Autor Wątek: Samoocena  (Przeczytany 50609 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-14, 16:37:05 »
Ja nie jestem Felicite ale słyszałam o takim plemieniu gdzie matki po urodzeniu dziecka cały czas przez okres niemowlęctwa go noszą na sobie w jakimś tobołku i dzięki temu ci ludzie jako dorośli są szczęśliwi.

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-14, 16:30:02 »
Dziecko przychodzi na świat bardzo niedojrzałe, więc jest skazane na to, że matka wczuje się w nie i spełni wszystkie jego potrzeby (dostarczając mu pożywienia, dbając o jego czystość, izolując od niebezpieczeństw, itp.). Bez tego, w skrajnych przypadkach, dziecko jest dosłownie skazane na śmierć (i myślę, że to stąd się może brać lęk przed śmiercią, w sytucji, gdy ktoś się od nas "odwróci").
W tym czasie matka powinna być całkowicie do dyspozycji dziecka, jeśli ono tego chce. Jest to konieczne do prawidłowego rozwoju, ponieważ udana symbioza jest warunkiem zdrowego procesu odłączania się i indywidualizacji ( to z kolei jest przesłanką do wytworzenia się stabilnego poczucia tożsamości). Gdy w tym czasie zdarzą się jakieś zakłócenia, to skutkuje to tym, że całe życie będziemy szukać tego, czego nam wtedy nie dano, w naszych związkach z innymi ludźmi, szczególnie zaś w związku z partnerem. Będziemy się bali indywidualizacji (odłączenia), siebie, wyrażenia swojego zdania, bedziemy zaspokajać czyjeś potrzeby, żeby tylko nas nie opuszczono.
To dlatego natura wyposażyła kobietę w silny instynkt, pozwalający na poniesienie "ofiary" polegającej na zajmowaniu się dzieckiem bez przerwy. Ale może on się tylko rozwinąć wtedy, gdy kontakt matki z dzieckiem zaraz po urodzeniu jest bardzo bliski i nieprzerwany. A o to w naszych czasach było bardzo, bardzo trudno (w szpitalach odbierano kobietom dzieci po porodzie po to, by położyć je w sali z innymi noworodkami).
Poza tym na przeszkodzie w rozwoju tego instynktu stoją jeszcze inne przeszkody. A gdy się on nie rozwinie, to matka nie jest w stanie zaspokoić wszystkich, niezbędnych potrzeb dziecko. I skutkuje to wypaczeniami.
Poza tym nagminnie się zdarza, że matka sama ma silną potrzebę zaspakajania jej potrzeb, a to dlatego, że potrzeby te były niezaspokojone przez jej rodziców (z tych samych względów). No więc pragnie, by to dziecko zaspokajało jej potrzeby, a nie odwrotnie. I dlatego, zamiast na początku być do ciągłej dyspozycji dziecka i przez to budowac zdrową symbiozę (a tym samym poczucie bezpieczeństwa dziecka, ufność, pewność, itp.), a potem powoli wypuszczać je spod swoich skrzydeł (żeby odnalazło siebie, swoją moc, żeby mogło stać się się samodzielne i niezależne), matka robi odwrotnie - nie spełnia warunków właściwej symbiozy (bo nie jest do dyspozycji dziecka; porzuca je emocjonalnie, a czasem nawet fizycznie), a potem nie pozwala mu się usamodzielnić, robi wszystko by je od siebie uzaleznić. I najczęściej jej się to udaje, bo dziecko z deficytem ciepła, z niezaspokojonymi potrzebami wściekle boi się rozłączenia.
I taki człowiek jest potem niesamodzielny, zależny od innych, od ich opinii, bezradny, nie czuje siebie, swoich potrzeb (nie mówiąc już o ich zaspokajaniu), za to doskonale wyczuwa i zaspokaja potrzeby innych.


