Karina
Ja bym tu sprecyzował, że szkodliwe może być gloryfikowanie własnych wyobrażeń o miłości. No bo opisane tutaj mechanizmy występują właśnie wtedy, gdy ktoś próbuje na siłę przejawiać to co, sam uznaje za miłość, a co niekoniecznie musi mieć wiele wspólnego z prawdziwą miłością. Prawdziwej miłości nie da się odczuć na siłę, nie da się jej odczuć tłamsząc swoje odczucia - to stoi ze sobą w sprzeczności.
Wielu ludzi za miłość uznaje to, co ja nazywam różowym odlotem czyli po prostu zbiór ładnie wyglądających przekonań i wyobrażeń o tym co się robi pod wpływem miłości, jak się ją czuje, itd. I tacy ludzie zamiast koncentrować się na swoich własnych, prawdziwych odczuciach - koncentrują się na realizacji tych wyobrażeń, które za miłość uznają. Zamiast wzbudzić w sobie miłość i przyjmować z otwartością jej skutki - oni się biorą za realizacje skutków. No i oczywiście, żeby móc się oszukiwać że mają tą miłość - muszą pilnować, aby te konkretne skutki były stale obecne w ich życiu.
W tych wszystkich wewnętrznych gierkach nie ma miejsca dla prawdziwej miłości, więc bym nie przestrzegał przed gloryfikowaniem miłości bo to popadanie w drugą skrajność. Ja bym ostrzegał wprost przed najzwyczajniejszym w świecie udawaniem, że się tą miłość przejawia i przed nazywaniem miłością rzeczy, które nią nie są.
Prawdziwa miłość jest potężną siłą, najpotężniejsza jaka istnieje. Jest także akceptacją, pozwoleniem na bycie prawdziwym sobą - nie można więc mówić o tym, że ktoś może się stać obiektem manipulacji pod jej wpływem.