Autor Wątek: Samoocena  (Przeczytany 50728 razy)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-10-08, 08:26:47 »
No właśnie nie do końca wyłapałem sens Twojego postu i myślałem że to stoi w sprzeczności :/ Wiem że u mnie kiedyś stało, że w sumie zgadzałem się "ale..."

A co do proaktywności, to samo słowo jest jakąś durną korporacyjną nowomową. "Musimy działać proaktywnie." Czyli jak? Wspierając działanie? A to można działać antyaktywnie? I czym się różni działanie proaktywne od aktywnego? <ja tak mogę długo..:P>

Mam nadzieję że to słowo nie jest wzięte z książki? Nie pamiętam tego jako filaru, może z jakiegoś innego tłumaczenia? Jak tak to powiedz proszę jakiego, żebym się wystrzegał (bo właśnie chcę kupić, nie wiem nawet czy nie dwie).

Lynd masz rację. Kurcze pomieszały mi się książki :D
Poraktywność jest w Coveyu :D

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-08, 07:56:10 »
No właśnie nie do końca wyłapałem sens Twojego postu i myślałem że to stoi w sprzeczności :/ Wiem że u mnie kiedyś stało, że w sumie zgadzałem się "ale..."

A co do proaktywności, to samo słowo jest jakąś durną korporacyjną nowomową. "Musimy działać proaktywnie." Czyli jak? Wspierając działanie? A to można działać antyaktywnie? I czym się różni działanie proaktywne od aktywnego? <ja tak mogę długo..:P>

Mam nadzieję że to słowo nie jest wzięte z książki? Nie pamiętam tego jako filaru, może z jakiegoś innego tłumaczenia? Jak tak to powiedz proszę jakiego, żebym się wystrzegał (bo właśnie chcę kupić, nie wiem nawet czy nie dwie).

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-10-07, 21:44:53 »
Lynd, a ja przecież nie twierdzę, że się wykluczają :)
Doktor się zapytał na czym można oprzeć swoją wartość, więc odpisałam.
A u Brandena są to zarówno cechy (kiedy mówimy, że ktoś jest asertywny, proaktywny, odpowiedzialny, spójny, czy samoświadomy) jaki sposób działania ;)

Ja nie chwytam jeszcze proaktywności. Może to kwestia polskiej mentalności, że ta brandenowska proaktywnosć nie specjalnie do polskich realiów przystaje, a może ja mam jeszcze, co nieco do przerobienia w tej kwestii.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-07, 21:31:48 »
Natomiast dla mnie jedynym sensownym fundamentem mojej wartości jest moje istnienie.
Moje istnienie jest wartościowe i ma sens.
Jasne, ale te rzeczy nigdzie się nie wykluczają :) Ba, zwykle zauważam że ludzie którzy w jakiś sposób przerobią sobie poczucie własnej wartości zaczynają żyć zgodnie z tymi zasadami, podczas gdy wcześniej działali im na przekór, i właśnie olśniewają ich te rzeczy które pisał w książce. Bo chodzi o to że samoocena to wynik konkretnego sposobu działania, nie jakaś magiczna cecha którą możesz rozwinąć i mieć spokój.

Bo w końcu, czy można mieć wysoką samoocenę:
żyjąc nieświadomie,
nieakceptując siebie,
nie będąc odpowiedzialnym za siebie i swoje działania,
nie będąc asertywnym,
nie mając celów w życiu,
nie będąc uczciwym?

Zauważyłem że ludzie z niskim poczuciem własnej wartości czasem nie czują się na tyle dobrzy, aby zaakceptować treść tej książki, że to jest za trudne i przekombinowane. Tyle że zazwyczaj wiąże się to z niewiarą w możliwość wzięcia odpowiedzalności za swoje życie i jakimś czekaniem na cud. Coś jak ludzie u których prosperita leży i kwiczy, a łudzą się że są ponad to, i Bóg da im pieniądze bez pracy, ot chociażby z lotto. Po zajęciu się prosperitą spadają im klapki z oczu i okazuje się że potrafią pracować.
Uważam że podobnie jest z tym.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-07, 20:20:11 »
Grazyna Anna

Dokladnie,dla mnie tak samo to jest fundament.
Czytalam Brandena zachecona pozytywnymi opiniami tej ksiazki i polecanej jako absolutnie pierwszy krok przy uzdrawianiu samooceny...i sie zawiodlam.Ksiazka zupelnie mi sie nie podobala-mialam wiekszego dola po jej przeczytaniu niz przed.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-10-07, 20:16:15 »
W ogóle odpowiedź na cały wątek to:
Nathaniel Branden - "Sześć filarów poczucia własnej wartości" :)

Branden opisuje cechy charakteryzujące osobę o zdrowym/wysokim poczuciu wartości.
Natomiast dla mnie jedynym sensownym fundamentem mojej wartości jest moje istnienie.
Moje istnienie jest wartościowe i ma sens.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-07, 18:56:30 »
Doktorze,
Nie wiem czy warto opierać na czymś samoocenę "w międzyczasie," bo same próby opierania jej na czymś będą zakładały pewną chybotliwość i w sumie trochę samooszukiwanie.

W ogóle odpowiedź na cały wątek to:
Nathaniel Branden - "Sześć filarów poczucia własnej wartości" :)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-10-07, 18:38:06 »
Na samym istnieniu.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-07, 18:29:49 »
A na czym opieracie swoja wartosc ?

Jesli odpiszecie ze na bogu, to jak mam to rozumiec ? Nie jarze jak mozna opierac wartosc na bogu.

