Fajny temat, mnie właśnie najbardziej interesuje wątek dualizmu, dobro i zło, u podstaw:)
Jak ja to widzę, jeśli chodzi o pierwociny:
W boskiej przestrzeni dualizm de facto nie istnieje - to tylko my i inne oddzielone od Światła - Boga istoty zaczynają wynajdować opozycje, kreować ciemność i zło, kryjące się nie tylko w braku światła i dobra - ale i coraz większym zagęszczeniu energetycznej ciemności i zasilającego jej zła; Tzw. zło jest nie tylko emanacją ciemności, ale i jej pożywką. Istoty z WJ odcięte i zabunkrowane, czy istoty czysto astralne, żyjące w ciemności prowokują zło (niskie emocje, nakręcanie się nimi, walkę, rywalizację itp) i potrzebują nowych "ofiar" zasilających ich tym wszystkim - po to by mieć "co jeść"; w ten sposób same w sobie kumulują coraz więcej ciemności i kumulując tak - potrzebują jej coraz więcej i więcej, by przetrwać w swoim astralu.
To może sprawiać wrażenie, ze zła jest coraz więcej i jest "taaaakie potężne"; Jednak samo w sobie, bez zaczepienia w naszych własnych intencjach, wyobrażeniach, przekonaniach, emocjach - jest po prostu bezsilne; Istoty "mroku" pozbawione zasilających je ofiar miałyby niewiele wyjść - wpierw zacząć pożerać się nawzajem, potem jak już zabraknie nawet takiej pożywki w okolicy - w zależności od tego czy to istoty z WJ czy nie - otworzyć się w końcu na światło i pozwolić wymyć z siebie nagromadzoną ciemność - lub zanihilować się w świetle. Możliwe też jest na koniec pożeranie samych siebie

Generalnie "zło" swą siłę czerpie z zewnątrz, z zasilających je ofiar - pozbawione jej - jest bezsilne.
Dlatego też wg mnie pierwsze istoty, jakie "wykreowały ciemność", oddzielając i odcinając się w akcie wolnej woli od Światła Boga, musiały/muszą wciąż i wciąż próbować "zdobywać" kolejne ofiary - kodować, wykrzywiać wizje, wtłaczać przekonania, tworzyć współzasilające się "grupy", nabierające coraz to nowych członków i "wyznawców", najlepiej jak najbardziej zaślepionych, rozemocjonowanych i fanatycznych.