Ludzie, ja kompletnie nie rozumiem o czym wy tu piszecie. Po prostu przerasta mnie tempo, w jakim dzisiaj wszystko sie zmienia, ile trzeba sie uczyc, ile czasu poswiecac na zarobienie na siebie itp. Ja chce spokojnego zycia we wzglednym dobrobycie a nie walki o przezycie! Mnie nie materia nie pasuje tylko ludzie i ich zachowania, przez ktore jestem determinowany zyjac wsrod nich. A do lasu nie uciekne. I tyle. Nie wiem dlaczego majac trzydziesci kilka lat nie dorobilem sie zadnego konkretnego wyksztalcenia itp. Moze po prostu nic konkretnego mnie nie interesuje. Moze wystarcza mi zwykle zycie. Tylko przynajmniej u nas w Polsce cena tego zwyklego zycia jest conajwyzej etat w Biedronce na kasie lub na budowie za 15000 na miesiac. Sorry, ja nie chce tak zyc ie nie godze sie nato i nie zamierzam brac udzialu w wyscigu szczurow, dostosowywaniu sie do wymogow dzisiejszej gospodarki itp. Chce zyc w spokoju!
Byc moze jest tak, ze nie robie nic konkretnego poniewaz aby to robic, musialbym poswiecac strasznie duzo energii a dla wnetrza moze bardziej istotny jest spokoj niz gonienie za czyms i sciganie sie o cos (o stanowisko, o klienta, ocokolwiek). A ja odkad pamietam najbardziej lubialem zycie polegajace na spokojnym jego przezywaniu z normalna iloscia ziemskich przyjemnosci. I o dziwo, wiekszosc ludzi ktorych znam miala to wzglednie za czasow PRLu a nie ma tego teraz. (Nie to, ze mitoligizuje PRL, podalem przyklad tego co widzialem wczesniej; zapewne sporo osob tak ma dzisiaj-ja takich nie znam jednak.)