Clint

Napiszę jeszcze to, co wczoraj chciałam, ale się późno zrobiło

Zauważyłam, że duma (a właściwie to, co się z nią wiąże) jest jedną z większych przeszkód na ścieżce RD, bo ciężko się do nie przyznać. Bo za tym stoi lęk przed nadmuchaniem Ego, a za tym idzie lęk przed oceną, przed odrzuceniem, utrata jedności, a więc lęk przed śmiercią.
Poza tym duma jest taka przyjemna, że nie chce się jej porzucić na rzecz czegoś lepszego!

A tymczasem nieprzyznawanie się do niej i nierozprawienie się z nią nieźle bruździ. Dlaczego?
Bo czując dumę i oceniając ją negatywnie czuję się nie w porządku. A gdy czuję się nie w porządku to podświadomie prowokuję siebie i otoczenie, by mnie karano (niesprawiedliwie, a jakże

, nie pozwalam sobie na godne warunki życia i na spełnianie marzeń (bo nie zasługuję).
Dlatego dobrze jest być otwartym na dostrzeżenie jej (a bardzo często kryje się pod niską samooceną, zauważyłam taką zależność - im bardziej ktoś jest w "czarnej dupie", tym większą dumę przykrywa

i przyznanie się do niej. Wystarczy przed sobą, bo szczerość ze sobą jest najważniejsza

A poza tym od czegoś trzeba zacząć.
I przede wszystkim nie warto dumy oceniać. Duma, złość, gniew, itd. to normalne ludzkie uczucia i nie ma co się ich wstydzić. One nie są nami, więc gdy je zauważymy, przyznamy się do nich i przeżyjemy, to odejdą
Poza tym walczyć z Ego nie ma sensu, bo to je tylko zasila. Do Ego trzeba z miłością - bo ona je rozpuszcza

A propos tego "bycia nie w porządku" to bierze się to z oceny właśnie. Oceniam moje naturalne, ludzkie emocje jako złe, wstydzę się ich, ganię się za nie i już czuję się gorsza, zła, czuję że nie zasługuję na wszystko co najlepsze. Wystarczy pozwolić sobie na ułomności, nie oceniać ich, tylko zauważać, że nie są mną, to po co mam je trzymać? Nie dlatego, że są złe, ale właśnie dlatego, że nie są mną-prawdziwą

I dobrze zauważyłeś – duma to nic złego

Przecież nikogo tym ani nie zabijasz, ani nie krzywdzisz. A jeśli komuś się wydaje, że go to rani, tzn. że on ma z tym problem i to mu pokazuje, co ma jeszcze do uzdrowienia

Jeszcze napiszę z własnego doświadczenia, dlaczego warto przyznawać się przed sobą i do dumy i do niskiego poczucia wartości i w ogóle do wszystkiego

Czyli powoli odkrywać warstwy kanapki, którą tworzą nasze obciążenia (na wierzchu niska samoocena, pod spodem duma, pod spodem znów niska samoocena, a dopiero na końcu my-prawdziwi).
Bo gdy dochodzi się do siebie-prawdziwego to jest tak piękne uczucie, że niema tam miejsca na nic innego niż radość i miłość (tak myślę, że to jest właśnie miłość).
Jesteśmy tak piękni, a mimo to nie można z tego poczuć się dumnym. Dlaczego? Bo moja prawdziwa natura jest nie tylko moja, ale to doskonała natura wszystkich ludzi, każdego tak samo

Więc nie ma tu miejsca na dumę, a jest tylko na radość

Wtedy czuję jedność z wszystkimi i widzę ich piękno niezależnie od obciążeń. A jeśli ktoś cierpi, to mu współczuję, ale nie buddyjsko ;p, tylko na zasadzie: czuję, że cierpi, życzę mu jak najlepiej, chciałbym mu ulżyć, ale i tak się cieszę, bo wtedy nic nie jest w stanie zakłócić tej radości

A cierpiącemu mogę najwyżej pomóc, jak będzie chciał i będę w stanie, a jeśli nie, to daję mu wolność, bo przecież miłość to wolność. I to jest piękne

Jak się łatwo domyślić nie jestem non stop w takim stanie, bo wychodzą mi różne obciążenia, ale czuję to co jakiś czas i pamiętam o tym.
I to mi daje motywacje do odkrywania siebie i bycia sobą
