Autor Wątek: Pogodzić się z utratą miłości...  (Przeczytany 62091 razy)

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-03, 23:46:04 »
Tak mi sie jeszcze skojarzylo odnosnie leku okoloporodowego-czy jesli nie chcemy przyjsc na ten swiat, to czy potem owocuje to biernoscia, lekiem przed swiatem, przed ciezkoscia zwiazana z byciem tutaj, zyciem, ogolnie przed swiatem materialnym ktory jakby nie bylo nie jest przewaznie latwym srodowiskiem? Bo zawsze od narodzin odbieralem swiat jako pole walki, jak miejsce gdzie nie jest latwo, gdzie trzeba ciagle o cos konkurowac zamiast zyc bez wysilku, tak jak sobie wyobrazam zycie po smierci, gdzie ,,plynie sie".

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-03, 19:39:21 »
Malgosia,

ja moimi urazami moglbym wypelnic niejedno serce bo az tyle sie nazbieralo od dziecka ze strony ludzi tutaj dookola. Dlatego mam ochote stad wyjechac, do ludzi ktorzy nie beda mnie tak traktowac. Wiec chyba moze byc trudno przebic to nie majac w sobie poczucia spokoju i pozytywnych emocji.

Teraz tylko pytam siebie co powoduje, ze ludzie tutaj traktuja mnie tak a nie inaczej, co powoduje ze tutaj ciagle nie moge realizowac tego co chce i w jaki sposob chce.

Nie pozwala mi to spac.

małgosia

  • Gość
[#]   « 2014-06-03, 19:30:11 »
Zed, a to Ty ;)
Z tego, co czytam, to masz przebitki karmiczne, nie zawsze są to obrazy, czasami skojarzenia. Ps komunikuje Ci różne rzeczy, czyli nie jest źle ;)

Jeśli chodzi o rozwijanie przymiotów serca jak miłość, ciepło, akceptacja czy życzliwość to najlepsza pewnie jest medytacja polegająca na skupianiu się na sercu i powtarzaniu tych cech przy jednoczesnym staraniu się, by je poczuć w sercu.
Choć jeśli masz serce poranione i nieufne z powodu negatywnych doświadczeń, to może nie być takie łatwe. Trzeba by równolegle oczyszczać serce z uraz. I wtedy to pójdzie do przodu.

Zed, ja Ci nie powiem, czy wyjazd jest dla Ciebie dobry, idź za tym, co podpowiada Ci intuicja.
Wyjazd nie musi być na stałe, znam ludzi, którzy wyjechali, otrzaskali się w świecie, łatwiej im było odnieść sukces za granicą i podnieść samoocenę, bo poczucie sukcesu wpływa korzystnie na poczucie własnej wartości, a potem wrócili do kraju i tutaj zaczęli dobrze zarabiać już na swoim.
Ważne co jest dla Ciebie najkorzystniejsze na teraz.
Może jak oczyścisz swoje nastawienia do Polski i Polaków, to będzie Ci potem tu łatwiej, trudno dobrze prosperować, jeśli nie lubi się miejsca czy ludzi :).

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-06-03, 17:33:54 »
Dyskusja trafiła do offtopicu, tam może być kontynuowana.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-03, 15:15:28 »
I teraz powoli wyjasnia mi sie, skad u mnie niechec do nauki czy do pracy…tu nie idzie o zadna niechec tylko o rodzaj i forme pracy i nauki-bedac przez wiele wcielen osoba badz wysoko postawiona badz majaca fundusze, nie musialem chodzic do pierwszej lepszej roboty a uczyc czy zajmowac sie moglem tym, co mnie akurat pasjonowalo czy na co mialem zachcianke. Stad tez pewnie moje krytyczne nastawienie na Polske pod tym wzgledem bo rzeczywiscie u nas pracy moze nie tyle nie brakuje, co po prostu chocby z racji mniejszego bogactwa nie tak latwo o dobra prace (czytaj na kierowniczym stanowisku badz zalozeniu wlasnej firmy czy zajmowaniu sie tym, co chcialoby sie robic) badz nie jest latwo o prace ciekawa a jest dostepna praca w zawodach bardziej ,,podstawowych"do ktorych ja isc nie chce. Po prostu rynek pracy nie tak bogaty a i kultura inna troche….bardziej nastawiona na spoleczne oczekiwania, nie na jednostkowosc, rozwoj osobowosci, bycia kims poza reszta (tak jak to obserwuje chocby w krajach anglosaskich gdzie bycie kims waznym, majetnym jest uwazane za szlachetnosc spoleczna).

