troche mi głupio, że się zachowuję jak 13 latka.
mój mający problem z alkoholem cichy wielbiciel wrócił dziś do pracy, jak mniemam potrzebował 3 dni by wytrzeźwieć po sylwestrze, bo oczy miał z lekka podkrążone. I...nadal mi się podoba. Jest jednak duży postęp po ostatnich węzłach, bo nie rozprasza mnie na tyle, zebym nie mogła się skupić na robocie-już mogę pracować i w sumie oddziałuje na mnie tylko jak go widzę.
Onieśmielamy się nawzajem oboje. Jak w podstawówce. Co gorsza wydaje mi się, że podswiadomie lubię takie klimaty. Mam odwagę się na niego gapić tylko jak jest daleko. Jak muszę stanąc koło niego popadam w lekki stres a jak zagadał mnie przed swiętami o pracy to spięłam się masakrycznie-bo tak mnie uderzyła jego uroda. Nie wiem czy to jest jakaś reakcja lękowa mojej podświadomości na to, że się taki człowiek-w sensie zaburzony skoro nie kontroluje siebie jak pije, mną interesuje czy to kwestia mentalności 13 latki. Dlaczego on nie jest brzydki? I dlaczego dla mnie uroda jest taka ważna? Masakra.