Zapewne zanim moja samoocena bedzie oparta na wlasciwym czyms to pierw musze ja oprzec na czyms pobocznym chyba. I tu mam pytanie co jest kolejna rzecza np. dla bylych wojownikow do oparcia swojej samooceny gdy odchodza juz od schematu opierania wartosci na walce i wygrywaniu ?

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-10-05, 12:22:28 »

Ale niepodoba mi się w tym podejściu to że mimo to co w nas jest to i tak my tym niejesteśmy. Tak samo jak niejesteśmy emocjami które czujemy, tak samo niejesteśmy tą daną cechą którą w sobie doceniamy. A może tu coś źle myślę ? Chciałbym się mylić.

Tak, mylisz się.
Na tym etapie na którym jesteś niebezpiecznie jest oddzielać od siebie swoje emocje lub cechy i mówić sobie że to nie ja.
Na tym etapie nalezy dążyć do scalania siebie i uznawać że to wzsystko jest moje i tym wszystkim jestem ja, po to aby tych części siebie nie odrzucać, tylko je akceptować, że ja taki jestem.
 Najpierw dąży się do integracji wszystkich swoich cześci osobowośći oraz do identyfikowania się ze swoimi emocjami jako z czymś co się tworzy we mnie i ze mnie wychodzi czyli jest mną.
Takie oddzielanie będzie przyczyną pomieszania i pogubienia sie.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-10-05, 11:15:49 »
Nie musimy mieć tej samej cechy co inni żeby je doceniać. Ja bardzo doceniam osoby piekące chleby:) Sam nie potrafię a uwielbiam je jeść.

Program komputerowy nie jest komputerem, ale to dzięki możliwościom komputera, programy komputerowe mogą działać.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-05, 10:22:21 »
Docenianie jest bardzo ważne. Od kąd zacząłem się doceniać a zacząłem z 2 miesiące temu to zobaczyłem wiele super rzeczy jakie są we mnie. Nigdy wcześniej nawet nie wiedziałem o ich istnieniu a na większość z nich nie zwracało się uwagi.
To niesamowite że mamy w sobie coś ze znanych ludzi, z ludzi których np. podziwiamy lub nam imponują. Jeśli coś nam się u danej osoby podoba i sami chcielibyśmy taką cechę mieć to znaczy że po części już ona jest w nas bo odczuwamy w ten sam sposób. Tak myśle.
Ale niepodoba mi się w tym podejściu to że mimo to co w nas jest to i tak my tym niejesteśmy. Tak samo jak niejesteśmy emocjami które czujemy, tak samo niejesteśmy tą daną cechą którą w sobie doceniamy. A może tu coś źle myślę ? Chciałbym się mylić.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 20:35:04 »
Grażynka
no wlaśnie o to chodzi, że porównywanie nie ma sensu. Natomiast pś bywa do niego przywiązana, bo...dziecko najllepiej uczy się przez porownanie, zapamiętanie i odtwarzanie. Malo kompetentni rodzice nie umiejący dać dziecku pozytywnych bodźcow uczą przez porównanie do innych. Dziecko nie ma szerokiej świadomości i na etapie wczesnoprzedszkolnym nie kojarzy, że choc Kasia umie zawiązać buty to jednocześnie Kasia nie umie sama zrobić siusiu. Co zapamiętuje dziecko, że Kasia jest lepsza.


Ania
dla mnie to Ty jesteś genialna. Masz nadzwyczajny talent do francuskiego i do przedmiotów ścislych. Ja nie mam i mi z tym dobrze. I moim zdaniem o to chodzi, że z jednej strony czuję się dobrze, że nie mam tego co mają inni a z drugiej doceniam, że z czegoś jestem dobra, a nawet świetna:)

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-04, 20:28:36 »
widzisz Iustitia, Ty to jeszcze ok;), akceptuję, ze jestes córką Boga i masz mozliwości, bo Cię nie znam, ale generalnie hmmm mam mimo tej niskiej samooceny pewną sprzeczność-otóz ciężko mi tolerować ze ktoś tez ma takie mozliwosci jak ja bo...chciałabym byc lepsza od innych,jedynym dzieckiem Boga i zeby inni mnie podziwiali, you know what I mean;). nie będę tu sciemniac i tego ukrywac.
Z jednej strony czuje sie gorsza-bo inni nie maja takich problemów jak ja i własnie eureka Bóg kocha ich bardziej niz mnie i zazdroszczę im jakichs urojonych rzeczy, a z drugiej w skrytosci wierze ze jestem lepsza lub chciałabym byc lepsza, z nutka wywyzszania sie, ktorej oczywiscie nikomu w zyciu bym nie okazała-a bo więcej zlego doswiadczylam niz oni i z tego wyszłam, a ze moze jestem inteligentniejsza itd. oczywiscie to pewne uproszczenia i generalnie podejrzewam ze częśc z tego juz i tak zeszła.
ciekawe rzeczy wychodzą no ale co będę sciemniać. to pewnie z poprzednich wcielen  jakies władcze obciazenia - nie znam sie na nomenklaturze.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-10-04, 20:26:11 »
ania
czyli masz nawyk porównywania się z innymi. A po co się porównywać?---> ja jestem sobą, Ty jesteś sobą więc bez sensu zastanawiać się która z nas jest bardziej ok jeśli obie jesteśmy ukochanymi coreczkami Boga i potecjalnie mamy te same możliwości:)

Iustitia dokładnie :)
Porównywanie się z innymi, to jakby porównywać galaktykę Drogi Mlecznej z galaktyką Andromeda.
Jest sens takiego porównania?
« Ostatnia zmiana: 2012-10-04, 20:29:34 wysłana przez Grażyna Anna »