Chyba jednak zmiana miejsca bedzie sie oplacala…..

Malgosia -> a teraz powiedz mi: czy jesli rzeczywiscie dusza po tylu wcieleniach wybrala miejsce, gdzie jest odwrotnosc w tym, co sie wczesniej doswiadczalo i co sie posiadalo (czyli ze dusza specjalnie wybrala takie warunki aby nie wspomagac dluzej osobowosci) to czy np. zmiana miejsca nie bedzie dla duszy powodem do sabotowania osobowosci w dostepie do tego, co osobowosc miala w poprzednich wcieleniach? Czy moze byc tak, ze wyjazd okaze sie jeszcze gorszym doswiadczeniem niz zycie tutaj, np. poprzez calkowite ograniczenie mozliwosci osobowosi np. poprzez napotykanie wielu niekorzystnych dla osobowosci sytuacji? Mozna to jakos zbadac w ogole, odczuc?
« Ostatnia zmiana: 2014-06-03, 15:17:49 wysłana przez Zed1 »

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-02, 23:34:04 »
Zed,

To sporo Ci się pokazało :).

Chyba będziesz się męczył w tej Polsce i możesz nie rozwinąć swojego potencjału, jeśli nie wyjedziesz :).

Znam sporo osób z karmą władcy czy arystokraty, dużo takich ludzi przyciągam, także trochę się naobserwowałam. Relacje z ludźmi mają różne, z reguły średnio udane ;). I to nie chodzi o siłę przebicia, ambitną wizję na życie, bo cechy charyzmatyczne są akurat atrakcyjne dla innych, tylko raczej o niedostateczną umiejętność tworzenia relacji z ludźmi przez serce. Dobrze wyuczony chłód, pogarda czy odcięcie odpychają innych.

Ale mam w swojej rodzinie ciotkę arystokratkę o bardzo dobrej inteligencji emocjonalnej, otwartej na ludzi i lubiącej ludzi i do niej wraca to samo, może tacy zwykli ludzie trochę jej zazdroszczą sukcesu, ale szanują ją i podziwiają i zawsze jest mile widziana w towarzystwie jako osoba atrakcyjna.

Także myślę, że rozwijanie serca - serdeczności, ciepła i akceptacji jest tu kluczowe, łatwiej wtedy znaleźć punkty styczne z innymi i nawet rozmowa z prostym rolnikiem może sprawić przyjemność :)

Malgosia,

wlasnie im blizej podjecia decyzji o wyjezdzie, tym wiecej emocji, szarpania sie, tesknoty. Nie wiem, o co tu biega. Ale tez czuje, ze zostajac tutaj nie rozwine swojego potencjalu, choc teraz odczuwam cos takiego, ze gdzies wglebi ducha bardzo chcialbym wlasnie tutaj sie zrealizowac tylko jakos tak na przekor cos mi nie pozwala i nie wiem, co to jest dokladnie.

Tez mi brakuje w sobie tego serca, cieploty emocjonalnej bo im jestem starszy tym bardziej zauwazam, ze nie tylko atrybuty materialne ale i druga osoba czy ludzie w ogole sa wazni tylko jak na pecha im bardziej sie staram nad tym pracowac, tym mniej mi wychodzi na zasadzie ze jakby rzeczywistosc zlosciwie stawiala mi sytuacje odwrotne i wtedy trace cierpliwosc a pozniej mam wyrzuty sumienia do siebie, ze tak tych ludzi potraktowalem. Co tu mozna zrobic z tym rozwijaniem serca, akceptacji jesli rzeczywiscie jest to prawda co mi wyszlo?


PS

To ja jestem ta osoba, z ktora rozmawialas ze nie udawaly mi sie zadne wglady poprzez regresing czy medytacje przed kilku tygodniami. Wiem, ze sprawa jest powazna jesli idzie o blokady, o brak umiejscowienia sie.

