Oj, Indra - weź nie gadaj o sobie takich przykrych rzeczy.
Spróbuj spojrzeć na swoje ciało bez oceniania - brzydkie, ładne, obleśne, piękne - to są tylko oceny oparte na czym? Na społecznych przekonaniach. W zależności od czasów, kultury, miejsca w świecie, gustów - z tym samym ciałem mogłabyś zostać oceniona jako brzydka, ładna, przeciętna, za gruba, za chuda. Więc tak naprawdę jakie jest Twoje ciało? Czy obecne społeczne przekonania naprawdę są wyznacznikiem tego, jakie jest Twoje ciało?
Przekonania na temat tego co jest piękne, a co nie przesłaniają nam rzeczywistość. Ja kiedyś uważałem, że sam jestem bardzo nieatrakcyjny. Nie lubiłem swojego ciała, nie lubiłem patrzeć na siebie w lustrze. Siostra mi wmawiała, że mam krzywy nochal i z tego powodu sam widziałem swój nos jako coś szpecącego moją twarz - dopiero jak sobie uzdrowiłem kilka rzeczy to zacząłem zauważać, że mój nos jest całkowicie normalny - fizycznie nic się nie zmieniło, a ja zacząłem widzieć siebie jako dużo bardziej atrakcyjnego. Podobnie miałem w kwestii zębów, których mi w dzieciństwie nie wyprostowano do końca - będąc w liceum przy uśmiechaniu się celowo nie pokazywałem zębów, bo się wstydziłem.
Jeśli chodzi o resztę ciała - od czasów gimnazjum miałem sporą niedowagę przez co było mi widać wszystkie żebra, a podczas przebierania się na w-f koledzy się pytali czy nie urwałem się z Auschwitz - na domiar złego na całych plecach, górze klatki piersiowej, barkach i części ramion miałem mnóstwo trądziku, więc wstydziłem się pokazywać bez koszulki. Na twarzy też sporo mi tego syfu wychodziło. Czułem się kompletnie nieciekawy fizycznie i nie lubiłem tego jak wyglądam. Byłem przekonany, że nie mogę być atrakcyjny dla jakiejkolwiek kobiety.
Na szczęście przy okazji pracy z samooceną, ascetyzmem i innymi syfami - zaczął się zmieniać mój stosunek do ciała, a za tym szły większe i mniejsze zmiany w ciele - trądzik znikł niemal całkowicie i na chwilę obecną pojawia się w niewielkich ilościach, a mi się w krótkim czasie przytyło jakieś 7 kilo, mimo że od lat ważyłem ciągle tyle samo, a moje nawyki żywieniowe nie zmieniły się - dzięki czemu nie mam już niedowagi, a BMI jest w normie. A ostatnio to miałem nawet przyjemność usłyszeć, że przypominam fizycznie czyjś wymarzony ideał.
To wszystko osiągnąłem dzięki temu, że
najpierw polubiłem swoje ciało, takie jakie jest, zamiast czekać aż się zmieni. Patrzenie na swoją zasyfioną mordę i powtarzanie sobie, że się kocham takim jakim jestem, nie było z początku łatwe, ale to właśnie miłość ma moc zmieniania naszego postrzegania, a nawet tego jak się przejawia nasze ciało.
Weź więc Indruś kochana przestań znęcać nad sobą, nad swoim ciałem. Do diabła z tymi wszystkimi, którzy wmawiali się te świństwa na temat Twojego ciała, do diabła z chorą mamusią. Masz prawo czuć się piękna i to jest tylko i wyłącznie Twoja decyzja. Tobie się ma podobać Twoje ciało, nie mamusi, nie innym oszołomom. A jak się Tobie spodoba, to na pewno się pojawią ludzie dzielący ten pogląd
