Moja mama przyjezdza do mnie jutro do Niemiec i bedzie miesiac....juz sie ciesze. Przyjedzie z bratem, ale ten wroci w poniedzialek do Polski. Mama byla ostatnio na komunii mojej corki 3 lata temu u mnie i pare dni. W ogole nie wie jak my zyjemy- tylko z opowiadan. Ciesze sie, ze bede z nia dluzej i bedzie mogla przekonac sie jak ja tu pracuje, rozwijam sie i ze jestem mega szczesliwa w codziennym zyciu.Do tej pory uwaza za dziwadla, ze kupuje tyle ksiazek i gazet ezoterycznych i w glowie sobie mieszam.

Moj rozwoj moja mama, czy rodzina przyjmuje z troche poblazaniem- ciekawoscia-wzburzeniem-albo ignorancja.To zalezy od tego jak mocne sa moje stwierdzenia, lub zachowanie. Nieraz wiem, ze lepiej nic nie mowic- bo oni nie moga tego zrozumiec. Nieraz tez prowokuje, albo jestem troche niecierpliwa...ale obserwuje moje emocje i zastanawiam sie co postawa innych ma mi do powiedzenia- czym ja prowokuje.
Wiem, ze w dziecinstwie poddawalam sie presji bycia grzeczna dziewczynka..tak bardzo, ze czesto uciekalam w chorobe, czakra gardla ciagle zablokowana- bo nie mogac sie przejawiac, albo mowic o wszystkim, albo zloscic - z reguly bylam podatna na manipulacje i wykorzystywanie innych.Stworzylam falszywe ja..a teraz to zmieniam.Wiem, ze bylam kochana i jestem nadal, ale nieraz nie umiem sie jescze pogodzic z mysla, ze mnie krzywdzili w dziecinstwie.Wychowywali jak umieli najlepiej, jak sami byli wychowani. Nie mam zalu, ale wiem, ze musze isc sama swoja droga i poznawac swoje wlasciwe ja - wolne od presji i oczekiwac innych.
Jedno co jeszcze sprawia mi radosc- to jetem juz prawie wolna od potrzeby nawracania i pomagania innym- wole cos opowiedziec i zainteresowac- niz zmuszac i oczekiwac.To totalna wolnosc

)