Wilson,
Ja mam takie popapranie w tym temacie z różnych powodów, przede wszystkim mocno we mnie siedziały wzorce przejęte po moich rodzicach, którzy nigdy nie byli zadowoleni ze swoich prac i jeszcze zarabiali na tej męczarni (zazwyczaj fizycznej) śmiesznie małe pieniądze. Dlatego praca kojarzy się często z wysiłkiem fizycznym lub intelektualnym, w każdym razie zawsze człowiek musi się napocić a potem i tak -jak to mój kochany tatuś mawiał- gówno będzie z tego miał:P To straszne, wiem. To aż przerażające jak głęboko te wzorce w człowieku siedzą i jak mu sabotują osiąganie celów w dorosłym życiu. Ale nie chcę się z tym utożsamiać, nie chcę żeby moje ciężkie dzieciństwo miało jakikolwiek negatywny wpływ na moje życie.
mi też wiele pałęta się po głowie i w emocjach wiele przeszkadzajek, za wiele bo końca ich nie widzę a jak już mi się zdaje, że wiem na czym stoję, mam jasną drogę za kilka dni znów się gubię i wracają czasem nawet te same obawy czy pytania. Zaczynam obecnie pracę taką na rachunki jak napisałaś
Jestem za nią wdzięczna ale im bardziej udaje mi się lekko do tej etatowej pracy podejsc i przyzwyczaić tym niebezpieczniej i częściej zapominam o marzeniach a czas nie wraca. I ciężej potem być pewną , że ja jednak czegoś innego niż ta etatówka chciałam, chcę.
Nie wiem jak w Twoim przypadku ale w moim potrzebny jest regularny motywator z zewnątrz ale żywy
człowiek. Masz rozwojową drugą połówkę więc pewna jestem, że on Ci w tej motywacji pomoże 
Ja nie mam w bliskim otoczeniu kogoś komu by się chciało i kto by mnie tak dobrze znał z moimi marzeniami i pragnieniami i dobrze zyczył. Bo albo dobrze życzą ale nie rozumieją albo coś zawsze brakuje pełni .
Mi też często wracają obawy czy pytania, na które teoretycznie znam już odpowiedź, ale do pewnych rzeczy musze dojrzeć, zrozumieć we własnym czasie… Czasem też problem jak ten z pracą jest tak złożony, że ma kilka warstw i jak już mi się wydaje, że jestem blisko celu ukazuje się drugie dno. Ale cieszę się i tak, bo to w jakim jestem teraz miejscu oznacza też że poszłam do przodu i w końcu coś z tym tematem próbuję robić zamiast siedzieć bezczynnie z założonymi rękami. Staram się też obserwować te moje emocje i wywałki, dopuszczać je do siebie ale nie poddawać się im. Czuję, że będzie lepiej, ale najpierw muszę przejść przez to wszystko co się teraz dzieje.
I widzisz, oczywiście mam moją połówkę, która mnie cały czas wspiera, dużo rozmawiamy i widzę, że on naprawdę wierzy we mnie i powtarza że to tylko kwestia czasu aż sobie ten temat poukładam, ale tak naprawdę sedno – czyli wszystkie odpowiedzi i rozwiązania są w nas. Wsparcie drugiej osoby oczywiście pomaga, ale nie rozwiązuje problemu jeśli nie jesteś sama na te zmiany gotowa… Sama teraz przez to przechodzę:) Więc brak zrozumienia innych osób może być jedną z wymówek do prawdziwych zmian.
Ja miałam taką stagnację w mojej pracy etatowej, że zawsze znalazła się jakaś wymówka żeby w niej zostać i jej nie zmieniać. Czy to moje decyzje czy wypadki losowe, ciągle coś powstrzymywało mnie przed prawdziwymi zmianami. Dobrze jest akceptować pracę w której się jest i czuć wdzięczność za nią, bo przecież mogłaś trafić na coś gorszego, ale… jeśli Twoim prawdziwym celem jest zmiana i realizacja Twoich marzeń, to skup się na celu który czujesz, a pracę którą teraz masz traktuj jako coś przejściowego, niestałego, nie ma gorszej pułapki niż ciepła posadka. Chyba, że z tego co piszesz nie jesteś pewna czego chcesz i chyba tutaj musiałabyś z tym popracować, że już teraz wiesz czego chcesz/potrzebujesz/oczekujesz w kwestiach pracy. Ciężko mi powiedzieć, ja na swoim przykładzie wiem na pewno, że chcę robić coś innego, niż to co robię teraz, bo bycie pokojówką nie jest z pewnością szczytem moich marzeń, jakkolwiek sympatycznie by nie było:D
U mnie blokady wynikają chyba ze skrzywionego obrazu postrzegania rzeczywistości... Widzę rynek pracy oczami moich rodziców, na zasadzie nie da się, nie ma pracy, nikt mnie nie doceni, nie będzie chciał, a jak już coś znajdę to za marne grosze, albo kosztem totalnej męczarni... Moją motywacją jest otwieranie oczu na to jakie realnie są dla mnie możliwości, a biorąc pod uwagę możliwości Boga - są nieograniczone

Bardzo motywują i inspirują mnie ludzie którym udało się coś fajnego osiągnąć, mają wolne zawody w których są szczęśliwi i nie czują się ograniczani w żaden sposób. Działa to bardzo na moją wyobraźnię, to takie zastąpienie przykładu mojej rodziny pozytywnymi przykładami.
Druga sprawa to mapa marzeń lub coś na widoku, to też pozwalało by podświadomości nie zapominać. Może Ty też nie chowaj tych rysunków do szuflady. Powieś gdzieś , zrób podkładkę, okładkę na zeszyt czy coś w tym stylu. To będzie oznaczało, że nie chowasz się z nimi , że nie boisz co sobie ktoś Cię odwiedzi o nich pomysli w sensie oceny.
Rysunków już nie chowam, miałam okres kompletnej niewiary w siebie kiedy przez lata nie rysowałam w ogóle, a rysunki z dzieciństwa walały się po kątach. Ale rok temu postanowiłam wyjść z cienia do ludzi i założyłam w tym celu swoją stronę na fb;) Po drodze zdarzyło mi się wykonać jedno zamówienie i kartkę urodzinową dla przyjaciółki która zrobiła furorę wśród jej znajomych. Ostatnio narysowałam plakat dla fundacji Viva! Gryzonie, grafika odniosła sukces, bo udało się zwrócić uwagę dużej liczby osób na problem adopcji małych zwierząt, takich jak szczury, chomiki, czy świnki morskie. Koordynator zespołu napisała, że już w ciągu pierwszej godziny po dodaniu plakatu zgłosiło się kilkanaście osób o pytanie odnośnie adopcji szczurka. Fundacja miała pod opieką ponad setkę szczurów i wcześniej do adopcji zgłaszano się sporadycznie. Nawiązałam z fundacją luźną współpracę. To takie pierwsze większe docenienie mojej pracy z jakim miałam do czynienia, więc na razie się z tym uczuciem oswajam

A na ścianie wisi obraz który namalowałam, nie boję się raczej już mojej twórczości. Tylko sobie niepotrzebnie dowalam, że mogłoby być lepiej, a jeśli nie, to wraca motyw z cyklu - pewnie nikt tego nie doceni.