Natomiast dla mnie jedynym sensownym fundamentem mojej wartości jest moje istnienie.
Moje istnienie jest wartościowe i ma sens.
Jasne, ale te rzeczy nigdzie się nie wykluczają

Ba, zwykle zauważam że ludzie którzy w jakiś sposób przerobią sobie poczucie własnej wartości zaczynają żyć zgodnie z tymi zasadami, podczas gdy wcześniej działali im na przekór, i właśnie olśniewają ich te rzeczy które pisał w książce. Bo chodzi o to że samoocena to wynik konkretnego sposobu
działania, nie jakaś magiczna cecha którą możesz rozwinąć i mieć spokój.
Bo w końcu, czy można mieć wysoką samoocenę:
żyjąc nieświadomie,
nieakceptując siebie,
nie będąc odpowiedzialnym za siebie i swoje działania,
nie będąc asertywnym,
nie mając celów w życiu,
nie będąc uczciwym?
Zauważyłem że ludzie z niskim poczuciem własnej wartości czasem nie czują się na tyle dobrzy, aby zaakceptować treść tej książki, że to jest za trudne i przekombinowane. Tyle że zazwyczaj wiąże się to z niewiarą w możliwość wzięcia odpowiedzalności za swoje życie i jakimś czekaniem na cud. Coś jak ludzie u których prosperita leży i kwiczy, a łudzą się że są ponad to, i Bóg da im pieniądze bez pracy, ot chociażby z lotto. Po zajęciu się prosperitą spadają im klapki z oczu i okazuje się że potrafią pracować.
Uważam że podobnie jest z tym.