Byłem niedawno na w sumie 4 ceremoniach Ayahuasci. Każda po okolo 12 godzin, przez całą noc. I jestem bardzo mega zadowolony. Dla mnie to nie jest jakiś narkotyk, jak to niektórzy piszą, ale lek ciała, serca, umysłu, duszy. Każda była inna. Każda była niesamowitym przeżyciem.
Czytam różne opisy i trochę mnie dziwi, że niektórzy straszą. Może dlatego, że nie każda Ayahuasca jest taka sama i zależy prawdopodobnie od prowadzącego szamana, więc zależy ogólnie od swoich intencji.
Nie wiem, co inni doświadczyli itd. Ja tam miałem rozmowę w trakcie z sobą prawdziwym (wyższym ja). Miałem pokazywane różne swoje wzorce, myślenie itd. Najintensywniejsza była druga, gdzie uzdrawiało się u mnie uciekanie od serca. Wcześniej serce, miłość było dla mnie dość nudne, ale to, co zobaczyłem wtedy podczas ceremonii, moje wzrce itd., to wszystko było tak intensywne, widziałem swoje uciekanie od serca, wywyższanie się, czucie się lepszym itd., że po kilku godzinach tego, nie miałem innego wyjścia, niż puścić wszelką kontrolę, działanie, uciekanie od serca, podążanie do serca itd., i wtedy serce zaczęło mnie w siebie wciągać. Szaman zaczął śpiewać jakaś piosenkę po hiszpańsku (na gitarze, razem z 2 osobami z jego zespołu, jedna osoba grała na bębnie jakimś a druga na kontrabasie), a ja słyszałem słowa, które mówiło do mnie serce w stylu "Witaj mój ukochany".
Głos mnie prawdziwego mówił mi np. kiedy mam iść do łazienki, do której, np. głos mi mówi, idź teraz do łazienki, bo będziesz niedługo wymiotował. OK, wstałem, głos mówi do tej po lewej, poszedłem po lewej, wszedłem do łazienki, głos mówi, przygotuj się, i zaraz wymiotowałem. Nie fizycznie, ale energetycznie, bo wcześniej nie jadłem ponad dzień. Widziałem jak wymiotuję energetycznie jakieś dziwne rzeczy, robaki i nie tylko.
Za pierwszym razem pojawiały się różne moje myśli, przekonania, w które wierzę i potem śmianie się z tego hi hi ha ha, głos się ten śmiał, że traktuję to wszystko na poważnie, potem ja się zacząłem śmiać, taki śmiech buddy, traktowanie iluzji jako coś poważnego, przez to tworzenie problemów w życiu itd. Niesamowite to było.
Myślę, że zależy od intencji, od tego, co się chce doświadczyć, jak bardzo się jest otwartym itd. Dla mnie to było najpiękniejsze doświadczenie w swoim życiu. Ale trafiłem na cudownego szamana, który prowadził ceremonię ze swoja też cudowną żoną, dużo było ukierunkowania się na miłość, otwieranie się na miłość.
Wiem, że nie poszedłbym do każdego na taką ceremonię.