To co mi sie teraz nauswa w odczuciach to to, ze jak juz niemal od urodzenia mialem wlasnie klopoty z relacjami z ludzmi czyli wychodzi na to, ze to cos emanowalo ze mnie juz bardzo silnie od dziecka tylko ze jako dziecko i pozniej nastolatek nie bylem tego swiadomy i dlatego wyrobilem sobie taka negatywna opinie o ludziach ale cos musi byc na rzeczy, skoro mam az tak duze klopoty z wejsciem w relacje z innymi, przynajmniej tutaj. Mozna cos z tym zrobic czy to raczej wielowcieleniowy proces a przynajmniej rozbity na dziesiatki lat? Bo wychodzi mi na to, ze ta energia tak silnie ze mnie bije, ze nawet jak zachowuje sie ok to ludzie cos wyczuwaja i to nie jest fajne na dluzsza mete. Tak, jakbym od wielu wcielen nie byl nauczony zyc z ludzmi i czuc z tego przyjemnosc.

« Ostatnia zmiana: 2014-06-02, 23:37:06 wysłana przez Zed1 »

małgosia

  • Gość
[#]   « 2014-06-02, 21:37:28 »
Zed,

To sporo Ci się pokazało :).

Chyba będziesz się męczył w tej Polsce i możesz nie rozwinąć swojego potencjału, jeśli nie wyjedziesz :).

Znam sporo osób z karmą władcy czy arystokraty, dużo takich ludzi przyciągam, także trochę się naobserwowałam. Relacje z ludźmi mają różne, z reguły średnio udane ;). I to nie chodzi o siłę przebicia, ambitną wizję na życie, bo cechy charyzmatyczne są akurat atrakcyjne dla innych, tylko raczej o niedostateczną umiejętność tworzenia relacji z ludźmi przez serce. Dobrze wyuczony chłód, pogarda czy odcięcie odpychają innych.

Ale mam w swojej rodzinie ciotkę arystokratkę o bardzo dobrej inteligencji emocjonalnej, otwartej na ludzi i lubiącej ludzi i do niej wraca to samo, może tacy zwykli ludzie trochę jej zazdroszczą sukcesu, ale szanują ją i podziwiają i zawsze jest mile widziana w towarzystwie jako osoba atrakcyjna.

Także myślę, że rozwijanie serca - serdeczności, ciepła i akceptacji jest tu kluczowe, łatwiej wtedy znaleźć punkty styczne z innymi i nawet rozmowa z prostym rolnikiem może sprawić przyjemność :)

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-02, 14:54:52 »
Co jeszcze moglbym dodac to to, ze bardzo czesto mam wladcze usposobienie, jak cos powiem, wewnetrznie odczuwam to ze chcialbym aby inni to wykonali. Byc moze wynika to z tego, ze mialem poprednie wcielenia jako ktos kto rzadzil ale tez ktos, kto byl wyoskiej klasy profesjonalista i potrzebowal odpowiednich warunkow do tego, aby cos tworzyc, produkowac. Tutaj wiele razy mam spiecia z ludzmi odnosnie tego tematu, poniewaz odnosze wrazenie, ze wiekszosc z ludzi w ogole nie pociaga bycie kims szczegolnym stad i nie za bardzo rozumieja mozje potrzeby, dla nich jest to przejaw wylacznie egoistycznego patrzenia na swiat, kolejnych zachcianek ego, odgradzania sie od ludzi. Tutaj wyczuwam od wiekszosci ludzi cos takiego ze zyje sie z dnia na dzien, spokojnie ale tez i bez wielkich oczekiwan, bez wielu rzeczy ktore gdzie indziej sa powszechne. Cieszy sie czlowiek tym co jest a w ty wypadku tym co usoabia nasza lokalna kultura ktorej nie lubie zbytnio, szczegolnie tej zwiazanej z katolicyzmem czy taka specyficzna polska przasznoscia, fascynacja prostota, nawet zachaczajaca o kicz, tandete. A ja po prostu nie tyle co sie odgradzam co po prostu potrzebuje dzialac wedle moich potrzeb i trudno mi jest je dopasowac do otaczajacej mnie rzeczywistosci tutaj, gdzie jestem. Najprawdopodobniej przedklada sie to, ze tutaj zajmujac sie tym czym sie zajmuje mam pod gorke, poniewaz jest to odbierane jako cos malo istotnego, a na pewno mniej istotnego niz nasze pospolite sprawy czy problemy. Czesto spotykalem sie nawet z takim dosc negatywnym nastawieniem, ze po co robie to co robie skoro nikt tutaj tego nie docenia, ze malo jest ludzi zajmujacych sie tym co ja. I generalnie moja fascynacja mzliwosciami plynaca z gospodarczo-ekonomicznego Zachodu nie jest tutaj jakos szczegolnie rozumiana a czasem nawet mile widziana. To tez podejzewam, ze przez lata stworzylo u mnie cos na ksztalt ciala bolesnego, glebokiego zalu i pretensji do ludzi o brak akceptacji bo choc moze wygladac to tak, ze to ja nie akcpetuje ich to jest to raczej wynikiem tego, ze obecne warunki sa dla mnie obce a dla nich ja jestem jakby kims obcym z moim podejsciem. Dlugo sie dzis zastanawialem jak to odczuc zeby cos zrobic z ta wladcza osobowscia i nic mi konkretnego nie odczulo sie poza tym, zeby spasowac z tonu tylko ze wtedy automatycznie odzywa sie osobowosc ktora nie chce stracic tego, co ma a mam cholernie silne ego, wizje tego jak chce zyc i jak byc postrzegany. Trudno mi sie idzie z tym rozstac a juz tym bardziej przyjac do swojej osobowosci zasady panujace tutaj.