Możesz mi powiedzieć jak w dzisiejszych czasach jest możliwe by być do dyspozycji dziecka 24 godziny na dobę? Bo mi się wydaje to niemożliwe.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-04-21, 16:47:52 »
Fajnie, że się przydał :D
Mi dużo mówi, to co napisałaś poniżej.
Moja mama w 2 dobie po porodzie trafiła do innego szpitala. A mnie tata odebrał z porodówki kilkadziesiąt godzin później.  Mama tak naprawdę wróciła do domu miesiąc później.
Więc na symbiozę, o której piszesz nie miałam szans.

Pozostała mi po tym tendencja do uzależniania się od innych, szukanie ludzi, którzy mi pomogą przetrwać, szukanie w nich oparcia, szukanie kogoś, ko potrzymałby mnie za rękę i poprowadził.

Trudno się z tym pracuje, jeśli się nie dotrze do źródła.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-21, 12:43:49 »
Czyli służbą innym próbujemy przywrócić stan jedności, który znamy, ale straciliśmy. Może być z Bogiem, ale może być i z matką z czasu płodowego.

To był dobry trop z tą matką :)
I to nie chodzi tylko o okres płodowy. R. Geckel (w "Grzeczne dziewczynki...") pisze, że wczesne związki matka-dziecko są rodzajem sybiozy. Dziecko przychodzi na świat bardzo niedojrzałe, więc jest skazane na to, że matka wczuje się w nie i spełni wszystkie jego potrzeby (dostarczając mu pożywienia, dbając o jego czystość, izolując od niebezpieczeństw, itp.). Bez tego, w skrajnych przypadkach, dziecko jest dosłownie skazane na śmierć (i myślę, że to stąd się może brać lęk przed śmiercią, w sytucji, gdy ktoś się od nas "odwróci").
W tym czasie matka powinna być całkowicie do dyspozycji dziecka, jeśli ono tego chce. Jest to konieczne do prawidłowego rozwoju, ponieważ udana symbioza jest warunkiem zdrowego procesu odłączania się i indywidualizacji ( to z kolei jest przesłanką do wytworzenia się stabilnego poczucia tożsamości). Gdy w tym czasie zdarzą się jakieś zakłócenia, to skutkuje to tym, że całe życie będziemy szukać tego, czego nam wtedy nie dano, w naszych związkach z innymi ludźmi, szczególnie zaś w związku z partnerem. Będziemy się bali indywidualizacji (odłączenia), siebie, wyrażenia swojego zdania, bedziemy zaspokajać czyjeś potrzeby, żeby tylko nas nie opuszczono.
To dlatego natura wyposażyła kobietę w silny instynkt, pozwalający na poniesienie "ofiary" polegającej na zajmowaniu się dzieckiem bez przerwy. Ale może on się tylko rozwinąć wtedy, gdy kontakt matki z dzieckiem zaraz po urodzeniu jest bardzo bliski i nieprzerwany. A o to w naszych czasach było bardzo, bardzo trudno (w szpitalach odbierano kobietom dzieci po porodzie po to, by położyć je w sali z innymi noworodkami).
Poza tym na przeszkodzie w rozwoju tego instynktu stoją jeszcze inne przeszkody. A gdy się on nie rozwinie, to matka nie jest w stanie zaspokoić wszystkich, niezbędnych potrzeb dziecko. I skutkuje to wypaczeniami.
Poza tym nagminnie się zdarza, że matka sama ma silną potrzebę zaspakajania jej potrzeb, a to dlatego, że potrzeby te były niezaspokojone przez jej rodziców (z tych samych względów). No więc pragnie, by to dziecko zaspokajało jej potrzeby, a nie odwrotnie. I dlatego, zamiast na początku być do ciągłej dyspozycji dziecka i przez to budowac zdrową symbiozę (a tym samym poczucie bezpieczeństwa dziecka, ufność, pewność, itp.), a potem powoli wypuszczać je spod swoich skrzydeł (żeby odnalazło siebie, swoją moc, żeby mogło stać się się samodzielne i niezależne), matka robi odwrotnie - nie spełnia warunków właściwej symbiozy (bo nie jest do dyspozycji dziecka; porzuca je emocjonalnie, a czasem nawet fizycznie), a potem nie pozwala mu się usamodzielnić, robi wszystko by je od siebie uzaleznić. I najczęściej jej się to udaje, bo dziecko z deficytem ciepła, z niezaspokojonymi potrzebami wściekle boi się rozłączenia.
I taki człowiek jest potem niesamodzielny, zależny od innych, od ich opinii, bezradny, nie czuje siebie, swoich potrzeb (nie mówiąc już o ich zaspokajaniu), za to doskonale wyczuwa i zaspokaja potrzeby innych.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-16, 17:52:29 »
Fia

