Inga,
Ja też Cię już widzę w roli terapeuty, prowadzącego zabiegi kamertonami.
Wiem, że jeszcze wiele do uzdrowienia, ale wiem - prywatnie od Cienie i z forum - ile cudownych rzeczy uzdrowiłaś. Więc mówię Tobie: MASZ OGROMNE DOŚWIADCZENIE.
Bo nie każdemu jest dane prawo wyrwać się dosłownie z BRAM PIEKIEŁ. A Ty to zrobiłaś!
Mi też powoli się marzy zacząć uzdrawiać ludzi, czy to wahadłami leczniczymi, czy kamertonami, uczyć Kundalini Jogi (ale z odrzuceniem całego sekciarstwa, w jakie została ubrana). Bo to wszystko razem REALNIE MI POMAGA W SKRAJNIE SILNYCH EMOCJACH, więc będzie również nadzieją na odzyskanie zdrowia dla innych.
Wahadła można robić zdalnie, ale kamertony już nie - trzeba być z pacjentem face to face.
Do Pytających,

A co do węzłów, bo niektórzy pytają: mają one ogromną moc czyszczenia. Rozwalają największe śmiecie, ale to odbywa się trochę bez udziału pacjenta. Są jak najbardziej potrzebne, gdy bardzo silne wzorce paraliżują codzienne funkcjonowanie, czy w ogóle - egzystencję.
Natomiast przychodzi taki czas, że człowiek chce mieć większy udział w uzdrawianiu, ma więcej siły, by się skonfrontować nie tyle ze swoimi wzorcami, co ze sobą i ze swoimi emocjami - i tu wkraczają kamertony. Są rewelacyjne. Dają niesamowitą przestrzeń w życiu, zatrzymują pędzący codziennie czas i pozwalają się zatrzymać, oraz - przede wszystkim - wyluzować się.
Tak więc widzicie, jedna metoda nie wyklucza drugiej - obie są mocne i obie są potrzebne. Każda jest dobra na swoim etapie, a którą wybrać - podpowie Wam intuicja i Wasza Dusza.

I uwaga: po wahadłach dochodzi się do siebie, bo tną wszystko. Kamertony zaś są łagodniejsze, bo uzdrawiają tylko to, co w danej chwili dokucza.