Masz chyba trochę racji w tym co piszesz, bo ostatnio, odkąd przestałam pisać, zdałam sobie sprawę, ze perfekcjonizm bardzo utrudnia mi życie. On tworzy moją osobowość. Pisanie afirmacji było jednym z elementów perfekcyjnej mnie-działam, robię coś, dąże do doskonałości, nie stoję w miejscu, leczę się więc nie upadnę i nie będzie już gorzej niz było, mam jakiś cel, jakiś sens, muszę to robić bo inaczej wroci mi szalenstwo.
Teraz czuję się bez celu, bez punktu zaczepienia, bez mobilizacji (a uczę sie na prawo jazdy więc warto się mobilizować;)).
Pięknie by bylo gdybym widziała coś pomiędzy perfekcjonizmem a bylejakościa i umiała zdrowo w tym żyć. NIestety na razie nie wiem jak wypośrodkować. Moje lektorki od francuskiego zwracają mi uwagę że mój problem to perfekcjonizm.
Ania na przeciwnej stronie perfekcjonizmu jesteś TY prawdziwa

Śliczna, zdolna, utalentowana i wartościowa.
Wystarczy, że zaczniesz się odkrywać sama dla siebie i akceptować to jaka jesteś

Ze wszystkimi swoimi cechami, bo one są ok. Idealna jesteś właśnie taka jaka jesteś.
Popatrz na drzewa, rosliny i kwiaty. Każde z nich jest idealne takie jakie jest. Nawet powykręcane, pokrzywione, czy z krzywymi płatkami

Są piękne i idealne

Dopiero jak zaczynamy do nich przykładać jakieś wymyślone i wydumane wzorce idealności, to zaczynamy dostrzegać te wszystkie poskręcania. Ale po co to robić i na co to komu? Skoro są piękne, wartościowe i cudowne takie właśnie jakie są

Ja wychodzę z pefekcjonizu, udało mi się dostrzec, że te wszystkie doskonałości, do których dążyłam były tylko w mojej głowie.
Sama je sobie narzucałam, bo wydawało mi się, że dzięki nim coś tam osiągnę.
Coraz bardziej siebie akceptuję, coradz więcej dostrzegam fajnych rzeczy, które robię i coraz bardziej jestem zadowolona z siebie. Z takiej siebie jaka jestem teraz