Jak dobrze pamiętam to w "Inspiracjach".

Fia

  • Gość
[#]   « 2012-04-16, 16:52:30 »
W którym wątku pojawił się link do tego filmu?

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-16, 12:06:56 »
Bardziej dla mnie wywałkowy był moment gdy przechodziło się przez ten niski astral. Tu mega wywalało. Przerażało mnie to.
Ale potem coś mi chyba puściło, po tym jak główny bohater tam wrócił i jakby był już poza tym. Wtedy mi ulżyło, że to tylko wyobrażenia i można być poza tym, że nie muszę się już tego bać. No i to, że te istoty chetnie po tych zagubionych i upadłych przychodziły, wystarczyło to wybrać:) Coś sobie odreagowałam przy tej okazji chyba.
Każdy ma swoje:))

Mnie z kolei ulżyło (bo też mi przy tym wywalało) wtedy, gdy pokazali, że wystarczy wybrać lepsze, żeby to lepsze faktycznie przyszło (główny bohater poprosił o pomoc i pomoc się zjawiła; inni szczerze przebaczyli i zmienili swój los). Wszystko zależy tylko od nas. Gdy ma się tę świadomość, to "piekło" już nie straszne :)
No i faktycznie - ta gotowość innych (a tak naprawdę Boga) do pomocy... To niesamowicie pokrzepiające :))

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-04-16, 10:40:23 »

Mnie osobiście ten film zainspirował w temacie pracy.
Że można pracować, robić co się chce, dla dobra innych, ale w sensowny, pozytywny sposób. No i odpoczywać, właśnie bez poświęcania siebie. To dla mnie bardzo inspirujące. Bo mi samo działanie np w postaci pracy zupełnie nie przeszkadza tylko te wszystkie negatywy jakie się z tym wiążą: popędzanie, nie szanowanie mojego ciała, moich potrzeb, wykorzystywanie, konkurowania, presje, manipulacje, za dużo pracy, gdy nie ma czasu albo sił na spełnianie sie i działanie w innych dziedzinach życia. Te wszystkie lęki o byt związane z pracą, przymusy by się dostosowywać do jakiś syfiastych lub ograniczających wzorców, przymus pracy wg widzimisię czyjegoś, zamiast działanie lekkie, spontanicznie, intuicyjne. No i ocenianie przez osoby, które mają wyobrażenia jak powinnam pracować, jaka być i jak się zachowywać.
Robienie czegoś co nam nie szkodzi, a sprawia przyjemność z czystymi intencjami wobec siebie i innych ludzi, jest przecież jak najbardziej ok i nie jest żadnym poświęcaniem się.

Gdy w medytacji poddałam się na chwilę Bogu to czułam jego obecność, jakąś obecność i to nie było tak, że jestem sama tylko ja i sama sobie zapewniam wszystko, czułam jakby byla jeszcze jakaś istota obok, a jednoczęsnie była mną. Taka pełnia. Były też najlepsze rozwiązania na każdą okazję. Tak to było wszystko skonstruowane. Nie było miejsca na jakikolwiek brak, tęsknotę, leki, brak jedności.
To było takie proste, a jednocześnie genialne:)))

Laka, to bardzo inspirujące :)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-15, 23:58:21 »
Felicite

Zgadzam się z Tobą. Można robić to samo, a z różnymi intencjami i efekt jest wtedy zupełnie różny.
I ta nieakceptacja...coś sobie uświadomiłam. Ostatnio myślę dużo nad akceptacją właśnie, wielu rzeczy jeszcze nie mogę pś zaakceptować. A teraz zaczynam dostrzegać jakie to ważne i korzystne w sumie:) Boję się akceptacji jeszcze.

