od jakiegos czasu tak chetnie wracam myslami do czasow kiedy bylam jeszcze dzieckiem, a wlasciwie do mojego dzieciecego uczucia beztroski, idealizmu, poczucia ze swiat stoi przede mna otworem, wracam myslami do mojej mamy jak sie smiala, jak podejmowalismy gosci, jak cudowne byly swieta, dostrzegam jaka harmonia panowala u mnie w domu... jak spokojne dziecinstwo mialam...jakie to wszystko bylo poukladane...dzieki mojej mamie ktora tak wiele dusila w sobie...i moze wlasnie dlatego juz jej nie ma... tak bardzo tesknie... tak mi zal ich obojga...ze cale zycie sie starali, zeby bylo jak najlepiej, i jednoczesnie walczyli kazdy ze swoimi emocjami, tak mi zal nie doczekali nagrody bycia rozpieszczanymi...przez mnie... tak mi szkoda ludzkiego losu ze taki banalny jest a kazdy chce byc najwazniejszy, najkochanszy...i jaki sens jest czepiac sie o to czy o tamto skoro tak naprawde jedyna rzecza ktora sie liczy jak bedziemy odchodzic z tego swiata, jest to, czy kochalismy, czy milosc byla w naszym zyciu... a nie to, ze ktos cos przechlal, zgubil, popelnil jakis blad, taka jest ludzka natura w koncu...trzeba spojrzec na zycie jak na CHWILE ktora mija nawet nie wiadomo kiedy...i te wszystkie bolaczki, troski materialne, jakies glupoty, to wszystko jest po prostu wtedy bez znaczenia.