Jest takich dwóch facetów. Nazywają sie Tresura Matrixa i oni proponują, żeby sobie mówić, najlepiej na głos.
"Akceptuję, że nigdy , ale to nigdy - tego czegoś nie dostanę." I akceptować to w tym momencie. Tak naprawdę.
Próbowałam. To jest trochę taki hardcor. Przynajmniej dla mnie. Dużo emocji się pojawiło. Az mną rzucało

Ale napięcie, rzeczywiście spadło. I pojawiło się to czego chciałam, a bardzo się bałam, że nie dostanę. Może i bez tego by się pojawiło. Nie wiem.
No i można sobie afirmować, że: "Uwalniam się od poczucia braku, a otwieram się na spełnienie. Brak nie jest mi do niczego potrzebny" .