Ja nie zwróciłam na to akurat uwagi , na to "nie mamy prawa", nikt jej nie próbował powstrzymywać na siłę. A istoty reagowały różnie, w zależności od ich świadomości. Mi rzuciło się w oczy to, że tam były różne osoby, z różnym poziomem zrozumienia, na swoim własnym poziomie. Ale nie było misji powstrzymywania przed upadkiem.


Bardziej dla mnie wywałkowy był moment gdy przechodziło się przez ten niski astral. Tu mega wywalało. Przerażało mnie to.
Ale potem coś mi chyba puściło, po tym jak główny bohater tam wrócił i jakby był już poza tym. Wtedy mi ulżyło, że to tylko wyobrażenia i można być poza tym, że nie muszę się już tego bać. No i to, że te istoty chetnie po tych zagubionych i upadłych przychodziły, wystarczyło to wybrać:) Coś sobie odreagowałam przy tej okazji chyba.
Każdy ma swoje:))
« Ostatnia zmiana: 2012-04-16, 00:00:59 wysłana przez Laka »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-15, 23:37:31 »
mogę się podpisać pod wszystkimi 10-cioma przykazaniami bycia miłą.


Ja też!
Książka jest żywcem o mnie. Cieszę się, że na nią trafiłam. Jest szansa, że już niedługo przestane być miłą dziewczynką. Pierwsze kroki poczynione :))

Clint,
takie ćwiczenie podaje autorka książki "10 przykazań dla silnych kobiet". Robiłam je kiedyś.  Działa :))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-15, 23:34:45 »
A jeszcze wracając do kwestii doceniania siebie - właśnie przyszedł mi do głowy pewien prosty pomysł, który zamierzam jutro zrealizować. Wypiszę sobie jutro wszystkie swoje zalety i powody do zadowolenia jakie mi tylko przyjdą do głowy i będę regularnie zaglądał do tej listy koncentrując się na wdzięczności i docenieniu :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-15, 23:30:40 »
Mnie osobiście ten film zainspirował w temacie pracy.
Że można pracować, robić co się chce, dla dobra innych, ale w sensowny, pozytywny sposób. No i odpoczywać, właśnie bez poświęcania siebie. To dla mnie bardzo inspirujące.
(...) Robienie czegoś co nam nie szkodzi, a sprawia przyjemność z czystymi intencjami wobec siebie i innych ludzi, jest przecież jak najbardziej ok i nie jest żadnym poświęcaniem się.

Bo właśnie o to chodzi, żeby wszystko co się robi, robić dla Najwyższego Dobra, swojego i innych :) Czyli tak jakby pracować cały czas dla wszystkich. Czy się odpoczywa, czy pracuje (w dosłownym tego słowa znaczeniu) to jest tak samo potrzebne i ważne. I powinno być tak samo przyjemne. Wtedy praca nie jest postrzegana jako praca, ale jak przyjemność. I wykonuje się ją dlatego, że jest przyjemnie (czuje się wtedy przyjemnie na sercu, czyli odczuwa się miłość), a nie z innych powodów.
Ale ważne jest to, żeby dojść do tego samodzielnie, dobrowolnie, nie poprzez nakazy i zakazy, czy naśladownictwo, bo wtedy można się zafiksować i skutek będzie odwrotny od zamierzonego. Zresztą tak bywa z każdą prawdą duchową, która jest tylko zastosowana (przez naśladownictwo), a nie zrozumiana, uświadomiona.
Służba innym, to tak jakby służba samemu sobie. Cieszy najbardziej. Ale jak się do tego próbuje na siłę, to boli.
Boli gdy np. człowiek jeszcze nie dojrzał do tego, ale próbuje, bo "tak trzeba". To rodzi jeszcze większy opór i negatywne emocje. I jeszcze większe zawężenie świadomości.

