Logika w duchowości się sprawdza, kiedy mamy wiedzę i doświadczenie.
Ileż to razy słyszeliśmy, że Bóg nas stworzył na swój obraz i na swoje podobieństwo? Ponieważ jednak Boga ponoć nikt nigdy nie widział, dajmy sobie spokój z obrazem, a pozostańmy przy podobieństwie.
Kiedy mamy w medytacji doświadczenie Boga, to pierwsza reakcja jest taka, że nie da się tego opisać, bo też brak nam słów, których się nie nauczyliśmy od tych, którzy nie doświadczali. Pojęcia MEDYTACJA używam tu w znaczeniu głębokiego relaksu z poddaniem się Intuicji (co jest praktyką zdecydowanie inną od znanych chrześcijanom rozmyślań, a bliższą modlitwie kontemplacyjnej). Opisywanie doświadczeń z medytacji osobom, które nie medytują, mija się z celem, ponieważ dla nich to jest coś, co pozostaje POZA ich doświadczeniem i pozostanie poza doświadczeniem tak długo, póki się nie wezmą za praktykę medytacyjną. Na podstawie cudzych opisów mogą sobie najwyżej stworzyć błędne wyobrażenia i oczekiwania.
Logiczne rozważania na temat Boga, bez medytacyjnego doświadczania, prowadzą nas więc na manowce. Stąd prosty wniosek logiczny, że "Bóg to musi być podobny do człowieka"
Nie ma większej bzdury
Mamy przeczytane lub usłyszane założenie, że człowiek jest podobny do Boga. Ale... nie można wyciągać wniosku odwrotnego, bo wychodzi, że "człowiek stworzył Boga na swoje podobieństwo", co czynią wszystkie nurty racjonalistyczne i ateistyczne
Logika oparta o brak własnego doświadczenia, a bazująca na cudzej wiedzy, prowadzi do głupiego światopoglądu. Z kolei
własne doświadczenie mówi, że Bóg nie jest podobny do ludzi, ale człowiek jest podobny do Boga. Spotykając się z takim stwierdzeniem logiczny umysł szaleje

I nic dziwnego, bo brak mu doświadczenia, na którym mógłby się zawiesić, do którego odwołać.
Dla osoby, która doświadcza Boga w medytacji, to stwierdzenie jest jak najbardziej logiczne! Ale dopiero wtedy, gdy sobie uświadomi, że boskość człowieka odkrywamy w medytacji i dzięki medytacji

Jest to bowiem zespół cech, które są ukryte przed zmysłami, a więc przed mędrca szkiełkiem i okiem
Nasze podobieństwo do Boga odnosi się do naszych cech duchowych oraz mocy duchowych. Są ona zupełnie NIEZNANE osobom nie medytującym. One czasami coś o nich słyszały, ale najwyżej sobie mogą je wyobrazić, bo bez medytacji nie doświadczają.
Zdarza się jednak, że jakiś człowiek przejawia nawet w świecie materialnym znacznie więcej boskich cech niż inni ludzie (np. m in. czyni cuda, uzdrawia, emanuje spokojem). Osoby duchowo wrażliwe odczuwają tę emanację. Stąd np. kult awatarów (żywych wcieleń Boga). Ale nie tylko przez awatarów przejawia się boskość. Również przez osoby zaawansowane w praktykach medytacyjnych i modlitewnych. Osoby duchowo niewrażliwe mogą przy takim człowieku stać, dotykać go, ale NIC nie zauważają. W rozmowie z osobą przejawiającą boskość traktują ją jak dziwadło, chorego psychicznie albo oszusta. Bo przecież w zakresie wiedzy, jaką dysponują, boskość nie może się przejawiać przez człowieka, jako że jej nie ma z założenia.
Tak oto logiczny umysł wyprowadza ludzi na manowce.
Ci, którzy nie medytowali, a uwierzyli (podobno "Błogosławieni ci, którzy nie widzieli a uwierzyli"), z kolei wpadają w inną pułapkę. Wierząc, że Bóg nas stworzył na swoje podobieństwo, uznają, że JUŻ SĄ Bogami. I łudząc się tą wiarą nawet nie próbują doświadczyć i przejawiać boskości. Bo w swym samozakłamanym samozadufanym przekonaniu JUŻ SĄ, JUŻ PRZEJAWIAJĄ.
Fakt, że są, ale... TYLKO POTENCJALNIE! Co więc przejawiają? Tylko ludzką osobowość, czyli ego. Bez medytacji tego się nie da pojąć, bo brak doświadczalnych odnośników dla logicznego myślenia.