Zastanawiam sie, czmu ludziom zależy, żeby się ktoś o nich martwił? Przecież to ani miłe, ani budujące. Martwiąca się osoba angażuje czas i energię w wyobrażanie sobie róznych nieszczęśźć. A jak wiadomo, to, na czym skupiamy uwagę, wzrasta. A więc w praktyce to nawet czarna magia.
Miałem kiedyś na sesji terapeutycznej klientkę, która cały czas rozpaczała, że nikt jej nie kocha. Mąż i dzieci zapewnialy ją, że ją kochają, ale.... ona "wiedziała", że "tylko ją oszukują, bo to nie to".
Wreszcie ją zapytałem, czy kiedyś ktoś ją kochał?
- Tak - odpowiedziała - Babcia mnie kochała.
- A co babcia robiła takiego szczególnego, że czułaś się przez nią kochana? - zapytałem.
- "Bo ona tak bardzo się o mnie martwiła! Całymi dniami siedeziala i martwiła się. A ja też ją bardzo kochałam i martwiłam się o nią.A teraz nikt sieo mnie nie martwi. Wszyscy tacy szczęśliwi i jeszcze mnie namawiają, żebym i ja była szczęśliwa.
I wreszcie pytam klientkę: - Czy to martwienie się to było miłe uczucie?
- Nonie - odpowiedziała, a za chwilę dodała: - Ale ja byłem głupia, że to wzięłam za miłość!
FDX
Zawsze można zacząć od pokochania siebie, potem Boga i wreszcie przejść przez terapię dla DDA.