Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 645116 razy)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-09-26, 04:37:58 »
Wydawało mi się że jestem całkiem poskładany, a w bliższym kontakcie z drugim człowiekiem wyszło jak wciąż boję się bliskości, totalna blokada:( może nie totalna ale jestem sobą głęboko nieusatysfakcjonowany.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-25, 12:55:02 »
Dzisiaj zdalam sobie sprawe jakie szkodliwe przekonanie trzyma moja podswiadomosc.
Cale zycie wierzylam,mowilo sie tez tak w moim otoczeniu,ze nie nalezy zapeszac przyszlosci tzn nie wyobrazac sobie za wiele dobrego na przyszlosc bo moze sie spelnic cos zupelnie odwrotnego..
Uswiadomialam to sobie dzisiaj jak siedzialm w kawiarni i naprzecieko byl sklep gdzie byla reklama kremu na szybie i tam pisalo: Your future is divine.:)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-24, 18:15:02 »
Mam wrażenie, że sztucznie udają, że są dla mnie mili. Przestali mi praktycznie pomagać finansowo i się mną przejmować. Niby ostatnio pozwalają na wszystko i się głupkowato zachwycają moim położeniem, ale czuję, że chcą abym już się odczepiła - po prostu zajęła sobą. Niech tak będzie.

Tak mi schodziło wraz z afirmowaniem sporo żalu, że przez głupotę rodzinną traciłam zdrowie fizyczne i emocjonalne. Czuję jak teraz nakłada mi się idealny wzorzec zdrowia, miłości, szanowania siebie. To boli i codziennie ciało mi się opiera przed przyjmowaniem tego, co chcę mu dać. Nie dziwie się, ponieważ nigdy tego nie znało.
« Ostatnia zmiana: 2012-09-24, 18:19:22 wysłana przez BlackRose »

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-24, 18:11:40 »
U mnie nadal praca z kochaniem siebie, ciągle bolą mnie jajniki, wiem że chorują. Przykro mi było, że moja rodzina zapomniała o moich urodzinach, a np rodzina chłopaka już pamiętała. Jestem tym moim potrzebna tylko do wykonywania ich rozkazów - sprawdź mi numer konta, jak opłacić internet, bo my nie wiemy? Nawet na odległość do mnie wyskakują z takimi sprawami. Męczący są, chociaż zwracają się do mnie o niebo kulturalniej niż przed rokiem. Nie mogę oczekiwać chyba cudów, grunt to sobie życzyć jak najlepiej.
« Ostatnia zmiana: 2012-09-24, 18:15:19 wysłana przez BlackRose »

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-09-24, 15:12:28 »
Wyznaję że to co piszę w kolumnie reakcji w kontekście do afki, nadawałoby się na dobrego demotywatora :P

Clint to już jesteś trzecią osobą w tym miesiącu na forum, która stwierdza że wraca do całkowitych podstawe :))
« Ostatnia zmiana: 2012-09-24, 15:14:18 wysłana przez Sebastian »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-09-24, 14:59:44 »
Oj, zdecydowanie czeka mnie dużo ćwiczeń z lustrem - często to nie niełatwe, ale zawsze dawało mi fajne efekty. :)

W każdym razie wracam do podstaw i biorę się ostro za temat niewinności - z podstawowej trójcy: samoocena-bezpieczeństwo-niewinność niemal całkowicie olałem kwestie tej ostatniej i nawet wiem czemu - od dzieciństwa wpajano mi tak bardzo poczucie winy za wszystko, za każdy przejaw mego istnienia, że życie w poczucie winy wydawało mi się czymś tak naturalnym, nieodłącznym od mojej codzienności iż nie potrafiłem zauważyć, że to wszystko we mnie siedzi. Myślałem, że to odczucie jest nieodłączną częścią mnie i nie potrafiłem go nawet zidentyfikować, oddzielić od siebie.

