Indra
Uzdrawiałam już jak byliśmy razem, prawie dwa lata, potem było rozstanie, rok po rozstaniu mieliśmy kontakt, aż on go zupełnie nagle i niespodziewanie urwał. Potem uzdrawiałam kolejny rok ponad. Trochę to trwało. Ja cały czas odreagowywałam różne rzeczy, to zerwanie kontaktu było tak nagłym zwrotem akcji w naszych relacjach, że byłam bardzo zaskoczona. Nastąpiło to po tym, gdy ja w sesji puściłam chęć dowalania sobie za jego pomocą, za to, że odeszłam od Boga.
Uzdrawiałam relację z nim, ale też z innymi osobami, jego znajomymi, dziewczynami z którymi miał karmę i do nich ciągnął, ja też miałam i mi waliło. A także osobami, które pojawiły się nagle wokół nas, gdy zaczęliśmy być razem, często karmiczne relacje w kontekście naszego połówkowego związku. Temat był dość szeroki. Ja dużo się modliłam, też o prowadzenie, bo byłam pomieszana, nieprzytomna, sama nie wiedziałam często co się dzieje, a były silne emocje. WJ mnie zainspirowało, by zacząć oczyszczać relację z Bogiem, indywidualizację, nie bardzo rozumiałam wtedy dlaczego, bo ja chciałam relacje z połówkiem oczyszczać, na tym się skupić, a nie ruszać relację z Bogiem, ale okazało się, że posłuchałam i to był dobry trop. Bo za moimi jazdami z połówkiem, w sumie naszymi, kryła się bardzo nie uzdrowiona relacja z Bogiem, no i ta cała indywidualizacja. Przy okazji ważne było uzdrowienie wyobrażeń na temat połówek, tego kim wlasciwie dla siebie jesteśmy, bo te silne emocje i jeszcze silniejsze niespełnienie powodowało, że cieżko było przytomnie spojrzeć na to. Wywalało też dużo innych rzeczy powiązanych jak przedwieczni, nasze relacje z BUA, magia, czarna tantra, karma guru, awatara, relacje z magami, elfy i kodowania różniaste, karma rodzica, już wszystkiego nie pamiętam, ale było tego dużo. Bo wiele z tych rzeczy robiliśmy ze sobą, albo przeciwko sobie, budowaliśmy każdy swoją karme w oparciu o tego drugiego, nawet finanse, zycie w materii zahaczyło. No i moja niska samoocena w związkach( tez mocno kreowana z nim w poprzednich wcieleniach).
Te karmiczne relacje z osobami, które sie pojawialy były nieprzyjemne, bo to albo straznicy, albo nieprzyjaznie nastawione wobec jednego, albo drugiego. Podzieliliśmy się na przestrzeni wcieleń na 2 obozy, ja miałam swoją grupę, ktora mnie lubi, a jego nie i odwrotnie.
Na teraz to jeszcze czuję z nim temat związany z akceptacją siebie( jego też), miłość i harmonia. No i resztki indywidualizacji.
Ja zajęłam się sobą:) Teraz czuję do niego bliskość, sympatię, miłość, dobrze mu życzę, no i luz, nie mam przywiązania, emocji, ale kocham go bardzo:) I paradoksalnie wiem, że on mnie też bardzo kocha, choćby się tego nie wiem jak wypierał;)
Jeśli chodzi o metody to standard: modlitwy, sesje, węzły też były, raz terapia czaszkowo krzyżowa,- coś na sercu jeszcze mi walnelo, afki:)