Kaja
moja corke urodzilam w wieku 27 lat, mialam prace, mieszkanie, ok z kasa bylo krucho...ale dziecko bylo upragnione i byly rozne bledy i zalamki, kiedy tak bolaly mnie piersi, ze mowilam - nie nie dam - bo mnie boli, mialam natomiast kolezanke w pracy, ktora mi podpowiadala co mam kiedy robic..aby dziecko mi sie nie rozwydrzylo- to byly bardzo inteligentne i madre podpowiedzi...kiedy je stosowalam wszystko szlo jak po masle....smoczka odstawilam, przestalam karmic w nocy, bo juz powinno wytrzymac do rana, albo jak wypluwa smoczka to nie wstawac i wsadzac...dzieki temu mama byla chroniona i dziecko nie bylo pasozytem....moja corka nie musiala z nami spac i mogla nocowac wszedzie od zawsze...nie wymagajac "tylko mamy"...jednak moge sobie zdawac sprawe, jak latwo mozna stac sie "matka polka" - znam kobiety, ktore tak przejely sie rola, ze nie dopuszczaly do dziecka nikogo i robily wszystko same...padaly na nos i byly zle na wszystko w tym najbardziej na dziecko...
Najwazniejsze jest moc sobie wybaczyc...ja jak zaczelam sie rozwijac i czytac o wew.dziecku to zorientowalam sie ile krzywdy wyrzadzilam mojej corce moim wychowaniem, ale coz teraz za pozno, zreszta, mam prawo popelniac bledy wynikajace z niewiedzy. Moja corka ma 13 lat i wie , ze mama jest postepowa i wierzy w inne rzeczy, akceptuje ja i kocha i stara sie zawsze zrozumiec.Jesli natomiast ktos popelni blad- nie ma paniki, wstydu, strachu...wszyscy jestesmy ludzmi i kazdy przezywa wlasne doswiadczenia.

Mialam momenty, ze myslac o drugim dziecku...wolalam jednak zrezygnowac z tego marzenia, bo czulam sie do niczego i balam sie zmarnowac zycie innemu dziecku. Potem byla faza przebaczenia sobie i akceptacji siebie samej. Teraz na nowo zakochuje sie we mnie prawdziwej i w moim ciele ...i jest mi ze mna dobrze....i stosunki w rodzinie sie poprawily