A niekontrolowane, nielogiczne i często zupełnie bezpodstawne wybuchy mojego ojca w moim dzieciństwie sprawiły, że nauczyłem się tego, że w każdej chwili, niezależnie od tego co bym robił czy czego bym nie robił, może się okazać że jestem czemuś winny, tak po prostu. Życie w ciągłym napięciu i oczekiwaniu na to, że znowu będę czemuś winnym sprawiały, że od czasu do czasu kreowałem sobie różne nieprzyjemne sytuacje, żeby rozładować tą napięcie związane z oczekiwaniem.

No i jeszcze jest kwestia paraliżującego lęku przed wchodzeniem w nowe sytuacje, miejsca czy grupy ludzi ze względu na to, że dopóki nie poznam reguł gry w danym miejscu to łatwo mogę zrobić coś co nie będzie odpowiadało danej grupie i mimo mych dobrych chęci znowu będę czemuś winny.

Zastanawiam się czy też te sztuczne osobowości nie było sposobem psychiki na radzenie sobie z tym poczucie winy - biały nie musiał się czuć winny, bo był najmądrzejszy i wszystko co robił wynikały z wyższych przesłanek, a z kolei niebieski był szalonym luzakiem co na wszystko ma wyrąbane.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-24, 14:26:32 »
Clint,

zaakceptuj, że tak po prostu jest. Mów sobie przed lustem - przebaczam sobie całe moje rozdwojenie, zaślepienie, nieszczęśliwe życie i cierpienie. Jestem gotów, aby przejawiać siebie prawdziwego. Najgorsze jest jak budujemy fałszywe osobowości, cały ten pancerz z lęku, nienawiści i niskiej samooceny. Wyzbycie się tego może wiązać się z bólem i sporym zamieszaniem ale warto. Tak samo ja oczekuję od siebie, że od razu siebie pokocham, skoro potrafię już o tym mówić. Tak sie nie da. Tyle lat życia w fałszywych wyobrażeniach musi mieć swoje konsekwencje i aby coś odbudować minie troszkę czasu. Często nie czujemy podstaw na których te nowe, lepsze wizje mogą się oprzeć.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-24, 10:42:12 »
Clint

Gratuluje;)To jest naprawde duzy krok naprzod-wiem co mowie bo sama to przerabialam nie tak dawno.U mnie kluczem do uwolnienia sie od tych glupot bylo przyznanie sie przed sama soba do tego,ze mam akie obciazenia.Pozniej juz lawinowo poszly inne glupstwa I moge powiedziec,ze juz mam z gorki czego Tobie tez zycze;)

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-09-24, 10:14:20 »
Wczoraj bylam z moim mezem na spotkaniu z moja szefowa,bo chciala go poznac. Ogolnie bylo przyjemnie na poczatku bylam bardzo zdenerwowana, ale po krotkim czasie mi przeszlo. Rozmawialismy o pierdolkach o jej nowym psie i bylo troche sztucznie....pozwalalam jej na rozmowe z Michaelem, prawie sie nie wtracalam. Ona mnie chwalila i potem jakos zaczelam mowic o nas i stwierdzilam, ze moj maz jest troche takim pesymista...ze nie ma zaufania do swiata i widzi wszystko w czarnych kolorach.Moja szefowa uciela ostro, ze nie powinnam tak mowic i ze to nie na miejscu i zatkalam sie....ale nie dotknelo mnie to tak bardzo, nie mialam intencji go krytykowac , czy osmieszac.Zarzucila mi, ze chce go na sile zmieniac, kiedy to  czlowiek sie zmienia- kiedy sam tego chce. Moglam sie ugrysc w jezyk....ale widac tak mi bylo pisane.
Poszlismy potem z Michelem na maly spacer po jej posiadlosci i cos tam wrocilam niechcacy do tego tematu.....on mowi ...tak bo ty mnie stawiasz w zlym swietle, juz ci tyle razy powtarzalem,zebys tak nie robila itd. taki wyrzut- widzisz jaka jestes wredna.
Ja troche sie zastanawialam o co wlasciwie chodzi...fakt on jest skrzywdzony przez matke i nie powinnam moze go az tak krytykowac, ale ja chcialam mu tylko uzmyslowic, ze jest warty milosci i moze ufac swiatu, Bogu i przestac sie panicznie bac tylko wyluzowac. Jednak moje intencje troski wynikajace z milosci do niego nie zostaly dobrze zrozumiane i przyjete.
Inna strona- moje intencje wobec niego i jego postawy moga nie byc takie jak mi sie samej wydaje i moze sa zatrute i falszywe- dlatego on nie chce ich przyjac.
Faktem jest- obiecalam sobie nie wtracac sie w jego emocje i dalej akceptowac go takim jaki jest i popracowac nad oczyszczeniem moich intencji wobec niego.

