocje i rozterki, ale to było bardzo cenne doświadczenie które przybliża mnie do tego żeby doświadczać stale takich rzeczy.