Też uważam że sprawa nie jest prosta. Tak jak Clint pisze, tu nie chodzi o moje intencje. Ja mam jeszcze do uzdrowienia to, że się czuję odpowiedzialna za cudze intencje, zwłaszcza w wypadku dziecka bo to...dziecko jeszcze. I jakaś zobowiązana. Miotam się, bo mi go żal że ma takie wzorce i widzę co sobie kreuje, albo za chwile wykreuje. No ale nie mam też wpływu na wszystkie osoby w jego otoczeniu jakie on do siebie przyciąga. Prawdę mówiąc, to nie wiem na ile ja mam swój wkład w pewne sprawy, a na ile on. Na ile ja mam możliwości chronić go i decydować za niego, a gdzie się one kończą.
I widzę też, że czasem jest tak, że jak ktoś ma mocno nieczyste intencje, to cokolwiek ja bym zrobiła, czy nie zrobiła to ta osoba i tak z tym swoim zestawem wyciągnie z tego syf, nawet jeśli go w tym nie było, to stworzy go w swojej głowie i wykreuje.
Wiec to nie jest takie jednoznaczne, co kto wyciągnie dla siebie z jakiejś sytuacji.
A miotam się bo widzę w nim w bardzo dużym stopniu siebie samą z mojego dzieciństwa. To mnie dotyka osobiście.
"Przy zgodzie będzie szedł na niego cały kościelny syf, przy rezygnacji mogą mu się odezwać wzorce odrzucenia, dzięki którym otoczenie da mu popalić."
Ma silne wzorce odrzucenia i prowokowania do odrzucenia i nie akceptacji. Bardzo dużo leku, ale też intencji do silnych wrażeń, emocji, walki i zadymy. Tak typowo niebiesko. Mysle, że jest to dużo silniejsze niż kościelne jazdy. Choć moze to glebiej jest połączone.
Nie czuje, by go ciagnelo w klimaty kościelne, ale mogę się mylić. Moze to jest głebiej.
On się jara walką, demonami, duchami, zombie, potworami, smokami, a nie kościołem:P Trochę walczącymi aniołami. I to tyle w temacie kościoła;)
"Można mu tez spróbować wytłumaczyć, że nawet gdy inni będą go szykanować, to nie musi się tym przejmować, że wciąż jest niewinny nawet gdy wybiera to co on chce niezależnie od opinii otoczenia, itp."
Można, ale ja wolę nie tłumaczyć , że coś jest bezpieczne i niewinne, skoro sama mam to nie przepracowane. Czasem mówię mu wprost, że się czymś denerwuję, lub czegoś boje i mam z czymś problem. Nie czułabym się w porzadku by wmawiać dziecku coś, w co sama nie wierzę:) Dla mnie to w pierwszej kolejności mój problem do przepracowania, a potem mogę coś jemu doradzić:)