wieczorem wracalo do mnie poczucie winy....ale umialam sobie wybaczyc i pomoglo mi zrozumienie, ze kazdy ma prawo popelniac bledy. Kiedys po takiej wpadce bolalo mnie by dluzej i ciagle pamiec wracajaby z ogromnymi wyrzutami sumienia....jak moglas tak zrobic...przeciez go kochasz? itd Czulabym sie sama bardzo oblesna i niegodna milosci....och ciesze sie, ze umiem juz nad takimi emocjami zapanowac i nie pozwolic im sie pastwic nade mna...moj sukces ;)

Wszystkim pracujacym i cierpiacym meki oczyszczania gratuluje i zycze dalszych sukcesow....mozecie byc z siebie dumni ;)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-09-24, 09:40:31 »
Tworzyłem w życiu tyle pozorów w związkach że zaczęło się nawarstwiać że aż mi brakło miejsca w głowie i teraz potrafię tylko milczeć :P Wszystko się zaczęło na dobre po rozstaniu z pierwszą miłością. Wcześniej kurde było całkiem fajnie, miałem przyjemne romanse i duży luz w relacjach z kobietami, tyle tylko że byłem trochę mało odpowiedzialny i raniłem. Teraz wrócę do tego luzu i trochę zmądrzeję, taki jest plan.


Clint
Cieszy mnie to , że odkryłeś swoją mroczną stronę ;))))))))
To co piszesz brzmi jak sporo pracy, ale jak to wszystko zrobisz poczujesz się dużo bardziej zintegrowany i uspokojony.
« Ostatnia zmiana: 2012-09-24, 09:44:29 wysłana przez Sebastian »

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-09-24, 09:35:49 »
Odkryłem ile jeszcze powalonych przekonań we mnie siedziiii w relacjach partnerskich - że to od drugiej osoby zależy czy ja się będę dobrze czuł, że jak kogoś nie ma to wszystko jego wina, Jezusie, nie przypuszczałem. Chodzę po mieszkaniu i klnę do ścian. Nie ma sie co dziwić że rezygnowałem z siebie w relacjach z kobietami, skoro uważałem że to wszystko zależy od nich. Poza tym wywala mi że kobiety to pipki z którymi normalnie i na trzeźwo to się nie da. I poczucie winy wobec kobiet za to że to wszystko mam w sobie. Tonę we wzorcach. Idę zaraz pojeździć na rolki co zawsze sprawia że czuję się lepiej i biorę się potem do oczyszczania.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-09-23, 23:16:16 »
Miałem wczoraj dobrą sesję regresingu (dzięki Tulia!) i dzisiaj też niezgorszą, ale teraz czuje się jakby mi się osobowość rozpadała na kawałki.

Sięgnąłem w końcu dużo głębiej po bardzo przykre emocje z dzieciństwa, które dość konkretnie zaniżały mi poczucie własnej wartości, a z powodu tej niskiej samooceny nie chciało za bardzo zejść moje napompowane duchowe ego, każące mi siebie widzieć jako niezwykle rozgarniętego duchowo i takiego mądrego, dużo mądrzejszego od innych duchowiaka. Teraz mogę się do tego otwarcie przyznać i nawet nie czuje się z tego powodu w żaden sposób źle, co mnie cieszy. Byłem mocno skrzywdzony psychicznie jako dziecko i mocno zakompleksiony, więc to normalne że jakoś musiałem sobie z tym poradzić, a karma sprzyjała takim, a nie innym opcjom na to. Cieszy mnie to że dojrzałem do tego, aby pójść dalej :)

No i jak zeszła mi jeszcze niechęć do widzenia swoich problemów i przykrych emocji, takie rodzinne udawanie że się przecież nic złego nie dzieje, to od razu czuje że odzyskałem całkiem spory kawałek kontaktu z samym sobą i czuję się tak jakbym ugruntował się bardziej w sobie, czy też raczej bardziej wszedł w swoją skórę, niż jakąś tam sztuczną powłokę.

