Spędziłam mnóstwo wcieleń w zakonach a efektem jest całkowite ogłupienie mojej podświadomośći. Nadal siedzi we mnie bardzo mocno wszystko w co wtedy wierzyłam i nadal moja podśw. daje mi to czego kiedyś tak pragnęłam.
Staram się te wierzenia wydobywać na powierzchnię, czuć, uświadamiać sobie i przeżywać powtórnie.
Oto czym jest miłość wg mojej podświadomośći i co ja uruchamiam gdy mówię że siebie kocham.
I już się nie dziwię że tak bardzo się boję miłośći.
Bóg mnie kocha – to znaczy że Bóg mnie chroni przed piekłem i jego miłość wyraża się jako ochrona mnie przed najgorszym czyli przed wiecznym potępieniem. Bóg nie pozwala mi iść do piekła przez to że nie pozwala mi grzeszyć. Bóg chroni mnie przed grzechami poprzez to że nie pozwala mi czynić zła. Bóg operuje karami i za pomocą kar mną steruje i nie pozwala mi na grzeszenie. Jestem wdzięczna Bogu za te kary, bo dzięki temu nie czynię zła i nie pójdę do piekła. Dlatego jestem wdzięczna rodzicom za to że mnie karali i nie dopuszczali abym robiła coś złego oraz w ten sposób mnie uczyli co jest dobre a co złe. Potrzebuję kar które będą mi mówiły co robię złego i będą mnie powstrzymywać przed drogą w złym kierunku. Gdyby nie kary to zupełnie nie wiedziałąbym co robić.
Jak mogę nie kochac takiego Boga, który cały czas na mnie patrzy i cały czas zsyła na mnie kary po to aby mnie uchronić przed grzechami i piekłem. Cały czas czekam, tak jak kiedyś w zakonach, na te kary i cieszę się gdy je dostaję bo to świadczy o tym jak Bóg bardzo się o mnie troszczy, jak mu na mnie zależy i jak bardzo mnie kocha, jeżeli tyle czasu i energi mi poświęca. Każda kara to dla mnie radość i dowód miłośći Boga i za każdą mu dziękuję i proszę o jeszcze więcej.
Gdy tak to wszystko sobie uświadamiałam, zaczęłam się cieszyć, bo zobaczyłam że mam Boga, tego do którego w zakonach tak bardzo się chciałam dostać, tu na ziemi, tuż przy mnie i mam z nim bezpośredni kontakt. Tak długo marzyłam o Bogu, tak bardzo chciałam do niego wrócić a teraz osiągnęłam swój cel, wypełniłam swoją misję odnajdując Boga. Bo zobaczyłam że ojciec jest na ziemi reprezentantem Boga i pełni funkcję Boga. Mój ojciec jest moim Bogiem i jest taki sam jak Bóg. Poczułam ulgę, bo już dłużej nie muszę szukać Boga i bać się że go nie odnajdę. Jestem szczęśliwa bo mój ojciec tak samo jak Bóg, cały czas na mnie patrzy i cały czas karze za wszystko co robię złego. Ojciec kocha mnie tak jak Bóg, bo te kary są dla mojego dobra, po to żebym była dobrym człowiekiem i wiedziała jak postępować. Bo moim odwiecznym pytaniem jest – jak robić żeby było dobrze. Zaczęłam skakać do góry z radośći że wreszcie odnalazłam Boga. Taką samą radość czułam w zakonach wtedy gdy trzeba się było cieszyć np. z narodzin Syna Bożego.
To taka ulga wiedzieć że już sama nie będę się musiała zastanawiać jak powinnam postąpić bo ojciec mi to powie i poprowadzi we właściwym kierunku. Mogę spocząć w pokoju bo mam ojca. Czuję do niego taką wdzięczność za to że mnie wychowywał i karał za zło. On tyle czasu, uwagi i energii mi poświęcił aby mnie wyprowadzić na porządnego człowieka. Mój cel został osiągnięty.
Ojciec nauczył mnie że jak czuję się winna to powinnam się ukarać i wtedy wszystko zostaje naprawione. Dla mnie najważniejsze jest żę wreszcie wiem jak postępować żeby było dobrze.
I jaki sens ma pisanie afirmacji wybaczających ojcu jeżeli ja go nie obwiniam, lecz mu dziękuję za to co mi robił?
Czuję się tak jak w zakonach- całkowicie odcięta od siebie i wytwarzająca sztuczne uczucia radośći i miłośći do Boga. Powtarzam sobie teraz tak jak to robiłam przez całe życie, również w okresie gdy chodziłam na regresing - jestem zadowolona, wszystko jest dobrze. Bo tak chciałam się czuć i taka być. A ta afirmacja jeszcze bardziej mnie odcinała od siebie.
Więcej kar, więcej kar, potrzebuję więcej kar, bo im więcej kar tym Bóg bardziej mnie kocha. Tak w zakonach prosiłam Boga o kary i moja podś nadal prosi o nie. A mnie kary sypią się jak z rękawa. Mam co chwila nową i już nawet nie potrafię powiedzieć za co jestem karana. Boję się cokolwiek robić, bo zaraz pojawia się kara. A kary są najbardziej wymyślne i niespodziewane.
Gdybym nie miała kontaktu z ludźmi i rzeczywistością to potrzeba karania się zabiłaby mnie, bo tak mi się te wzorce odpalają w samotnośći.
Terapeuta oczekuje że j a będę zła n a ojca a ja czuję do niego wdzięczność.
Gdy byłam malutka to w głębi siebie wołąłam- tatusiu, przyjdź i zobacz czy robię dobrze. A ojciec cały czas mnie obserwował i karał. I dzięki tym karom wiedziałam że to co robiłam było złe. A jak inaczej bym się tego dowiedziała?
A wszystko przez to że ja nie wiem co jest dobre z co złe i jak postępować żeby było dobrze. Stąd potrzebny jest mi drogowskaz.