Ok, tyle ode mnie w tym temacie. Wydaje mi sie, ze mialem dzis spory wglad w siebie, czuje ze powoli wychodze do swiadomosci i znika mi odczuwanie siebie samego juz.
« Ostatnia zmiana: 2014-06-02, 14:57:54 wysłana przez Zed1 »

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-02, 12:38:20 »
Jeszcze tak sobie skojarzylem, ze od zawsze nie umialem sie odnalezc w tej naszej typowo polskiej towarzyskosci - niby wszystko bylo ok do momentu, w ktorym nie czulem nacisku na wchodzenie na moje terytorium. Wtedy od razu albo uciekalem albo reagowalem agresywnie. Do dzis duzo osob poczytuje mnie za osobe niedostosowana wlasnie dlatego, ze nie wykazuje tej typowo polskiej, slowianskiej uczuciowosci, takiej jakby nadgorliwosci w kontaktach miedzyludzkich. Praca w grupe sprawia mi o tyle trudnosci, ze ja prace zespolowa rozumiem jako konkretny podzial obowiazkow gdzie niekoniecznie jestesmy ze soba razem - bardziej na zasadzie poszczegolnych rol ale wspolne dazenie do celu. To samo mialem i mam z przebywaniem z osobami tzrecimi w tym samym pomieszczeniu czy domu - nie wyobrazam sobie, abym np. mogl ciagle mieszkac z inna osoba, nawet ta najblizsza, w jednym pomieszczeniu. Wczesniej myslalem ze to przez to, ze jestem jedynakiem ale jak poczytalem o kulturze protestanckiej to doslownie jakby uderzylo mnie to, ze to jaki ja jestem zgadza sie z wychowaniem w tejze kulturze a jest troche przeciwstawne z nasza rodzinma kultura katolicka, ta goscinnoscia az do bolu, z  zagladaiem komus w przyslowiowy talerz.

I chyba ztsad jest u mnie to rozdarcie bo moja osobowosc ciagle pamieta stare czasy i teskni za nimi, nie umie sie odnalezc tutaj a dusza juz sie troche zaklimatyzowala po trzydziestukilku latach mieszkania tutaj (chyba ze mialem tutaj wczesniejsze wcielenia ale nie czuje tego zbytnio, na pewno nie przez ostatnie dziesieciolecia) i stad jednoczesnie chec wyjazdu stad i taka dziwna teksnota, ze cos utrace, co jest mi bliskie.