Zaczęła też wychodzić ta stłumiona, mroczna część mnie o której wcześniej pisałem - wyszło na wierzch to co we mnie było żałosne, wulgarne, zakompleksione czy dyszące nienawiścią. No, a potem się zdziwiłem nieco, bo to wszystko oparte na typowo niebieskich wzorcach, przeplatające się co po chwilę z białym syfem typu misjonarstwo czy rozwój po białemu - no prawie tak jakbym przez te 3 lata nic nie odreagował. No i doszedłem w końcu po prostu do bardzo silnego konfliktu osobowości - zarówno biała jak i niebieska część mnie prawie że wydzieliły się we mnie i zaczęły się wzajemnie zwalczać, nienawidzić i gardzić sobą nawzajem. Wiadomo jak się biały z niebieskim potrafią gryźć, a u mnie to wszystko się działa w ramach mojej psychiki - totalny konflikt osobowości. A najlepsze oczywiście jest to, że w tym wszystkim gdzieś sobie siedziało cichutko trzecie ja, które miało dosyć obu pozostałych, ale było zbyt przytłoczone ich siłą. No i jeszcze jest czwarte ja, to prawdziwe. Dodając do tego medytacje wymiany i łykanie całego popieprzenia tego świata już kompletnie nie wiedziałem co jest moje, a co nie, kim lub czym ja jestem, a czym nie jestem. Wielki mętlik.

Nie odreagowałem tego do końca, więc czuje się z lekka rozbity, ale widzę tyle, że te wyparte emocje z dzieciństwa blokowały mi puszczenie do końca tych sztucznych osobowości, którymi musiałem sobie przykrywać skrzywdzone dziecko. Nie moglem się utożsamiać z tym dzieckiem, bo było to zbyt trudne i bolesne, więc wspaniale mi służyły te sztuczne osobowości, a że było ich więcej niż jedna to się przynajmniej robiło zamieszanie i jeszcze bardzie przesłaniało bolesną prawdę, więc sądziłem że tym lepiej.

Mimo rozbicia czuje się bardzo dobrze, bo czuje że odzyskuje siebie :)

Tulia

  • Wiadomości: 538
  • Płeć: Kobieta
  • Katarzyna Jezierna, www.zyciezaniolami.pl
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-09-23, 22:07:42 »
Miałam wczoraj dobrą sesję regresingu (dzięki Clint!) ale mi teraz wywala egzystencjonalnie...

i taka mi wyszła afka na afirmacje.pl jak poprosilam o inspirację:

To co robię jest potrzebne światu, świat korzysta na mojej twórczości.

Przeczytałam.......i jak sie zaczelam zastanawiac....to mi jeszcze bardziej wywala....grrrrrrrrrrrrrrrrrr

bziuuummm

  • Gość
[#]   « 2012-09-23, 21:16:18 »
:*

Freeflight

  • Gość
[#]   « 2012-09-23, 19:38:47 »
  Schodzą kolejne warstwy wielowiekowego przywiązania do zatrutej syndromem ofiary,biernosci i manipulacji kobiecości...Uwalnia sie kolejna warstwa prowokowania do bycia krzywdzoną,gwałconą,poniżaną;do autosabotażu w poszukiwaniu siebie właściwej,siebie kobiety spełnionej-kochanej,kochającej,cieszącej się życiem,dobrym zdrowym seksem,swoim zdrowym ciałem...

  I wciąż ten strach w tyle głowy,"a co,jeżeli Bóg to mężczyzna-ja się na niego otworzę a on znów zrobi mi krzywdę"?

  Mam nadzieję,że uda się cały ten korzeń pierwotnych intencji wyrwać i uzdrowić...Coraz mniej sił i silny strach przed powierzeniem Bogu tego uzdrowienia...