Ja zauważyłam, że gdy się pozwoli sobie i innym być sobą, to wtedy wychodzi najlepiej dla wszystkich. A wszelkie systemy nauczające prawd duchowych kojarzą mi się z narzucaniem swojego własnego punktu widzenia, czyli z nieakceptacją, stosowaniem siłowych rozwiązań. To we mnie budzi opór niezależnie od propagowanych przez nie treści.
I myślę, że nie tylko we mnie. Chyba ogólnie tak to działa, że mimo, że treści są ok, to jednak sposób ich wdrażania powoduje odwrotny skutek i przynosi więcej szkody niż pożytku.
Tak jak z naukami chrześcijaństwa: np. z pokorą. Ogólnie pokora jest jak najbardziej ok. Ale "przyswajana" na siłę, przez naśladownictwo nic nie daje, a wręcz przeciwnie: szkodzi.
Nie wiem, może jestem zbyt wyczulona, ale w tym filmie nie psuje mi właśnie propagowanie służenia innym jakby "na siłę". W kilku momentach tego filmu było mi bardzo nieprzyjemnie (np. wtedy, gdy główny bohater powiedział do tej zbuntowanej dziewczyny: "nie mamy prawa").
Choć przyznaję, że film był ciekawy i dał do myślenia.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-04-15, 23:21:55 »
http://gruba-nimfa.blog4u.pl/komentarze-226306-bsyndrom-zbytmilej-kobietyb.html

Hmmm ... mogę się podpisać pod wszystkimi 10-cioma przykazaniami bycia miłą.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-04-15, 23:12:39 »
Feli nie czytałam tej książki. Poszukam jej :)

I myśle, że z tą jednością to dobry i u mnie trop. :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-15, 22:51:46 »
Czyli służbą innym próbujemy przywrócić stan jedności, który znamy, ale straciliśmy.

Nie wiem, czy bezpośrednio, choć też tak może być. Np. w moim przypadku służba innym odwraca moją uwagę ode mnie samej, a skupia ją na innych. Dzięki temu (tak myśli pś) moje ego się nie rozdyma, a ja czuję jedność (a raczej złudzenie jedności) z innymi.
Ale myślę, że bardziej pośrednio. Czyli tak: brak jedności spowodował brak bezpieczeństwa, a bezp. z kolei staramy się zapewnić akceptacją innych. Bez nich nie czujemy się bezpiecznie, ponieważ boimy się, że bez nich nie przeżyjemy. Więc staramy się zapewnić sobie ich akceptację (miłość). A jak najlepiej ją sobie zapewnić? Przez służenie im.

Może być z Bogiem, ale może być i z matką z czasu płodowego.

Myślę, że i z Bogiem i z matką, jedno drugiemu nie przeczy, wręcz przeciwnie. Ja mam w ogóle taką teorię, że nasze doświadczenia w obecnym wcieleniu są wtórne (w tym przypadku lęk przed utratą jedności z matką jest wtórny wobec lęku przed utratą jedności z Bogiem), przyczyną jest co innego (wiem, to akurat nie jest odkrywcze ;). Ale poprzez pracę nad tym co teraz, można nawiązać kontakt z przyczyną pierwotną i ją zlikwidować. Analogicznie jak w przypadku pragnień B,A,K i Jedności. Bez pracy z tymi pierwszymi nigdy nie dojdzie się do pragnienia jedności, które jest pierwotne i z którego wynikają te inne. 
Nie wiem, czy słuszna, ani czy dobra dla każdego, ale u mnie się sprawdza :)

Grażynka, a czytałaś książkę  "Grzeczne dziewczynki zjadają wilka" R. Gockel? Dla mnie bomba :) Dokładnie opisuje moje (chyba wszystkie!) problemy. I jest też sposób ich rozwiązania :) (choć jeszcze do tego nie doszłam ;)