A co do relacji z kobietami to rzeczywiscie model zachodni zwiasku i ogolnie wchodzenia w relacje partnerskie jest mi blizszy bo nie rozumiem modelu opartego na niedostepnej kobiecie z idealami chrzescijanskimi za ktora trzeba ganiac przez dlugie miesiace i przysiegac milosc do grobowej deski, wole pragmatyczne kobiety kierujace sie po prostu albo uczuciem albo takim zwyklym racjoalnym podejsciem do drugiego czlowieka, zreszta sprawdzielm na sobie osobiscie wiec mam jakotakie porownanie.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-02, 10:18:39 »
Malgosia,

pierwsze, co mi przyszlo do glowy to arogancja, wyzszosc. Czuje, ze mam sporo z energii ludzi z Zachodu ktorzy traktuja Polakow i Slowian ogolnie jako rase nizszej kategorii (ale nie czuje, zeby to bylo cos z czasow III Rzeszy), bardziej kwestie kolonialne i przede wszystkim kapitalistyczne-dla nich zawsze uchodzilismy za ludzi jakby takich leniwych, nie chcacych pracowac (Protestantyzm?). Wyjasnialoby to dlaczego od dziecka zawsze fascynowala mnie ta ich protestancka kultura, sila, moc, kult pracy, posiadania, panowania nad swiatem. To mi sie nasunelo. Kilka razy, szczegolnie kobiety, mowily mi ze brak mi uczuc, tego romantycznego pierwiastka i rzeczywiscie-do dzis nie rozumiem naszej slowianskiej ckliwosci, nie rozumie tez w ogole podstaw chrzescijanstwa, o co tutaj chodzi, umartwiania sie. Nawet od wielu lat mam cos takiego, ze wiem ze na swoja smierc trzeba sobie zapracowac a to jest jedna z glownych cech religii protestanckiej. Dlatego tak bardzo ciagnie mnie na Zachod bo od razu czuje sie tak jak u siebie. Podoba mi sie tez porzadek, spokoj, to ze jak jestes specjalista w czyms to jestes doceniany, ze kobiety patrza na Ciebie jak na kogos z kims chca zwiazac swoje zycie, zalozyc rodzine. Tutaj wlasnie chyba zwracaja uwage na inne rzeczy ktorych im brakuje. Co smieszne, bardzo podobaja mi sie imiona meskie typowo niemieckie lub angielskie: henry, William, John, Ian, Godrfyd, Tristan i inne. Mam takie odczucie, ze kiedys bylem dostojnym panem we fraku (byc moze nawet rodzina szlachecka), ktory zawiadywal firma lub lennami. Tez rycerstwo sredniowieczne cos tutaj ma bo bardzo nie lubie tej epoki, wyczuwam lek a jednoczesnie idealy rycerskie nie sa mi obce, czuje ze do dzis mam cos z wojownika, ktory nie uznaje przegranej.

To wszystko napisalem po wsplywem intuicji, zaraz po przebudzeniu. Weryfikacje pozostawiam innym.
« Ostatnia zmiana: 2014-06-02, 10:22:14 wysłana przez Zed1 »

małgosia

  • Gość
[#]   « 2014-06-01, 20:14:20 »
Zed,

To faktycznie zagwostka skoro tak masz tylko z ludźmi z naszego kraju :). Tak czy inaczej zapewne emanujesz jakąś energią, na którą ludzie tak reagują, wczuj się, jaki podświadomy komunikat im wysyłasz.
Ludzie w Polsce wypadają blado pod względem samooceny na tle innych nacji, a jak jest zaniżona samoocena to też łatwiej ulegać prowokacjom, by kogoś odrzucić, dowalić mu. Albo masz karmę związaną z poczuciem winy czy niegodności wobec Polaków i stąd takie efekty.
Tyle mi się nasunęło :)

A jaki miałeś poród?

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-01, 19:47:52 »
Faktycznie coś jest na rzeczy Zed1.
Dopiero zaczynam zgłębiać ten temat od 2 tygodni.
Ja też miałem coś zawsze z rycerzyka że kobietę stawiałem na piedestale i próbowałem spełniać jej oczekiwania w ogóle nie myśląc o swoich i o tym co ja lubie czy chce.
Też właśnie ciągną do mnie takie które mnie ranią i odrzucają, pokazują mi moją niską samoocene i inne wzorce jakimi trzeba sie zająć.
Póki co to najlepszym wyjściem było by wzięcie pod lupe wzorca odrzucenia z dzieciństwa. Uzdrowienia tego zapewne rozwiązuje problem który oboje mamy, a napewno dużo zmieni i po drodze sporo sie uświadomi.

