Nie bardzo siedzę w temacie Przedwiecznych (Pradwanych) czy też Galaret, ale od czasu do czasu spotykam się z tym tematem przy okazji sesji regresingu czy wypalania węzłow karmicznych.
To, co pisze, wynika ze wspomnień klientow i moich wizji. 1 raz mam własne wspomnienie, kiedy Przedwieczni nauczyli mnie, jak produkować strzygi.
Dla mnie ta grupa istot (Przedwieczni) nieco się róznicuje, ale nie za bardzo. Galarety i Przedwiecznych uznaję za istoty tego samego pochodzenia, choć są tam grupy o różnym poziomie inteligencji i róznych intencjach.
Charakteryzują się tym, ze nie potrafią żyć bez pasozytowania na energii żywych. Pasdożytowanie było im potrzebne, by mogły realizować swoje cele, a także przetrwac bez ciał.
Mnie nie tyle interesuje, jak one się dzielą i skąd się wywodzą, ale jaki mają system wartości, który przekazywali potem innym istotom, a przede wszystkim młodszym od nich UA.
Forma - galaretowato amebowata. Tak ich postrzegam nie tylko ja. Energetycznie widać, że dzielą się na arystokrację i chołotę. Arystokracja jest bardziej przebiegła i ledwo, ledwo świeci jakimś światłem, ale potrafi imitować białe. Chołota jest czarno - szara.
Między oboma grupami nie ma porozumienia czy współpracy. I nic dziwnego, bo źródeł swego zaslilania obie grupy poszukują na zewnątrz. Ale nieporozumienia co do zagospodarowania Aniołów obejmują też "arystokrację".
System wartości tych istot bazuje na poczuciu skrzywdzenia przez Boga. Wg. nich Bóg jest zły, ponieważ pozbawił ich wolności. Zaś wolność absolutna to kreowanie sobie wszystkiego bez żadnych konsekwencji! Jednakże, ponieważ konsekwencje negatywnych kreacji są negatywne, to winę za taki stan rzeczy Przedwieczni zwalili na "złośliwego" Boga.
Przysięgli Bogu zemstę za wszelkie krzywdy, jakie ich spotkały.
Menele wyłudzają litośc rzężąc i popiskując, jak strasznie zostały skrzywdzone przez Boga i błagając o pomoc. Naiwne dobre istoty po postanowieniu, że im pomogą, stają się ich ofiarami i energetycznymi żywicielami. W zamian za to są zasilane toksyczną wizją Boga i jego złych uczynków.
Z kolei arystokraci są bardziej przebiegli. Sprytnie montują armię przeciw Bogu, zasilając ją kolejnymi zbuntowanymi przeciw Bogu i jego niesprawiedliwości. Jednakże trzeba pamiętać, że wszelkie informacje o niesprawiedliwosci Boga pochodza wyłacznie od nich.
Arystokracja Przedwiecznych (niejednomyślnie!) uznała, że młodsze od nich istoty, czyli Anioły, trzeba wprowadzić w życie ucząc ich prawdy o Bogu oraz o rozwoju.
Ta "prawda" mniej więcej tak wygląda: "Miłośc i Bog to stagnacja, a rozwój idzie we wszystkich kierunkach i polega na poznawaniu wszystkiego (czystych i mrocznych energii)". "Bog jest zły i nalezy go ukarać, pozbawić mocy, czcicieli, zwolenników i powołać nowego Boga, który nie będzie karał konsekwencjami za negatywne kreacje". Ta 2 "prawda" jest przekazywana nielicznym, którzy już są pewni jako wrogowie Boga.
Przedwieczni szkolili Archaniołów zlecając im misje pośredniczenia między Aniołami a Bogiem przez nich powołanym! Świadomie tego jednak nie głosili, zeby posrednicy byli przekonani o szczególnej wartości swego pośrednictwa. Jednakże pośrednikom zakładali odpowiednie kody i dostrajali do sztucznego białego światła, jako niby najwyższego poziomu rozwoju. Za tym jednak kodowali mechanizmy ograniczania się w rozwoju do astralu i negatywne nastawienie do związków, a szczególnie związków najbardziej harmonijnych.
Nienawiśc Przedwiecznych i inicjowanych przez nich UA do miłości jest spowodowana obserwacją, że kiedy działa miłośc, wówczas nie można kochających istot nawrócić przeciw sobie i przeciw Bogu. Robili więc wszystko, żeby UA sAME CHCIAŁY SIĘ "ROZWIJAĆ", CZYLI INDYWIDUALIZOWAĆ TAK, ŻEBY DO NIKOGO, A PRZEDE WSZYSTKIM DO bOGA, NIE BYŁY PODOBNE.
W dalszym kontekście:
Wg mnie, Wszechświat istniał zawsze i zawsze będzie istniał. Od zawsze była w nim ciemność i swiatłość. Od zawsze były wibracje czy sytuacje korzystne, jak i niekorzystne.
Ludzie (a wcześniej inne istoty) zaczęli oceniać to, co korzystne i nazywać to dobrem. A co niekorzystne - złem.
Problem jednak nie polega na tym, że zauważamy zło i dobro. Problem polega na tym, że lgniemy do zła deklarując, że zależy nam na dobru!
Tak, właśnie o to chodzi, że wiele istot pragnie "z dobrymi intencjami" poznawać wibracje, które dla nich są niekorzystne. I dąży do odrodzenia w niekorzystnych dla nich warunkach. Jedne z ciekawości, inne z naiwności, a jeszcze kolejne wybierają świadomie doświadczanie tego, co "rozszerzy ich doświadczenie" na te rejony rzeczywistości, które są dla nich szkodliwe (w ocenie subiektywnej - złe). Efekty łatwo przewidzieć, kiedy się wie, o co chodzi. Ale naiwniacy nie przewidują.
Idea niekoniecznie pochodzi od Przedwiecznych, ale została przez nich bardzo rozreklamowana. I wiele UA w nią wierzy i szuka tego, co dla nich niekorzystne tłumacząc sobie i innym, ze "przecież wszystko pochodzi od Boga, a więc musi być dobre".
No i kwestia prawdy.
W sesjach regresingu nie poznajemy prawdy obiektywnej. Podobnie ma się sprawa z uwalnianiem od obciążeń w węzłach karmicznych. Poznajemy prawdę psychologiczną. NASZĄ, OSOBISTĄ. I tylko taka ma dla nas wartość uwalniającą.
W psychoanalizie mówi się o ARCHETYPACH, albo o symbolice marzeń sennych. Nasza podświadomosć funkcjonuje na innych zasadach niz nasz logiczny umysł, ktory musi mieć materialne lub racjonalne dowody. O tym wiedzą psychoterapeuci od ponad 100 lat. Ale nie wyobrażają sobie tego sceptycy, choc temu prawu podlegają.
Jednakże bywają sytuacje, w ktorych prawda psychologiczna spotyka się z prawdą historyczną lub materialną.
I teraz odwołując się do ARCHETYPÓW, to muszę stwierdzić,że dla mnie bardziej zrozumiały jest archetyp strzygi, demona czy smoka wodnego, od mechanizmu Piotrusia Pana czy kompleksu Edypa. Po prostu pracuję z innymi ludźmi niż psychanalitycy. A ci inni ludzie mają zupełnie inne archetypy niż klientela psychoanalityków.