Tu daje linka bo napisałem o jeden rzeczy jaka mi wylazła wczoraj
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=124.msg61538;topicseen#new

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-01, 17:16:04 »
Takie pytanie mi sie nasuneło.
Jeśli chodzi np. o relacje z kobietami (partnerkami). Czy tylko relacje z matką i osobami płci żeńskiej mogą rzutować, przenosić się na związki z kobietami w późniejszym życiu ?
No bo np. jak odrzucali mnie tylko koledzy a nie koleżanki to troche mi sie nie zgadza że relacje z kolegami przeniosą się na relacje z dziewczyną / kobietą

Zalezy, jakie kobiety przyciagasz ale widze pewne podobienstwo do mojej sytuacji, poniewaz czuje ze zarowno ja jak i Ty najczesciej przyciagamy kobiety, ktore mniej lub bardziej maja potrzebe bycia opiniowanym i jesli wedle tych opinii Ty jako ich partner/chlopak nie spelniasz oczekiwan, to wtedy one, w obawie przed opinia innych na ktorej bazuja swoje zycie, to wtedy automatycznei zaczynaja oskrzac Ciebie o cos i odchodza. Pytanie: jaki masz/mamy wzorzec, ze dajemy ie przez te kobiety karac. Tak strzelilem w ciemno ale intuicja mi to podpowiedziala. To ze bylismy odrzuceni przez rowiesnikow, szczegolnie przez naszych kolegow tez moze rzytowac, ze pozniej nie czujemy sie zbytnio mescy, moze podswiadomie dlatego wybieramy kobiety ktore nam beda przypominac o tym. Niech sie ktos madrzejszy wypowie, ja nie znam dokladnie tego tematu.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-01, 16:01:35 »
Takie pytanie mi sie nasuneło.
Jeśli chodzi np. o relacje z kobietami (partnerkami). Czy tylko relacje z matką i osobami płci żeńskiej mogą rzutować, przenosić się na związki z kobietami w późniejszym życiu ?
No bo np. jak odrzucali mnie tylko koledzy a nie koleżanki to troche mi sie nie zgadza że relacje z kolegami przeniosą się na relacje z dziewczyną / kobietą

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-01, 12:51:04 »
Zed1

A nie doświadczyłeś odrzucenia w dzieciństwie przez któregoś z rodziców lub rówieśników, czułeś presję, że masz sprostać czyimś wymaganiom? zwykle takie wzorce ciągną się z dzieciństwa, jeśli Twoje potrzeby emocjonalne nie zostały zaspokojone w wystarczającym stopniu, część Twojej osobowości mogła się zatrzymać na poziomie dziecka, nie dorosła, stąd infantylne zachowania. Wewnętrzne dziecko to tylko jedna z podstruktur podświadomości, w zdrowym procesie powinna dojrzeć i przekształcić się w dorosłego, dojrzałego mężczyznę, który potrafi kochać i przyjmować miłość bez lęku i uzależniania się.

Ze strony rodzicow raczej nie, natomiast od strony rowiensikow juz tak i to od najmlodszych lat. W ogole zauwazylem, ze cos jest nie tak w kontaktach z ludzmi u mnie, dziwnie na mnie reaguja dosc od dziecka. Co jeszcze dziwniejsze, dotyczy to tylko kontaktow u nas w kraju czy z ludzmi z naszego kraju; z obcokrajowcami (niezaleznie skad by byli) mam totalnie super stosunki, wlasciwie od razu rozumiemy sie bez slow. Ja bylem odrzucany przez rowiesnikow ale nie mam pojecia dlaczego, szczegolnie utkwilo mi w pamieci takie zdarzenie z zerowki, gdzioe podobala mi sie taka dziewczynka i probowalem sie z nia zakumplowac i ona powiedziala mi ze mnie nie lubi o to wyrylo tak ogrmne wrazenie na mnie ze pamietam ten scisk wprzeponie az do dzis.

Co do zwiazkow to po prostu trafiam zawsze na kobiety, ktore sa silniejsze ode mnie albo na takie, ktore tez maja cos nie tak uczuciami choc ostatnio zauwazylem poprawe, przyciuagam tez takie o ktorych moglbym powiedziec ze to osoby podchodzace partnersko do tematu czyli zdrowo. Ale cos jest tutaj nie tak czuje...